Lewicki: Pochwała przedawnienia

Przedawnienie jako kategoria prawna oznaczająca ustanie karalności czynu, czy też roszczeń lub zobowiązań, ma bardzo odległą historię i było ono stosowane już w starożytnej Grecji. W ostatnich zaś czasach stworzono kategorie przestępstw jakie przedawnieniem mają nie być obejmowane. Dotyczy to, dość powszechnie, zbrodni ludobójstwa, zbrodni przeciwko ludzkości, czy zbrodni wojennych.

Dla przykładu, w Niemczech taką kategorię zbrodni nieprzedawnialnych wprowadzono w roku 1979, kiedy upłynęło 40 lat od wybuchu wojny, przez co, przy obowiązywaniu dla zbrodni nazizmu okresu przedawnienia takiego jak dla zwykłego zabójstwa, tego rodzaju zbrodnie nie byłyby dalej ścigane. Zbrodnie niemieckiego nazizmu były kategorią szczególną i takie podejście, zniesienie przedawnienia, było zrozumiałe, tym bardziej, że zakres tzw. denazyfikacji w Niemczech był bardziej niż skromny. W Polsce, po zmianach ustrojowych, pojawiła się tendencja do zrównania zbrodni nazistowskich ze zbrodniami okresu komunizmu, aczkolwiek początkowo te ostatnie, także nie były klasyfikowane jako nieprzedawnialne i ustawa o IPN przewidywała dla nich okres przedawnienia równy 30 lat. Oznaczałoby to, że większość tego rodzaju czynów uległoby przedawnieniu już w roku 2020. Aby temu zapobiec, w roku 2019 wprowadzono poprawkę do ustawy o IPN wprowadzającą nieprzedawnianie się zbrodni komunistycznych.

Takie podejście nie jest powszechne w krajach UE i większość z nich nie traktuje w podobny sposób takich czynów. Zetknęła się z tym Polska, gdy władze RFN odmówiły ekstradycji do Polski osoby oskarżonej o udział w masakrze górników w kopalni Wujek, motywując to przedawnieniem tych  zarzutów. Szczególna wrażliwość względem ścigania sprawców komunistycznych represji występuje zwłaszcza w krajach byłego bloku wschodniego, natomiast nie jest spotykana w krajach zachodnich.

Trzeba też przyznać, że ta szczególna wrażliwość, jakkolwiek zrozumiała dla nas Polaków, nie jest oczywista w innych krajach. W Polsce dość powszechnie uważa się, że masakra na Wybrzeżu w roku 1970, czy też wydarzenia w kopalni Wujek, to były  wyjątkowe, możliwe tylko w komunizmie, naruszenia praw człowieka. Tymczasem, gdy spojrzymy nawet na porównywalny okres czasu, to okaże się, że podobne, w zakresie użycia bezwzględnej przemocy, krwawe tłumienie protestów, miały miejsce także w krajach zachodnich. Wystarczy tu przypomnieć tzw. „krwawą niedzielę” w Londonderry” w roku 1972, gdzie brytyjscy spadochroniarze zmasakrowali tłum protestujących, zabijając 14 osób. W konkluzji sprawozdania ze śledztwa zakończonego w roku 2010  stwierdza się, że wszystkie strzały były oddane do nieuzbrojonych ludzi, oraz że były „nieuzasadnione i nieusprawiedliwione”. Pomimo tego, żaden z oficerów i żołnierzy, którzy brali udział w tej masakrze, nie poniósł kary. Wielka Brytania jest krajem gdzie przedawnienie nie funkcjonuje, stąd też śledztwo odnośnie masakry w Londonderry w roku 1972 mogło być prowadzone jeszcze w roku 2010. Choć przecież widać, że pomimo wydania olbrzymich sum na jego przeprowadzenie (trwało 12 lat) nie doprowadziło ono do skazania żadnych sprawców, co powinno być wskazaniem także dla nas.

Jeszcze bardziej drastycznym przykładem były wydarzenia na Politechnice w Atenach, gdzie w roku 1973 wojsko i siły bezpieczeństwa, także wykorzystując czołgi, dokonały rozprawy ze strajkującymi studentami, doprowadzając do zabicia wielkiej liczby ludzi (mówi się od 25 do 200 ofiar śmiertelnych). Nie ma zatem się co dziwić, że Irlandczyków, czy Greków, raczej trudno będzie przekonać, że stan wojenny w Polsce był tym samym co zbrodnie nazistowskie, zaś oni sami w tym czasie żyli pod rządami zapewniającymi przestrzeganie praw człowieka.

Trzeba także mieć świadomość, że brak przedawnienia dla sprawców represji stanu wojennego będzie mieć także pewne niekorzystne skutki. Chodzi o to, że wobec zagrożenia potencjalna karą, bardzo wiele osób, które brały udział w przygotowaniu, planowaniu, czy kierowaniu tymi wydarzeniami, nie będzie skora do podzielenia się  swoimi wspomnieniami na ten temat. A przecież jest rzeczą oczywistą, że nie cała prawda o tych zdarzeniach jest zawarta w zachowanych raportach i innych dokumentach. Znaczna cześć prawdy i faktów nie była dokumentowana i może być uzyskana tylko od świadków i uczestników. Skoro zaś cały czas mają oni na względzie unikanie własnej odpowiedzialności to nie będą skłonni do pełnego przedstawiania wszystkiego co im wiadomo. Gdyby zaś dana sprawa była objęta przedawnieniem, wówczas takiego efektu by nie było, i wiele faktów nie zostałoby ostatecznie zagubionych.

Na koniec zaś wspomnę o zdarzeniu, które mnie skłoniło do poruszenia tego tematu przedawnienia. Otóż w tym miesiącu pan Andre Gasiorowski (Andrzej Gąsiorowski) pochwalił się na swoim FB uczestnictwem w szczególnej uroczystości. Ta znana w Polsce persona, kiedyś współwłaściciel firmy Art B, której zarzucano machinacje finansowe na kwotę setek milionów złotych, dostąpił prywatnego spotkania z papieżem Franciszkiem. Nie byłoby to zapewne możliwe, gdyby sprawa tego poszukiwanego przez Interpol i polską policję, w związku z „aferą Art B”, nie została umorzona w 2015 roku przez Sąd Okręgowy w Kaliszu z powodu przedawnienia. W ten sposób pan Gąsiorowski, za sprawą owego przedawniania,  zamienił się ze ściganego aferzysty w szanowanego filantropa i działacza na rzecz pojednania ludzi różnych religii i nacji, wprost osobistość o światowym formacie. Tak pan Gąsiorowski przedstawiał spotkanie z papieżem: „sam Papież wstał, by powitać nas przy wejściu do sali, i uścisnął nam dłonie delikatnie i delikatnie, z twarzą pełną miłości i ciepła. Zaprosił nas, abyśmy usiedli przy jego biurku i rozpoczęliśmy rozmowę trwającą około 20 minut. … Żegnając się z nami pełen ciepłego uśmiechu Papież uścisnął nam dłonie, błogosławiąc każdego z nas. Kilka godzin później Vatican Press – centralna prasa Watykanu opublikowana na całym świecie tę wizytę we wszystkich językach.”

Jak widać, przedawnienie może mieć taką wielką i cudowną moc przemieniania ludzi, ich losów i ocen ich działalności. Z tego wynikać też może, że przedawnienie komuś naprawdę pomaga. Niektórzy być może odniosą takie wrażenie, że w moim podejściu jest  ironia, czy wręcz kpina, wobec tej, na poły cudownej, odmiany losy wspomnianej wyżej postaci, ale zapewniam, że niekoniecznie tak jest, gdyż przecież w żadnej sprawie nie jesteśmy ostatecznymi sędziami, zatem może warto czasami uchylić się od tego osądzania i pozostawić je Najwyższemu.

Stanisław Lewicki

Click to rate this post!
[Total: 9 Average: 4.2]
Facebook

3 thoughts on “Lewicki: Pochwała przedawnienia”

    1. Polityka jest wszędzie, nawet w wymiarze sprawiedliwości. Pozostaje kwestią polityczną kogo, na jakich zasadach i z jakim okresem przedawnienia karamy. Samo prawo to nie zawsze to samo co moralność.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.