Odkładane spotkanie

Oprócz kwestii współpracy z krajami Unii – w interesie Kijowa jest też wyjaśnienie relacji energetycznych z Federacją. Ukrainę wciąż obciąża kwota 7 miliardów dolarów naliczona przez GAZPROM w związku ze stwierdzanymi ubytkami podczas transferów przez sieci znajdujące się na terytorium tego państwa, jak również w oparciu o limity ustalone w kontrakcie z 2009 r., zgodnie z którym NAFTOGAZ Ukraina zobowiązany jest do kupowania rocznie 42,5 miliardów metrów sześciennych gazu. W ubiegłym roku faktycznie sprzedano jednak tylko 60 proc. tej ilości – co jednak nie miało wpływu na naliczone należności. Janukowycz podkreśla, że płacić nie zamierza, a „zależność energetyczna od zagranicy zmniejsza się powoli, za to bez wstrząsów i konfliktów z partnerami”. Kijów podkreśla, że w 2012 r. zapotrzebowanie na rosyjski gaz zmniejszyło się w stosunku do roku 2011 o 7,6 proc. (czyli o kolejne 4,53 mld. m. sześć.).

Po grudniowej nauczce Kreml nie komentuje przyjazdu ukraińskiego prezydenta, ani oczekiwań związanych z wizytą. Rosyjscy analitycy interpretują to jako „otwarcie wciągające”, wymuszające na Janukowyczu wystąpienie z konkretną propozycją, czyli coś, czego polityk ten wyjątkowo nie lubi. Znaczące, że Janukowycz zrezygnował z wcześniej realizowanego scenariusza, zakładającego rozmowy z Komisją Europejską w oparciu o porozumienie z Rosją, Białorusią i Kazachstanem. Zagrał odwrotnie, tymczasem szantażowanie Federacji za pomocą UE nie wydaje się jednak taktyką akceptowalną w Moskwie. Z drugiej jednak strony podczas swych polskich rozmów, jak i w trakcie brukselskiego szczytu Ukraina-UE – ukraiński prezydent nie usłyszał wiele więcej, niż zachęty do „demokratyzowania” swego państwa i oprotestowane wcześniej warunki wstępne stowarzyszenia ze Wspólnotami. Ba, postawiono raczej nowy termin zaporowy, nakazując wręcz przeprowadzić reformę wymiaru sprawiedliwości i poszanowanie praw człowieka (czyli wypuszczenie Tymoszenko i Łucenki) do maja br. Wprawdzie pojawiła się i marchewka – 610 mln euro pomocy, ale na oznakowane w żądaniach unijnych określone cele ustrojowo-ideologiczne.

W tej sytuacji tym głośniej zabrzmiały wyrażone jeszcze przed szczytem zastrzeżenia ambasadora Ukrainy przy KE, Konstantyna Jelisiejewa, który zaznaczył, że nie ma podstaw, by traktować Ukrainę jak kraj akcesyjny i zarzucił Brukseli hipokryzję, skoro np. „od Stanów Zjednoczonych nie wymaga zniesienia kary śmierci przy zawieraniu umowy o wolnym handlu”. Wśród zastrzeżeń do UE – Jelisiejew wymienił też niewpieranie sprzeciwu Kijowa wobec South Streamu, a także brak porozumienia ze Słowacją w sprawie redystrybucji przez jej terytorium rosyjskiego gazu na terytorium Ukrainy.

Również sam Janukowycz po zakończeniu szczytu wprawdzie zgodził się z opiniami o jego rzekomym sukcesie, jednak przyspieszył wyjazd do Rosji. Z kolei minister spraw zagranicznych Leonid Kożara spróbował powrócić do spalonej już w grudniu formuły 3+1, czyli stworzenia strefy wolnego handlu Unia Celna – Ukraina. Nie mniej z rosyjskiej perspektywy wygląda to tak, że Janukowycz przybywa grać dalej – ale niemal bez kart, nie mówiąc o atutach.

Taktyka wahadła stosowana przez następcę hetmanów wykształconym Polakom może przypominać podobne manewry, jakie podczas drugiej wojny światowej wykonywał między Wschodem, a Zachodem gen. Władysław Sikorski. Dla niego zresztą skończyły się one tragicznie (a i dla Polski gorzej, niż mogły). Pytanie brzmi w którym momencie konieczność dokonania przez siebie wyboru – zrozumie prezydent Janukowycz.

Konrad Rękas

Tekst ukazał się też na Geopolityka.org

[Głosów:0    Średnia:0/5]
Facebook

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *