Lewicki: Syndrom Kołodzińskiego

 

Wielu usiłuje prognozować jak może skończyć się obecna wojna na Ukrainie. Nie jest to zadanie łatwe i najbardziej pewnych wskazówek, co do tego, możemy poszukiwać w historii.
Nie znajdziemy tam jakichś analogii co do stosunku sił, czy też ogólnej sytuacji, gdyż ta teraźniejsza jest zdecydowanie unikalna, choćby dlatego, że obecną wojnę toczy uznane międzynarodowo i wspierane przez licznych sponsorów państwo ukraińskie, czego dawniej nie było.
Tym niemniej jednak, może nawet większe od tego znaczenie, wydaje się mieć pewne dziedziczenie zachowań i wprost odwoływanie się obecnych kierowniczych elit ukraińskich do działań, kalkulacji i metod ich  niegdysiejszych protoplastów.

Niestety ci, których oni, może nawet mimowolnie, naśladują, to w większości nacjonaliści ukraińscy, których dziedzictwo takim cieniem położyło na relacjach polsko-ukraińskich. Tutaj większość pomyśli sobie o mrocznej historii Bandery, czy Szuchewycza, a bardziej jeszcze o działalności UPA.
Ponieważ  te, wyżej wymienione, odniesienia są powszechnie znane, nie chciałbym, po raz kolejny, się nimi zajmować, a tym razem przypomnę postać niejakiego Mychajło Kołodzińskiego.
Co ciekawe, jego ojciec był Polakiem i ochrzcił on syna w wierze katolickiej. Potem jednak Mychajło postanowił zostać Ukraińcem, zmienił wiarę na greckokatolicką, jak też przystał do ultraradykalnego nurtu nacjonalistycznego, do UWO, a potem OUN.
Dla Polaków to zatem zdrajca i renegat. Z polecenia swojej organizacji wstąpił do Wojska Polskiego, odbył szkolenie i uzyskał stopień oficerski. To zresztą dość powszechny przypadek, gdy nacjonaliści ukraińscy wykorzystywali uzyskaną, podczas służby w WP, wiedzę i umiejętności do późniejszej walki z Polską. Czynili tak, podobnie jak Kołodziński, rozmyślnie.

Zamieszany w działalność terrorystyczną, został Kołodziński, za zdradę, skazany na więzienie. Po uwolnieniu przebywał nielegalnie w krajach zachodniej Europy, gdzie zapoznał się m.in. z ustaszami – chorwackimi faszystami.
Jednocześnie stworzył on tzw. „ukraińską nacjonalistyczną doktrynę wojskową”, która została zastosowana potem w działalności UPA.
Polegała ona na usiłowaniu wywołania  okrutnego powstania przeciwko Polakom, Żydom i „Moskalom”. Celem miała być budowa „ukraińskiego imperium”, a metodą na jego zbudowanie „wymiecenie co do nogi” Polaków, Żydów i innych, uznanych za wrogie,  mniejszości.
Zbrodnicza koncepcja, wyprzedzająca nawet to co wymyślili niemieccy naziści.

Czas wielkiej próby dla Kołodzińskiego nadszedł, gdy w roku 1939, po rozpadzie Czechosłowacji, na Zakarpackiej Rusi, zaistniała możliwość powołania organizmu parapaństwowego,  tzw. Karpato-Ukrainy.
Nad przebiegiem związanych z tym zdarzeń warto się na chwile zatrzymać, głównie dlatego, by poznać sposób myślenia i działania ówczesnych nacjonalistów ukraińskich.
Ale przecież nawet nie to jest ważne, a bardziej wpływ jaki to ich, nadal pielęgnowane na dzisiejszej Ukrainie, dziedzictwo może wywrzeć na losy dzisiejszej Ukrainy. Mówiąc najprościej, chodzi o to, że wielu dzisiejszych ukraińskich polityków zadaje sobie pytanie: a jak by się w obecnej, krytycznej sytuacji, zachował Kołodziński, że o Banderze i Szuchewyczu już nie wspomnę.

Przytaczam przykład Kołodzińskiego, gdyż on stając, w marcu 1939 roku, na czele sił zbrojnych owej Karpato-Ukrainy także musiał się skonfrontować z sytuacją zagrażającą istnieniu tego tworu. Były to okoliczności, do jakiegoś stopnia, podobne do tego co wydarzyło się w wyniku tegorocznej inwazji rosyjskiej.
Co się działo 85 lat temu na Rusi Zakarpackiej? W wyniku układu monachijskiego Czechosłowacja, a właściwie to co z niej jeszcze zostało, uległa przekształceniu na federację, w ramach której Ruś Zakarpacka uzyskała autonomię. Władze tej autonomii zostały szybko zinfiltrowane przez nacjonalistów ukraińskich, którzy napłynęli tam z różnych państw.
Gdy w marcu ’39 roku doszło do likwidacji Czechosłowacji, powstała kwestia co dalej z tą autonomiczną jednostką. Ukraińcy chcieli powołania tam swojego państwa. Wówczas głównym rozgrywającym na tym terenie był kanclerz Rzeszy Niemieckiej – Adolf Hitler.
I to do Hitlera, mając jakieś wcześniejsze zapewnienia o  jego przychylności, premier nowo powstałej Karpato-Ukrainy wystosował telegram: „W imieniu rządu Ukrainy Karpackiej proszę o przyjęcie do wiadomości deklaracji naszej niepodległości pod ochroną Rzeszy Niemieckiej”.
Hitler jednak nie zareagował przychylnie, gdyż wcześniej postanowiono o oddaniu tejże Rusi Zakarpackiej w posiadanie Węgrom.
Dlatego też niemiecki konsul, Hoffman, na spotkaniu z Kołodzińskim i innymi dowódcami sił ukraińskich, poinformował ich, że rząd niemiecki w tej sytuacji nie może przyjąć Ukrainy Karpackiej pod protektorat i w związku z tym radził im spełnić żądania Węgrów i natychmiast się poddać, aby zapobiec rozlewowi krwi.

Widzimy tu jakieś podobieństwo do tego, co usłyszał ambasador Ukrainy, Andrij Melnyk, gdy zaraz po rosyjskiej inwazji zwrócił się do niemieckiego rządu o dostawy broni: „W naszej ocenie, wy Ukraińcy, możecie mieć kilka godzin. Teraz w ogóle nie ma sensu wam pomagać”.
Wiemy, że obecnie Niemcy się mylili, a czy mylił się niemiecki konsul w ’39 roku? Otóż się nie mylił, gdyż Węgrzy uderzyli na Karpato-Ukrainę i opanowali ją w cztery dni.
Siły ukraińskie usiłowały stawiać opór, ale został on szybko złamany, zaś Kołodziński, wraz ze swoim adiutantem, Zenonem Kossakiem, niestety z tych Kossaków, zostali pojmani i rozstrzelani.
Z całej tej historii zachowano odpowiedź jakiej udzielić miał, niemieckiemu konsulowi,  Kołodziński na jego radę by poddać się Węgrom. Funkcjonuje ona w kilku wersjach, z których najpopularniejsza jest chyba ta: „W słowniku ukraińskiego nacjonalisty nie ma słowa „kapitulować”, „silniejszy wróg może nas pokonać w walce, ale nigdy nie rzuci nas na kolana!”.

I to jest, według mnie, jedna z najbardziej znaczących cech dla metod działania ukraińskich nacjonalistów. Bezwzględność – posunięta to zbrodni, nieuznawanie politycznych racji i kalkulacji, ani stosunku sił.
Tego rodzaju nieuznawanie realiów, aczkolwiek bez uciekania się do zbrodni, bywa też przypisywane polskim insurgentom. Przyznać jednak trzeba, że u ukraińskich nacjonalistów, jest to jeszcze bardziej wyolbrzymione,  posunięte do ostateczności.
Odrzucenie kapitulacji jako możliwego, w pewnych warunkach, wyjścia, które pozwala zachować cześć sił na przyszłość, nie jest dobrą metodą, gdy chodzi o zachowanie istnienia narodu i państwa.
To jest sposób działania radykalnych grupek rewolucyjnych, a nie, odpowiedzialnych za państwo, polityków.
Jednak pamięć i faktyczna apologia działań Kołodzińskiego, nadal funkcjonuje wśród ukraińskiej klasy politycznej. To właśnie nazywam syndromem Kołodzińskiego, który i dziś może określić przyszłość Ukrainy.

W jaki sposób może ów syndrom znowu zadecydować o przyszłości Ukrainy?
Pomimo że, do tej pory opór wobec rosyjskiego najazdu na Ukrainę daje dobre rezultaty, to jednak jego dalsze trwanie jest już całkowicie uzależnione od wsparcia militarnego USA, a ono zdaje się wyczerpywać.
Są tego bardzo widoczne symptomy: od jasnych sugestii prezydenta Bidena o kompromisie, po spotkanie najwyższych przedstawicieli  CIA i Służby Wywiadu Zagranicznego Federacji Rosyjskiej (SWR) w Ankarze.
Patrząc zaś na ostatnie, uznawane za ukraińskie zwycięstwa, zmiany sytuacji na Ukrainie, można mieć wątpliwości, czy są one faktycznie efektem przewagi strony ukraińskiej. Z obwodu charkowskiego Rosjanie wycofali się na granicę obwodu ługańskiego, zaś wycofanie się z Chersonia i okolic, nastąpiło planowo, faktycznie bez kontaktu bojowego z wojskami ukraińskimi, które weszły tam dopiero po dwóch dniach od odejścia Rosjan.
To może świadczyć o tym, że to oddawanie terenu przez wojska rosyjskie miały charakter zaplanowanych, przez stronę rosyjską, posunięć, będących realizacją pewnych ustaleń, które zapadły bez udziału strony ukraińskiej.

Tymczasem władze ukraińskie, zupełnie nie oglądając się na katastrofalne zniszczenia infrastruktury energetycznej, za czym może pójść dewastacja transportu i innych podstawowych funkcji państwa, nie chcą zgodzić się na akceptowalne, przez drugą stronę, rokowania.
A jakie jest stanowisko strony ukraińskiej? Głównodowodzący Sił Zbrojnych Ukrainy, gen. Wałerij Załużny, podczas rozmowy telefonicznej z przewodniczącym Połączonych Szefów Sztabów USA gen. Markiem Milleyem, stwierdził: „Zapewniłem, że będziemy walczyć, dopóki starczy nam sił. Naszym celem jest wyzwolenie całej ukraińskiej ziemi spod rosyjskiej okupacji. Nie zatrzymamy się pod żadnym warunkiem. Ukraińska armia nie zaakceptuje żadnych negocjacji, porozumień ani kompromisów”.

Wymowa tych słów, a szczególnie ostatnie zdanie, gdzie Załużny sugeruje, że armia ukraińska nie będzie respektować ewentualnego dążenia do kompromisu przez prezydenta Zełenskiego, sprawiła, że przypomniała mi się właśnie ta cała historia Kołodzińskiego.

Stanisław Lewicki

Click to rate this post!
[Total: 31 Average: 4.1]
Facebook

11 thoughts on “Lewicki: Syndrom Kołodzińskiego”

  1. Tak. Teraz jest wojna, którą trzeba wygrać, co jest istotne również dla przyszłości Polski i Polaków, czy się to komu podoba, czy nie. W tym ważnym momencie dziejowym jednak już nie liczy tak naprawdę, co było a co nie. Jest tu i teraz, tak jak my żyjemy właśnie w tym czasie, w roku Pańskim 2022, a więc po 24 lutego, gdy stało się coś przełomowego po wschodniej stronie naszej polskiej granicy. Wojna. Żarty się skończyły. To jest śmierć i życie; czas ostateczny. Walka. Real Life. Live.

  2. Idioci, albo agenci.
    Taka retoryka automatycznie wyklucza ich z wszelkich rozmów o przyszłości „Krainy U” — o ile w ogóle ma ona jeszcze jakąś przyszłość przed sobą — bo o czym rozmawiać z ludźmi, którzy z góry wykluczają jakiekolwiek rozmowy, tylko usiłują stawiać warunki, nie mając przecież możliwości ich wymuszenia.
    Co oni mogą? Oni Amerykę — która wspólnie z Rosją zadecyduje, „co dalej” — mogą tylko prosić, bo bez jej wsparcia nic nie znaczą.

  3. Nawiasem mówiąc, ciekawe co powodowało ludźmi takimi jak rzeczony Kołodziński, Kossak (z TYCH Kossaków), czy Szeptycki — że ni stąd, ni zowąd widzieli coś tak atrakcyjnego w ukraińskim szowiniźmie, iż posuwali się do zdrady? Bo przecież byli to Polacy.
    Może wyjaśnienie jest prostsze, niżby się zdawało; może po prostu byli to ludzie o słabej psychice, którzy znaleźli sobie jakieś ukraińskie baby, co ich tak przekabaciły?

  4. Mitologia przegranych, czyli :

    A. Rosja jest słaba. Po czym Kozacy defilują w Paryżu. Armia Stalina w Berlinie. St.Petersburg jest stolicą w nordyckich terytoriach.

    B. Będziemy walczyć do końca. Podczas gdy walka o Krym nawet od ośmiu lat się nie rozpoczęła. Naziolstwo jest dobre w terrorze swoich i czystkach etnicznych a nie w rycerskiej walce ostatnich samurajów, bo zna reguły fali.

    C. Europa nie rozumie Rosji. Przy czym Europa ma po prostu z nią swoje interesy i rozumie że nie ma żadnego uzasadnienia ekonomicznego dla Ukrainy w EU i żeby ktoś za to ginął.

  5. Mnie ciekawi gdzie się podziała pandemia, to straszenie kolejnymi falami, obostrzeniami, nachalne propagowanie szczepień. Jeszcze rok temu i przed wybuchem wojny to był gorący temat, a od 24.02 i teraz to ten temat nie istnieje. Z tą wojną uczyniono ten sam cyrk co z pandemią. Czemu w 2014 r. kiedy to wszystko się zaczęło nie było takiego cyrku.

    1. Wystąpmy o order Orła Białego dla prez. Putina, który wytępił Covid-19 w Polsce — jak również aktywnie tępi (antypolski w swej istocie) banderyzm na Ukrainie.

      1. Dokładnie, choć nie stoję zarówno po obu stronach konfliktu. Ale trzeba mu zawdzięczyć, że dzięki niemu problem z pandemią, którą straszono 2 lata zniknął tak nagle z dnia na dzień 🙂 Teraz cisza na ten temat.

      2. Chociaż nie stoję zarówno po obu stronach konfliktu, to Putinowi należałoby zawdzięczyć, że dzięki niemu tak nagle z dnia na dzień zniknął problem z pandemią, którą straszono 2 lata 🙂 Teraz cisza na ten temat.

  6. Muszę przyznać, że w porównaniu z poprzednimi, jest to wyjątkowo realistyczny tekst.
    Chciałoby się krzyknąć- NARESZCIE…..

    Ukraina ma takie same szanse na państwowość i niepodległość jak Kurdowie.
    Amerykańskie poparcie może być w każdej chwili wycofane.
    I co wówczas z tym pionkiem, poswięconym w geopolitycznej rozgrywce, jak tyle innych poprzednio?

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *