Polska jako szczebel „kariery”

Nikt do końca nie wie, ile prawdy kryje się w tych enuncjacjach, a ile zwyczajnego dziennikarskiego bajdurzenia. Coś jednak jest na rzeczy. Tusk zapowiadał już kilka razy, że dwie kadencje premierowania w Polsce mu wystarczy. Co potem? Trudno przypuszczać, żeby przed „sześćdziesiątką” przeszedł na polityczną emeryturę. W przypadku Sikorskiego wątpliwości jest mniej – kilka lat temu zabiegał o fotel sekretarza generalnego NATO, ale przegrał z Duńczykiem Rassmusenem. Teraz zupełnie realnie myśli pewnie o nowej funkcji – następy nieudanej i krytykowanej pani Ashton.

Przyjmijmy więc, jako bardzo prawdopodobne, że obaj politycy poważnie myślą o nowych, tym razem „europejskich” funkcjach. Jeśli tak, to bardziej zrozumiałe będzie ich zachowanie w wielu kluczowych kwestiach. Donald Tusk od lat kreuje się na „wzorcowego Europejczyka”, prześciga się w sloganach o pogłębionej integracji, o konieczności przyśpieszenia tego procesu, jest zwolennikiem szybkiego wprowadzenia w Polsce Euro, mimo że nawet jego minister finansów i prezes NBP są temu przeciwni. Forsowanie przez Tuska, na siłę, bez rozpoznania nastrojów i możliwości, ustaw o tzw. związkach partnerskich w tym kontekście staje się zrozumiałe. Tusk chce, by postrzegano na go na salonach w Berlinie i Brukseli jako nienagannego „Europejczyka”. Wybrał drogę, jak się wydaje skuteczną – przez Berlin i przyjaźń (aż nadto ostentacyjną) z Angelą Merkel. Sikorski zachowuje się podobnie – w Berlinie wygłosił nie tak dawno tak „europejską” i proniemiecką mowę, że przebił nawet czołowych klakierów z Brukseli. Stara się też, by nie postrzegać go jako anglosaskiego rusofoba, więc walczył o mały ruch graniczny z Kaliningradem i regularnie spotyka się z szefem rosyjskiego MSZ Siergiejem Ławrowem.

Obaj polscy politycy zachowują się całkowicie odmiennie niż ich koledzy z tej części Europy – Vaclav Klaus (do niedawna prezydent Czech) czy Viktor Orban. Dla Tuska i Sikorskiego Polska jest jedynie szczeblem w „karierze”, jej interesy naginają do ideologicznych i coraz bardziej idiotycznych wzorców obowiązujących w „Europie”. Klaus i Orban stawiają interesy swoich krajów na pierwszym miejscu, nawet za cenę narażenia się brukselskiemu establishmentowi. Tusk sprawia wrażenie znużenia Polską, Orban tryska rozumnym patriotyzmem. Taka jest, niestety, smutna prawda.

Jan Engelgard

Myśl Polska

Nr 21-22 (26.05.-2.06.2013)

aw

[Głosów:0    Średnia:0/5]
Facebook

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *