Panasiuk: Hollywood na polskiej granicy

Władze państwowe niejednokrotnie posuwają się do ostateczności w poszukiwaniu  nowych narracji i impulsów o charakterze emocjonalnym, które można by zaaplikować obywatelom  poprzez tradycyjny, kontrolowany przezeń  przekaz medialny. Trzeba to zrozumieć. Rządzący nie mają wyboru – nieudolna polityka gospodarcza, korupcja, uwarunkowania ogólnoświatowe, klęski żywiołowe i idący za tym spadek poziomu życia   sprawiają, że obiór społeczny ośrodków władzy staje się negatywny. Obywatele zaczynają się buntować, pytać o zasadność poszczególnych działań, krytykują, a nawet wyśmiewają władze. Nie trzeba mówić, jak jest to groźne w państwach, gdzie  o być albo nie być jakiegoś urzędnika decydują procedury demokratyczne, czyli zadowolenie lub niezadowolenie obywateli. Brak odpowiedniej reakcji władzy na zagrożenie informacyjne  to często czerwona kartka w kolejnych wyborach.

ZAMIAST CHLEBA IGRZYSKA

Nie od dziś wiadomo, że aby rządzeni  nie ulegli defetystycznym nastrojom spoglądając na przykład na zawartość swojego portfela, władza musi te  swoje problemy i klęski w jakiś sposób „zamalować”, przykryć, zastąpić jakąś pozytywną narracją, którą posłuszne ośrodki medialne będą wtłaczać do świadomości mas. Rozdmuchane sukcesy sportowe, słomiane inwestycje, Małysz, Lewandowski, patriotyczna tromtadracja  i triumfalizm – defilady, prezentowanie siły i mocy, zwartości szeregów,   podbite klakierstwem przekupionych dawno mediów – to niewątpliwie działa, ale na krótko.  Kiedy jednak kolejny miesiąc z rzędu dostajesz coraz wyższy rachunek za prąd i paliwo, nie możesz od pół roku  dostać się do lekarza , a twoje dziecko drugi rok z rzędu nie chodzi do szkoły – szklany klosz cukierkowej propagandy pęka. Widzisz, że państwo nie działa, a wybrańcy narodu to nieporadna banda. Władza też to dostrzega, ale nie mogąc ze względu na nieudolność  nic poradzić, zamiast pokazywać kolejne piękne marchewki  zaczyna twardo używać kija i grozić obywatelom.

TWARDE ANTYDEPRESANTY

Co może  odpowiednio zawładnąć świadomością obywateli, kiedy miękka perswazja władz przestaje działać? Wtedy sięga się po środki mocniejsze – strach, terror i budowanie poczucia zagrożenia. Obawa o zdrowie własne i rodziny  to silny bodziec emocjonalny. Z dużym powodzeniem udało się czynnikom rządzącym  zaaplikować te lęki większości obywateli, którzy przez ponad rok wystraszeni nachalną, fałszywą propagandą  o pandemii i terrorem służb,  bali się spotkać i dobrowolnie niszczyli budowane latami relacje. Po roku większość ludzi pomna na własne doświadczenie, zrzuciła  z siebie fałszywą narrację o pandemii. Sięgnięto więc  po środki ostateczne – ludzie muszą dostać jeszcze mocniejszą dawkę emocji – trzeba im wmówić, że ich bezpieczeństwo fizyczne i mienie jest zagrożone. Zrozummy, władza tutaj nie miała wyjścia. Katastrofalny stan spraw państwa trzeba było szybko przykryć  inną informacją o jeszcze mocniejszej konotacji emocjonalnej. Dlatego rozpętano retorykę – jedyna możliwą obecnie – retorykę wojenną i szybko wskazano przeciwnika. Został nim dyżurny  wróg ludzkości i demokracji liberalnej – prezydent Aleksander Łukaszenka .

TEATR OBJAZDOWY NA GRANICY

Kiedy sondaże PIS pikowały w dół, a w Sejmie koalicja rządowa z Gowinem rozpadła się, nagle na granicy z Białorusią pojawili się tzw. migranci. Nie wierzę, że to był przypadek, czy też zemsta prezydenta Łukaszenki. Większość tak zwanych przybyszów, jak widzimy, wcale nie przyjechała tutaj, aby przekraczać gdzieś w nocy polską granicę, bo jakby chcieli, to w dosyć prosty sposób mogliby to zrobić i nikt by się o tym nie dowiedział.  Większość tak zwanych „nachodźców” wydaje się być wynajęta do odegrania  swojej roli statystów  na granicy. Dostarcza się ich autokarami  w wyznaczone miejsca  jak na planie filmowym, tam gdzie zainstalowane są kamery, gdzie akurat dziwnym trafem krążą śmigłowce, a brygady straży granicznej koncentrują się do odparcia „szturmu”. Pada klaps na planie filmowym. Udrapowane grupy wojskowych i migrantów dosyć niezdarnie przepychają się  wokoło „wału Błaszczaka’  drągami  wyciosanymi  z sosen;  ktoś pokrzyczy, inny rzuci kawałkiem kostki brukowej. Pada komenda o zakończeniu nagrywania.  Stop. Wszyscy wracają na obiad.

Wmieszani w tłum prawdziwych uchodźców i migrantów zarobkowych „artyści-statyści” nie są zbyt drodzy. W Iraku średnia pensja netto to około 2000 zł na rękę, trochę więcej niż na Ukrainie. Więc dlaczego z nich nie skorzystać? Na forach arabskich proponowane są  wyjazdy na Białoruś bez żadnego wkładu własnego, a nawet bez dokumentów. Możesz zagrać rolę życia, a może uda się dostać azyl? Zawsze cos się zarobi, a w najgorszym razie wróci do kraju z jakimiś  pieniędzmi.  Bo nie jest prawdą to co mówi rządowa propaganda, że samoloty z Iraku lecą do Mińska tylko w jedną stronę. Tyle samo jest  kursów powrotnych i też są one obłożone. To „artyści -statyści” wracają do domów. Na ich miejsce przylatują nowi.

TOTALITARYZM INFORMACYJNY

Polacy jak zwykle kierujący się emocjami i uczuciami bogoojczyźnianymi ulegli znowu bardzo łatwo skoncentrowanej sile propagandy mediów rządowych. Łzawe apele o jedność narodową w obliczu pozorowanego zagrożenia; premier, prezydent na biało-czerwonych  banerach wzywający  o pomoc dla żołnierzy, jako żywo przypominają atmosferę roku 1939, kiedy odgrażano się, że nie oddamy nawet guzika od munduru, kiedy w porywie emocji zdejmowano  obrączki na FON.  Silni, zwarci, zjednoczeni. Maszerująca husaria, grupy rekonstrukcji historycznej pokazujące wyszkolenie, rozkrzyczany patriotyzm, a z drugiej strony gromkie piętnowanie zdrajców i  tych, co maja jeszcze jakieś wątpliwości, co do słuszności rządowego stanowiska. W rytm klaki państwowej basują media „opozycyjne” . Przecież nikt nie będzie bronił dyktatora Łukaszenki. On na pewno jest winien.

Operacja polaryzacji społeczeństwa  niewątpliwie znowu się powiodła. Słupki sondażowe  poparcia dla rządu – obronione. Ci co mieli jeszcze jakieś wątpliwości zostali zakrzyczani, wyśmiani i naznaczeni obcymi agentami. Któż teraz  ośmieli się rzucać kłody pod nogi władzy, która walczy z zewnętrznym zagrożeniem? Wszyscy chętnie zaakceptują kolejne ograniczenia praw i wolności oraz nowe wydatki. Przecież nie będziemy oszczędzać na bezpieczeństwie.

Nikogo  w porywie  patriotycznego szału nie interesuje  weryfikacją rządowych opowieści „z mchu i paproci”, których z uwagi na brak potwierdzenia przez niezależne źródła nie można tak naprawdę uważać za jakiekolwiek informację. Są to tylko luźne narracje bez wartości dowodowej. Nikt z zewnątrz nie może się bowiem zapytać migrantów, po co tutaj przybyli, kto im zapłacił, w jakim celu codziennie w wyznaczonych punktach przepychają się drągami z polską strażą graniczną, kto nimi steruje. Może ich opowieści byłyby krańcowo odmienne od tych serwowanych przez polski rząd?  Władza zadbała aby nikt nie weryfikował jej przekazu.  Może nam  teraz wmówić nawet narrację o inwazji Marsjan. Większość  uwierzy. Zaprogramowany spektakl na granicy ma trwać jak najdłużej i PIS  zrobi wszystko, aby rozpalonych emocji patriotycznych szybko nie wygasić. Aż do następnego kryzysu.

Piotr Panasiuk

Facebook

4 thoughts on “Panasiuk: Hollywood na polskiej granicy”

  1. autor jest lepszy od Michalkiewicza i się nie dziwię>korzenie konfederacyjne – w sensie intelektualnym są identyczne
    bo wg informacji 'ze świata’> z USA:
    Will Hungary And Poland Be The Next Victims Of US/EU Regime Change?
    .https://www.zerohedge.com/geopolitical/will-hungary-and-poland-be-next-victims-useu-regime-change
    a autorstwo>instytut misesa (ale z USA)
    bo juzek dementia bidet w czasie swojej kampanii wyborczej w USA przyrównał Polskę do Białorusi>’dyktatura’ a poza tym proszę se przeczytać a czytelnikom>ostatnie zdanie:
    'If the status quo persists, the interventionist cabal in DC will always find ways to harass and destabilize nations abroad.”
    a na nasze>
    'Jeśli status quo się utrzyma, interwencjonistyczna kabała w Waszyngtonie zawsze znajdzie sposób na nękanie i destabilizację narodów za granicą.’
    i chciałbym przypomnieć, że u naszego najlepszego sojusznika czyli w SZAPie jest 'tradycja’ myślenia jaką wyraził FD Roosevelt>
    He may be an SOB, but he’s our SOB
    a na nasze> on jest skurw….synem ale on jest NASZYM skurwy…synem
    a 'zjednoczone prawiczki’ aka pis aka patrioci NIE SĄ AMERYKAŃSKIMI sk…..synami (w odróżnieniu od Tuska, Sikorskiego, Kwacha, etc)
    czyli są przeznaczeni 'do odstrzelenia’>i kaczor-moraver-dudex WIEDZĄ o tym doskonale.
    A co do 'holiłudu’ na naszej granicy
    Biden Regime Pushing Things for Conflict with Russia and Belarus
    .https://stephenlendman.wordpress.com/2021/11/14/biden-regime-pushing-things-for-conflict-with-russia-and-belarus/
    a tam się pisze
    BIDEN REGIME !!
    oraz
    'The Belarusian border with Poland is one of many US-dominated NATO-created hot spots.’
    oraz
    'US-dominated NATO’s orchestrated “hybrid war.”
    etc, etc
    Jednym słowem SZOŁBIZNES w wykonaniu REŻYMU amerykańskiego

  2. Znaleźli sobie nowy temat zastępczy. Tak jak w zeszłym i na początku tego roku cały czas trąbiono o koronawirusie , jego nowych odmianach, obostrzeniach, a teraz nonstop w kółko tylko Białoruś, imigranci na granicy, Łukaszenka; normalnie już tego słuchać nie idzie. A temat Covidu przycichł, zeszedł na dalszy plan, jak już to szczepieniach na niego ciągle nadają. Strach to najlepsze narzędzie kontroli. Ciekawe jaki wymyślą następny temat.

  3. Wszystko cacy, niemniej szalenie przenikliwy p. Panasiuk nie wyjaśnił w jaki to sposób przewrotne PiS przekonało Alaksandra Ryhorawicza Łukaszenkę, by dostarczał regularnie na granicę aktorów do „teatru objazdowego”…

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *