Rękas: Ekofeministyczny księgowy

Pamiętacie może Państwo serial „Dom”? Jest tam scena zebrania akademickiej organizacji ZMP, a dokładniej sądu organizacyjnego nad oskarżonymi o nieprawomyślne odchylenia Andrzejem Talarem i Jurkiem Kornem. Postawieni pod pręgieżem czują już jak zagrożone są ich dyplomy – a dokłada im jeszcze jeden z do niedawna kolegów rzucając oskarżająco: „A ja uważam, że dobrym inżynierem – może być tylko marksistowski inżynier!”. Imaginujcie sobie Państwo, że teraz jest tak samo – tylko koniecznie trzeba być ekofeministą.

Księgowy jako heteroseksualny mężczyzna rasy białej

Jak już co najmniej części z Państwa kiedyś się przyznałem – jestem księgowym. Niepraktykującym, ale jednak, zatem choćby ot tak, z zawodowej ciekawości jednym okiem śledzącym co tam w branży grzechocze liczydłami. I myliłby się ten, który akurat rachunkowość wiązałby ze swojską atmosferą zakurzonego kantorka, do którego szczęśliwie nie docierają żadne nowinki. Niestety, tych z każdym rokiem pojawia się coraz więcej. Czy bowiem przyszłoby Państwu do głowy patrząc na coś tak do bólu nudnego, jak bilans kwartalny, że jest on tylko kolejnym produktem białej, samczej, zachodniej, anglosaskiej i drobnomieszczańskiej dominacji? A zarazem dowodem na jej złowrogie panowanie także nad z pozoru niewinną praktyką i teorią księgową… Cóż, ja też nie wiedziałem, ale już wiem, nadrobiwszy na swe nieszczęście ostatnie braki w literaturze fachowej i poczuwszy przywołanie do pionu ideologicznego ze strony takich guru branży, jak prof. Sonja Gallhofer i prof. Jim Haslan. Był to zresztą dopiero początek oświecenia, drogi, na której porzuca się nawet humanoidalną perspektywę, nie mówiąc już o starej dobre księdze głównej. Bo kto powiedział, że nie można, że nie powinno księgować się z perspektywy np. kota? I za pomocą tańca oraz technik wideo?

I ogrodnik, i grabarz posługują się szpadlem, ale…

Zapewne każdy esej o historii księgowości zawierać dotąd musiał odniesienie do „Summa de arithmetica, geometria, proportioni et proportionalitaLucci Pacioliego. I autor każdej pracy przypominającej nowożytne zadania księgowości jakoś tam starał się użyć oklepanej definicji zarządzania Miltona Friedmana, wg której nadrzędnym celem jego celem jest maksymalizacja dochodów udziałowców. A więc rolą księgowości pozostaje jedynie dostarczanie takiej informacji, która jest użyteczną dla osiągania tego celu. Zwolennicy klasycznego podejścia nadal zresztą śmią uważać, że gwarantuje ono w pełni obiektywne, transparentne i czysto utylitarne traktowanie księgowości jako po prostu narzędzia zarządzania. Sęk w tym jednak, że już takim podejściu ukryta była pułapka. Połączenie informacyjnej, odtwórczej funkcji księgowości z doktrynalnym podejściem czy to Chicago Boys, czy jakiejkolwiek innej teorii ekonomicznej nie jest wcale jedynie możliwe. Skoro bowiem można używać księgowości wyłącznie do mnożenia bogactwa i monetyzacji wszystkich elementów aktywności ludzkości uznawanych za przydatne i korzystne – to można również wskazać i wybrać inne cele, którym zwłaszcza sprawozdawczość finansowa (ale także księgowość zarządcza) mogą z powodzeniem posłużyć, z pożytkiem dla innych systemów wartości.

Dlaczego należy uciekać słysząc hasło „postęp

Zaczęło się niewinnie – od postulowania bardziej holistycznego podejścia, nieco strawniejszego dla oczu ludzi przyzwyczajonych do czytania czegoś, co poza cyframi ma jeszcze choć trochę liter. Zaczęto oczekiwać także szerszego kontekstu, ukazywania danych finansowych przez pryzmat oddziaływania prezentowanych wartości nie tylko na samych udziałowców, ale także otoczenie społeczne danego podmiotu. Wreszcie zwłaszcza lata 90-te i początek obecnego wieku przyniosły nacisk na skutki środowiskowe i teorię zrównoważonego rozwoju, które również uznano wg niektórych szkół za konieczne do wciśnięcia w ściśle dotąd określone ramy sprawozdawania rachunkowego. Z punktu widzenia historii i teorii rachunkowości proces jej beletryzacji układał się w ciąg od sprawozdawczości zintegrowanej (integrated reporting), przez środowiskową (environmental reporting), dalej koncepcję Environmental, Social and Governance Accounting, aż po wciągnięcie w tryby takich nurtów doktrynalnych, jak głęboka ekologia i feminizm. Wraz z narastającą w nich tendencją do zajmowania pozycji ideologicznych, czyli obudowania się także m.in. własną ekonomią i teorią finansów – pojawiły się i mutacje z poczciwą księgowością, jak extinction reporting (Atkins i Maroun, 2018) i ecofeminist approach (Gallhofer, 2018, Gallhofer i Haslam 1997). Wypracowano także przestrzeń dla systemowej krytyki księgowości w ogóle, jako produktu i narzędzia systemu, który należy odrzucić w całości wobec zagrożeń jakie spowodował dla przetrwania życia na Ziemi (Gray, 2006, 2010; Milne i inni, 2013).

Oczywiście, najskrajniejsze nurty to wciąż margines w praktyce biznesowej – jednak koło postępu wszak przyspiesza, zaś w kręgach akademickich tendencje te sięgają już niemal po monopol, sprawnie cenzurując konkurencję. W dodatku zaś ewidentnie najlepiej przemawiają do polityczno-biurokratycznej obudowy współczesnej gospodarki, która z kolei nie istniałaby przecież nie reprezentując interesów klasy dominującej, czyli globalnych korporacji i finansjery. Te zresztą również wolno, acz nieubłaganie ulegają nowym tendencjom. W ciągu ostatniej dekady już ok. 85 proc. największych globalnych korporacji przestawiło się na sprawozdawczość w duchu zrównoważonego rozwoju – ale to i tak za mało, za wolno i zbyt mało radykalnie nie tylko dla inicjatyw „oddolnych”, jak Socially Reponsible Investment, a także branżowych (The Integrated Reporting Council 2013 Framework i  Sustainability Accounting Standards Boards). Sobą nie byłaby też przecież Unia Europejska, gdyby nie wydała w tej sprawie stosownej dyrektywy 2014/95/EU („CSR Reporting Directive”), która rozszerza wymagania wobec raportów jawności o m.in. zagadnienia ochrony środowiska, praw człowieka, walki z korupcją, ale także zwiększania różnorodności.

Księgowy – anihilator gatunków

Zdaniem niektórych autorów na powolne oddziaływanie na świadomość może nie być już czasu, ze względu na „stan zagrożenia egzystencji naszego ziemskiego habitatu”. Konieczne jest więc ustalenie jaki może być „udział księgowości w powstrzymywaniu i odwracania procesów zmiany klimatycznej i anihiliacji gatunków”. Podejście takie jest uzasadniane poglądem, że „dotychczasowa rola księgowości w ramach cywilizacji zachodniej miała swój udział w doprowadzeniu do obecnego kryzysu”. Chodzi już jednak nie o samo uznanie tego stanu rzeczy i „ujawnienie prawdy” (także w raportach finansowych) – co zadowoliłoby byle mięczaków, gdy przecież wiadomo, że winni są wszyscy, a więc także księgowi, zatem łaski nie zrobią, że się w końcu przyznają. Nie – to już za mało. Księgowość ma zakasać zarękawki i razem, ba – przed wszystkimi brać się do ratowania planety! No i jej odbudowy a zwłaszcza ZARZĄDZANIA na nowych, jedynie słusznych zasadach…

Jedną z propozycji jak te słuszności skutecznie narzucić – jest Extinction Accounting and Accountability, postulujące enumeratywne wymienianie w raportach wpływu aktywności firmy na stan gatunków, których aktywność ta dotyka. W praktyce koncepcje takie wychodzą z obserwacji, że wciąż wiele firm nie widzi sensu takich dociekań, lub (zdaniem aktywistów) „boi się reakcji zewnętrznej na raportowanie takich zależności” – tymczasem koniecznym jest, by raczej bały się tego nie robić. Słowem: prowadzisz działalność gospodarczą – masz psi obowiązek wiedzieć i poinformować wszechświat czy ilość zużytych przez ciebie opakowań kartonowych nie wykończyła populacji modraszka telejusa na Syberii! Bo jeśli nie – to spotka cię los gorszy od rozdeptanej gąsienicy… Mamy więc do czynienia z wymuszaniem zmian zarządzania poprzez zwiększanie zakresu obowiązku informacyjnego. Nie trzeba też przy tym dodawać, że skoro już księgowość się reformuje – to czemu nie na całego? Dlaczego właściwie będąc jednym samczo-rasistowskim konstruktem – rachunkowość posługuje się kolejnym, jakim są jednostki monetarne, a nie na przykład… jednostkami ekologicznymi? Takie ecological units jako miernik wartości to dopiero byłoby coś, niech się handel emisjami schowa…!

I nadal nie jest to bynajmniej podejście najbardziej radykalne, taki bowiem np. model The Arch (Atkinson i Maroun, 2018) zakłada jeszcze jakąś równowagę między imperatywem korzyści finansowej człowieka i jego zobowiązaniami moralnymi (oczywiście rozumianymi jako moralność ekologiczna przede wszystkim). Tymczasem autorzy tacy jak Gray i Milne (2018) zbliżają się już do odrzucenia nie tylko antropocentrycznej perspektywy, ale i uznania jej wręcz za szkodliwą przeszkodę, wraz z tradycyjną metodyką księgowości. Rachunkowość, jak i finanse – wymyślili wszak ludzie dla uzyskania skali odniesienia, metod porównywalności i mierzalności przede wszystkim tego, co materialne, a więc także szacowania wartości części a nawet całości ekosystemów dla ludzkości. A skoro ludzkość jest już nie tylko nieważna („subiektywna”), ale wprost szkodliwa – to jakim prawem chce coś jeszcze mierzyć i wartościować?!

Perspektywa kota aborygeńskiego dziecka

O ile jednak autorzy ci nie przedstawiają konkretnej alternatywy – znajduje się ona natomiast w pracach Sonji Gallhofer (1997, 2018), proponującej podejście ekofeministyczne. Kontynuując myśl Hines (1992) o dwoistości i nierównowadze świata zachodniego, zauważalnej także w klasycznej księgowości – Gallhofer deklaruje połączenie analizy głęboko ekologicznej i feministycznej dla ujawnienia „androcentrycznego” charakteru opresji wywieranej na świat żeński i naturę, przy udziale także księgowości jako narzędzia tychże samczych, białych i jeszcze agystowskich opresorów. Bo właściwie czemu nie proponuje się sprawozdań finansowych sporządzanych z perspektywy dziecka? Albo czemu historia rachunkowości jest tak rasistowsko europocentryczna, a nie bierze się na przykład pod uwagę dokonań księgowych aborygeńskich? No i dlaczego nie zastanawiamy się w ogóle jak rachunek strat i zysków sporządziłby taki kot (zapewne najlepiej dziki)? Nie, nie żartuję, kto by zresztą robił sobie żarty z księgowych – proszę poczytać samemu

I nie, to też jeszcze nie jest koniec. Wszak sama forma rachunkowości, tego faszystowskiego konstruktu – jest i wyrazem opresyjności, i jej narzędziem. A zatem precz z tabelami, arkusze kalkulacyjne na śmietniki. Bo skoro priorytet należy się wartościom niematerialnym oraz z zasady niemierzalnym – to czemu nie wyrażać ich środkami wziętymi np. ze… sztuki? Oczywiście nowoczesnej i możliwie konceptualistycznej. Czemu sprawozdania finansowego nie wyrazić w formie fotografii artystycznej, filmu, kolażu? Czemu nie oddać go… tańcem? I nie, tego też nie wymyśliłem (Gallhofer, S. (2018), „Going beyond western dualism: towards corporate nature responsibility reporting”, Accounting, Auditing & Accountability Journal, Vol. 31 No. 8, pp. 2110-2134”.

Naprawdę chcemy wiedzieć ILE?

Świat, który nie tyle nadchodzi, co już jest wznoszony wokół nas – nie potrzebuje obiektywnych narzędzi pomiarowych. Oczywiście, jest to jeden wielki interes, ale taki, w którego cywilizacyjnej, globalnej skali nie ma się orientować nikt, poza samymi… zainteresowanymi. A jaka jest pointa całej tej opowieści, jak się zdaje wieńczącej nie tylko dzieje rachunkowości, ale także ekonomii i finansów jakie dotąd znaliśmy? Pani profesor Gallhofer jest dziś jednym z czołowych wykładowców, naukowców i… ideologów nadających ton słynnej niegdyś Adam Smith Business School – czyli wydziału ekonomii i finansów Uniwersytetu w Glasgow. Tego samego, który ukończył… sam ojciec liberalizmu gospodarczego. Tak oto jego dalecy uczniowie – dokończyli dzieła. Bo dobrym liberałem – może być dziś tylko ekofeministyczny liberał. I księgowy oczywiście też.

Konrad Rękas

Facebook

11 thoughts on “Rękas: Ekofeministyczny księgowy”

                    1. Bugi informatycze biorą się z tego, że ktoś (czasami iluś ktosiów) coś pokręcił, czegoś nie przewidział itp.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *