Luma: Potrzebna polska afera Dreyfusa

 

Trwa nieustanne narzekanie na sytuację w Polsce, że oto mamy tak głębokie podziały, że to osłabia nasz kraj, prowadzi do jakiejś, bliżej nieokreślonej, klęski. Nie chcę prorokować. Może i tak będzie ale ten obecny, z pozoru, główny spór w trwającej wojnie polsko-polskiej, to nic innego jak okładanie się kijami dwóch grup: patriotyczno-powstańczej i serwilistyczno-ugodowej. To powrót do XIX wieku, kiedy to tradycja powstańcza ścierała się ze stronnictwem ugodowym, reprezentowanym przez arystokrację. Pierwsi wierzyli, że Polskę da się odzyskać przy pomocy powstań zbrojnych, pokonując wszystkich trzech zaborców, a drudzy stracili wiarę w możliwość odbudowy niepodległego państwa polskiego i poszli na współpracę (ugodę) z Rosją, Austro-Węgrami i Niemcami, w zależności pod którym zaborem zamieszkiwali. Gdyby taka sytuacja utrzymała się do I wojny światowej, to zapewne mielibyśmy problemy z odzyskaniem niepodległości w 1918 r. Arystokraci biliby pokłony przed upadającymi już państwami zaborczymi, a Piłsudski rozpocząłby kolejne powstanie zbrojne w sierpniu 1914 r., bo przecież taki cel miał wymarsz pierwszej kadrowej. Na nasze szczęście pod koniec XIX w. pojawiła się trzecia siła, a mianowicie ruch narodowy, który zanegował zarówno politykę ugodową, jak i powstańczą. Rodzi się polityka w pełni narodowa, gdzie główną treścią jest długofalowy interes narodowy.

Obecnie, czyli A.D. 2018, obóz serwilistyczno-ugodowy, to szeroko pojęta koalicja PO-KO, a także KOD, TVN, Newsweek, itd. Ich celem nie jest poszerzanie naszej suwerenności, ale pozbycie się jej na rzecz Unii Europejskiej, którą dzisiaj identyfikuje się z Niemcami. Ten obóz nie wierzy w to, że można Polską skutecznie zarządzać, że można stworzyć bogaty i liczący się w świecie kraj. Serwilizm prowadzi ich do wniosku, że jesteśmy zbyt słabi, zbyt biedni i zacofani, by sobie poradzić w globalizującym się świecie. Są skłonni do rezygnacji z własnej tradycji, religii, historii.

Obóz patriotyczno-powstańczy to Zjednoczona Prawica, Gazeta Polska, itd. Cel tego obozu jest, i owszem, szczytny, bo odbudowa znaczenia Polski, odbudowa przemysłu, dbałość o tradycję, historię (oczywiście swoiście pojętą), religię. Jednak środki, jakimi ten obóz się posługuje, budzą już spore zastrzeżenia. A mianowicie rząd stawia na sojusz z USA i Izraelem (bo nie da się dzisiaj tych krajów traktować osobno),  którego konsekwencją  jest wplątanie się w złe relacje z Rosją, popieranie Ukrainy i uleganie polityce żydowskiej. Przypominam, że ta ostatnia sprawa to słynna ustawa 447 i prawdopodobne ,,wyłudzenie” od Polski ponad 60 mld dolarów na rzecz organizacji żydowskich.

Tak czy siak, to te obozy nie widzą się w polityce w pełni narodowej, w pełni suwerennej. Oba chcą wiązać się w sojusze i zależności, które odbierają nam suwerenność i są kosztowne. Mało mnie interesuje, kto ograbi nasz kraj: czy to będą Niemcy z ich przemysłem, czy to będzie USA i Izrael, czy wszystkie kraje łącznie i z pomocą jeszcze Francji i Rosji. Jakie jest więc wyjście z tej trudnej sytuacji? Potrzebna jest nam afera na miarę afery Dreyfusa, która, jak wiadomo, podzieliła Francję i radykalnie przemeblowała scenę polityczną. To wtedy powstaje Akcja Francuska, grupująca francuskich nacjonalistów. Za sprawą Ch. Maurrasa z czasem organizacja ta zmienia swoje oblicze na zdecydowanie prawicowe. Ktoś powie, że już było u nas tyle afer i kolejna nic nie zmieni. Były, ale generalnie toczyły się w obrębie obozu władzy (komuniści, postkomuniści, antykomuniści, solidarnościowcy) i dotyczyły pieniędzy. Wszystkie one nie były w stanie podzielić Polaków, bo w obu obozach da się znaleźć ludzi z nimi związanych. Oczywiście proporcje są różne. Jedynie tzw. lista Macierewicza i afera lustracyjna z 1992 roku oraz katastrofa smoleńska miały duży wpływ na istniejące podziały społeczne. Podziały, przyznam, głębokie ale nie wnoszące nic dobrego dla Polski. Jedyny plus jest taki, że można dzisiaj bardzo łatwo dowiedzieć się kto jest kim i za czym się opowiada. Obozy polityczne wyraźniej określiły swoje oblicza polityczno-ideowe.

Maurras kiedyś napisał, że we francuskim parlamencie nie ma Francji, ale są reprezentanci wszystkich partykularnych grup interesu i partii politycznych. U nas dzisiaj, niestety, też nie widzę w Sejmie i Senacie Polski, chodź są prawnicy, działacze samorządowi, lekarze, przedsiębiorcy, jest PIS, PO, PSL, są reprezentowane różne interesy grupowe, także te zagraniczne. I dlatego Polską musi wstrząsnąć afera ale taka, która sięgnie głębiej, cywilizacyjnie, która zagrozi tożsamości narodowej Polaków, która wprowadzi podział nawet głębszy niż obecny ale oparty nie na sentymentach, nawet w poprzek obecnych partii politycznych. A jedność polityczno-moralna w rodzaju dawnego PRON czy sanacji mnie nie interesuje. Nie chcę aby w jakimś niepodległościowym marszu szli wszyscy pospołu od Korwina, poprzez Tuska, Wałęsę, do Petru. Wtedy to dopiero należy się rzeczywiście bać.

Jarosław Luma

[Głosów:13    Średnia:3.8/5]
Facebook

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *