Piasta: Czy wobec zbliżającego się zagrożenia COVID-19 zachowaliśmy się racjonalnie?

Minął już niemal miesiąc od pierwszego przypadku zakażenia COVID-19 w Polsce. „Pacjent zero” zdążył nawet wyzdrowieć, tymczasem my w najlepsze pogrążmy się w coraz bardziej absurdalnych odmętach paniki, skutecznie podsycanej przez samonakręcający się duet politycy-media.

Jest to więc najwyższy czas by ci z nas, którzy zachowali przynajmniej elementarną zdolność do refleksji, rozważyli czy strategia przyjęta przez polski rząd (więc chciał nie chciał przez nas wszystkich) jest racjonalna i optymalna w tych nietypowych okolicznościach.

Na początek trochę faktów. W chwili, gdy pisze ten tekst w Polsce mamy nieco poniżej tysiąca ośmiuset potwierdzonych zachorowań na COVID-19, z czego 20 zakończyło się zgonem pacjentów. Dla świata liczby te wynoszą odpowiednio 697 609 zachorowań i 33 116 zgonów. Trzeba przyznać, że te dane robią duże wrażenie, szczególności oderwane od kontekstu. Kontekst natomiast jest taki, że w całości zachorowań i zgonów, zarówno w Polsce jak i na świecie stanowią one niemal niedostrzegalną statystykę.

Dla porównania naszym kraju z różnych przyczyn umiera corocznie około 400 tysięcy osób. To ponad 33 tysiące zgonów miesięcznie i prawie 1100 zgonów dziennie. W świetle powyższego 20 zgonów z powodu COVID-19 nie mieści się nawet w rzetelnie prowadzonej statystyce.

Skrajnie odmienna sytuacja ma miejsce we Włoszech, kraju obecnie najbardziej dotkniętym COVID-19. Roczna liczba zgonów wynosi tam 633 tysiące, co daje odpowiednio ponad 52 tysiące miesięcznie i ponad 1700 zgonów dziennie. Tymczasem liczba zgonów, dla których jako przyczyna zdiagnozowany został COVID-19 wynosi po dwóch miesiącach epidemii 10799. Przyjmijmy tą liczbę do dalszych wyliczeń jednak ze świadomością, że została ona ustalona na podstawie błędnej metodyki (wszystkie zgony osób zarażonych koronawirusem klasyfikowane są jako następujące na skutek COVID-19 niezależnie od występowania chorób współistniejących). Tak czy inaczej możemy mówić w tym przypadku o istotnym wzroście śmiertelności.

W interesującym świetle stawiają kwestię COVID-19 statystyki globalne. Od początku roku do dzisiaj na świecie zmarło nieco ponad 14 milionów 200 tysięcy ludzi. Zgony spowodowane COVID-19 wynosiły nieco ponad 0,002 z tej liczby. Wobec niemal 2 milionów zgonów spowodowanych nowotworem (ok 14%) czy 260 tysięcy samobójstw jest to liczba relatywnie niewielka. Jak więc widzimy w skali globalnej problem COVID-19 ma na tym etapie znacznie marginalne, natomiast lokalnie skala jego występowania i zgonów osób zarażonych przedstawia się niejednorodnie i jest uzależniona od szeregu czynników. W tym zapewne od strategii walki z COVID-19 przyjętej przez poszczególne rządy.

Postawmy sobie zatem kluczowe pytania: czy wobec zbliżającego się zagrożenia COVID-19 zachowaliśmy się racjonalnie? Czy prawidłowo oszacowawszy ryzyko? Oraz, co nie mniej istotne: czy planowane i podejmowane przez polski rząd działania są słuszne?

Zacznijmy od odpowiedzi na najprostsze (co nie znaczy, że proste) z powyższych pytań. Czy prawidłowo oszacowawszy ryzyko? Biorąc pod uwagę, że polski rząd na etapie gwałtownego rozwoju COVID-19 w północnych Włoszech (przełom lutego i marca) dysponował jedynie szczątkowymi danymi zaryzykuję tutaj odpowiedź twierdzącą. Wciąż nie dysponujemy wiarygodną wiedzą na temat zaraźliwości koronawirusa i jego śmiertelności. Na przykład dane płynące ze Szwecji, która niemal nie wprowadziła obostrzeń epidemicznych są wysoce optymistyczne, niewiele gorsze niż wyniki zamkniętej na cztery spusty Polski. Natomiast informacje płynące ze wspomnianych Włoch, czy z Hiszpanii wręcz przeciwnie. Na tym etapie wydaje się zatem, że bagatelizowanie potencjalnego zagrożenia byłoby niepotrzebną dezynwolturą.

W kontekście powyższego początkowe działania rządu wydają się być racjonalne. Z pewnością należy tak ocenić stosunkowo szybkie zamkniecie granic i poddanie kwarantannie osób zagrożonych zarażeniem. Tutaj jednak jednoznacznie pozytywne oceny się kończą. Pamiętajmy, że zadaniem rządu nie jest wyłącznie dbałość o zdrowie obywateli, lecz także o pozostałe dziedziny funkcjonowania państwa.

Decyzja o zamknięciu szkół i przedszkoli została podjęta stosunkowo szybko, lecz w oderwaniu od decyzji o zamknięciu innych dużych skupisk ludzkich. Jej znacznie profilaktyczne było zatem umiarkowane, a jej wpływ na gospodarkę nastąpił w sposób skokowy i znaczący. Odpływ pracowników, którzy z dnia na dzień musieli zostać w domach i opiekować się dziećmi, odbił się na wszystkich branżach, w tym o ironio także na ochronie zdrowia, istotnie zmniejszając ich efektywność. Kolejne decyzje: o zamknięciu części firm handlowych oraz całej gastronomii i hotelarstwa a wreszcie decyzja o zakazie zgromadzeń (uderzająca w kolejne branże) de facto zatrzymały gospodarkę. Zaczęliśmy przejadać skromne zapasy.

Nasz rząd, podobnie jak większość innych rządów, postawił wszystko na jedną kartę przyjmując strategię „spłaszczania krzywej” zachorowań. Podjęte działania nie były w stanie zapobiec epidemii, ale miały ją opóźnić (co zresztą się udało), dać nam czas na przygotowanie się. Paradoks polega jednak na tym, że na to nigdy nie będzie dość czasu. Tymczasem zamrożona gospodarka to brak przychodów dla obywateli, nieuchronna bieda i wszelkie związane z nią konsekwencje.

Jesteśmy społeczeństwem na dorobku, nie posiadamy zbyt wiele nagromadzonych zasobów. Wielu z nas żyje „od pierwszego do pierwszego”, stąd nawet krótkotrwała utrata dochodu może stać się poważnym problemem. W podobnej kondycji jest zresztą całe państwo. Ostatnie lata koniunktury zostały roztrwonione przez rządzących. Politycy PiS szerokim gestem kupowali wyborców socjalnymi programami ogołacając tym samym państwową kiesę.

Obecnie Polska nie ma rezerw i jest to dramat

Wracając jednak do głównego wątku odpowiedzmy na pytanie: czy wobec zagrożenia COVID-19 zachowaliśmy się racjonalnie? Początkowe dziania rządu były sensowne i pożądane. Dały nam czas na przygotowanie szpitali i oswojenie społeczeństwa z zagrożeniem. Niestety w ślad za nimi nastąpiły działania nieadekwatne. Doprowadziły do zamrożenia całej gospodarki, które na dłuższą metę stanowi dla nas znacząco poważniejsze zagrożenie niż sam COVID-19.

W ostatnich dniach rząd podjął działania mające łagodzić skutki własnej strategii anty-epidemicznej (bo nie samej epidemii). Niestety są one są całkowicie nieadekwatne do powstałych wyzwań i zagrożeń. Odpowiedź rządu na zbliżający się kryzys jest najzwyczajniej błędna*. Szeroko reklamowana „tarcza antykryzysowa” jest instrumentem z założenia reaktywnym. Mechanizmy pomocowe w niej zawarte obejmą jedynie nielicznych poszkodowanych i wystarczą na krótko. Nieuchronna w tej sytuacji recesja doprowadzi do istotnego spadku dochodów budżetu państwa. W efekcie rząd nie będzie miał dość środków na swoje zadania, w tym na ochronę zdrowia.

Odpowiedzią rządu będzie dalsze zadłużanie się i jeszcze większy dodruk pieniądza. To z kolei doprowadzi do gwałtownego wzrostu inflacji i spadku wartości nabywczej złotówki. Skutkiem tego będzie zubożenie społeczeństwa i zmniejszona konsumpcja. To z kolei jeszcze bardziej schłodzi gospodarkę i tak dalej i tak dalej. Błędne koło będzie się rozpędzać. Reasumując: zanosi się na to, że czeka nas wieloletni kryzys, recesja, powszechne zubożenie i bezrobocie na poziomie kilkunastu procent. Tymczasem wcale nie musi tak być. Nie przejdziemy przez kryzys suchą stopą, możemy jednak postarać się nie utonąć.

Co zatem należy zrobić?

W pierwszej kolejności należy uporządkować kwestie epidemiczne. Ścisła izolacja, wręcz kwarantanna powinna dotyczyć jedynie grup wysokiego ryzyka. Pozostali z nas powinni jak najszybciej wrócić do swoich zajęć. Rząd powinien zapewnić powszechność i dostępność (także cenową) osobistych środków ochrony takich jak rękawiczki i maseczki i wprowadzić obowiązek ich używania. Wzorując się na państwach azjatyckich, które mają największe doświadczanie w walce z tego typu zagrożeniami, powinniśmy wprowadzić powszechną dezynfekcję i masowe testy. Pozwoli to utrzymać niski stopień przyrostu zachorowań.

W następnej kolejności należy zająć się gospodarką. Zwolnić wszystkich z podatków i opłat niezależnych od dochodów, przede wszystkim ZUS. Gruntownie zderegulować gospodarkę, co umożliwi przebranżowienie się części przedsiębiorstw. Solidnie odchudzić administrację publiczną, która i tak przechodząc w „tryb pracy zdalnej” udowodniła, że w poważnej części jest zwyczajnie niepotrzebna. Natychmiast zaprzestać dodruku pieniądza i innych działań proinflacyjnych. Oraz, co dla wielu będzie bolesne, niezwłocznie zrezygnować z kosztownych programów socjalnych. To gorzkie lekarstwo, lecz dzięki niemu nasze gospodarka przetrwa, a po kryzysie szybko nabierze wiatru w żagle.

To właśnie powinniśmy zrobić. Jednak znając ekipę Mateusza Morawickiego możemy spodziewać się, że zrobimy dokładnie na odwrót. Dlatego przygotowujmy się na najgorsze: na głęboki kryzys, bezrobocie, biedę i bunty społeczne. Wszystko dlatego, że rządzącym zbrakło wyobraźni. Dlatego, że panika zabiła rozsądek.

Przemysław Piasta

[Głosów: 15   Average: 4.6/5]
Facebook

18 thoughts on “Piasta: Czy wobec zbliżającego się zagrożenia COVID-19 zachowaliśmy się racjonalnie?”

  1. Powtarzam wszystkim znajomym wkolo podobne rzeczy do Autora tego tekstu ale nie wywoluje to pozytywnych reakcji. Dodam jeszcze i to ze oskarzam glownie MEDIA i to nie tylko te polskie ale rowniez swiatowe. To co sie teraz slucha czy oglada to jest cos jak mecz sportowy ! Tanie emocje podkrecane ze wszystkich stron !
    Gdyby chociaz 10 % takiej energii nasz rzad skierowal np. na poprawe idiotycznych przepisow drogowych – lacznie z drastycznym ograniczeniem maksymalnej, dopuszczalnej predkosci na polskich drogach i EGZEKWOWANIEM tychze uratowalibysmy rocznie tysiace ludzi , nie tylko schorzalych emerytow(sam nim jestem). Przeciez jazda po polskich drogach do HORROR i to nie z winy kiepskich drog jak nam pisza dziennikarze (czesto sami bedacymi piratami drogowymi) tylko ze wzgledu na agresje i glupote Rodakow .
    A praktyczne zamkniecie kosciolow to sprawa wrecz kryminalna, antyludzka, przynajmniej wg mnie. Dlaczego milcza biskupi ? Pozdrawiam.

  2. Jeszcze raz podkreślę to, co wielokrotnie było powtarzane na tym portalu – istnieją podstawowe, twarde POTRZEBY człowieka (głównie determinowane biologicznie), które muszą być realizowane, gdyż stanowią fundament egzystencji. Realizacją ich zajmuje się głównie przemysł i rolnictwo. Reszta, to tzw. usługi, które dają 70% miejsc pracy. Problem w tym, że duża część z nich, to właśnie taka depilacja jąder, tatuowanie penisów, prostytucja, sprzedaż pisemek typu “Wamp”, alkoholu, narkotyków, papierosów, hamburgerów, czy Coca-Coli. Powiedzmy sobie szczerze – to nie są ludzkie POTRZEBY, tylko FANABERIE, i nie są determinowane biologicznie, tylko ukształtowane psychologicznie, czyli mogą się pojawić, a mogą nie. Człowiek ma nad nimi kontrolę wolicjonalną. Nie jest prawdą to, co powtarzają niektórzy ekonomiści, że człowiek ma nieograniczone, czy też nieskończone potrzeby. Takie stwierdzenie, to zwykłe bluźnierstwo. Nieograniczony to jest Pan Bóg. Brak realizacji tych fanaberii może w dużej mierze przyczynić się do poprawy kondycji społeczeństwa – zarówno tej duchowej, psychicznej, jak i też fizjologicznej. Mniej hamburgerów i Coca-Coli, to mniej problemów z kośćmi, zębami, otyłością, nadciśnieniem i cukrzycą. Może ten cały kryzys niektórym wyjdzie na zdrowie i pozwoli na pewne przewartościowania. Nauczy też ludzi pewnej dyscypliny finansowej.

    1. (…)prostytucja(…)
      To bodajże najstarszy zawód świata… a swoją drogą zauważono, że w czasie wojny wymuszania usług seksualnych staje się zjawiskiem conajmniej nadgminnym.

      1. I co jest w niej produktywnego lub co niby prostytucja ma takiego, że ma być niezbędna do normalnego funkcjonowania gospodarki narodowej? To, że z jej powodu rozpadają się rodziny lub wielu z powodu prostytucji nie poszuka sobie normalnego partnera/normalnej partnerki żeby stworzyć normalną rodzinę? Złodzieje, oszuści, lichwiarze, płatni mordercy itp wykolejeńcy też nie od dzisiaj istnieją, to ma znaczyć, że ich “praca” jest normalna i produktywna dla kraju, społeczeństwa?
        Nie rozumiem, po co piszesz takie debilne komentarze jeśli nie masz nic sensownego do przekazania, lepiej w ogóle się nie odzywać niż paplać co tylko twój durny łeb wymyśli.

        1. Jest liczona do PKB jako wpływy z branży usługowej. Niestey, ale polski PKB spadnie, bo panienki z Roksy nie są skłonne do spotkań w dobie koronawirusa. Beate Uhse też zamknęli, choć ci mogą się przerzucić na sprzedaż internetową. Dilerzy narkotyków mają problem, bo młodzież do szkoły nie chodzi. Podobnie z e-papierosami i liquidami, bo rodzice nie pozwalają gównażerii w domu palić. W górę za to poszła sprzedaż spirytusu i popyt na usługi funeralne. Co prawda, te pogrzeby trochę obecnie okrojone i masa kremacji, ale trumny kremacyjne też ktoś musi produkować.

        2. Paplanie? To patrz… https://www.focus.pl/artykul/kmicicowej-kompaniji-dzien-powszedni
          (…)Była jedna istotna różnica – chodzi o przestępstwo zgwałcenia. W świadomości potocznej ten rodzaj czynów jawi się jako integralny element przemarszów wojsk czy kwaterunku. Na to są dowody – przekazy, pamiętniki, filmy opowiadające o losie kobiet niemieckich, gwałconych przez czerwonoarmistów, traktowanie kobiet wietnamskich. W praktyce wojen XVII w. kobietę postrzegano jako formę łupu, nawet w zdyscyplinowanej armii szwedzkiej gwałcenie, zwłaszcza plebejek i kobiet tzw. wątpliwej reputacji, było do pewnego stopnia tolerowane. Natomiast w Rzeczypospolitej tego na tak dużą skalę nie było. Wśród przebadanych przeze mnie 609 przestępstw armii koronnej przeciwko ludności cywilnej znalazłem 13 przypadków zgwałceń lub usiłowania gwałtu. Można więc powiedzieć, że było to zjawisko marginalne. Przynajmniej w województwach łęczyckim, sieradzkim i ziemi wieluńskiej (bo te akta badałem).(…)
          A i te wybielanie Polaków wygląda mało wiarygodnie… bo z drugiej strony można znaleźć dowody, że polski żołnierz aż tak KS się nie bał… https://kulturaliberalna.pl/2014/04/01/wojna-wielka-meska-przygoda-plci-powstania-warszawskiego-weroniki-grzebalskiej/
          Ba! Tam można zauważyć ciekawe podejście do równouprawnienia… Tfu! Równoobwinienia:
          (…)W tym samym czasie jakiekolwiek stosunki towarzyskie polskich kobiet (także cywilnych) z wrogiem, były surowo karane. Jak zauważa autorka: „Zarówno w Polsce, jak i we Francji wyobrażenie o kobietach jako nosicielkach narodowego honoru odpowiedzialne było też za podwójny standard dotyczący męskiej i kobiecej seksualności, dający się sprowadzić do przekonania, że podczas kiedy „nasze” kobiety nie powinny uprawiać seksu z „ich” mężczyznami (…), „nasi” mężczyźni mogą uprawiać seks z „ich” kobietami, gwałcić (…), i nie grozi im za to golenie głów, tatuowanie albo pędzenie nago przez miasto”(…)

          Dalej ci do śmiechu?

  3. PiS działa racjonalne, tylko że niestety nie dla dobra państwa, którym rządzą a dla utrzymania się u władzy. Planują przy tym wybitnie krótkowzrocznie, myśląc, że do maja będzie po wszystkim. Dla PiSu jedyny cel to wybory prezydenckie, a że zniszczą gospodarkę? Zrzucą to na wirusa.

  4. Niestety nie ma pan racji.
    Śmiertelność w tym przypadku nie jest najważniejsza lecz łatwość przenoszenia wirusa nawet przez dotyk zarażonej osoby, poręczy schodów, klamki u drzwi lub wielu innych przedmiotów.
    Dlatego nawet jedna osoba zarażona wirusem w ciągu jednego dnia z łatwością może go przekazać dziesięciu innym osobom. Proszę pamiętać że przez pierwsze dwa tygodnie osoba zarażona nie jest nawet tego świadoma.
    Z tego powodu, nie podejmując zdecydowanych środków profilaktycznych, po miesiącu sytuacja może się wymknąć z pod jakiejkolwiek kontroli – duży odsetek społeczeństwa, w tym samym czasie, zacznie cierpieć na ostre zapalenie płuc – i to jest groźne. Kłania się czysta matematyka.

    1. Dokładnie. Zresztą co to takie pieprzenie, że skoro śmiertelność koronawirusa wynosi kilka procent to znaczy, że on nie jest groźny? Co to, tylko śmiertelność liczy się, jako zagrożenie? A co z kwestią dysgeniki spowodowanej przez wirusa? Czy samo to, że covid może spowodować liczne powikłania, może doprowadzić do zwiększenia się liczby astmatyków i osób z innymi formami niewydolności oddechowej nie jest zagrożeniem? Co z innymi powikłaniami lub chorobami, które może powodować koronawirus (niektórzy naukowcy mówią nawet o niepłodności)? Gimbodarwiniści oczywiście będą bredzić coś o odmłodzeniu populacji albo o przetrwaniu silnych. Tylko że nie zauważają też tego, że epidemie chorób zakaźnych mogą zwiększyć ilość słabszych, mogą doprowadzić do pogorszenia zdrowia populacji, słowem – mogą mieć efekt dysgeniczny. Ciekawe, jak populacja ma być zdrowa i jak ma się utrzymać system emerytalny, skoro będziemy tego typu rzeczy olewać i w wyniku tego będziemy mieli coraz więcej kalek, którym trzeba będzie wypłacać renty.
      To tak dla obnażenia głupoty nie tylko bagatelizujących problem epidemii, ale też antyszczepionkowych, proepidemicznych oszołomów.

      1. Kiedy ograniczymy działalność gospodarczą i wpływy do budżetu to na służbę zdrowia też nie starczy. Chociażby oszczędzanie na badaniach to większa śmiertelność. Do tego dojdą samobójstwa bezrobotnych, choroby z powodu słabego wyżywienia, itd. Tak czy inaczej ludzie będą umierać. Trudno oszacować co przyniesie mniej strat – walka z wirusem za wszelką cenę czy pozwolenie na działanie natury.

  5. Jako oszolom uwazam (liczby moga to potwierdzic) ze wiecej byloby pozytku z drastycznego ograniczenia dopuszczalnej predkosci na polskich drogach niz z praktycznego zamkniecia obrotu spolecznego z czy mamy praktycznie do czynienia. Wg danych policji w Polsce rocznie ginie ok. 2800 – 3000 ludzi, rannych w wypadkach jest ok. 37 – 40 tys., czyli srednio ginie w Polsce dziennie ok. 8 osob, a rannych zostaje ponad 100 rodakow. I tez niektorym trzeba placic renty badz ich rodzinom. A w Polsce przejechac mozna pol kraju i nie widac ANI JEDNEGO PATROLU na drogach na ktorych jest totalny KOSZMAR. A autostrady – to wolna amerykanka. Co najwyzej jacys mlodzi adepci sztuki policyjnej czaja sie gdzies za krzakiem w jakims terenie niby zabudowanym “poprawiajac bezpieczenstwo na drogach”, kon by sie usmial. Dlatego zachecam polskich decydentow aby obnizyc maks. dopuszczalna predkosc do np 30 km/h w miastach, na zwyklych drogach do 70 km/h a na autostradach do max. 95 km/h. I prosze o patrole policji drogowej NA DROGACH a nie ukrywanie ich za stodolami. Kto jest za niech podniesie reke. Dziekuje i pozdrawiam.

    1. Problem większej śmiertelności na drogach ma oznaczać, że epidemia nie jest zagrożeniem? To nonsens. Rozumiem, że komentarz @kraakraa ma być ironią. A ja odpowiem na to tak:
      Śmiertelność na drogach jest potęgowana przez brak dyscypliny ze strony kierowców. Tak samo epidemie rozprzestrzeniają się przez idiotów stosujących właśnie takie porównania, jakie zastosowałeś oraz przez szmaciarzy straszącymi szczepionkami ludzi nieobeznanych w medycynie.
      Albo ci, co martwią się o to, że PKB nam spadnie o kilka procent – ot, liberalizm prowadzi do skurwienia objawiającego się większą troską o przetrwanie firm niż o zdrowie narodu.
      Po prostu kraakraa przedstawił myślenie typowego libertarianina, które w skrócie można sprowadzić do dwóch zasad: chcącemu nie dzieje się krzywda i nie można ograniczać jednostki. Oboma tymi zasadami się brzydzę.

      1. Mogę jeszcze dodać, że zarówno wypadki na drogach, jak i epidemie są głównie spowodowane brakiem odpowiedzialności ludzi. Myślenie liberalne i indywidualistyczne jest jednym z elementów braku odpowiedzialności.

    2. (…)I prosze o patrole policji drogowej NA DROGACH a nie ukrywanie ich za stodolami.(…)
      A jaki jest sens kontrolować prędkość w sytuacji, w której piraci drogowi wiedzą, gdzie trzeba zwolnić?

  6. Jeśli prawdą jest to, co mówią Amerykanie (nawet 240 tys. trupów w USA), to dlaczego u nas nie miałoby być (proporcjonalnie) 27 tys. ?

  7. Nie bede wiecej tutaj pisal bo niektorzy uzywaja chamskiego slownictwa nie licujacego z powaga koserwatyzmu. Dziekuje i pozdrawiam .

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *