Między Mykoła Łebedem a Victorią Nuland

Polska reakcja na ostatnie wydarzenia na Ukrainie, pomimo tworzonego przez media wrażenia jednomyślności, obejmuje różne postawy. W oficjalnej przestrzeni publicznej reprezentowanej przez rząd, opozycję i media głównego nurtu, rzeczywiście panuje jednomyślność. Mamy do czynienia z zadziwiającą zgodnością władzy i opozycji parlamentarnej.

Ktoś powie, że to wspaniale, że wiele pokoleń walczyło o taką zgodną postawę w najważniejszych kwestiach, a przecież polityka zagraniczna jest dla państwa sprawą najważniejszą. Niestety, jest dokładnie odwrotnie. Rzecz w tym, że jedność nie jest wartością najwyższą. Najistotniejsze jest, aby merytoryczny fundament zgody był słuszny. Inaczej będziemy mieli do czynienia z sytuacją wyjątkowo niekorzystną – z jednością w tragicznym błędzie [1]. Dokąd taka źle rozumiana jedność i zgoda, oparta na fałszywych fundamentach, prowadzi, widzimy dzisiaj. Cały obóz władzy i opozycji wraz z mediami, opiera swoją wizje polityki wschodniej Polski na rusofobii. Przyjmuje ona naturalnie różne odcienie, od ubranej w piórka dyplomacji, po tropiącą wyimaginowanych agentów Moskwy i wzywającą do walki zbrojnej z Rosją.

Rusofobia żyje przeszłością i charakteryzuje się irracjonalnym stosunkiem do rzeczywistości. Jest w Polsce quasi-religią, której nie wolno się sprzeciwiać pod rygorem uznania za zdrajcę. Jej dwa najważniejsze artykuły „wiary” to nienawiść do Rosji – każdej Rosji – oraz tzw. „wiara ukraińska” lub „ukrainna” (pojęcia wprowadzone jeszcze przed wojną przez Jędrzeja Giertycha), której wyrazem jest dążenie do zbudowania antyrosyjskiej Ukrainy, bądź popieranie tendencji antyrosyjskich w już istniejącej. Jest to „wiara”, a więc program ten nie ma uzasadnienia racjonalnego. Jego zwolennicy nie są w stanie podać poważnych argumentów dlaczego pragną takiej Ukrainy. Dlatego pragną, bo pragną – i koniec. Bo trzeba walczyć z Rosją, trzeba ją podzielić. Nie zawracają sobie głowy tym, że ich hasło „bez wolnej Ukrainy, nie ma wolnej Polski” nie ma uzasadnienia historycznego, nie obchodzą ich odrodzeni banderowcy i ich powiązania ze służbami Zachodu, nie biorą pod uwagę, że taka Ukraina będzie przyczółkiem do dalszej agresji przeciwko Rosji, że będzie wasalem międzynarodowych sił wpływu, z siłami amerykańskimi i niemieckimi na czele.

Jak pisał Jędrzej Giertych w 1965 r. w „Kulisach powstania styczniowego”: „Obowiązuje w naszym narodzie swoista ortodoksja: wolno jest myśleć i działać tylko tak; nie wolno jest myśleć i działać inaczej. (…) Zadaniem Polaków jest zwalczać Rosję. Sprawa polska jest funkcją sprawy rosyjskiej. Polityka polska tylko o tyle ma sens i rację, o ile szkodzi Rosji, o ile podważa jej potęgę i kładzie tamę jej ekspansji. Gdyby Rosji nie było, Polska właściwie nie miałaby racji istnienia. Stosunkiem do Rosji mierzy się patriotyzm Polaka, jego lojalność narodową, jego wartość moralną i osobistą. Jeśli Polak kwestionuje pogląd, że Polska ma być tylko swoistym cieniem Rosji, jej przeciwstawieniem i jej negacją (…) – budzi to zgrozę, bo ma cechę herezji”. Każdy człowiek myślący, obserwując naszą teraźniejszość, zauważy, jak dalece miał rację autor „Tragizmu losów Polski”.

Na marginesie polityki, na marginesie mediów, funkcjonują środowiska mające stanowisko odmienne, odwołujące się bądź do myśli endeckiej, bądź do – szerzej – do tradycji polityki realnej. Nie są one, pod względem ideowym, antytezą rusofobii, ale stanowią wartość samą w sobie. Istotne cechy poglądu realistycznego to: spojrzenie przede wszystkim na teraźniejszość i przyszłość, nie zapominając o przeszłości, ani jej nie zakłamując, ale też, nie patrząc na nią przez pryzmat permanentnego syndromu ofiary; dalej, to nieodrzucanie a priori współpracy z żadnym poważnym państwem. Jeśli krytykujemy politykę, dajmy na to, USA, to za jej konkretny wyraz, a nie dlatego że jest to polityka amerykańska (a tak czynią rusofobi; odrzucają wszystko, co przychodzi z Rosji). Polityka ta oczekuje porozumienia USA-Rosja, w którym OBIE strony, na TYCH SAMYCH zasadach, zobowiązałyby się do przestrzegania prawa międzynarodowego i powstrzymywania się od samowolnych interwencji, nie zamierza zaś dzielić USA, otaczać, podburzać sąsiadów itd.

Uporządkujmy więc z jaką sytuacją mamy dziś do czynienia, po ponad dwudziestu latach od rozpadu ZSRR:

Po pierwsze

– po porozumieniu Reagan-Gorbaczow, które zakończyło zimną wojnę, nowe władze USA, jak o tym mówi słusznie Pat Buchanan, poczuły, że mogą upokorzyć Rosję. Zamiast rozwiązać NATO i stworzyć nowy system bezpieczeństwa z Rosją, USA zaczęło się szarogęsić, rozszerzać na wschód NATO, tworzyć bazy na granicach Rosji (w byłych republikach ZSRR), a przede wszystkim, poczuło się hegemonem światowym, któremu wszystko wolno [2]. Najważniejszym źródłem tej postawy USA jest zapanowanie w polityce tego państwa nurtu mesjanistycznego w postaci żydowskiego neokonserwatyzmu. Rosja przyglądała się temu bezradnie za nieudolnego Jelcyna, ale wtedy pojawia się Putin, któremu jednak aż kilkanaście lat zajęło wprowadzenie Rosji na powrót na tory światowe. Konflikt pomiędzy polityką amerykańską, nie liczącą się z niczym i z nikim, a Rosją, nie może być w tej sytuacji żadnym zaskoczeniem.

Po drugie

– USA dokonało od 1991 r. szeregu agresji i ataków na suwerenne państwa, z których każdy był albo podeptaniem rezolucji ONZ, bądź nastąpił w ogóle bez rezolucji. Piszą o tym m.in. wspomniani amerykańscy autorzy – Buchanan i Roberts – niewątpliwi patrioci i zwolennicy utrzymania pokoju światowego. Agresje amerykańskie przyniosły śmierć setek tysięcy ludzi, krew i cierpienia rannych, torturowanych i przetrzymywanych bez sądu, wreszcie cierpienia dziesiątków milionów tych, którzy muszą żyć w zrujnowanych krajach, w których panuje chaos i prymitywna siła. W kilku innych krajach zorganizowano kolorowe rewolucje, bez najmniejszych wątpliwości, za pieniądze USA i ich sojuszników. Ważnym elementem tej układanki jest hucpa medialna, uprawiana ze stopniem zakłamania nieznanym w historii, przez ośrodki pozostające na usługach USA.

Po trzecie

– Rosja złapała drugi oddech za prezydentury Miedwiediewa, ale prawdziwym rywalem USA stała się dopiero ostatnio. Rosja nikogo nie atakowała. Być może kiedyś zostaną wyświetlone kulisy sprawy gruzińskiej, niemniej, Saakaszwili musiał mieć obiecane wsparcie przez funkcjonariuszy niższego rzędu, albo w swej głupocie uznał, że ma takie wsparcie, i stąd jego absurdalny atak. Niestety dla niego, mylił się. Bush był ostentacyjnie niezainteresowany pomaganiem Gruzji. Nadszedł w końcu rok 2013 – Syria i Iran – doprowadzenie do porozumienia, zamiast kolejnej agresji USA, było wielkim zwycięstwem Rosji, zrealizowanym dodatkowo z pełnym poszanowaniem prawa międzynarodowego. Siły neokonserwatywne poczuły się znieważone w najwyższym stopniu i zapragnęły zemsty.

Chociaż bowiem neokonserwatyzm wiąże się zwyczajowo z Republikanami, także administracja demokratyczna nie jest wolna od jego wpływów, a nawet więcej, wpływy te rosną. Bardzo ważną rolę pełni tu Victoria Nuland (zastępca Sekretarza Stanu USA d/s Europy i Eurazji – na zdjęciu), która zasłynęła wypowiedzią o Unii Europejskiej i Kliczce z użyciem angielskiego słowa na „f” (p… UE!), i która wystąpiła z przemówieniem na spotkaniu lobbystów na rzecz Ukrainy, sponsorowanym przez koncern Chevron i stwierdziła m.in., że USA od 1991 r. przeznaczyły 5 miliardów dolarów na „promocję kierunku europejskiego” na Ukrainie. Warto wiedzieć, że p. Nuland to wnuczka żydowskiego emigranta z imperium rosyjskiego Meyera Nudelmana oraz żona Roberta Kagana, czołowego neokonserwatysty. Jak więc widać neokonserwatyzm praktyczny to nie tylko groteskowy filosemita John McCain [3].

Po czwarte

– Ukraina. Wykorzystano i słuszne oburzenie zwykłych ludzi na korupcję, i słabość Janukowycza. Wszystko po to, żeby pokazać Rosji, kto rządzi światem. Zwykli ludzie zostali oczywiście ordynarnie wykorzystani i oszukani. Oligarchowie, którzy byli na garnuszku USA i Niemiec oraz ci, którzy zmienili front, nadal rządzą. Zasadniczą rolę w sukcesie Majdanu pełnią banderowcy [4], których polityczna wierchuszka na zachodzie istnieje od 1945 r. dzięki służbom specjalnym USA, Wlk. Bryt. i RFN, i pieniądzom tych państw. W 1964 r. Mykoła Łebed, były banderowiec i lider społeczności ukraińskiej na emigracji, pozostający na garnuszku i usługach CIA, złożył deklarację potępiającą antysemityzm [5]. Jeśli kogoś dziwi, że Żydzi finansują organizacje o tradycjach iście nazistowskiej nienawiści do Żydów, to właśnie casus Łebeda jest tutaj wyjaśnieniem. W żadnym kraju, na który wpływ ma USA nie dopuszczono by do władzy Tiahnyboków i Jaroszów. Byliby marginesem. Ale oni SĄ POTRZEBNI.

Po piąte

– Rosja, to fakt, dokonała aneksji Krymu. Bezkrwawej i zgodnej, bez wątpienia, z wolą większości mieszkańców półwyspu, wyrażoną bez przymusu. Podstawy prawne działań Rosji, choć mogą budzić wątpliwości, są jednak mocniejsze od podstaw USA, ale także, co najważniejsze, od podstaw prawnych niby – władzy w Kijowie. Fundamentem nowej „władzy” w Kijowie jest bunt, burdy, finansowanie z zewnątrz, wreszcie najważniejsze, pogwałcenie porządku konstytucyjnego i porozumienia Sikorski – Janukowycz – trójca (Kliczko, Jaceniuk, Tiahnybok). Nawiasem mówiąc, wyrzucenie do kosza przez opozycję porozumienia z Janukowyczem przed upływem terminu w nim wskazanego, to spektakularna klęska ministra Sikorskiego, który po krótkim milczeniu, przeszedł nad tym do porządku dziennego, zaś od pewnego czasu prasa, ze szczególnym naciskiem na niemiecką, przedstawia go jako architekta sukcesu, w oczywistej opozycji do faktów.

Po szóste

– słowo o wątpliwościach. Jednak Rosja wykorzystała precedens kosowski, co przesądza na niekorzyść widoki Serbii na odzyskanie Kosowa (choć oczywiście argumenty serbskie, pozaformalne, są nadal miażdżące, zaś Krym nie jest i nie był żadną ziemią ukraińską). Cóż, Rosja walczy o swoje podbrzusze, swój interes życiowy. Trudno się dziwić, że w tej sytuacji poświęca interes serbski. Zresztą Serbia nie dała Rosji wystarczających argumentów, grając na integrację z UE. W tej sytuacji Serbia powinna dążyć do podziału Kosowa, powrotu do niej Kosowskiej Mitrowicy i całej części północnej, odpuszczenia większościowej części południowej i, prędzej, czy później, do przyłączenia republiki serbskiej w Bośni (państwo nie do utrzymania). Druga wątpliwość wiąże się z ruchami separatystycznymi na zachodzie Europy, które mogą obecnie doznać wzmocnienia, powołując się już nie tylko na Kosowo, ale i na Krym. To będzie problem Europy, nie Rosji, ale w ten sposób Rosja, niejako przy okazji, szachuje Europę. Pisząc powyższe, wyraźnie zaznaczam, że należy pamiętać, kto rozpoczął ten niebezpieczny proces, kto stworzył precedens. Nie była to Rosja.

Jeszcze słowo o Memorandum Budapeszteńskim z 1994 r. USA wraz z sojusznikami zarzuciły Rosji jego naruszenie powołując się na art. 1, który mówi o „poszanowaniu niezależności i suwerenności, oraz istniejących granic Ukrainy”. Rosja niewątpliwie naruszyła istniejące granice, ale w odpowiedzi na ten zarzut, MSZ Rosji podniosło kwestię uprzedniego naruszenia suwerenności Ukrainy przez USA et consortes, poprzez wspieranie sił zmierzających do obalenia legalnych władz tego państwa. Oświadczenie MSZ Rosji głosi: „Jak odnosić się do ciągłej obecności zachodnich emisariuszy na „Majdanie” w Kijowie? Jak kwalifikować oświadczenia zachodnich partnerów USA i UE o tym, że nie uważają już oni za legalnego wybranego zgodnie z prawem prezydenta, w przeciwieństwie do nowych władz, powołanych na placu z naruszeniem wszystkich konstytucyjnych procedur”. Analizując sytuację nie trywializujmy jej wycinkowymi ocenami, nie biorącymi pod uwagę całokształtu okoliczności.

Po siódme – nie ma dla Polski zagrożenia rosyjskiego. Zagrożeniem największym jest polityka prowadzona przez rząd, oraz ta głoszona przez opozycję. (S)kończy się ona ostatecznym potwierdzeniem odpodmiotowienia Polski na arenie międzynarodowej, jako marionetki USA, a w razie eskalacji sankcji i postawienia pod znakiem zapytania faktycznego istnienia stosunków dyplomatycznych pomiędzy Polską a Rosją, także klęską ekonomiczną.

Co w takim razie powinniśmy robić w tym konflikcie jako państwo? Polska powinna w zasadzie oficjalnie milczeć (w zasadzie, bo musi jednak głośno mówić o tym, kim są banderowcy), a nieoficjalnie, ze względu na specyfikę polskiej historii, prowadzić intensywne działania we współpracy z Rosją, celem spacyfikowania banderowców. Na przyszłość, powinna głosić potrzebę powołania nowego, powszechnego systemu bezpieczeństwa, dokonania przeglądu ognisk zapalnych ewentualnych konfliktów, a nawet dokonania zmian granic, które uzdrowiłyby i uspokoiły sytuację na świecie (jak np. na Bałkanach). Wystarczy, że Zachód, Rosja i Chiny będą mówić jednym głosem i konsekwentnie przestrzegać wzajemnych ustaleń, a wtedy żadnych powstań i wojen podważających bezpieczeństwo światowe nie będzie.

Na gruncie środkowo-europejskim, Polska powinna podjąć szeroką współpracę z Rosją. Przyjąć Jamał II, wybudować wspólnie elektrownię atomową, i stać się wspólnie z Rosją gwarantem Ukrainy, zgodnie z propozycją przedstawiciela prezydenta Putina, Babakowa, ujawnioną przez niego w tekście dla „Rzeczpospolitej” [6]. Obszar między Polską a Rosją stanowić powinien wspólną strefę wpływów naszych państw. To jedyna szansa na prawdziwą podmiotowość Polski, a przy okazji, na uniknięcie konfliktów z Rosją. Dla krajów z tej strefy nie musi to oznaczać niczego złego. Czas odrzucić odruch Pawłowa – strefa wpływów = zło. Czy Kanada cierpi na swoim uzależnieniu od polityki USA?

Nie jest to wymysł chwili. Pisałem o tym już wiele lat temu i nie raz, nie dwa, także na łamach „Myśli Polskiej”. To konkretna propozycja. Wcale nie łatwa do zrealizowania. Ale jest to program pozytywny. Z samego zauważania negatywów, rozdzielania razów i win oraz konstatowania zła – prawdziwego czy urojonego – chleba nie będzie.

Adam Śmiech

[1] W czasie I wojny światowej prowadziliśmy kilka wzajemnie wykluczających się polityk. Nie było zgody. Jedna z tych polityk, walcząc nie tylko z wrogami, ale i z rodakami, przyniosła nam niepodległość. Co by było, gdyby naród zjednoczył się wokół Piłsudskiego albo poparł w swej masie rozwiązanie austriackie?

[2] Świetnie ujął to w jednym ze swych ostatnich tekstów „World War 1 all over again” (14.03.14), dr Paul Craig Roberts, były zastępca sekretarza skarbu w administracji Reagana, a od lat czołowy komentator polityczny USA, sprzeciwiający się propagandzie głównonurtowej: „Cokolwiek Waszyngton powie, jest prawdą. Cokolwiek Waszyngton zrobi, jest zgodne z prawem, tak jego wewnętrznym, jak i międzynarodowym. Kiedy Waszyngton dokonuje inwazji na obce kraje i niszczy je, wysyła drony i rakiety, zabija uczestników wesel, pogrzebów i dziecięcych gier, jest to uskutecznianie praw człowieka i przynoszenie ludziom demokracji. Kiedy taki kraj próbuje bronić swej suwerenności i integralności terytorialnej, ogłasza się, że jest to państwo zaangażowane w terroryzm, ma powiązania z Al Kaidą, gwałci prawa człowieka i tłumi demokrację.”

[3] Patrz np. wystąpienie Johna McCaina na tegorocznym zjeździe AIPAC (American Israel Public Affairs Committee – Amerykańsko-Izraelski Komitet Spraw Publicznych), głównej instytucji lobby proizraelskiego w USA, 3 marca b.r.: „Państwo Izrael jest wyjątkowym osiągnięciem pod wieloma względami, z których nie najmniej istotnym, jest jego ugruntowanie jako wielkiej demokracji Bliskiego Wschodu. Jeśli istnieją związki pomiędzy Ameryką a Izraelem, których wrogowie naszego sojuszu nigdy nie rozumieli, to dzieje się tak być może dlatego, że nie są oni w stanie w pełni zrozumieć naszego umiłowania wolności i dążenia do sprawiedliwości. Ale powinni wiedzieć, że związki te nie mogą zostać zerwane. Połączyły nas wspólne ideały i wspólne przeżywanie przeciwności losu. Byliśmy towarzyszami w walce i ufającymi sobie partnerami w dążeniu do pokoju. Jesteśmy dla siebie najbardziej naturalnymi sojusznikami. I, jak sam Izrael, porozumienie to będzie trwać wiecznie”.

[4] Niech przemówi w tym miejscu entuzjastka rewolucji na Ukrainie, p. Aleksandra Łagowska z wrocławskiego pisma „RitaBaum”: „Prawy Sektor” stanowił kręgosłup Majdanu, jednocząc kilka nacjonalistycznych organizacji: „Patriotę Ukrainy”, „Tryzub” im. S. Bandery, Socjal Nacjonalistyczne Zgromadzenie (SNA), „UNA-UNSO”, „Biały Młot”, „Wolę”. Dołączyli do nich także kibice drużyn piłkarskich „Dynamo” i lwowskich „Karpat”.

[5] Patrz – R.Breitman, N.J.W.Goda, „Cień Hitlera. Nazistowscy zbrodniarze wojenni, wywiad amerykański i Zimna Wojna”, rozdział V.

[6] Aleksander Babakow jest specjalnym przedstawicielem prezydenta Federacji Rosyjskiej ds. współpracy z organizacjami rodaków za granicą, członkiem Komitetu Spraw Międzynarodowych Dumy Państwowej FR. W Rzeczpospolitej 13.03.2014 r. napisał m.in.: „Dziś szukamy punktów stycznych między Moskwą a Warszawą, aby Rosja i Polska mogły zostać gwarantami demokracji i obrony praw wszystkich narodów zamieszkujących Ukrainę. Czy jest to możliwe przy przestrzeganiu praw mniejszości narodowych i poszanowaniu wzajemnych interesów w ważnych regionach zarówno na zachodzie, jak i na wschodzie kraju? Jeśli zależy nam na zachowaniu Ukrainy, skoncentrujmy się na perspektywie zachowania równowagi sił w tym kraju”.

Myśl Polska, nr 13-14 (30.03-6.04.2014)

[Głosów:0    Średnia:0/5]
Facebook

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *