Marek: Ćwiartki ćwierćinteligentów na osiach głupoty

Polityka to nie miejsce na dziecinne głupoty! Nie wolno nam wyrzec się tradycji przodków za garść dolarów. Postanowiłem raz na zawsze rozprawić się z tymi wszystkimi dziecinnymi „osiami” i „ćwiartkami”, propagowanymi przez amatorów pozujących na „ekspertów” w dziedzinie polityki. Od kilku lat uważałem to za konieczne. Jednak 6 sierpnia 2022 roku miarka się przebrała! Te kropki na wykresie mogą zniweczyć wszystko, na co od wieków pracowali nasi przodkowie. W 2025 środowiska tradycjonalistyczne i monarchistyczne szykują się do świętowania Millenium Królestwa Polskiego. Teraz cały dorobek dzieła Mieszka I niweczy się jakimiś „ćwiartkami” i „osiami”, które rozpropagowali polityczni spadkobiercy buntowników zza oceanu.

Mamy na świecie „dobro” i „zło”, i taką ocenę stanu rzeczy nazywamy spojrzeniem moralnym na rzeczywistość. Na takim zdrowym podejściu zbudowano Cywilizację Europejską. Wynika ono choćby z sumiennego kierowania się zasadami chrześcijańskimi. Także klasyczna filozofia starożytnych cywilizacji w ten sposób postrzega świat. Spojrzenie moralne jest więc postępowaniem zgodnym z wartościami, którego zbudowały ostatecznie monarchie oraz narody Starego Kontynentu. Postępując w zgodzie z nim, pielęgnujemy naszą kulturę i cywilizację. Tak czyni każdy Europejczyk żyjący zgodnie z własnym dziedzictwem.

Spojrzenie moralne jest wartością fundamentalną dla Chrześcijańskiej Cywilizacji Europejskiej. Tak samo jak monarchizm czy organizacja własnego społeczeństwa w strukturze spójności etnicznej (z pewnym otwarciem na inne narody Europy i gościnnością względem pozostałych). Odrębność narodowa i językowa jest czymś naturalnym. Wyraża to choćby przedstawiona w „Piśmie Świętym” historia Wieży Babel. Z kolei dzieje opisane w „Księdze Królewskiej”, przyjście do nas Jezusa Chrystusa jako Króla, czy forma ustroju Państwa Watykańskiego pokazują wspaniałość monarchii. Z tym ustrojem wiąże się koncept „Władzy pochodzącej od Boga”. Europejczyk, czy to Polak, czy nie, kwestionujący to wyrzeka się własnych korzeni. Fakt ten należy przyjąć, bo nie da się już z nim polemizować.

Zarówno „Pismo Święte”, jak i Europejskie Dziedzictwo Przodków, są źródłami dla spojrzenia moralnego określającego istnienie „dobra” i „zła” w tym świecie. Z tych źródeł wywodzi się idea władzy monarchicznej oraz naturalność istnienia różnych narodów oraz języków. Tutaj jednak oczywiście trzymam się wątku europejskiego. Być może gdzieś na terenie Starożytnych Chin znano jednocześnie pojęcie monarchii i narodu. Tutaj skupiam się tylko na tym, co ukształtowało Polaków i Europejczyków. Kwestionowanie moralnego spojrzenia na rzeczywistość wyklucza daną osobę ze społeczności ludzi żyjących w zgodzie z chrześcijaństwem i realnymi wartościami europejskimi. Takie podejście, w dużej większości, niestety reprezentują ci, którzy swoją tożsamość głównie oparli o „ćwiartki” i „osie”.

Współcześni Europejczycy zostali, w XX wieku, poddawani trendom amerykanizacji. Część z nich padło też ofiarą sowietyzacji. Polacy, Ukraińcy czy Niemcy padli nawet ofiarą obydwu. Większość ofiar sowietyzacji, po upadku ZSRR, natychmiast została poddana amerykanizacji, która dotknęła zarówno państwa związane z NATO czy UE, jak i też niezwiązane z którymkolwiek z tych tworów. Stało się to poprzez ich otwarcie się na „zachodnią demokrację”. Amerykanizacja wyhodowała osobniki, które „żyją tylko chwilą”, niczym jakieś zwierzęta. Poddają się, jak przysłowiowe „lemingi”, bieżącym trendom we wszystkim, co tylko się da. Wyrzekają się przy tym tradycji, która ukształtowała dziedzictwo ich przodków. Stali się więc, niestety, „drzewami oderwanymi od swoich korzeni”.

Przykładem wyżej wspomnianych osobników są młodociani liberałowie. Ich wysyp, z mojej obserwacji, nastąpił po 2015 roku. Trzon tego ruchu stanowią chłopcy. O ile spora ilość dziewcząt żyje zauroczonych socjalizmem, zamerykanizowanym szczyptą hollywoodzkiego feminizmu, o tyle wspomniani chłopcy, w swoim mniemaniu, „stanęli po słusznej stronie”, zostając zwolennikami nowego liberalizmu. Nie jest to jednak konserwatywny-liberalizm, popularny pośród „prawicy mojego pokolenia”, czyli ludzi urodzonych w latach 1980-1990. Tamten ograniczał się jedynie do akcentów liberalnych w sferze gospodarczej oraz prawnej. W innych dziedzinach życia pozostawał konserwatywny. Neoliberalizm, zalewający nas pod 2015 roku, całkowicie odrzuca „europejski konserwatyzm”. Tradycję opisaną powyżej uznaje za „przeżytek”. Jest więc negacją wszystkich fundamentów, na których zbudowana została Europa. Zdaniem takiego neoliberała, moralne spojrzenie na świat, w którym mamy po prostu „dobro i zło” jest „spojrzeniem jednoosiowym”. Proponują oni rewolucyjne „wieloosiowe spojrzenie”, w którym „świat się zmienia”, a wartości najwyraźniej ulegają relatywizacji. Taką właśnie postawę, należy potępić, jako moralnie szkodliwą i nam całkowicie obcą.

Każdy uczciwy człowiek wie, że „prawda jest prawdą”, „dobro jest dobrem”, a „zło jest złem” i tyle. Tu nie ma miejsca na polemikę. Wszystko, co jest „grzechem” – de facto nim jest. Każdy występek jest „złem”, które nazywać musimy po imieniu. Na tym zbudowano Cywilizację Europy. Dla liberała z Polski, urodzonego po 2000 roku, jest to jednak „problem jednoosiowy”. Swój światopogląd nie opierają ani na „Piśmie Świętym”, ani na Europejskim Dziedzictwie, tylko na internetowych testach przyporządkowujących ludzi do „ćwiartek” znajdujących się na przecięciu „osi”. System klasyfikacji „osi i ćwiartek” opiera się o test, po którego wypełnieniu zostaje nam „przypisana” jakaś doktryna polityczna. W tym teście oś pozioma odpowiada za „prawicę” i „lewicę”, zaś pionowa za „autorytaryzm” i „libertarianizm”. Ten podział dzieli płaszczyznę na „cztery ćwiartki”, w której „prawa górna” (prawicowo-autorytarna) ma kolor niebieski, „lewa górna” (lewicowo-autorytarna) ma kolor czerwony, „prawa dolna” (prawicowo-libertariańska) ma kolor żółty, zaś ostatnia, „lewa dolna” (lewicowo-libertariańska), ma kolor zielony. Dlaczego krytykuję ten sposób klasyfikacji? Bo to „dziecinada” nie oparta się o nasze wartości!

Termin „prawicy” i „lewicy” powstał w XVIII wieku w Europie. Związany był z wydarzeniami poprzedzającymi rewolucję we Francji. Po stronie „prawej” ulokowani byli zwolennicy króla i chrześcijańskich zasad. Po stronie „lewej” republikańscy buntownicy i rewolucjoniści. USA powstały na wartościach tej właśnie „lewicy”, bo dla „prawdziwej prawicy” nigdy nie było tam miejsca. Ta została bowiem „wygnana z Ameryki” wraz z ostatnimi żołnierzami Jego Królewskiej Mości. Pewnymi elementami realnej „prawicy” byli w Ameryce „lojaliści”. Byli to ludzie lojalni wobec osoby króla. Amerykańscy „lojaliści” byli niestety prześladowani jako „zdrajcy”, bo w jakobińskim mniemaniu, nie opowiedzieli się po stronie samozwańczego „nowego narodu”. Nie był to jednak prawdziwy naród, bowiem ten jest wspólną ludzi o takiej samej historii i pochodzeniu. Chrzest jest czymś, co także łączy narody w Europie. Za oceanem tak nie było. Amerykanie to tak naprawdę, wykreowana z potrzeby chwili, zbieranina różnych narodowości połączonych jedynie ideą „rewolucji amerykańskiej”, która postanowiła założyć swoje państwo. W świetle tych faktów, realna „prawica”, w czasach powstawania USA, była tam prześladowana. Kilkadziesiąt lat po tych wydarzeniach, podobne wewnętrzne prześladowania cierpieć będą polscy realiści, przeciwni „szaleństwom powstańczym” XIX wieku. Sama idea USA ma więc korzenie lewicowe.

Klasyfikacja we wspomnianych testach kompletnie nie uwzględnia (chrześcijańskiej) europejskiej tradycji, lecz (rewolucyjną) amerykańską. Jej „prawa” i „lewa” strona nie są powiązane z sympatiami do monarchii lub demokracji, lecz do gospodarczego liberalizmu lub socjalizmu. Amerykanie mają jednak wypaczone pojęcie „prawicy”, która ograniczają jeno do surowszych zasad obyczajowych (choć nie w kwestii rozwodów) i większej ilości wybranych swobód obywatelskich. Amerykańska „lewica” jest bardziej frywolna obyczajowo (choć w sprawie rozwodów nie bardziej niż „prawica”), i także walczy większą ilość (istotnych dla niej) swobód obywatelskich. Z kolei, również wbrew naszej tradycji, pionowa „oś” klasyfikuje testowanych jako „autokratów” i „libertarian”, przy czym to też nie wiąże się z sympatiami do różnych ustrojów politycznych. Dotyczy tylko większego lub mniejszego ograniczania swobód różnych obywatelskich, bez ich moralnej oceny. Takie klasyfikowanie jest więc obce Chrześcijańskiej Cywilizacji Europejskiej. Metoda „osi i ćwiartek” kreuje (niestety) „nowego człowieka” postępującego według spuścizny „rewolucji amerykańskiej”. Jest to więc zakamuflowana próba wykorzenienia Polaków z Polskości, a Europejczyków z Europejskości. Wszystko to w ramach dostosowania ich do standardów kraju budowanego przez wojujących judeoprotestantów, wrogów monarchii, państwa narodowego i wojujących wolnomularzy (wszyscy główni „Ojcowie USA” to byli ideowi masoni). W ten sposób bezczelnie „przerabiają nas na jankesów” przy nieświadomej aprobacie większości. Dlatego temu należy się przeciwstawić stosując tylko klasyfikacje uwzględniające nasze tradycje.

 

Zwolennicy teorii Feliksa Konecznego powinni dostrzec fakt, że USA nie mają nic wspólnego z „cywilizacją łacińską”. Ta opiera się o wiarę katolicką, antyczną filozofię grecką i oczywiście o prawo rzymskie. USA natomiast zbudowano na judeoprotestantyzmie, filozofii rewolucjonistów dobry oświecenia oraz prawie anglosaskim. Nie jest to więc „cywilizacja łacińska”, ale zupełnie inna, którą określić można mianem „atlantyckiej”. Początki USA wiązały się z prześladowaniem wiary katolickiej. Katolików określano tam pogardliwym mianem „papistów”. Liderzy nowopowstającego kraju pochodzili z anglosaskich lub anglofilskich środowisk protestanckich,. Z tego względu obecnie określani są jako WASP, czyli White Anglo-Saxon Protestants. Lidzie ci często pogardzali katolickimi Meksykanami. Amerykanie wymyślali liczne, pseudonaukowe, „teorie rasowe”, uważające Meksykan za „gorszych od nich podludzi”. Teorie te były fałszywe z tego względu, że wielu Meksykan miało także pochodzenie europejskie. Nie było ono jednak anglosaskie, ale iberyjskie, czyli klasyfikujące ich wprost do „rasy białej”. Statystycznie ciemniejsza karnacja Latynosów, względem Anglosasów, wynikała natomiast z opalenia skóry w mocniej nasłonecznionym klimacie, a nie z jakiejś wyimaginowanej „odrębności rasowej”. Analizując to, USA to kraj budowany na rasistowskich teoriach eugenicznych, antykatolickim protestantyzmie, wrogości do monarchii (w tym papiestwa) i pogardzie dla krajów typowo łacińskich. Nie ma to więc nic wspólnego z „cywilizacją łacińską”. Środowiska z Polski, sympatyzujące z neoromantyzmem, które popierają USA, wycierając sobie przy tym usta „cywilizacją łacińską”, są albo niedouczone, albo perfidnie manipulują faktami dla własnych korzyści. Same teorie „osi i ćwiartek” swoje założenia czerpią z tychże wzorców obcych dla cywilizacji określanej jako „łacińską”. Polacy, aby pozostać sobą, muszą je więc odrzucić.

Światopogląd zwolenników „osi i ćwiartek” często cechuje agresywny progresywizm rewolucyjny. Jest on także obcy Chrześcijańskiej Tradycji Europejskiej. Swoje tezy budują w oparciu o założenie, że „świat się zmienia”, a więc wszystko, co tradycyjne, należy odrzucać jako „zacofane”. Tak samo jak zwolennicy rewolucji amerykańskiej, antyfrancuskiej czy bolszewickiej. Spojrzenie na świat w kategoriach moralnych, w których istnieje podział na „dobro” i „zło” jest dla nich także „zacofaniem”. Młodociani, zamerykanizowani liberałowie, przyjęli ten światopogląd. Nie kierują się „wartościami trwałymi”, ale jedynie tym, co obecnie „jest na czasie”. Nie są więc ludźmi gotowymi bronić, jak nasi przodkowie, jakichkolwiek wartości. Dla nich wszystkie „dotychczas uznawane” wartości muszą z czasem „ustępować” jakimś „nowym”, w ramach „stale zmieniającego się świata”. W ten sposób ofiara, jaką ponieśli nasi przodkowie, w obronie Polskości, jest za sprawą tej ideologii poniesiona na marne. Przez ideologię neoliberalną, oraz te całe „osie i ćwiartki” może się okazać, że cierpieli oni ma marne, tylko po to, aby Polska została zamerykanizowana, po wcześniejszym pozbyciu się dla niej „europejskiej konkurencji” (w postaci choćby „germanizacji”). To kolejny powód, dla którego trzeba to odrzucić, aby zachować resztki naszego dziedzictwa.

Rozumowanie, jakim kierują się progresywni neoliberałowie, jest obce naszej cywilizacji. Ślepe kierowanie się zasadą, że „świat się zmienia”, jest w dalszej perspektywie niebezpieczne. Każde „dobro” jest „dobrem na zawsze”, a każde „zło”, jest „złem na wieki”. Wszystko, co „dobre” lub „złe”, jest takie, bez względu na czas i miejsce. Kwestionowanie tego otwiera ludzi na niebezpieczny relatywizm moralny. Ten z czasem może doprowadzić do powszechnej akceptacji niewyobrażalnie złych rzeczy, które mogą ostatecznie doprowadzić nas do zagłady. Kierując się jedynie zasadą, że „świat się zmienia”, możemy cofnąć się bo prymitywnych czasów barbarzyńskich, w których mordowanie, gwałcenie czy hołdowanie własnym dewiacjom, staje się powszechnie akceptowalne. Agresywny progresywizm jest więc zaprzeczeniem fundamentom na jakich zbudowano Europę. Relatywizacja wszystkiego możne doprowadzić do powszechnej akceptacji „zła”, ostatecznie niszczącego każdego człowieka. To, że „zło pozostaje złem” jest faktem, którego nie podważa w żadnej mierze argument, iż „czasy się zmieniają”. Niektóre wartości muszą pozostać nienaruszone, aby nie skazać nas wszystkich na samozagładę. Relatywizm, z racji postępu czasu, należy odrzucić.

Sama koncepcja „osi i ćwiartek” jest też dziecinadą. Sprowadza ona ważny problem, oceny światopoglądu danej osoby, do punktu odpowiednio oddalonego od przecięcia się dwóch osi. Przypomina mi to sytuację z grą planszową Juden Raus!, wydaną w III Rzeszy. Parafrazując niemieckich polityków tamtych lat, że tamta gra „trywializowała problem poprzez sprowadzenie go do rzutu kostką” możemy stwierdzić, że dziś „osie i ćwiartki” wprost „trywializują ludzki światopogląd do kropki umiejscowionej w jednym z czterech kwadratów”. W ten sposób merytoryczna debata, polegająca na faktycznym sporze światopoglądowym, zostaje zastąpiona deklaracjami o czyjejś pozycji na „jednej z czterech ćwiartek”. W ten sposób poważna sprawa zostaje sprowadzona do zwykłej „dziecinady”. Obecna sytuacja jest zbyt poważna, by trywializować naprawdę istotne sprawy.

Podsumowując, mamy na świecie „dobro” i „zło”, których moralna ocena jest niezmienna bez względu na czas i miejsce. Relatywizacja tego faktu może doprowadzić nas do powszechniej akceptacji rzeczy „obiektywnie złych”, co prędzej czy później prowadzi całe społeczności ku ich samozagładzie. Europa to kontynent zbudowany na znacznie wyższych wartościach niż Stany Zjednoczone Ameryki. Tradycje krajów europejskich powiązane są ze spojrzeniem moralnym wynikającym z chrześcijaństwa, ustrojem monarchicznym opartym o koncepcję, że „władza pochodzi od Boga” oraz strukturą społeczną opartą o spójność narodową w danym kraju. Stany Zjednoczone Ameryki zostały zbudowane o założeniach kwestionujących te wszystkie wartości, dokładając do tego pseudonaukowe teorie rasistowskie przeciwko oponentom tamtejszych decydentów. Sprowadzanie oceny światopoglądowej ludzi do testu na „osie i ćwiartki”, opartego kryteria o obce naszemu dziedzictwu, trywializuje merytoryczną debatę do „dziecinnego” przypisania każdemu punktu w jednym z czterech kwadratów o różnych kolorach. Bądźmy więc poważni.

Pozdrawiam,

Piotr Marek

Click to rate this post!
[Total: 134 Average: 4.9]
Facebook

20 thoughts on “Marek: Ćwiartki ćwierćinteligentów na osiach głupoty”

  1. „Podsumowując, mamy na świecie „dobro” i „zło”, których moralna ocena jest niezmienna bez względu na czas i miejsce….”, Ujmując rzecz krócej, „ludzie na poziomie, zawsze trzymają się w pionie.” a bez metafor, „Żyjmy tak, aby po naszej śmierci nawet przedsiębiorca pogrzebowy płakał”.

  2. „Nie był to jednak prawdziwy naród, bowiem ten jest wspólną ludzi o takiej samej historii i pochodzeniu.”

    O proszę! Tyle się pilaster dopytywał o nacjonalistyczną definicję „narodu”, zawsze bezskutecznie, a tu proszę. Nagle coś podobnego się mimochodem pojawiło.

    Jednak jest to definicja w wysokim stopniu niezadowalająca.

    Po pierwsze zgodnie z nią, żaden naród nigdy nie może samoistnie powstać i się wykształcić, bo wszak nie będzie na pewno miał wtedy „wspólnej historii”

    Po drugie zgodnie z nią, Właśnie XVIII wieczni Amerykanie byli „narodem”, mieli bowiem taką samą historię i takie samo pochodzenie (anglosaskie).

    Natomiast z kolei wspomniani w artykule Meksykanie, czy też np Szwajcarzy – nie są narodem. Naród meksykański powstał bowiem poprzez połączenie dwóch wcześniej całkowicie odrębnych populacji (mezoamerykańskiej indiańskiej i iberyjsko-hiszpańskiej) i ich dwóch całkowicie odrębnych wcześniej „historii”

    1. „Właśnie XVIII wieczni Amerykanie byli „narodem”, mieli bowiem taką samą historię i takie samo pochodzenie (anglosaskie).” Większej bredni i niedorzeczności to chyba wymyśleć nie można. A to żydowskich, irlandzkich, włoskich, francuskich, rodowitych, afrykańskich, niemieckich i polskich tam nagle nie było? Tadeusz Kościuszko czy Friedrich von Steuben to też Anglosasi? Brak spójności etnicznej, brak chrztu, brak związków z ziemią, innymi słowy „zbieranina połączona rewolucją”, nie naród. Zbieranina ras i narodów nie jest jednym narodem!

      1. A od kiedy to Tadeusza Kościuszkę uważa się za Amerykanina?

        Natomiast w XVIII wieku, owszem, ani Indian, ani Murzynów nie wliczano do narodu amerykańskiego. Murzynów dopiero od drugiej połowy XIX wieku, Indian nawet od wieku XX.

        Spójność etniczną Amerykanie mieli zapewnioną. Wszyscy posługiwali się językiem angielskim.

        Zresztą nie jest to żaden niezbędny warunek, istnieje wszak wiele narodów wieloetnicznych. Np Szwajcarzy, Belgowie, Brytyjczycy, Kanadyjczycy, czy, jak się ostatnio okazało, Ukraińcy.

        1. To nie są narody. Nigdy nie były. Teraz wam media tak wmówiły. Amerykańskie filmy propagandowe. Amerykańskie książki propagandowe. Amerykańska lipa propagandowa. W Belgii narody to Flamandowie i Walonowie. Oni sami tam się „nie uznają za Belgów”, ale za tamtych. Brytyjczycy to też nie naród, ale tam są Szkoci, Anglicy, Walijczycy, Irlandczycy i „nie uznają się wzajemnie za jeden naród”. Kanadyjczycy i Amerykanie to sztuczne twory zbuntowanych kolonistów, wielonarodowe i wieloetniczne, od początku w Europie nie uznawani za narody. To, że wariat wmawia, że jest Napoleonem nie oznacza, że nim jest.

    2. „O proszę! Tyle się pilaster dopytywał o nacjonalistyczną definicję „narodu”, zawsze bezskutecznie, a tu proszę. Nagle coś podobnego się mimochodem pojawiło.” – dokładnie do takiej definicji pilaster dostał link z miesiąc temu, ale trzeba było robić z siebie nadal idiotę i udawać, że nie xD Niezłe „samozaoranie”. Podobnie jak z wyciąganiem wniosków z podanej definicji, ale że pilaster z logiki jest ostatnią nogą to wszyscy już chyba wiedzą 😉

  3. „Amerykanizacja wyhodowała osobniki, które „żyją tylko chwilą”, niczym jakieś zwierzęta.”

    Jest oczywiście dokładnie na odwrót. Gdyby współcześni ludzie „żyli tylko chwilą”, czyli mieli ekstremalnie wysoką preferencję czasową, to miałoby to swoje odzwierciedlenie np w cenie kapitału. Konsumpcja bieżąca zdecydowanie górowałaby nad inwestycjami, których by praktycznie nie było. Stopy procentowe byłyby na jakiś niebotycznie wysokich poziomach, a nie byłyby bliskie zeru, jak jest w rzeczywistości.

    1. Ja piszę o moralności, a kolega wyskoczył mi z ekonomią, czyli ma to się komentarz do intencji w tekście, jak ta „pięść do nosa”…
      Oczywiście, że w kwestii moralnej „Amerykanizacja wyhodowała osobniki, które „żyją tylko chwilą”, niczym jakieś zwierzęta”, bo „lemingi” twierdzą, że „czasy się zmieniają”, czyli to nic innego jak „życie chwilą” (w kwestii moralnej). To miałem na myśli.
      Widać neoliberalne myślenie nie potrafi działać w innej kategorii niż tylko „konsumpcji i inwestycji” ekonomicznej. Zero moralności, zero tradycji, tylko ekonomia i rynek…

      1. Czasy się zmieniają i następuje konwergencja moralności. Moralność islamska zbliża się do katolickiej, czy też żydowskiej. Następuje deortodoksyzacja i folkloryzacja tradycji, nacjoanlizmu oraz religii. Dzięki temu możliwie staje się pokojowe współistnienie ateizmu, islamu, judaizmu, chrześcijaństwa oraz buddyzmu, bo nikt normalny nie traktuje tego jakoś mocno serio – jak nasi praprapradziadowie.

      2. Nie ma czegoś takiego jak „życie chwilą w kwestii moralnej” Zresztą moralność i tradycja są wtórne wobec kwestii ekonomicznych – bytowych i z nich właśnie się je wyprowadza.

        Byt określa świadomość. 🙂

        Gdyby populacja, albo przynajmniej jej jakaś znacząca część, „żyła chwilą”, to ta skrajnie wysoka preferencja czasowa byłaby widoczna w cenie kapitału.

        Tak btw, istnieją na świecie społeczności „żyjące chwilą”, czyli w ogóle nie ceniące przyszłości i mające skrajnie wysoką preferencję czasową. Tyle że są to plemiona łowiecko-zbierackie, a nie przedstawiciele cywilizacji postindustrialnej

        1. Fantastyczny dowód na komunizm pilastra. Byt określa świadomość, co powiedział Marks. Oczywiście zero zrozumienia, że Marksowi chodziło nie o byt w sensie statusu finansowego, tylko o to, że to podmiot kreuje swoją świadomość na podstawie tego, czym jest (tylko materią) i w jakiej sytuacji społecznej (i nie, to nie to samo, co czysto ekonomiczne podejście, bo chodzi też o pozycję w stosunku do stanu powinnościowego u Marksa) czego pilaster nie wie, bo w lekturach zatrzymał się na „O psie, który jeździł koleją” oraz niszowych blogach. Była to zresztą kontra do Feuerbachowskiego „świadomość kształtuje byt”.

          Ależ oczywiście, że to moralność jest pierwotna wobec ekonomii – to, czy człowiek zdecyduje się na handel narkotykami, prostytucje i że jednak są to „aktywności”, którymi zajmuje się garstka społeczeństwa jest dobitnym dowodem na to, że np. kobiety wolą pracować na kasie za grosze, niż dawać tyłka. Przepraszam za żołnierskie podejście, ale do tak tępej osoby, jak pilaster nie da się inaczej.

          Życie chwilą przejawia się w horrendalnie wysokich cenach np. gadżetów. Może pilaster jest aż tak odklejony, że nie ma świadomości tego, że dzisiaj smartfon potrafi kosztować tyle, ile używany samochód, którym pojeździ się jeszcze kilka lat albo nowy zestaw płyty indukcyjnej + piekarnik + mikrofala i jeszcze zostanie.

          Tak btw. żyją chwilą m.in. obywatele Portugalii czy Hiszpanii. Wystarczy nie być jaskiniowcem niczym pilaster, nie siedzieć w piwnicy zajmując się bzdurami i nieco liznąć świata, aby dostrzec jakie wzorce są w danych zakątkach.

          Ile jeszcze razy pilaster będzie się kompromitował, zanim stąd zniknie?

          1. Jak widać Marcin Sułkowski nie tylko zna myśl marksistowską na wylot, ale i darzy ją tak wielkim afektem, że na samą myśl, że ktoś mógłby jakoś przekręcić lub zniekształcić mroczne dzieło Marksa, trzęsie go z oburzenia. 🙂

            Tymczasem pilaster wcale się do Marksa nie odwoływał. Pilaster cytował pilastra, a nie Marksa. Byt (ekonomiczny) określa świadomość. Co Marks miał na myśli, nie ma natomiast żadnego znaczenia.

    2. Ilość kredytów konsumpcyjnych, sprzedaży ratalnych, ogólny stan zadłużenia Polaków oraz przerażający tłum tych, którzy nie mają nawet oszczędności mówią oczywiście dokładnie na odwrót niż pilaster.

      1. Jest dokładnie odwrotnie niż pisze pilaster jeszcze w jednej sprawie:
        jeżeli ludzie „żyliby tylko chwilą” i taki mielibyśmy model ekonomiczny (a mamy taki model ekonomiczny) to stopy procentowe muszą być możliwie niskie, żeby zapewnić tani kredyt a przez to tanią produkcje pieniądza.

        W krótkim okresie czasu daje to wzrost dostępności dóbr konsumowanych.

        Droższy pieniądz (wyższe stopy) powoduje wzrost inwestycji a zmniejszenie przejadania… co ma teraz miejsce.

  4. Celem tego tekstu nie było tworzenie jakiejś nowej „definicji narodu”, ale ostateczna krytyka, równa z „zaoraniem”, tej całej „dziecinady” z tymi „osiami i ćwiartkami” oraz młodocianych, liberałków i ich „pseudoprawicowej” ideologii.

    1. A wolno wiedzieć gdzie w konstytucji amerykańskiej jest czy jak z niej wynika że władza nie pochodzi od Boga?

      1. „A wolno wiedzieć gdzie w konstytucji amerykańskiej jest czy jak z niej wynika że władza nie pochodzi od Boga?” A wolno wiedzieć gdzie w masońskiej konstytucji jest, czy jak z niej wynika, że dążą oni do budowy rządu światowego? Konstytucja to ściema. W „Konstytucji RP” jest podobno „wolność słowa”, a tu co rusz ciągle kogoś sądzą za wypowiedź „niepoprawną politycznie”. Konstytucja amerykańska wraz z „deklaracją” ich „niepodległości” są obite pieczęciami tajnych stowarzyszeń, a te wtedy budowały porządki na kwestionowaniu monarchii i tego, że „władza pochodzi od Boga”. A to, co tam dla pozorów napisane, to w praktyce ma się do praktyki tyle, co przestrzeganie „wolności słowa” ponoć „zagwarantowanego” w konstytucji obecnej.

        1. Konstytucja 3-go maja też mówią że masonska a zwiększała przecież w jakiś sposób monarchicznosc Polski. Najbardziej zdaje się oponowała przeciwko niej szlachta sarmacka która jak twierdzi np prof. Bartyzel była bardzo katolicka.
          A w jaki sposób ze stwierdzenia św Pawła że ,,Władza pochodzi od Boga” wynika że tylko monarchia jest chrześcijańskim ustrojem to chyba nigdy się nie dowiem.
          Przecież zaraz pisze że mają być posłuszni wobec władzy z czego raczej wynikałoby ze Bóg chce żeby istniała jakaś władza monarchiczna czy nie monarchiczna
          To co, władza w Stanach pochodzi od diabła?

    2. Nie trzeba tworzyć żadnej nowej definicji „narodu”. Wszak „naród” jest samym jądrem ideologii nacjonalistycznej i bytem w niej kluczowym. Na pewno jest zatem precyzyjnie i jednoznacznie zdefiniowany. Wystarczy podać tę definicję.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.