Pamiątka z Wilczego Szańca

Kilka lat temu cały teren przekazany został prywatnej firmie. Odwiedzając „Wilczy Szaniec” odnieść można wrażenie, że liczba chętnych do zwiedzania rośnie wprost proporcjonalnie do wzrostu ceny biletów wstępu (dziś jest to 15 zł od osoby + opłata za parking w wysokości 10 zł za samochód osobowy).

Niestety, wzrostowi ceny biletu nie towarzyszy podnoszenie atrakcyjności samego obiektu, zwiedzający nie zobaczy bowiem nic ponad coraz bardziej niszczejące pozostałości bunkrów i innych obiektów, składających się na kwaterę wodza Rzeszy. Przyczyną braku jakichkolwiek inwestycji jest rzekomy opór ze strony konserwatora zabytków. Tymczasem w obiekcie, poza dokonaniem niezbędnych prac remontowo-budowlanych, należałoby umieścić ekspozycje prezentujące historyczny kontekst miejsca (geneza i przebieg wojny ze szczególnym uwzględnieniem wydarzeń na froncie wschodnim). Wyeksponować można byłoby umundurowanie, uzbrojenie oraz głównych bohaterów wydarzeń (dowódcy wojskowi, politycy). Postarać się o możliwość wyświetlania jednego z filmów o zamachu Stauffenberga (np. „Walkirii”), o stałych godzinach można byłoby prezentować rekonstrukcję samego zamachu. Muzealnicy mają tu szerokie pole do popisu.

Tym, co czeka na odwiedzającego „Wilczy Szaniec” turystę, poza wspomnianymi już niszczejącymi ruinami, są natomiast coraz częstsze dwuznaczności towarzyszące prezentacji obiektu. Już w drodze do Gierłoży kilkakrotnie napotkać można reklamę „legendarnego dworku Ewy Braun” – jednego z pensjonatów leżących w pobliżu kwatery Hitlera. Przejaw komercjalizacji historii, czy też może nieudolna próba zainteresowania kontrowersyjną tematyką (gdzieś w podtekście leży bowiem seksualność wodza Rzeszy) budzą oczywisty niesmak i zdziwienie.

Sam „Wilczy Szaniec” stoi natomiast pamiątkami, wśród których dominować zaczynają te o stylistyce ocierającej się o gloryfikację III Rzeszy. Stoliki i sklepiki wypełniają gipsowe koszmarki w kształcie czaszek w niemieckich hełmach, koszulki z rysunkami niemieckiego uzbrojenia (np. samolotu Junkers Ju 87), pocztówki z żołnierzami Wehrmachtu itp. Na co liczą producenci i sprzedawcy podobnych „pamiątek”? Na „sentyment” niemieckich turystów, czy też może na rodzimych pasjonatów III Rzeszy?

W kilkadziesiąt lat po wojnie pochodząca z Mazur jedna z bohaterek wspomnień autorstwa Clausa Sinofzika, zatytułowanych „Długa podróż na Mazury. Wspomnienia mazurskiego Niemca” (Giżycko 2013), na propozycję wycieczki do „Wilczego Szańca” odpowiada: „Nie będę przecież okazywała szacunku temu diabłu, który przez tę cholerną wojnę ma na sumieniu mojego męża i rodziców, a do tego naszą piękną ojczyznę”. Zakładając, że większość spośród odwiedzających Gierłoż niemieckich turystów prezentuje podobną postawę, dziwić może jedynie fakt specyficznej „pamiątkarskiej” oprawy towarzyszącej kwaterze Hitlera.

Czy fakt, że teren „Wilczego Szańca” jest obecnie administrowany przez firmę prywatną jest równoznaczny z całkowitą dowolnością poczynań na jego terenie? Jeżeli tak, to za kilka lat możemy się spodziewać przewodników oprowadzających po obiekcie ubranych w nazistowskie mundury z psami oraz dalszego wysypu „pamiątek” (repliki odznaczeń, elementów umundurowania, uzbrojenia, figurki Hitlera, Ewy Braun, suki Blondi itp.). Wszak nie jest żadną tajemnicą, że nie od dziś Polska – kraj, który po Związku Radzieckim poniósł z rąk Niemców w czasie ostatniej wojny największe straty, jest prawdziwym zagłębiem „pamiątek” po hitlerowskiej III Rzeszy (kto nie wierzy, niech wybierze się chociażby na bazar na warszawskim Kole). Czy symptomatyczna nie jest też na przykład ilość grup rekonstrukcyjnych odtwarzających jednostki niemieckie z okresu II wojny światowej, na czele z oddziałami Waffen SS? A może jest to jedynie konsekwencja polityki historycznej prowadzonej od ponad dekady przez III RP? Konsekwentne odmawianie Polsce miejsca w gronie zwycięzców w ostatniej wojnie, zrównywanie Armii Czerwonej z Wehrmachtem i użalanie się nad losem Niemców z dawnych Prus Wschodnich skutkuje dość powszechnym chaosem pojęciowym, który przyczynia się do utraty właściwych proporcji przy ukazywaniu wydarzeń z najnowszej historii. Wreszcie, czy na polskich Mazurach nie dość już mocno wyeksponowana jest współcześnie tradycja niemiecka (przy nieobecnej niemal zupełnie polskiej) – począwszy od wszechobecnej symboliki teutońskich Krzyżaków, skończywszy na XIX-wiecznym prusactwie, żeby wzbogacać ją jeszcze dodatkowo o schedę po nazistowskiej Rzeszy?

Maciej Motas

http://sol.myslpolska.pl

aw

[Głosów:0    Średnia:0/5]
Facebook

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *