Młot na napierałyzm, czy doktorowi Piotrowi Napierale w odpowiedzi

Prawdę mówiąc przystępuję do pisania tej polemiki niechętnie. A to dlatego, że mój Dyskutant zasługuje na intelektualne rozjechanie walcem, tymczasem jest mi go osobiście trochę szkoda. Mamy tu do czynienia z człowiekiem z jednej strony inteligentnym i oczytanym, a z drugiej strony absolutnym ignorantem w kwestiach religijnych, kościelnych czy nawet historycznych, gdy odnoszą się do Kościoła katolickiego (choć to doktor historii). Jest mi go szkoda, gdy po tym co pisze widać, że katolicyzmu nie zna i go nie rozumie, strzelając na prawo i lewo trefnymi nabojami. Jest mi go szkoda także dlatego, że miał szansę stać się – tak jak sam chciał – „prawicowym wolterianinem”, ale ostatecznie został tylko „palikotowym woleterianinem”. Czyli nawet w hierarchii wolnomyślicielstwa zajął pozycje raczej niskie (tzw. niskie stany średnie).

Tekst dra Napierały „Wiara i prawicowość mają niewiele wspólnego” (tutaj) stanowi reakcję na mój wcześniejszy tekst w którym wskazywałem konieczność idei Boga jako uwieńczenia prawicowej koncepcji świata.

Zacznijmy od kilku szczegółów, czyli błędów i fałszywych interpretacji zawartych w tekście dra Napierały:

1. Czytamy oto, że mój Oponent nie jest „ateistą”, lecz „agnostykiem” (powtarzał to zresztą i w innych tekstach). Ateista to ktoś, kto wie, że Boga nie ma; agnostyk to ktoś, kto nie wyklucza, że Bóg istnieje, ale osobiście wiary nie znajduje. Tymczasem Piotr Napierała pisze:

„wiadomo już od dawna, ze to co rzekomo duchowe jest w rzeczywistości cielesne, a dokładniej mózgowo-neuronowe. (…) my agnostycy wolimy określenie epikureizm, tzn. godne życie, zamiast bicia pokłonów urojonym bogom”.

Bardzo mi przykro, ale trzymajmy się pojęć: skoro Pan wie, że to, co duchowe = „mózgowo-neuronowe” i dlatego odmawia Pan „bicia pokłonów urojonym bogom”, to jest to ateizm czystej wody. Agnostyk mógłby takie rzeczy co najwyżej podejrzewać i nie afirmowałby pewności, że bogowie są „urojeni”. Agnostycyzm to postawa, która uznaje, że nie można mieć pewności. Pan ją ma. Jest Pan ateistą i tyle.

Aby nie było nieporozumień: nie zabraniam Panu być ateistą – ale niech Pan się do tego umie przyznać. Sam przed sobą i przed Czytelnikami. Dlaczego Pan tego nie robi? Czyżby gdzieś na dnie sumienia była resztka trwogi, że Bóg jest i co będzie jeśli jest?

2. Szaweł, czyli św. Paweł, z pewnością nie był „Beduinem sprzed 2000 lat”. Był wykształconym żydem i obywatelem Rzymskim. Jak rozumiem, chciał Pan w ten sposób obniżyć jego rangę – nazywając „Beduinem” – ale cios jest niecelny, wskazujący na antyreligijne zaangażowanie, niegodne historyka.

3. Nad zaprezentowaną w tekście koncepcją „sensu historii” rozwodzić się nie będę, gdyż to czysta i klasyczna „idea postępu”, czyli emancypacji człowieka od religii i Boga. Heglizm w pigułce (tego Kojeve’a to powinien Pan przeczytać jednak…). Po prostu się tu nie zgadzamy i tyle. W tym aspekcie prezentowany zachwyt nad Julianem Apostatą jest charakterystyczny – to w końcu poganin-fanatyk, prześladujący chrześcijan. Jak rozumiem, to praszczur Pana Doktora?

Czas przejść do generaliów. W jednym z tekstów – opublikowanym jeszcze bodaj na naszym portalu – dr Piotr Napierała określił się mianem „prawicowego wolterianina”. Prawdę mówiąc uważam ten problem za bardziej interesujący niż analizę historycznych lapsusów od których roją się teksty mojego Oponenta.

Któż to taki „prawicowy wolterianin”? W swoim tekście dr Napierała powołuje się na naszego wspólnego znajomego Artura Granackiego, który jest „ekonomicznym liberałem i antyklerykałem równocześnie”. Nie znam aż tak dobrze poglądów Pana Granackiego, aby je oceniać, acz charakterystyczny jest jego komentarz do tekstu Piotra Napierały zamieszczony na facebooku: „Ateizm, w moim przekonaniu, jest zjawiskiem elitarnym. Jego promowanie jest bezsensowne”. Trudno o lepsze ujęcie istoty prawicowego wolterianizmu.

Kim jest prawicowy wolterianin? To zjawisko powstałe w okresie Rewolucji Francuskiej, gdy wolteriańska arystokracja masowo przechodziła na pozycje kontrrewolucyjne. Część z tych ludzi nawracała się, ale część zmieniała poglądy polityczne, nie zmieniając pozycji religijnych. Najbardziej klasyczny przypadek do Antoine de Rivarol, którego zresztą chyba jako pierwszego określano mianem „prawicowego wolterianina”. Później to stanowisko prezentowane przez wspominanych w moim tekście Charlesa Maurrasa i Leo Straussa.

Generalnie prawicowi wolterianie to ci, którzy utracili wiarę w Boga i stali się agnostykami. Dalecy byli jednak od zachwytu Julianem Apostatą i Januszem Palikotem. Rozumieli bowiem, że – jak ujął to Artur Granacki – niewiara ma charakter elitarny i absolutnie nie należy propagować swoich wątpliwości, gdyż prowadzi to do wstrząśnięcia gmachem społecznym, toruje drogę propagandzie rewolucyjnej i wywrotowej.

Prawicowy wolterianin to ktoś, kto utraciwszy personalnie wiarę, uznaje, że świat został stworzony na podstawie pewnych praw, które uważa za prawa natury. Nie chodzi tu jednak o indywidualistyczne nowożytne uprawnienia naturalne czy prawa człowieka, ale o prawo naturalne ujęte klasycznie: sprawiedliwy i hierarchiczny porządek społeczny i polityczny, gdzie ludzie podzieleni są na stany czy klasy i usytuowani hierarchicznie. Co więcej, autentyczny prawicowy wolterianin rozumie, że ochrona prawa natury wymaga także obrony wierzeń religijnych, które legitymizują tenże naturalny porządek. Istnienie religii publicznej jest bodaj samo w sobie prawem natury. Dlatego swoją niewiarę prawicowy wolterianin zachowuje dla samego siebie, nie propaguje jej, nie zwalcza Kościoła. Wprost przeciwnie, traktuje religię jako gwaranta istnienia porządku naturalnego, dlatego często udziela jej wsparcia, gdy jest atakowana i krytykowana przez rewolucjonistów. Prosi tylko o jedno: aby duchowni nie zmuszali go osobiście do wiary, czyli o pewien rodzaj tolerancji dla prywatnej bezbożności. Nie ma nic przeciwko afirmacji wiary w sferze publicznej.

Prawicowy wolterianin nie jest i nie może być ateistą. W końcu wierzy, że istnieje prawo natury, a to ostatecznie prowadzi do pytania: kto je stworzył? Paradoks tej postawy polega na tym, że to ktoś, kto wierzy w stworzone prawo natury, ale nie może swoim aktywnym i ciekawym umysłem uchwycić jego Stwórcy. Przyjęcie postawy ateistycznej zaprzeczałoby istnieniu Twórcy prawa natury, a tym samym stawiało to prawo pod znakiem zapytania. Jego uprawomocnienie byłoby wyłącznie utylitarne, czyli można by je zanegować powołując się na inne utylitarne argumenty. Dlatego prawicowy wolterianin może osobiście mieć problemy z wiarą, ale nie może odciąć korzenia wszelkiego Porządku poprzez wyrzeknięcie się i zanegowanie idei Boga. Wielu z nich nawraca się pod koniec życia. Wspomnijmy tu tylko Charlesa Maurrasa.

Kiedy zapraszałem dra Napierałę do współpracy z konserwatyzm.pl, to myślałem, że takie ma poglądy, gdy pisał mi, że osobiście jest agnostykiem, ale zarazem monarchistą i „prawicowym wolterianinem”.

Dr Napierała nie jest prawicowym wolterianinem, gdyż neguje nie tylko Boga – wyrażając pewność co do nieistnienia Boga i nieśmiertelnej duszy – ale i neguje prawo naturalne. Oto pisze, że „z własnością prywatną jest jak z moralnością istnieje bo sprawdziła się w procesie rozwoju historycznego” (interpunkcja oryginalna). Czyli własność nie pochodzi z natury, lecz z „rozwoju historycznego”. Gdyby się nie sprawdziła, to byśmy sobie pobudowali kołchozy im. Juliana Apostaty. W tej wypowiedzi tkwi istota problemu: Piotr Napierała nie uznaje porządku wynikłego z natury, lecz uznaje ten, który wynika z historii. Oto stanowisko jaskrawie sprzeczne z istotą prawicowego wolterianizmu, który esencjalnie stoi na stanowisku istnienia niezmiennego prawa natury. Przypomnijmy tu gwałtowne ataki Leo Straussa na historyzm, właśnie za historyczny charakter wszelkich norm.

Podsumujemy teraz poglądy dra Napierały:

– ateizm, podpierany scjentyzmem,
– ideologia postępu poprzez emancypację od religii,
– negacja porządku natury,
– wywiedzenie własności z argumentów utylitarnych i historycznych.

Panie Piotrze, to co Pan głosi, to nie jest prawicowy wolterianizm. To… „prawicowy marksizm”.

Adam Wielomski

PS

Przez chwilę, z powodu pomyłki, na portalu zamiast zdjęcia dra Napierały była fotka byłego Przewodniczącego SLD Napieralskiego. Przepraszam za tę pomyłkę.

Click to rate this post!
[Total: 0 Average: 0]
Facebook

0 thoughts on “Młot na napierałyzm, czy doktorowi Piotrowi Napierale w odpowiedzi”

  1. Nie wiem czy pan profesor wie, że panowanie Juliana Apostaty dla Rzymu oznaczało wreszcie pożądaną chwile wytchnienia od walk setek sekt chrześcijańskich. — aha i jeszcze jedno – panie Profesorze! Proszę pamiętać, że Polska jest dla wszystkich nie tzlko dla katolikow ! Elementarnej tolerancji! Nawiasem mówiąc panie Profesorze, to trochę obciach tak mnie sondować i szufladkować odnośnie poglądów, skoro od lat wciska Pan ludziom nieprawdę, iż reprezentuje pan konserwatyzm. Sam pan zresztą przyznał, w swojej książce o tym tytle właśnie…

  2. Nie bardzo rozumiem jak historyk, czlowiek inteligentny, moze byc ateista? dla mnie to dziwne.. ja moze pogodzic swoja inteligencje z ateizmem lub agnostycyzmem?

  3. Pan Napierala wytoczyl l’artillerie lourde na prawica.net.Ozywienie w scieci mimo wakacji gotowe!

  4. Panie Napierała – jeśli dla Pana fakty historyczne wynikające z błędów niedoskonałych jednostek jakimi są ludzie mają świadczyć o nieistnieniu Boga, to radziłbym wrócić do podstaw logiki i filozofii.

  5. Tak? To ciekawe, ale nigdzie nie napisał Pan, że zawiesił Pan sąd na temat istnienia Boga. Bije Pan w nutę „doskonałość nie jest potrzebna” i wyciąga Pan z tego wniosek, że jej nie ma. Wie Pan – mnie nie jest potrzebne auto terenowe, ale to nie znaczy, że takowe nie istnieje. Do tego Pana pewność jeśli chodzi o tłumaczenie rzeczywistości w sposób materialistyczny też jest zabawna. Wypadałoby wiedzieć, że są spory filozoficzne, które nie zostały (i przez niedoskonałość człowieka pewnie nie zostaną) rozwiązane, dlatego należy być ostrożnym. Pewność w takich przypadkach jest po prostu śmieszna.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.