Maziarz: Katolicki middle finger dla Macrona

 

 

Emmanuel – cóż za katechoniczne imię! – Macron sprawił, że część konserwatywnie zorientowanego audytorium popadła w orgazmistyczny stan. Otóż ów jegomość pofatygował się forum konferencji episkopatu Francji, gdzie ze swadą deklamował czułostki pod adresem katolików. Zmiana kursu? Przełom? No way! Ubrał się diabeł w ornat i ogonem na mszę dzwoni, a tu część osób bierze to pustosłowie za dobrą monetę, ekscytując się nie lada, że personifikacja demoliberalizmu w najczystszym tego słowa znaczeniu raczyła wygłosić parę gładkich formułek w pozytywnym tonie o Kościele katolickim. Macron leci tym, co poczciwina Leo Strauss określił teorią szlachetnego kłamstwa, kadząc – w jego percepcji – maluczkim (purpuraci pełnią tu jedynie rolę pośrednika) słodkie strofy o potrzebie dopieszczenia katolicyzmu. W rzeczywistości zaś, czego już dowodził słowem i czynem, Macron ochoczo czerpał z zatrutych źródeł progresywnego liberalizmu, kompletnie nie zważając na katolickie pryncypia.

Entuzjazmowanie się wystąpieniem Macrona ilustruje pewien syndrom, charakterystyczny dla pewnego rodzaju kręgów szeroko rozumianej prawicy. Zamiast podejść ze zdroworozsądkowym sceptycyzmem do umizgów prezydenta Francji, następuje proces ukontentowania, że oto ważna figura pogłaskała nas, konserwatystów i tradycjonalistów, po główeczkach. Furda to, że Macron dotąd nie uczynił zgoła nic, co pozwalałoby mniemać, że w jakikolwiek sposób afirmuje katolicyzm. Furda to, że jeśli idzie o filozofię, etykę, antropologię tudzież ekonomię Macron ani razu przed tym nie dał wyrazu swego przywiązania do katolickich inspiracji. Furda to, że przez cały swój polityczny żywot kłaniał się w pas bożkowi liberalizmu. Po kwaśniewskiemu zawołajmy donośnie: „Odrzućmy przeszłość, wybierzmy przyszłość!” i nie poczytajmy Emmanuelowi grzechów przeszłości, pokładając ufność w tym, że dokonała się w nim metanoia i od teraz przyoblecze się w Zmartwychwstałego, rewidując swoje dotychczasowe zapatrywania filozoficzno-polityczne i kierując mainstream francuskiej polityki na nieliberalne tory.

Zaiste, dziwne jest uprawianie procederu przyznawania wydarzeniom rangi ponad ich faktyczną miarę i przyjmowanie z emfazą czegoś, co – jak lada moment dowiedzie przyszłość – w ogóle nie będzie korespondować z politycznymi realiami. Słowa uwodzą, przekonują wszelako dopiero czyny i empiria rychło sprowadzi na ziemię rozemocjonowaną przemową Macrona publikę: aplauz przerodzi się w bolesny jęk zawodu. Macron nie dokonuje bowiem katolickiego zasiewu, a wykonuje jedynie – w swym mniemaniu – ekwilibrystyczną polityczną pozę.

Ja tymczasem ziewam po zapoznaniu się z wystąpieniem Macrona i zamiast gałązki oliwnej pokazuję mu katolickiego middle fingera.

Damian Maziarz

[Głosów:12    Średnia:4.4/5]
Facebook

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *