Lewicki: Przegląd tygodników politycznych za tydzień 26/2017

 

„Rzeczpospolita Plus-Minus” nr 25

„Tu jest Polska” – o poszukiwaniach na powązkowskiej Łączce pisze Marek Kozubal. Wśród pomagających w pracach ekshumacyjnych są różni ludzie mający nadzieję na odnalezienie swoich bliskich. Jeden z nich tak mówi o historii swego poszukiwanego stryja: „przed wojną prowadził sklep na Szmulkach w Warszawie, serwował piwo, herbatę, zakąski, kwas. – Sklep był na rogu Ząbkowskiej i Korsaka, przy kapliczce Matki Boskiej opisuje. –Podczas okupacji do wyszynku przyszło kilku nygusów napić się wódki, a po libacji za nic nie chcieli opuścić lokalu, dlatego stryj wezwał policję. „Granatowi” zwinęli kwiat miejscowego rycerstwa – opowiada. Kiedy we wrześniu 1944 r. na Pradze pojawili się Sowieci, ktoś „życzliwy” poinformował ich, że właściciel lokalu wydał Niemcom jakichś ludzi. (…) Zabrali go i ślad po nim zaginął. Pewnie zastrzelili go jak psa i wrzucili do zbiorowego dołu razem z chłopakami z NSZ i niemieckimi zbrodniarzami albo wysłali na Kołymę. Tak, czy siak, nikt go już potem nie widział”

I tak to często było, te winy, tak jak i zasługi nieoczywiste, ofiary przypadkowe, powodowane także tym, że ludzie zdemoralizowani przez wojnę nie stronili od częstego  używania broni i to po obu stronach konfliktu, którego granice także były płynne i nie do końca ostro zarysowane.

I z takiego to materiału obecna władza chce budować podstawę polityki historycznej państwa. A ja mam tylko jedno skromne oczekiwanie. Jak już panowie wydobędą i zidentyfikują, ponosząc dowolnie wysokie koszty, ostatnią kosteczkę każdego żołnierza wyklętego, to może w końcu byście się także zajęli wydobyciem i pochówkiem szczątków dziesiątek tysięcy ofiar banderowskiego ludobójstwa na Wołyniu i w Małopolsce.

„Gazeta Warszawska” nr 25

„Kroniki Tygodniowe: ziarna i plewy” – rubryka Marcina Hałasia, a w niej m.in: „Prawdziwy rasizm zaprezentował za to dziennikarz „Gazety Wyborczej” Paweł Wroński. Oświadczył on na Twitterze, cytuję: „TVPiS będzie nadal prezentować opinie „swoich” Żydów”.

Ostatnimi opisanymi w historii osobami, które miały „swoich Żydów”, byli SS-mani: Felix Landau i Karol Günther. Historia skończyła się tragicznie, bo Landau zastrzelił Żyda Günthera, a ten w odwecie zabił Żyda Landaua. Rzecz działa się w listopadzie 1942 r. w Drohobyczu, a „swój Żyd” Landaua  nazywał się Bruno Schultz … Jak widać Wroński nie ma żadnych zahamowań. Niemal jednocześnie napisał: – Polskim imigrantom na Syberii w czasie II wojny powinno się pomagać na miejscu. Nie sądzę, żeby chodziło o nieuctwo – Na Syberii nie było polskich imigrantów, tylko siłą wywiezieni zesłańcy.”

 Myślę, że autor za wiele wymaga od Wrońskiego – dla niego pewnie to czy kogoś przemocą wywieźli, czy sam wyjechał, to co to tam za różnica, przecież w jednym i drugim przypadku było to związane z jazdą. Ważne, by użyć tego jako młota na przeciwników imigracji. Tym razem Wrońskiemu słabo wyszło i sam się walnął tym młotem.

A z tymi Żydami to chyba Wrońskiemu o paralelę do czego innego chodziło. W czasach gdy poważne funkcje w rządzie i PZPR pełnił Mieczysław Moczar, uważany przecież za antysemitę, to utrzymywał on dobre kontakty z niejakim Alefem-Bolkowiakiem, którego z tej racji nazywano Żydem Moczara.  Wroński zapewne sugeruje, że ci publicyści i dziennikarze żydowskiego pochodzenia, którzy dziś popierają PiS, w tym najbardziej chyba taki jeden ojciec z synem, to są jak ten Alef-Bolkowiak, co to wspierał Moczara w czasach antysemickiej nagonki. Na przyszłość panie Wroński pisz pan jaśniej bo dziś tych pana subtelnych insynuacji to już prawie nikt nie rozumie.

 

„Do Rzeczy” nr 26

„dwaj panowie g” – „Martwi nas przyszłość Adama Bodnara. Rzecznik praw obywatelskich uważa, że Polacy odpowiadają za Holokaust. A przecież Adam Bodnar jest Polakiem. Chyba powinien w tej sytuacji zrezygnować ze stanowiska. W polityce wszak nie ma miejsca dla antysemitów”

I błąd „panowie g”! Nie każdy kto na stałe mieszka w Polsce i posiada polskie obywatelstwo musi zaraz być Polakiem. Pan Bodnar spełnia te dwa warunki ale jego przodkowie zostali objęci Akcją Wisłą, a zatem byli pochodzenia ukraińskiego. Czy zatem Bodnar jest Polakiem?

W tych swoich żałosnych enuncjacjach odnośnie bulwersującej sprawy wymienił on liczne nacje odpowiedzialne za Holokaust, a byli to, według niego, obok Polaków także Węgrzy, Słowacy czy Francuzi. Nie wspomniał natomiast nic o Ukraińcach, którzy chociażby licznie występowali wśród załóg obozów śmierci, jak w Treblince, Bełżcu, Majdanku.

Czy to pomijanie przez Bodnara Ukraińców jako rzeczywistych i wyjątkowo chętnych pomocników Niemców przy Holokauscie to przypadek, nieznajomość faktów, czy zamierzone działanie?

„Do Rzeczy” nr 26

Sławomir Cenckiewicz pisze o likwidacji i ujawnieniu zbioru zastrzeżonego IPN. Tu próbka jego pompatycznego, śmiesznego i strasznego jednocześnie, stylu: „Każdy dzień trwania „Zetki” należy traktować jako dzień stracony – bo ujawnienie zasobu jest zaledwie początkiem prac nad znaczeniem spraw ujawnionych i przystąpieniem do zasadniczej pracy – osądu totalitaryzmu! (…)  Pamiętajmy, że likwidując „Zetkę” dekonspirujemy obca agenturę (nawet wtedy, kiedy wydaje się nam, że wywiad PRL ukradł „dla nas” jakieś technologie za Zachodzie)”.

Cenckiewicz nie rozumie, albo tylko udaje, że państwo, które zdekonspirowało swoich agentów w rzeczywistości pozbawia się szans na budowę w przyszłości jakiegokolwiek wywiadu, bo ze służbami takiego państwa nikt poważny współpracował nie będzie. Co najwyżej może jakiś konfabulant będzie chciał wyłudzićtrochę pieniędzy oferując w zamian coś bezwartościowego.

Tak nie postępują poważani ludzie i może kiedyś znajdą się tacy którzy dojdą jakie cele miał sam Cenkiewicz postępując w taki właśnie sposób. Gdzie był na stypendium, kto go promował i inspirował? Niestety poniesionych szkód to nie naprawi.

Niektóre teczki z tego zbioru zostaną jednak ponownie utajnione, o co prosiły różne służby, ale ich liczba „i tak diametralnie się zmniejszyła po analizie oraz weryfikacji osobiście dokonanej przez ministra Macierewicza”. Jak widać nasze państwo i służby nie mogłyby funkcjonować bez „osobistej weryfikacji” Macierewicza.

 

„Newsweek” nr 27

„Młodzi są jacyś inni” –  Ranata Kim (ale chyba nie z tych Kimów z Korei) rozmawia z Agatą Bielik-Robson, którą nazywa filozofką.  Większość sprowadza się do smendzenia na znaną od wieków nutę, o tym jaka to młodzież jest teraz niedobra. Widać awangarda liberalnego świata grzybieje i dobiega końca, skoro wpada a w takie żałosne klimaty. Dlaczego ta młodzież jest niedobra? Ano dla nich „pokolenie ojców i matek jest kojarzone z liberalizmem, podobnie jak cała transformacja. A liberalizm to obciach. Dla młodocianego prawaka to brukselska zaraza lewacka, która kojarzy się wyłącznie z aborcjonizmem, feminizmem, gejami, fałszywymi językami emancypacyjnymi, osłabianiem religii, narodowej suwerenności i tak dalej.”

Ci młodzi są tacy okropni i nie chcą walczyć z PiS-em: „na manifestacje KOD nie chcą chodzić, bo to dla nich obciach i paradazombi. (…) Ci młodzi pozwalają sobie na okropną szyderę z ludzi KOD, Tuska na białym koniu czy Frasyniuka wynoszonego przez policję w czasie miesięcznicy smoleńskiej (…) Młodzi uważają, że KOD-owcy, broniąc tego, co było, nie są ich sojusznikami i nigdy stać się nimi nie mogą.”

I tak to dwie starsze kobiety snują smutną rozmowę, o istocie której pisał już biskup Krasicki we „Wstępie do bajek”: „Był stary ,który nigdy nie łajał, nie zrzędził”. A prawda jest prosta; czas propagatorów liberalnego projektu mija, nic sensownego nie maja już do przekazania i młodzi właśnie im to uświadamiają. To dla nich przykre i smutne, ale w pełni sobie na to zasłużyli bo postawili na fałszywą ideologię, na fałszywych bogów. O takich Amerykanie mówią, „deadmanwalking” – skazaniec po wyroku śmierci. Tak naprawdę, on już jest martwy, choć jeszcze chodzi na swoich nogach.

 

„Wprost” nr 26

„Niedyskrecje parlamentarne” Elizy Olczyk i Joanny Miziołek. Panie twierdzą, że „Pis ma nowy pomysł. Na kongresie partii 1 lipca, zdaniem naszego informatora, partia rządząca zamierza ogłosić wprowadzenie dodatku dla seniorów. Partia podobno szykuje projekt, według którego emeryci dostawaliby 500 zł jednorazowego dodatku. Seniorzy mieliby dostawać przed świętami Bożego Narodzenia. To ma być odpowiedź na hasło trzynastej emerytury rzucone przez PO, a także element walki o głosy seniorów, których w Polsce jest już ok. 9 mln. (…) PiS będzie miał dla ludzi pozytywne informacje i tym przykryje częściową wymianę ministrów w rządzie”

PO rzuciło ten pomysł trzynastej emerytury jako takie obiecanki cacanki dla głupiego elektoratu, a tu PiS chyba chce to realizować. No skandal panie!

„Przegląd” nr 26

„Wolta Stalina” – Eugeniusz Guz pisze o negocjacjach związanych z ewentualnym wejściem Stalina do sojuszu z Hitlerem. Wiązałoby się to z przystąpieniem do tzw. paktu trzech, do którego należały Niemcy, Włochy i Japonia. I dopiero wtedy Związek Radziecki stałby się formalnie i faktycznie sojusznikiem Niemiec. Ostatecznie do tego nie doszło  U nas się o tym nie mówi i uważa, że ZSRR był sojusznikiem Hitlera od zawarcia paktu o nieagresji w sierpniu 1939 r., co nie jest prawdą. Ówczesny ZSRR dostarczał przez jakiś czas Niemcom surowców strategicznych, które Hitler wykorzystywał do prowadzenia wojny, ale przecież Szwecja robiła to przez całą wojnę a nikt jej do sojuszników Hitlera nie zalicza.

„Ribbentrop w pogawędce ze Stalinem zauważył, ze ten z pewnością był mniej przerażony aktem antykominternowskim  niż londyńskie City i drobni angielscy kupcy a wśród Niemców krąży dowcip, że do paktu antykominternowskiego przystąpi nawet sam Stalin.

Dowcip mógł wkrótce stać się rzeczywistością. 27 września 1940 r. w Berlinie, krótko przed przyjazdem Mołotowa podpisano pakt trzech – porozumienie między rządami Niemiec, Włoch i Japonii, będące właściwie uzupełnieniem poprzednio zawartych umów. W listopadzie 1940 r. do tej trójki dołączyły Węgry, Rumunia i Słowacja”.

Sytuację tą można porównać do tego, gdyby dzisiaj Rosja przystąpiła do NATO, co przecież także nie jest żadną rzeczą niemożliwą, bo takie propozycje już padały. W polityce nie ma rzeczy niemożliwych, i o tym zawsze trzeba pamiętać i rozważać każdy możliwy rozwój wypadków.

„wSieci” nr 26

„Przegląd tygodnia Mazurka & Zalewskiego” – „Całe PiS w napięciu czeka na 1 lipca. Wtedy ma się okazać, kto poleci z rządu, kto w nim wyląduje (…) podobno rekonstrukcja ma być jednak wielka i z rządu odejść mają  nawet święte krowy, takie jak Antoni Macierewicz. Tak, też w to nie wierzymy, ale z okolic Nowogrodzkiej płyną takie sugestie. Oczywiście całkiem możliwe, że to naczelnik Państwa bawi się ludźmi, żeby osłodzić sobie nudę dnia codziennego.  I razem z Macierewiczem chichoczą z tych plotek. Z drugiej strony wiadomo, że Kaczor darzy wielkim zaufaniem Tomasza Szatkowskiego, który jest wiceministrem przy Antonim i który może zostać jego zastępcą. Szatkowski to jeden z najjaśniejszych punktów tego rządu (…) ma też doskonałe notowania w USA. No i ma jeszcze jedną zaletę: jest całkowicie normalny.”

A co zrobić z Antonim? Wzorem dla jego kariery może być droga pewnego polityka o imieniu Mieczysław. Zwyczajnie Antoni mógłby zostać przewodniczącym jakiegoś styropianowego zbowidu, Stworzyć taki to chyba nic wielkiego.

Co wszystko aby się stało jak najszybciej. Amen!

No i jeszcze plotkują, że odejść z posady ministra ma Szyszko oraz Andrzej Adamczyk, Małgorzata Wassermann ma zostać wicemarszałkiem Sejmu, za Brudzińskiego, który to może zastąpić Beatę Szydło, która to (ale to już gdzieś indziej wyczytałem) ma zostać marszałkiem Sejmu,  za takiego co to się nie sprawdził. Ale to wszystko nic w porównaniu do ewentualnego odejścia z rządu Macierewicza.

„Gazeta Polska” nr 26

Niby to GP stara się przeciwstawiać rosyjskiej propagandzie, ale to co ostatnio napisał Paweł Mucha to, według mnie, wręcz sianie defetyzmu. W tekście „Kto nam urabia świadomość” komentuje on jakiś angielski raport „Computional propaganda worldwide” („Zautomatyzowana propaganda na świecie”). To co Mucha pisze wręcz zjeżyło mi włosy na głowie. Okazuje się, że „45 proc. aktywności na Twitterze w Rosji jest wykonywana przez „wysoce zautomatyzowane roboty”. Naukowcy przeanalizowali 14 milionów tweetów”

Wynika z tego, że Rosja posiada komputery przy pomocy których „urabia świadomość” ludzi na Zachodzie. Znaczy się, ruski automat jest bardziej inteligentny niż przeciętny  mieszkaniec krajów Zachodu, którego świadomością jest w stanie ten automat sterować. Te komputery wpłynęły na wybory w USA i na wiele innych spraw. Pewnie ten fejk-news o zakupie Mistrali przez Rosję za dolara to też ruski automat podesłał Macierewiczowi i jego naiwnym współpracownikom.

No strach się bać! Sam przeczytałem rzeczony raport a tam panie jeszcze gorsze wieści, bo okazuje się, że te automaty to tylko Rosja posiada, i na przykład Chińczycy to już ręcznie wysyłają posty na sieciach społecznościowych, a tylko starają się je koordynować.

Znaczy najlepsi specjaliści na Zachodzie przygrywają z ruskimi automatami, które wybierają prezydenta w USA. Nie wiem co państwo o tym myślicie, ale ja jestem załamany, a Mucha odbiera resztę nadziei.

Stanisław Lewicki

[Głosów: 4   Average: 4.5/5]
Facebook

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *