Manowce rusofobii – rozmowa z dr. Mateuszem Piskorskim

Był Pan świadkiem wydarzeń 12 czerwca przed meczem Polska –Rosja. Co się właściwie stało?

– Stało się to, co było do przewidzenia. Wydaje się, że nikomu specjalnie nie zależało na tym, żeby uniknąć kompromitacji. Z jednej strony mieliśmy część kibiców rosyjskich, którzy – zupełnie niepotrzebnie – nazwali swoje przejście przez centrum Warszawy na stadion Rosyjskim Marszem. Z drugiej – grupki chuliganów, zazwyczaj nastoletnich, którzy poszukiwali przeżyć w konfrontacji z obcokrajowcami. Jeśli dodamy do tego niezbyt dobre zabezpieczenie imprezy przez policję, to otrzymujemy koktajl Mołotowa, który właśnie wybuchł w centrum stolicy…

Czyli obie strony ponoszą odpowiedzialność?

– Tak, choć z natury rzeczy strona polska, jako gospodarz, ponosi odpowiedzialność znacznie większą. Okazało się, że nasza policja nie jest w stanie zatrzymać gdzieś poza centrum miasta osób zachowujących się wyjątkowo agresywnie, które można było wyselekcjonować na długo przed rozpoczęciem rosyjskiego przemarszu. Nie mówię już o tym, że policja powinna mieć w tych wszystkich środowiskach sieć swoich informatorów i znać każdy ich ruch.

Kim byli kibice rosyjscy, a kim polscy?

– Wśród rosyjskich – to logiczne – przeważały osoby, które przyjechały do Polski obejrzeć spokojnie mecz a poza tym zobaczyć nasz kraj. To zupełnie logiczne – jeśli przeanalizujemy koszty takiego wyjazdu, dojdziemy do wniosku, że element chuligański raczej by sobie na taką wycieczkę nie mógł pozwolić, a zatem przeważali spokojni, kulturalni kibice. Nie znaczy to, że i wśród nich nie mogła się trafić jakaś grupka zadymiarzy, ale raczej starszych, powiedziałbym ‘emerytowanych’. Z drugiej strony mieliśmy – nie znajduję innego słowa – hołotę i gówniarzerię, dzieciaków w wieku 15-18 lat, którzy przyjechali nie na mecz, ale wyłącznie na zadymę. W Rosji takie grupki zostałyby bardzo szybko spacyfikowane przez policję, jak powiedział mi jeden znajomy Rosjanin, ale u nas mamy przecież demokrację…

Ale skąd u nich akcenty polityczne, rusofobia?

– Oni są dziećmi Jarosława Kaczyńskiego, choć mogą sobie z tego nie zdawać sprawy. Maniakalna rusofobia rozgrywana politycznie przez środowisko PiS sączy się na poziom ulicy i budki z piwem. Ci młodzi ludzie, nie mający zielonego pojęcia o historii, ale też i o polityce, widzą świat przez pryzmat obrazków pokazywanych im przez sektę smoleńską. Przez ten pryzmat widzą Rosję. Są niewyrobieni intelektualnie i całkowicie podatni na manipulację. Niestety, większość tego typu grup w miejsce refleksji nad własną kondycją, wybiera wskazanie wroga zewnętrznego. Do tej pory tym wrogiem było państwo rosyjskie, teraz stali się nim też sami Rosjanie. To ksenofobia w najczystszej postaci.

Czy te wydarzenia mogą jakoś wpłynąć na relacje na linii Warszawa – Moskwa?

– Na pewno tworzą klimat. Z jednej strony mamy do czynienia ze spiralą medialną nakręcaną w obu krajach, która wymusza zachowania polityków. Dziś władze rosyjskie domagające się zwolnienia z polskich aresztów rosyjskich pseudokibiców robią to pod dyktando tamtejszych mediów, głoszących oburzonym głosem niedopuszczalność sądzenia ich w rusofobicznej Polsce. A z drugiej strony, w Polsce, kretyni w rodzaju warszawskiego radnego PiS gloryfikują pobicia i napady na Rosjan dokonywane przez polskich zadymiarzy.

Czy tej spirali można jakoś przeciwdziałać?

– Można podejmować działania prewencyjne. Ja byłem pod wrażeniem wspólnej inicjatywy kibiców polskich i rosyjskich, którzy złożyli w przeddzień meczu wieńce najpierw na cmentarzu żołnierzy radzieckich, a następnie pod pomnikiem Powstania Warszawskiego. To był piękny, symboliczny gest, pokazany zresztą przez wszystkie czołowe media obu krajów. Tyle, że dla zaślepionych zaćmą rusofobii zwolenników PiS on nie miał znaczenia, co więcej był rozpatrywany w kategoriach zdrady narodowej polskich kibiców… Jego organizatorzy musieli wysłuchiwać niekiedy pogróżek i złorzeczeń.

Ale jednak ta inicjatywa okazała się jakimś przełomem…

– W bardzo ważnej sferze symbolicznej – niewątpliwie. W dziedzinie realnej polityki i realnych relacji w najbliższym czasie – dużo mniej. Otóż, moim zdaniem, musimy uświadomić sobie jedną bardzo prostą zależność: dopóki istnieją w Polsce formacje polityczne uznające retorykę rusofobiczną za element swej platformy wyborczej, dopóty tego rodzaju problemy nie znikną, a postawy wygolonych pseudokibiców się nie zmienią. Obserwowałem reakcje po tych wydarzeniach i wydaje mi się, że na dodatek pojawił się jeszcze jeden, nieznany dotąd problem. Osierocony po śmierci politycznej LPR ruch narodowy, także zaczął ulegać retoryce rusofobicznej. Wśród wyrostków wykrzykujących antyrosyjskie hasła na ulicach Warszawy słyszałem dyskusje o Marszu Niepodległości. Czyli do środowisk narodowej prawicowej młodzieży te postawy już zaczynają przenikać. To niepokoi, bo za chwilę cała prawa strona sceny politycznej będzie nawoływała do nienawiści względem Moskwy i Rosjan, a lewa – tradycyjnie schowa głowę w piasek. Tu też mam gorzkie doświadczenie – gdy zaproponowałem środowiskom antyfaszystowskiej lewicy podjęcie jakichś działań, zostałem pouczony, że to byłoby wspieranie putinizmu. Mamy zatem do czynienia z totalnym brakiem zrozumienia istotnego znaczenia relacji polsko-rosyjskich po obu stronach politycznej barykady. Jako jedyny z tego schematu na poziomie parlamentu starał się wyłamywać Janusz Palikot, nie traktowany jednak w debatach na temat polityki zewnętrznej poważnie…

Czy strona polska może jeszcze wykonać jakieś gesty, próbując zatrzeć powstałe wrażenie?

– Wrażenie utrwalone w Internecie w setkach krążących po nim filmików będzie bardzo trudne do zatarcia, a raczej będzie się pogłębiało. Utrudni to znacznie rozmowy z Rosjanami w różnych innych sprawach, gdzie będziemy mogli od nich usłyszeć gorzkie słowa wspominające te wydarzenia, tak jak kiedyś wykorzystywano aferę związaną z pobiciem rosyjskich podróżnych na dworcu warszawa Wschodnia. Straty są zatem bardzo trudne do odrobienia. Działania wizerunkowe przynoszą efekty dopiero po latach wysiłków i nakładów. Dziś strona polska powinna rozegrać wizerunkowo skazanie osób winnych za zamieszki, pokazać o nich jakieś materiały filmowe i dokumenty, dowodzące, że to element patologiczny, kryminalny, nie mający nic wspólnego z ogółem polskiego społeczeństwa.

Rozmawiał: JE

myslpolska.org.

aw

Click to rate this post!
[Total: 0 Average: 0]
Facebook

0 thoughts on “Manowce rusofobii – rozmowa z dr. Mateuszem Piskorskim”

  1. „Nie mówię już o tym, że policja powinna mieć w tych wszystkich środowiskach sieć swoich informatorów i znać każdy ich ruch.” Z punktu widzenia moich doswiadczeń z ostatnich 32 lat wolałbym, żeby dowolna policja, zwłaszcza tajna, wiedziała o moich ruchach jak najmniej. Bo przecież ruchy MP, moje czy Adama tez sa w zainteresowaniu, nie mniej niż ruchy kibiców.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.