„Obserwatorzy” OBWE, czy jednak agenci wywiadu?

Przez ponad tydzień prorosyjscy „separatyści” na wschodniej Ukrainie przetrzymywali „porwanych” wojskowych obserwatorów OBWE. Zachód nie krył oburzenia z faktu porwania członków kierowanej przez Bundeswehrę misji – a prorosyjscy bojówkarze twierdzili, że nie są to obserwatorzy, lecz oficerowie obcych służb wywiadowczych. Podczas gdy w Polsce słyszymy tylko oburzenie i krytykę pod adresem „separatystów”, na Zachodzie można dostrzec także krytykę samej misji OBWE i oskarżenia, że jej żołnierze mieli faktycznie powiązania z służbami wywiadowczymi.   

            Wszyscy członkowie wojskowej misji obserwacyjnej OBWE, przetrzymywani w Słowiańsku – choć prorosyjscy powstańcy zaprzeczają, by było to porwanie, i podkreślają że zatrzymanych żołnierzy zwolniono bez żadnych warunków czy okupów – uwolnieni zostali 3 maja. Był wśród nich Polak, mjr Krzysztof Kobielski, czterech Niemców, Szwed, Duńczyk, Czech i 4 oficerów ukraińskich. Oficjalnym zadaniem misji, liczącej łącznie 12 wojskowych, było nadzorowanie „akcji antyterrorystycznej” armii ukraińskiej na wschodzie kraju przeciwko powstańcom pod kątem przestrzegania prawa międzynarodowego i ochrony ludności cywilnej

Przez tydzień oburzenia z zatrzymania obserwatorów nie kryło większość europejskich polityków. Minister Sikorski w tradycyjnie porywczy i emocjonalny sposób wyrażał swe niezadowolenie z sytuacji: „Oni nie powinni być pojmani, byli obserwatorami międzynarodowymi, wykonującymi swoje oficjalne obowiązki. Terroryści sponsorowani przez Rosję nie respektują reguł międzynarodowych”. Podporządkowana nowym władzom w Kijowie Ukraińska Służba Bezpieczeństwa powtarzała, że porwanie było uzgodnione z Moskwą i dokonali go „separatyści”, opłacani przez Putina. SBU w swych oświadczeniach twierdziła, że „terroryści” chcą wykorzystać obserwatorów jako żywe tarcze i przetrzymują ich w nieludzkich warunkach. Mieli odmówić udzielenia pomocy medycznej obserwatorowi z Szwecji (który został wkrótce potem uwolniony). Sami zatrzymani zaprzeczali wielokrotnie, by byli źle traktowani, choć nie ukrywali, że otoczeni byli przez cały czas zatrzymania przez uzbrojonych bojowników, i znajdowali się bezpośrednio w miejscach walk pomiędzy armią a powstańcami.

Z mediów polskich możemy się jedynie dowiedzieć, że porwania dokonali „terroryści”, finansowani przez Rosję, a oskarżanie członków misji o związki z wojskowymi służbami wywiadowczymi to prorosyjska propaganda. Tymczasem Niemcy coraz głośniej stawiają pytanie o celowość misji i jej organizację. Minister obrony narodowej RFN Ursula von der Leyen (z rządzącej chadecji) zapowiedziała, że kierowana przez Bundeswehrę misja (o czym także w Polsce się nie mówi – misją dowodził niemiecki płk Axel Schneider) wojskowych obserwatorów OBWE zostanie dokładnie sprawdzona. Było bowiem pewne, że Ukraina nie jest w stanie zagwarantować obserwatorom bezpieczeństwa we wschodnich regionach kraju, a obserwatorzy poruszali się na terenach objętymi walkami faktycznie na własną rękę, choć zgodnie z prawem międzynarodowym byli nieuzbrojeni.

Choć niemiecki MON kilkakrotnie zaprzeczał, by istniały jakiekolwiek związki pomiędzy wojskowymi członkami misji z Bundeswehry a niemieckim wywiadem wojskowym (BND), według informacji dziennika „Süddeutsche Zeitung” właśnie takie związki istniały. Zdaniem gazety, zarzut o szpiegostwo bynajmniej nie był więc oderwany od rzeczywistości.

Wprawdzie żaden z Niemców (3 żołnierzy i tłumacz) nie miał być bezpośrednim agentem Federalnej Służby Wywiadowczej (BND) ani kontrwywiadu wojskowego, ale wszyscy mieli pracować dla wojskowego Centrum Zadań Weryfikacyjnych Bundeswehry, którego zadaniem jest sprawdzanie, czy inne państwa przestrzegają postanowień zawartych tylko lub między innymi z Niemcami porozumień o wzajemnej kontroli zbrojeń. Centrum wspierane jest przy tym przez BND, która posiada w Geilenkirchen (miejscu urzędowania Centrum) swoją tajną ekspozyturę. BND ma doradzać i szkolić niemieckich członków misji OBWE przed wyjazdem za granicę, wskazuje im także miejsca, do których powinni się udać, przykładowo by sprawdzić, jakim uzbrojeniem dysponują siły walczące. „Nawet, jeśli obserwatorzy OBWE sami nie są szpiegami, to bez wątpienia mają z nimi do czynienia” – podsumowuje niemiecki dziennik.        

[Głosów:0    Średnia:0/5]
Facebook

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *