Płytkie deklamatorstwo zamiast narodowego programu

Może być to wykład prof. Zygmunta Baumana lub miejsce przed lokalem, w którym gen. Wojciech Jaruzelski świętuje swoje 90. urodziny. Kim są pikietujący i skandujący? Młodzieżówka PiS-u, Solidarnej Polski, Rodziny Smoleńskie czy może niedobitki Ligi Republikańskiej i KPN-u, skupione pod wodzą Adama Słomki?

Żadna z podanych odpowiedzi nie jest niestety prawidłowa, hasła powyższe są bowiem przejawem aktywności młodzieży narodowej, skupionej w łonie „Ruchu Narodowego”. Młodzież ta angażuje się ostatnio przede wszystkim w akcje w rodzaju „Zatrzymać komucha”. Na polu walki z komuną, podnosząc sztandar dzierżony niegdyś przez zastępy działaczy ROP-ów, RdR-ów i kolejnych formacji kierowanych przez Antoniego „Che” Macierewicza. Środowiska współczesnej Młodzieży Wszechpolskiej i ONR-u przejęły dziś w stu procentach dawną niepodległościowo-solidarnościową retorykę, hasła i programy. O ile jednak dwie główne partie postsolidarnościowe traktują dziś tę spuściznę bądź to czysto pragmatycznie, jak PO, gdzie płomienia dawnej wiary strzegą już tylko ideowcy w rodzaju Jarosława Gowina, bądź jako naturalną kontynuację poprzednich wyborów politycznych (KOR?PC?PiS), o tyle tradycja endecka nie ma z nią nic wspólnego. Warto też dodać, że gromki antykomunizm w blisko ćwierćwiecze po upadku systemu (który komunistyczny w przeważającym okresie nie był), ma wymiar nieco komiczno-kabaretowy i osobiście przywodzi mi bardziej na myśl rejtanowskie „Precz z komuną” – zawołanie Mariana Paździocha z serialu „Kiepscy”, niż poważną akcję polityczną.

Gromkie wezwania do obalenia istniejącego porządku ustrojowo-politycznego przypominają w dużo większym stopniu hasła ruchów rewolucyjnych i lewackich niźli program polityczny odpowiedzialnej siły politycznej. A cóż ma w ogóle oznaczać hasło obalenia „okrągłostołowej republiki”? Czy deklamujący je zdają sobie sprawę z bezalternatywności ówczesnych rozwiązań i wydarzeń? Czy wiedzą, kogo pierwotnie sondowała i typowała władza na partnera przyszłych porozumień? Czy zadają sobie pytanie, dlaczego przy okrągłym stole nie zasiedli przedstawiciele środowisk narodowych (poza Zenonem Komenderem, którego jednak nikt za reprezentanta takowych sił nie postrzegał)? Czy wiedzą, jakie były ówczesne uwarunkowania wewnętrzne (w tym dotyczące opinii czynników kościelnych) i zewnętrzne (stanowisko ZSRR i Stanów Zjednoczonych AP)?

Śledząc wypowiedzi poszczególnych reprezentantów Ruchu Narodowego należy odpowiedzieć na wszystkie powyższe pytania przecząco. Płytkie deklamatorstwo zastępuje tu najczęściej jakąkolwiek głębszą refleksję. Nie różnią się niczym od siebie wystąpienia działaczy MW, ONR-u i NOP-u. Z komuną nie było żadnych kompromisów, żadnych rozmów, do komunistów należało strzelać. To nic, że większość spośród indagowanych żywi mniejszy lub większy kult dla przedwojennego ONR-u i RNR-Falangi, której lider wiedział, kiedy należy strzelać, a kiedy walki zbrojnej zaprzestać i przyjąć inne metody działania. To nic, że z kolei Jędrzej Giertych dopuszczał „abolicję” dla komunistów, pisząc: „Trzeba im będzie – poza jednostkami mającymi na sumieniu szczególnie wielkie winy (i nie miał tu na myśli narodowy ideolog, co dosyć oczywiste, biorąc pod uwagę jego wcześniejsze enuncjacje, gen. Jaruzelskiego – przyp. M.M.) – na to pozwolić; ich przeszłość przebaczyć i zezwolić im, by stali się dobrymi Polakami i zostali za takich uznani. Wielu z nich się dobrze Polsce przyda. Inni okażą się co najmniej nieszkodliwi” (J. Giertych, „Co mamy robić?”, „Opoka” 1987, nr 19). Czyż nie brzmi powyższy passus niemal jak zapowiedź późniejszej „grubej kreski”?

Co tym czasem słyszymy od liderów opisywanego środowiska? Oto na przykład w programie Polsatu w dniu 4. 07. br. stojący na czele Stowarzyszenia Marsz Niepodległości Witold Tumanowicz w rozmowie z Władysławem Frasyniukiem przekonuje, że komuniści nadal opływają w Polsce we wszystko, Polacy są wykluczeni, a wszystko to wina okrągłostołowego układu. Słuszną skądinąd uwagę Frasyniuka, że nowe państwo musiało się przecież na kimś oprzeć, a potrzebne kadry mieli tylko komuniści (to samo sugerował wszak J. Giertych), Tumanowicz zbija kolejnym niepodległościowym frazesem. Lider śląskiego NOP-u pytany z kolei o motywację wtargnięcia na wykład Zygmunta Baumana, stwierdza, że ten za młodu służył w KBW. Nie zamierzam tu w najmniejszym stopniu bronić prof. Baumana, jego dokonania na polu niszczenia polskiej nauki poprzez ujednolicanie jej pod marksistowski strychulec w latach 50. ub. wieku są wystarczające, aby nie czynić z niego bohatera, zastanawiam się jednak nad jednostronnością stawianych mu zarzutów. Ostatecznie KBW była formacją, która zwalczała również upowskie podziemie zbrojne. Czy z tego też mamy czynić dziś zarzut? Czarno-biały schemat mówiący o walce narodu z komuną, kreowany od ładnych kilku już lat przez instytucje państwa z IPN-em na czele, wydaje w końcu swoje owoce. Są nimi poglądy opisywanych środowisk.

Zastanawiam się tylko nad jednym, czy obserwowana ewolucja młodzieży narodowej, będąca w sposób oczywisty klęską środowiska narodowego, a sukcesem obozu symbolizowanego przez Bronisława Wildsteina, jest działaniem autentycznym i samoistnym, czy też ma swoje głębsze korzenie? Trudno uwierzyć, że to o czym piszę jest wynikiem czystego przypadku. Komu zależy na tym, aby w Polsce jedyna siła, która potencjalnie mogłaby dokonać odwrócenia wektorów polityki polskiej, kierowana była konsekwentnie od wielu już lat na pozycje doktrynalnie antykomunistyczne, co w Polsce tradycyjnie w oczywisty sposób posiada wymowę antyrosyjską?

Maciej Motas

www.myslpolska.pl

aw

[Głosów:0    Średnia:0/5]
Facebook

0 thoughts on “Płytkie deklamatorstwo zamiast narodowego programu”

  1. “…Słuszną skądinąd uwagę Frasyniuka, że nowe państwo musiało się przecież na kimś oprzeć, a potrzebne kadry mieli tylko komuniści…” – specjalistów posiadających wiedzę “techniczną” można zatrudnić na stanowiskach technicznych, a nie decyzyjnych, podobnie jak zrobili to jakobini z częścią arystkokrató w administracji, sądownictwie i armii. Podobnie np. Amerykanie zatrudnili niemieckich inzynierów w swoich ośrodkach badawczych. A więc – przykłady były, nie było natomiast woli politycznej, to po pierwsze. Po drugie, mówienie “komunisci” to fałszywka. Może i ci “komunisci” należeli do PZPR/ KC/Politbiura, ale nie to zadecydowało o dokooptowaniu do elit władzy.Iistoniejsze były powiązania rasowo-ideowe, w skrócie “żydomasońskie” oraz biznesowe, czyli podatność na korupcję ze strony ponadnarodowych korporacji.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *