O mobilizacji politycznej

Leży przede mną jedna z ciekawszych książek o polityce jakie napisano w Polsce w ostatnich latach, a mianowicie Mobilizacja polityczna prof. Ryszarda Skarzyńskiego. Książka ta zasługuje na ożywioną dyskusję, krytykę i polemikę. Nie mam wątpliwości, że to ważna monografia – szczególnie dla konserwatystów.

Po lekturze mogę wrażenia i przemyślenia podzielić na: 1/ zachwyt; 2/ niesmak; 3/ wywołanie chęci polemicznej. Z punktu widzenia konserwatywnego czytelnika monografia Ryszarda Skarzyńskiego musi wywołać uczucia mieszane, gdyż znakomicie opisuje istotę zjawisk politycznych „w wielkiej przestrzeni i długim czasie” (podtytuł książki), ale czyni to w niestrawnym dla tegoż czytelnika języku. Poza tym praca ta nasuwa pytanie o polityczny charakter sporów partyjnych. Ale idźmy po kolei.

W czasie gdy przez media przewijają się dziesiątki niedouczonych dziennikarzy i polityków, a największymi gwiazdami nauk o polityce są amerykańscy ideolodzy hegemonii Waszyngtonu, książka Skarzyńskiego przynosi ożywczy powiew. To wartościowa monografia, gdzie polityka nie jest ujęta jako moralizowanie i bełkotliwe ględzenie o demokracji, tolerancji i prawach człowieka (moda amerykańska) czy też jako decyzje administracyjne, (moda unijna). Dla Ryszarda Skarzyńskiego polityka jest bezustanną walką wspólnot politycznych o przewagę, panowanie i stworzenie imperium. Narzędziami tegoż panowania są doktryny i ideologie: od woli bogów królestwa Akadu sprzed 6 tysięcy lat, przez wizję Europy poddanej papieżowi, aż po demokrację i prawa człowieka jako amerykańskie ideologiczne zaklęcia służące legitymizacji panowania uniwersalnego. Autor wyśmiewa ponadczasowe doktryny i ideologie, wskazując, że zmieniają się wraz z czasem. Nie ma także wiecznych imperiów. Upadły Grecja, Rzym, Rzesza, ZSRR, a więc upadnie i imperium amerykańskie. Książka prezentuje znakomity przegląd mechanizmów powstawania i upadania imperiów, wskazując, że narzędzie panowania jest zawsze takie samo: mobilizacja polityczna.

Najważniejszym walorem jest zwrócenie uwagi właśnie na ten element. Rywalizacja zmusza wspólnoty do organizacji, gdy tylko orientują się, że zbrojne pospolite ruszenie jest nieporadne i wspólnota potrzebuje państwa i władzy jako narzędzi organizacji, zbierania podatków, tworzenia struktury i jej sił zbrojnych. Siła państwa to coś więcej niż suma mocy poszczególnych obywateli. Całość jest czymś więcej niż suma cząstek, ponieważ zinstytucjonalizowana wspólnota wytwarza mobilizację polityczną o charakterze instytucjonalnym, inwestując w środki ataku i obrony, organizując zaplecze naukowo-techniczne i finansowe, aprowizacyjne, infrastrukturalne. Skarzyński określa to mianem „mobilizacji politycznej” i opis tego mechanizmu uważam za najwartościowszy element tej monografii, szczególnie, że wraz z rozwojem technicznym znaczenie tego elementu rośnie.

O ile treść wywodu jest znakomita, o tyle język jest straszny dla konserwatywnego czytelnika. Dyskurs jest charakterystyczny dla darwinizmu społecznego z końca XIX wieku. Autor wszędzie widzi „strumienie genów”, które w postaci wspólnot politycznych walczą o „zasoby” i „możliwości reprodukcji”. Państwa to „nisze ekologiczne”. Ten język odstręcza, gdyż oznacza sprowadzenie wszystkich idei religijnych i politycznych do rangi uzasadnienia Darwinowskiej walki o byt, gdzie chodzi tylko o „zasoby” i „reprodukcję”. Ryszard Skarzyński nie ukrywa swojego politycznego i socjologicznego (a także osobistego) ateizmu, co pcha go nie tylko na pozycje nihilistyczne, ale nawet do błędów gramatycznych, gdy pisze „bóg” małą literą, nawet wtedy, gdy chodzi o Boga chrześcijan (s. 327). O ile więc istota polityki ujęta jest wedle cenionej przeze mnie zasady realistycznej (rzeczy przedstawione są takimi jakimi są), o tyle ich opis ma swoje źródło w filozoficznych poglądach Autora. I jest to napisane nie w stylu pewnej hipotezy badawczej. Czytając ma się wrażenie, że ten ateizm jest serwowany z pewnością charakterystyczną dla religii objawionej. To konserwatywnego czytelnika musi razić.

Wreszcie kwestia kontrowersyjna: Ryszard Skarzyński uważa, że jedynym podmiotem polityki jest państwo, które walczy o „wielką przestrzeń” (imperium), konstruując ku temu uzasadnienie religijne czy ideologiczne. Nie bardzo rozumiem jak należałoby więc nazwać politykę dziejącą się wewnątrz państwa, na przykład spory partii o władzę czy też wewnątrz tychże partii? Jeślibyśmy poszli tym śladem i utożsamili politykę z państwem, to na przykład ostatni rozłam w PiS i wyrzucenia Ziobry przez Kaczyńskiego nie moglibyśmy nazwać „polityką”. Jeśliby to nie była polityka, to co to jest? Być może lepiej by było podzielić politykę na jakieś kategorie typu „szczebel wyższy” i „szczebel niższy”. W końcu spory partyjne także dotyczą „walki o zasoby” i „reprodukcję” w określonej „niszy ekologicznej”. O ile język narracji jest dyskusyjny i zależy od światopoglądu czytelnika, o tyle rozumienie zakresu polityki to temat na prawdziwą politologiczną debatę. Czy w Polsce Ryszard Skarzyński znajdzie gromadkę godnych dyskutantów? Prawdę mówiąc, wątpię…

Adam Wielomski
Ryszard Skarzyński: Mobilizacja polityczna. Współpraca i rywalizacja człowieka współczesnego w wielkiej przestrzeni i długim czasie. Elipsa, Warszawa 2011.

Facebook
[Głosów:0    Średnia:0/5]

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *