Lewicki: Paradoks Pałacu Saskiego

Miało być o Powstaniu Warszawskiem, ale trudno pisać po raz kolejny o tym samym i powtarzać ciągle, może z jakimiś uzupełnieniami, znane argumenty. Zamiast tego wybrałem temat współczesny i taki, którego zaistnienie też jest efektem skutków tego Powstania.

Niedawno większość rządowa i opozycja starły się w Sejmie w sprawie odbudowy Pałacu Saskiego i Pałacu Brühla, które zostały zniszczone w efekcie Powstania Warszawskiego. Obydwa wymienione obiekty były pamiątkami po okresie rządów w Rzeczpospolitej królów z saskiej dynastii Wettynów: Augusta II i Augusta III. Panowanie tej niemieckiej dynastii trwało w latach 1697-1763 ale też i potem, w latach 1807-1815, król Saksonii, Fryderyk August I, był głową Księstwa Warszawskiego. Były to zatem związki długotrwałe i ich ocena nie jest jednoznaczna. Dawniej, głównie za przyczyną, wrogiej wobec Saksonii, propagandy pruskiej, dominował w Polsce negatywny osąd tego okresu, ale ostatnio zaczyna przeważać bardziej wyważona ocena. Przypomnieć wypada, że królowie sascy przekazali następcy, czyli Stanisławowi Augustowi Poniatowskiemu, kraj większy niż zastali, gdyż odzyskali Podole od Turków. Ziem Rzeczpospolitej oni nie uszczuplili, zaś król Staś sprawił się z całkowitą likwidacją Rzeczpospolitej, czyli największego, zaraz po Rosji, kraju w Europie,  tylko w ciągu jednego swojego panowania.

Biorąc pod uwagę fakt, że przedmiotem tej odbudowy są pamiątki właśnie po okresie saskim, czyli takim czasie, który może być przykładem i dowodem na możliwość bliskiej współpracy polsko-niemieckiej, należałoby oczekiwać, że Platforma Obywatelska, tak optująca dzisiaj za ścisłymi relacjami Polski i  Niemiec, będzie to zamierzenie popierać, zaś PiS, oskarżany o psucie tych relacji, będzie odbudowie tych pałaców niechętny. Jest jednak dokładnie odwrotnie. To PiS forsuje odbudowę Pałacu Saskiego, zaś posłowie Platformy byli w głosowaniu ustawy na ten temat, prawie w całości, przeciwni. Ze 126 członków klubu Koalicji Obywatelskiej przeciw głosowało aż 120, tylko 1 się wstrzymał, a 5 nie głosowało. Jeszcze większe zdziwienie budzą przedstawiane przez nich powody takiej postawy. Zabierający głos na ten temat, w Telewizji Republika, poseł Platformy powiedział, że jest przeciw odbudowie Pałacu Saskiego, gdyż w ten sposób zniknęłaby jedna z ostatnich już pamiątek po zburzeniu Warszawy, a jest „potrzeba kultywowania ogromu zniszczeń”.

Uporządkujmy. Obecny stan, czyli pusty plac w centrum Warszawy, z resztką kolumnady po Pałacu Saskim, jest pomnikiem wyjątkowego barbarzyństwa Niemców podczas ostatniej wojny, którzy ten Pałac wysadzili w powietrze po Powstaniu Warszawskim. Platforma Obywatelska, będąc przeciwko odbudowie Pałacu, jest zatem faktycznie za zachowaniem tego stanu rzeczy i za tym by ten oskarżający Niemców monument trwał dalej, gdyż jest „potrzeba kultywowania ogromu zniszczeń”. Na podstawie analogicznego rozumowania, odbudowanie Pałacu Saskiego będzie wskazywało na czasy bliskich związków miedzy Niemcami i Polakami, właśnie takie, jakie obecnie chce się tworzyć.
Z tego wynika, że dziś to PiS chce, także w przestrzeni pamięci historycznej, tworzyć dobry klimat do współpracy z Niemcami, zaś PO nadal chce kultywować pamięć o najgorszym okresie w relacjach polsko-niemieckich.

Co już jest największym absurdem, przeciwko odbudowie Pałacu Saskiego zagłosował także poseł mniejszości niemieckiej, pan  Ryszard Galla. Czyżby on także był za tym, by pomnik niemieckiego barbarzyństwa, w postaci ostatnich szczątków Pałacu Saskiego, miał trwać wiecznie? Jaka dziwna logika nim kierowała? Różni, uznający się za niezłomnych polskich patriotów, bardzo się oburzyli zachowaniem tego posła i otwarcie go potępiają jak również wzywają do odebrania przywilejów wyborczych dla mniejszości niemieckiej. Chyba niepotrzebnie,  gdyż skutki takich działań tego posła faktycznie idą w kierunku utrzymania złych wzajemnych relacji, co jest na rękę wszystkim siłom przeciwnym współpracy z Niemcami, czyli właśnie takim, jak ci, nielubiący Niemców, patrioci.

Trudno zatem znaleźć przyczynę, dla której Platforma i nawet przedstawiciel mniejszości niemieckiej nie chcą, by w Warszawie pojawiły się pamiątki po czasach saskich. Dlaczego oni tak nie lubią władców Saksonii? Może chodzi o to, że sami czują się spadkobiercami Prus, które były wrogami Saksonii i grabiły ją podobnie jak Polskę, dokonując także rozbioru jej ziem? W Gdańsku, czy Wrocławiu, te pruskie resentymenty są aż nadto widoczne. Dziś nawet w Poznaniu to jest obecne, co już musi zadziwiać biorąc pod uwagę ofiarną walkę tego miasta z Prusakami. Pan Jaśkowiak, obecnie prezydent tego miasta, mówi: „U nas ten pruski element, te 123 lata tej obecności w Prusach i to wszystko, co się z tym wiązało, jednak prowadzi do tego, że się świetnie rozumiemy, jeśli chodzi o Gdańsk, Wrocław i uważamy, że z wiedzy, z nauki warto czerpać, należy czerpać i w związku z tym tak dobrze się u siebie wzajemnie czujemy”.

Prusy zakończyły swój marny żywot w roku 1947. Stało się to wtedy przyczyną wielkiej ulgi dla całej Europy wyniszczonej na skutek bezprecedensowego barbarzyństwa, militaryzmu i głupoty pruskich władców i elit. Prusy diabli wzięli, ale Prusacy, jak zombi, nadal jeszcze się kołaczą po tym świecie, także i w Polsce. I pewnie dlatego im się nie podobają pamiątki po królach z Saksonii. Wszak Drezno było nazywane Florencją Północy, a Saksonia błyszczała wtedy na tle reszty Niemiec, a szczególnie na tle zabiedzonych, z masami ćwiczonego kijami żołdactwa i rządzonych przez pełnych buty, ograniczonych władców, którym od czasu do czasu dawano porządną nauczkę, aż, po kolejnej rozpętanej przez nich wojnie, w roku 1947 postanowiono ostatecznie zakończyć istnienie tego odrażającego wrzodu na ciele Europy, co się też i stało.

Zresztą ta różnica, jeśli chodzi o stosunek do Polski, premiera Saksonii i będącego niewątpliwie sukcesorem Prus, szczególnie po przeniesieniu stolicy do Berlina, rządu federalnego, i dziś jest widoczna. Premier Saksonii, Michael Kretschmer niedawno odciął się od nacisków Unii Europejskiej na Polskę i Węgry stwierdzając: „Musimy trzymać się jasnych zasad. Tam, gdzie naruszane jest prawo europejskie, istnieją procedury. Poza tym powinniśmy powstrzymać się od prób wychowywania”. Władze Polskie powinny zauważyć, i chyba już zauważyły, że niemieckie landy mają jednak spore znaczenie i możliwości, oraz warto mieć  relacje z Saksonią, Bawarią, czy Północną Nadrenią-Westfalią. Dlaczego w Saksonii nie ma polskiej placówki konsularnej? Taka była tam w latach 1958-2009, ale tym siłom w polskim MSZ, co były pewnie też przesiąknięte „pruskim elementem”, musiało to przeszkadzać.

Niektórzy wskazują, że wraz z odbudową Pałacu Saskiego przestałby istnieć, przynajmniej w obecnej formie, Grób Nieznanego Żołnierza. Nie należy się tego obawiać. Zachowane teraz resztki kolumnady można by przecież wbudować w przywracane elementy Pałacu. Tak stało się, dla przykładu, przy odbudowie  Frauenkirche (Kościoła Marii Panny) w Dreźnie, gdzie ocalałe z wojennej pożogi fragmenty ściany świątyni zostały włączone w nową konstrukcję i odróżniają się barwą,  będącą efektem wojennej pożogi podczas bombardowania Drezna. Robi to niesamowite wrażenie, co widziałem sam będąc kilka lat temu w Dreźnie.

Gdyby w odbudowę Pałacu włączył się rząd Niemiec, to jakże znaczącą uroczystością mogłoby być oddanie do użytku przywróconego obiektu. Uczestniczący w tym premier, lub prezydent Niemiec, mógłby mówić nie tylko o złej historii, ale i o latach współpracy, kiedy to Niemcy i Polacy potrafili działać razem. Poza tym, owa obecna maniera częstego kajania się niemieckich przywódców za wojenne zbrodnie na Narodzie Polskim przy okazji różnych wizyt w naszym kraju, staje się coraz bardziej irytująca, już choćby z tego względu, że tym wyznaniom win nie towarzyszą żadne „widoczne znaki” naprawiania krzywd. Jest to taka pusta wiara bez uczynków. Odbudowa Pałacu Saskiego, za niemieckie pieniądze, byłaby zaś istotnym „widocznym znakiem”, także w wymiarze relacji narodów.  By to jednak zrozumieć i do tego dążyć  trzeba mieć wyobraźnię i dostrzec wielkie znaczenie takich działań, szczególnie dla przyszłości. Trzeba być człowiekiem otwartym i mieć pozytywną wizję przyszłych stosunków. Gadanie, szczególnie w Poznaniu, o „pruskim elemencie” jest przeciwskuteczne, gdyż, jak pokazała historia, najbardziej widocznym składnikiem tego „pruskiego elementu” było dążenie do całkowitego podporządkowania i  zniszczenia Polski i Polaków, jako wrogów. Jednak wbrew intencjom propagatorów takich działań, ich finalnym efektem było zniszczenie nie Polski, ale właśnie państwa pruskiego.  Pozostali jeszcze fani Prus, szczególnie ci żyjący w Polsce, powinni to dobrze przemyśleć.

Stanisław Lewicki

Facebook

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *