Nikogo nie zdradziłem – rozmowa z Jerzym Wartakiem, górnikiem z Kopalni „Wujek”

16 grudnia 2010 roku minęła 29. rocznica pacyfikacji kopalni „Wujek”, podczas której zastrzelono 9 górników, a kilkudziesięciu zostało rannych. Byłeś jednym z przywódców strajku. Jak to wszystko widzisz z dzisiejszej perspektywy?


– Decyzja o rozpoczęciu strajku zapadła w poniedziałek 14 grudnia. Głównym powodem (oczywiście oprócz reakcji na ogłoszenie stanu wojennego) było internowanie w nocy z 12 na 13 grudnia szefa Komisji Zakładowej „Solidarności” w kopalni Jana Ludwiczaka. Milicja wyważając drzwi wpadła do jego mieszkania, a następnie go wywieziono i internowano. Wśród górników panuje poczucie solidarności przez duże „S”. Jeżeli ma miejsce wypadek lub inne zdarzenie losowe, to wszyscy bez względu na poglądy, sympatie, antypatie, natychmiast nie bacząc na okoliczności, koszty spieszą z pomocą i tak też było w wypadku Janka. Załoga zażądała jego zwolnienia.

Jaki był przebieg wydarzeń w tych dramatycznych dniach?

– W poniedziałek rano, po przeprowadzonej masówce, przedstawiciele załogi udali się do dyrektora naczelnego kopalni, z żądaniem zwolnienia Jana Ludwiczaka. Odpowiedź dyrektora brzmiała, że w związku z tym, iż zakład jest zmilitaryzowany, nie może podjąć żadnej decyzji i trzeba czekać na przyjazd komisarza wojskowego. Godzinę później przyjechał komisarz wojskowy i przedstawiliśmy nasz postulat dotyczący uwolnienia Janka. Komisarz stwierdził, że takiej decyzji podjąć nie może, ale poinformuje o tym swoich przełożonych. Po takich odpowiedziach lub raczej ich braku, załoga zaczęła przygotowywać się do obrony kopalni.  Pamiętam jak dziś następującą scenę, w nocy z 15 na 16 grudnia wchodzę do kuźni i widzę jak młodzi ludzie przygotowują dzidy, piki i inne narzędzia. Scena jak z obrazu Grottgera z czasów powstania styczniowego. 16 grudnia gdzieś koło godziny 10 na teren kopalni przyjechali oficerowie wojska, milicji i ZOMO. Zwołano masówkę, w trakcie której ówczesny szef Wojewódzkiego Sztabu Wojskowego – pułkownik Gąbka powiedział między innymi to, że kopalnia jest ostatnim zmilitaryzowanym zakładem na Śląsku, którego załoga strajkuje (za te słowa został wygwizdany) i dał nam godzinę czasu na zakończenie strajku. Przedstawiciele załogi poinformowali pułkownika o tym, że jeżeli na teren kopalni wejdą jednostki wojska, górnicy przerwą strajk i opuszczą kopalnię. Jeżeli zaś na teren kopalni wejdą inne jednostki (milicji i ZOMO), wówczas załoga podejmie czynną obronę. Na to pułkownik odpowiedział, że wojsko nie jest od tego rodzaju zadań. Nie minęła zapowiedziana godzina i się zaczęło. Czołgi przebiły mur w kilku miejscach, milicja i funkcjonariusze ZOMO ruszyli do ataku. Nad kopalnią latał helikopter, z którego rzucano gaz i inne świństwa. Trwała regularna bitwa. W pewnym momencie straciłem przytomność, ale paradoksalnie rzecz biorąc mogło to uratować mi życie. Gdy się ocknąłem dotarła do mnie wiadomość, że są zabici górnicy. 

Byłeś internowany, później aresztowany, miałeś „wilczy bilet’, po okrągłym stole blisko współpracowałeś z Prezydentem RP Lechem Wałęsą i nagle po śmierci Jana Pawła II wykonałeś gest pojednania w stosunku do generała Wojciech Jaruzelskiego, czego do dzisiaj wielu nie może ci wybaczyć. Skąd się wzięła taka decyzja w stosunku do generała?

– Po śmierci Ojca Świętego uznałem, że należy wykonać gest, podjąć decyzję w duchu nauczania Jana Pawła II, w duchu miłosierdzia i przebaczenia chrześcijańskiego. Dlatego też byłem współautorem apelu pojednania, spod krzyża poległych górników. Do tej decyzji dojrzewałem przez całe lata obserwując to co dzieje się w Polsce i doszedłem do wniosku, że 27 lat pontyfikatu Jana Pawła II – pontyfikatu bardzo pracowitego i twórczego, niewątpliwie jednego z najciekawszych w historii Kościoła, przesłania tego pontyfikatu po prostu do końca nie zrozumiano. Mam takie nieodparte wrażenie, że myśmy Ojca Świętego słuchali, ale nie słyszeli. Pamiętam często wygłaszane przez Jana Pawła II  bardzo ważne przesłanie: „nienawiść jest siłą niszczącą, nie wolno niszczyć i dać się zniszczyć”. Ponadto kłania się kardynalna cnota roztropności stanowiąca o tym, że pamiętając o przeszłości, analizując teraźniejszość – należy budować przyszłość. Nieustanne babranie się w przeszłości, wykorzystywanie historii do bieżącej polityki, stosowanie brudnych chwytów z tzw. teczkami do niczego dobrego  (dzisiaj coraz wyraźniej to widać w Polsce) nie doprowadzi.

Z tego co mi wiadomo kilka razy miałeś okazję rozmawiać z generałem Jaruzelskim?

– Tak, rzeczywiście, kilka razy spotkałem się z generałem. Były to bardzo interesujące i ciekawe spotkania. Jest to człowiek o olbrzymim doświadczeniu życiowym, politycznym i historycznym. Posiada wyśmienitą pamięć, jest ciekawym rozmówcą.

Pewno nieraz rozmawialiście o stanie wojennym. Jakie są argumenty generała? Czy są one dla ciebie przekonujące?

– To jest niewątpliwie bardzo trudny i wciąż wzbudzający emocje temat. Niewątpliwie mieliśmy do czynienia z tragediami ludzkimi. Zabici, ranni, aresztowani, internowani, pozbawieni pracy, przymusowe emigracje, głębokie podziały (nie tylko w narodzie, społeczeństwie ale nawet wśród rodzin). Generał ma pełną świadomość tego stanu rzeczy i wielokrotnie przepraszał za to, co wówczas miało miejsce. Chociaż podejrzewam, że wówczas wiele decyzji podejmowano po to, aby osłabić pozycję generała i zająć jego pozycję. Jak wiadomo w grze o władzę wszystkie chwyty są dozwolone. Z drugiej strony, argumenty generała o konieczności wprowadzeniu stanu wojennego mają, jak ja to nazywam, podwójny charakter: zewnętrzny i wewnętrzny. Nie zapominajmy o ówczesnych realiach geopolitycznych. ZSRR był wciąż mocarstwem i potęgą światową. Towarzysze z Moskwy twardo realizowali swoje interesy. Polska była ciekawym, elementem w tej grze. Na Kremlu rządzili towarzysze: Breżniew, Susłow, Andropow, Czerenienko. Ekipa, która gdyby zaistniała taka konieczność, nie cofnęłaby się przed żadną decyzją. Polska graniczyła z NRD, na terenie której stacjonowała kilkusettysięczna armia sowiecka. Jeżeli komuś się wydaje, że w takiej sytuacji ZSRR odpuściłby by Polska przestałaby być w jej strefie wpływów, to jest albo naiwny albo głupi, albo jedno i drugie. Wobec tego głosy historyków lub tzw. ekspertów i fachowców twierdzących, że Polsce wówczas nie groziła „pomoc państw socjalistycznych” – są po prostu śmieszne. W 1968 roku sekretarz generalny KPZR Leonid Breżniew zapewniał ówczesnego szefa partii komunistycznej Czechosłowacji Dubczeka o tym, że nie ma mowy o tzw. bratniej pomocy wojsk układu warszawskiego, a już następnego dnia rano wojska te wkroczyły na jej terytorium.

Raz jeszcze powtarzam – wobec generała jako człowieka, jako osoby, wykonałem ów gest zgodnie z nauczaniem Ojca Świętego Jana Pawła II. To pierwsza kwestia. Druga kwestia, to uważam, że w ówczesnych realiach geopolitycznych generał podjął najbardziej racjonalną z możliwych decyzji. Inne rozwiązania mogłyby doprowadzić do olbrzymiego rozlewu krwi, jak to miało miejsce w przypadku naszych nierozumnych powstań narodowych. A może niektórym o takie rozwiązanie chodziło? A tak na marginesie zapytam jedynie „prawdziwych” patriotów o zamach majowy w 1926 roku. Piłsudski obalił legalnie wybrane władze. W walkach zginęło ponad 400 osób. Później rozpoczęły się represje, powstał obóz w Berezie Kartuskiej dla przeciwników politycznych. I co? Józef Piłsudski spoczął na Wawelu i jest uważany za bohatera narodowego. Kolejny przykład stosowania podwójnej miary wobec polityków i osób kierujących w danym czasie państwem.

Gest pojednania wobec generała przysporzył ci wielu wrogów, ba, uznano cię niemal za zdrajcę.

– A kogo miałem zdradzić? Lub co miałem zdradzić? Święty nie jestem. Ale myślę, że działalności w życiu publicznym nie muszę się wstydzić. Zawsze starałem się być przyzwoitym człowiekiem. Nigdy niczego nie robiłem dla własnej korzyści. Proponowano mi kandydowanie w wyborach do Sejmu albo Senatu. Odmówiłem, uważając że do tych funkcji są inni ludzie mający wyższe kwalifikacje. Nie wystąpiłem o odszkodowanie z tytułu internowania i aresztowania. W 2006 roku nie przyjąłem Krzyża Kawalerskiego Orderu Odrodzenia Polski. Staram się być człowiekiem spokojnym, ale szlag mnie trafia, gdy słucham tych wszystkich, którzy w trudnych czasach siedzieli ze strachu cicho jak przysłowiowa mysz pod miotłą. A dzisiaj wystawiają cenzurki, oceniają, komentują, bo uważają się za nieomylnych. Tylko oni posiedli monopol na prawdę, cała reszta to albo agentura albo ludzie gorszego gatunku. Do tego niestety doszliśmy w dzisiejszej Polsce. Obserwując dzisiejszą Polskę, odwołam się do cytatu z mojego artykułu w książce, poświeconej wielkiemu człowiekowi jakim był Ojciec Profesor M. A. Krąpiec: „gdy rozum śpi, to wychodzą upiory”. Nic dodać nic ująć. 

Dziękuję za rozmowę.

Rozmawiał Henryk Dyrda

Fragment wywiadu z Jerzym Wartakiem. Pełny tekst w wydaniu papierowym w najnowszym numerze „Myśli Polskiej”, który będzie dostępny w kioskach od 12 lipca.

[aw]

Click to rate this post!
[Total: 0 Average: 0]
Facebook

0 thoughts on “Nikogo nie zdradziłem – rozmowa z Jerzym Wartakiem, górnikiem z Kopalni „Wujek””

  1. Bardzo przytomne i wyważone słowa Pana Wartaka. Szacunek dla niego, że nie boi się głośno wyrażać swoich poglądów. Zresztą tak na marginesie zauważyłem, że powoli ale jednak coraz więcej ludzi z „S”, którzy jeszcze w latach 90-tych wprowadzenie Stanu Wojennego uważali za „zdradę” i gardłowali na gen. Jaruzelskiego dzisiaj zaczyna przyznawać rację, iż dobrze zrobiono wprowadzając Stan Wojenny, bo inaczej mogłoby się to skończyć krwawą jatką jak podczas nieudanych powstań.

  2. Jakich znowu powstań? „Solidarność” była związkiem zawodowym, który nie chciał demontażu socjalizmu tylko nadania mu ludzkiej twarzy, jeśli ktoś chciałby rewolty, to tylko komuniści by mieć pretekst do zbrojnej pacyfikacji. Dlaczego na posiedzeniu Układu Warszawskiego nakazano(przez Siwickiego) gen. Jaruzelskiemu zaprowadzenie porządku samemu? Pomijam fakt, że z punktu widzenia prawa PRL-u stan wojenny wprowadzono nielegalnie.

  3. Faktycznie, jak na górnika to niegłupi człowiek, z właściwymi poglądami. Ale.. wydawało mi się, że to Pan Jezus mówił o przebaczaniu, a nie Jan Paweł II… No ale cóż, widocznie ten drugi jest ważniejszy dla wielu Polaków

  4. Nie da sie tego słuchać. Piszę jako Polak i patentowany historyk. Utwierdzam się w przekonaniu, że typ konserwatyzmu prezentowany na tym portalu jest dość odległy od moich poglądów.

  5. Przykład syndromu sztokholmskiego. Facet ciepło wyraża się o swych oprawcach (zwłaszcza o Jaruzelskim) zgodnie z trendem powołując się przy tym na JPII, a jednocześnie bardzo ostro i agresywnie wypowiada się na temat historyków dochodzących prawdy. Do tego ta obrzydliwa gazetowyborcza tendencja do wybaczania „w imieniu” innych pokrzywdzonych.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.