Marek: Czy w Polsce mamy „rasizm”?

Światowe media, przesiąknięte „myśleniem” w kategoriach rewolucjonizmu oświeceniowego, przypinają wielu krajom łatkę „rasistowskich”, gdy te nie są do końca zarażone ich zdegenerowaną ideologią. Tak jest oczywiście w przypadku Polski. Co ciekawe mechanizm ten nie dotyczy „rzeczywistego rasizmu”, ale „wyimaginowanego”, służącego jako instrument do politycznego szantażu poszczególnych państw. Stosują go międzynarodowe grupy lobbystyczne. Dążą one do bezwzględnego wprowadzenia w poszczególnych krajach swoich rewolucyjnych postulatów, godzących w ich tradycje i wartości.

Rasizm, jako pogarda i szkalowanie ludzi za przynależność do rasy, jest zły. Występował pośród wielu (choć nie wszystkich) liderów kolonialnych. Taki sam rasizm wykształcił się i trwa nadal w USA, zarówno pośród białych, czarnych, oraz semickich jego obywateli. Nie raz słyszymy o radości „białych” bądź „czarnych” mieszkańców USA z powodu nieszczęścia przedstawicieli rasy przeciwnej. Również występuje (przy powszechnej aprobacie medialnej) rasizm żydowski, czyli syjonizm. Wszystkie te uprzedzenia cechuje pogarda dla przedstawicieli ras odmiennych jako „gorszych”, oraz mesjanistyczne określenie własnej rasy jako tej „wybranej”. Takie zjawisko, będące „rasizmem rzeczywistym”, nie występowało w Polsce nigdy na szeroką skalę jako element ideologii jakiejkolwiek znaczącej grupy politycznej. Pomijam oczywiście marginalne przypadki indywidualne. Każdy kto twierdzi inaczej, mija się z prawdą, i zwyczajnie manipuluje niewiedzą ludzi, pośród których niestety zainteresowanie historią i polityką jest niewielkie. Głosiciele teorii o „rasizmie pośród Polaków” (lub Europejczyków) często posługują się zwykłą propagandą bez poparcia w faktach. Mamy wtedy do czynienia z „rasizmem wyimaginowanym”, czyli takim, którego w rzeczywistości nie ma, ale został stworzony w mediach, jako narzędzie do oczerniania środowisk broniących tradycyjnego porządku społecznego.

Rasizm (jako niechęć) utożsamiany jest błędnie z rozróżnieniem rasowym. Jest to zwykłe przyporządkowanie ludzi do grupy o szczególnych cechach rasowych, tak samo jak podział ze względu na religie, style życia, czy poglądy polityczne. Ma on charakter czysto statystyczny, neutralny, więc nie podlega żadnej ocenie moralnej. Jeżeli przyjmiemy za złe rozróżnianie ludzi z uwagi na rasę, ktoś inny może zacząć potępiać podziały z uwagi na wyznanie, ktoś inny z uwagi na poglądy polityczne, a ktoś jeszcze inny z uwagi na style życia i tak dalej. To w konsekwencji doprowadzi do paranoi, w której nie będzie można rozróżniać ludzi np. na kierowców motocykli i samochodów ciężarowych, gdyż „będzie to mogło powodować nienawiść tych do tamtych”. Jeżeli ktoś widzi coś złego w rozróżnianiu ludzi z uwagi na rasy, wyznanie, czy style życia, to znaczy, że ma coś z głową nie tak, i najszybciej powinien udać się do medyka.

Swoją drogą pretekstem do „niechęci kogoś tam do kogoś tam” może być praktycznie wszystko. Znamy przecież przypadki wojen pomiędzy gangami motocyklowymi, fanatycznymi kibicami różnych drużyn, czy nawet młodzieńczych bójek o to, „który batonik jest lepszy”. Lewackie antyrasistowskie histerie wcale nie wyleczą ludzi z tzw. „nienawiści”. Raz rozognią występujące już podziały rasowe, a dwa nie wyleczą ludzi z uprzedzeń wywołanych innymi czynnikami niż rasa czy wyznanie. W konsekwencji ich działanie może uderzyć w każdy przejaw indywidualności. Zaistnieć przecież mogą uprzedzenia pomiędzy użytkownikami różnych środków komunikacji. To prosty krok do prześladowań motocyklistów czy narciarzy za posiadanie obiektu mogącego powodować tzw. „nienawiść”. Podobne paradoksy będą się pogłębiać wraz z przyrostem tolerancji rządzących dla zachcianek coraz bardziej rozwydrzonych środowisk rewolucyjnych. Władze powinny zbagatelizować hałaśliwą lewacką propagandę posługującą się hasłem wyimaginowanej „nienawiści”, i skupić się na rozwiązywaniu realnych problemów krajowych.

W Europie do czasów rewolucji we Francji z końca XVIII wieku „rasizm” nie występował. Święta Inkwizycja w obrębie swoich zainteresowań miała judaistów i muzułmanów tylko i wyłącznie z uwagi na ich rewolucjonizm, destabilizowanie państwa, oraz promowanie synkretyzmu religijnego. Protestanci palący czarownice nigdy nie kierowali się uprzedzeniami z uwagi na rasę czy płeć, ale troską społeczną, gdyż te kobiety dopuszczały się wróżbiarstwa i okultyzmu, czyli praktyk powiązanych z krwawymi rytuałami zagrażającymi życiu ludzi. Również terroryzm i eksterminacje polityczne w Europie nie miały miejsca do czasów końca XVIII wieku. Rewolucja we Francji jako pierwsza wprowadziła je jako narzędzia do prowadzenia polityki. Pierwszymi ludobójcami i terrorystami Europy byli właśnie jakobini i karbonariusze, którzy swoje bandyckie działania argumentowali walką o „powszechną tolerancję i demokrację”, przeciwko „politycznemu i religijnemu ekstremizmowi”. Historia XIX wieku uczy nas, że to nie „rasizm” (który wtedy nie istniał!), ale właśnie budowanie „społeczeństwa otwartego”, było zarzewiem światowego terroryzmu połączonego z ludobójstwem. Przywódcy rewolucyjni tego okresu kierowali się ideałami masońskimi, republikańskimi (jedno jest związane historycznie z drugim), które miały zastąpić stary, chrześcijański porządek nakreślony w Europie od czasów Średniowiecza. To właśnie hasła „wolności, równości i braterstwa” otworzyły spiralę śmierci, z którą teraz często kłamliwie utożsamiany jest jedynie religijny fundamentalizm i nacjonalizm. Rewolucjoniści w swoich szeregach często gościli ateistów oraz satanistów. Wpływowi ich przywódcy tacy jak Rothschildowie, Adam Weishaupt, Karl Marks, Heinrich Heine czy Joachim Lelewel byli żydowskiego pochodzenia, co jest udowodnione. Stąd właśnie bierze się polityczny sprzeciw wobec mniejszości żydowskiej.

Przypadek norweski z 22 lipca 2011 roku potwierdza powyższą regułę. Będę powtarzać to do znudzenia. Anders Breivik był fanatykiem syjonistycznym, anty-nacjonalistycznym, republikańskim, masońskim, liberalnym, pro-homoseksualnym, pro-aborcyjnym i fascynującym „antynazistą” Winstonem Churchillem. Takie były fakty! To był ich człowiek. Drażni mnie bezczelne używanie „argumentu Breivika” przeciwko ludziom oskarżanym o tzw. „antysemityzm” i „głoszenie nacjonalizmu”. Jeśli tolerowane będzie „argumentowanie syjonistą” przeciwko „ludziom walczącym z syjonizmem”, to z czasem lewactwo rozpanoszy się coraz bardziej, i perfidnie będzie używać dla przykładu argumentu pomordowanych chrześcijan ormiańskich przez Turków przeciwko… fundamentalistom katolickim. Należy więc zdecydowane przeciwstawić się lewackim posądzeniom o „nienawiść” narodowców, oraz ukazywać historyczną odpowiedzialność „zwolenników tolerancji” za wprowadzenie terroryzmu do polityki.

Obecnie w Polsce nie ma masowej bezpodstawnej „nienawiści na tle rasowym”. Występują w Polsce organizacje neonazistowskie, odwołujące się do rasizmu hitlerowskiego, ale są one marginalne. Działania ekstremy nazistowskiej nie odbiegają metodami od ekstremy antyrasistowskiej. Obie strony konfliktu stosują brutalne metody, jednak media potępiają jedynie neonazistów. W RFN lewaccy ekstremiści terroryzują żołnierzy Bundeswehry. W Polsce, w jednym z pociągów, lewacy brutalnie zaatakowali młodych narodowców wspierających marsz z okazji 11 Listopada. Tak więc „anty-rasizm” wcale nie jest pokojową ideologią. „Rasizm” zaś nigdy nie był w Polsce elementem programu żadnej znaczącej siły politycznej.

Działacze Narodowej Demokracji oraz Obozu Narodowo-Radykalnego byli przeciwni mniejszościom etnicznym nie dlatego, że byli określonej nacji, ale dlatego, że działali na szkodę Narodu i Tradycji. Tak samo jak współcześni przeciwnicy syjonizmu, kolorowej imigracji, oraz judaizacji, kłamliwie nazywani „rasistami” bądź „antysemitami”. Same organizacje walczące z „rasizmem i antysemityzmem” często stosują bezpodstawny szantaż mający na celu jedynie uzyskanie zwyczajnych korzyści materialnych. Organizacje takie, nastawione w dużej mierze na materialny zysk, niszczą narodowe dziedzictwa państw europejskich ukształtowane od czasów średniowiecza. Propagują bowiem obce nam wzorce „społeczeństwa otwartego”, oraz inne rewolucyjne dyrdymały jak „demokracja” czy „prawa człowieka”. Te oświeceniowe bzdury kreowane były przez libertynów i masonów, stąd w żadnej mierze nie dadzą się pogodzić z tradycją narodów ukształtowanych przez chrześcijaństwo. Albo jesteśmy katolikami, albo popieramy „prawa człowieka”, demokrację i inne zgnite owoce oświecenia. Koniec i kropka. Innych rozwiązań nie widzę. Nie można być jednocześnie koniem i wielbłądem.

Podsumowując, w Polsce „rasizmu”, jako „nienawiści na tle rasowym” nie ma na masową skalę. Podobnie nie ma też w Europie. Nie przeszkadza mi, jako Narodowemu-Reakcjoniście, idący ulicą Murzyn, studiujący aktualnie w Polsce, bądź załatwiający tutaj swoje interesy. Nie zgadzam się jednak na niszczenie naszej odrębności narodowej, poprzez propagowanie państwa wieloetnicznego. Jest więc w Polsce ogólny sprzeciw wobec napływu mniejszości narodowych za to, że destabilizują życie społeczne. Zamiast poprawiać sytuację rodaków w swoich krajach, „kolorowi imigranci” zalewają państwa Zachodniej Europy obniżając tam standard życia. Ponadto sami także dopuszczają się przemocy i wandalizmu.

Nie ma również „nienawiści do narodu żydowskiego”. Jest sprzeciw wobec judaizacji niszczącej Tradycję, oraz przeciw wobec rasistowskiego syjonizmu. Przypadki „rzeczywistego rasizmu” są marginalne, a ich ogniskiem zapalnym nie jest żaden „nacjonalizm” (mylony z „szowinizmem”), ale właśnie społeczeństwo multikulturalne. To koncepcja „państwa otwartego” nakreśliła w jego obrębie nie istniejące jak dotąd podziały etniczne. Gdyby wszystkie kraje świata kierowały się koncepcją „Państwa Narodowego”, a mniejszości nie żądały decydującego wpływu na losy państwa, nie byłoby żadnych „konfliktów na tle etnicznym”. W Średniowieczu, kiedy wszystkie państwa były „zamknięte”, rasizm i terroryzm nie występował. Jak tylko pojawiły się rewolucyjne eksperymenty polityczne, nastąpiła masowa eskalacja przemocy na tle różnic wszelkiego typu. Głosiciele „państwa tolerancyjnego” jako pierwsi użyli terroryzmu i eksterminacji jako narzędzia do prowadzenia polityki. Rasizm zaś powstał w obrębie „państw wieloetnicznych”, jako konsekwencja chorych politycznych eksperymentów. Jedynym ratunkiem w walce z „rasizmem rzeczywistym” jest właśnie koncepcja Państwa Narodowego. Jeśli wszystkie kraje świata pójdą tą drogą, zażegnamy wewnętrzne konflikty na tym tle.

Z narodowym pozdrowieniem,
Piotr Marek
[aw]

Click to rate this post!
[Total: 0 Average: 0]
Facebook

0 thoughts on “Marek: Czy w Polsce mamy „rasizm”?”

  1. Tekst ten, w przeciwieństwie do lewackich wypocin, ma jakąś sensowną budowę. Szkoda, że ten tekst nie trafi ani do GW, ani do ND czy innej gazety i tylko garstka coś z tego przeczyta…

  2. Niestety nie trafi ten tekst do poczytnych mediów pisanych, ale przynajmniej trafi tutaj. Co jak co ale portal „Konserwatyzm.pl” przeglądają czasem nasi przeciwnicy z lewej strony, i może istnieje ziarenko nadziei, że cokolwiek do nich z tego dotrze. Z pewnością fanatyczni zwolennicy GW i ND także przeczytają zawartość i może wyciągną z tego jakieś wnioski.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.