Szlęzak: Strefa wolna od LGBT

Ostatnie wydarzenia polityczne w Polsce skłaniają mnie do namysłu nad odniesieniami do życia politycznego i wzajemnymi zależnościami dwóch ważnych pojęć. Mam na myśli roztropność i honor. Odnoszę wrażenie, że oba pojęcia albo straciły należną im rangę, albo ich pierwotny sens prawie całkowicie został wypaczony. Postaram się to przedstawić na konkretnych przykładach.
.
Na najbliższej sesji Sejmik Województwa Podkarpackiego wycofa się z tak zwanej uchwały anty LGBT. O ile mi wiadomo zrobią to lub już zrobiły inne sejmiki, które takie uchwały przyjęły. Na odwołanie tych uchwał naciskał również rząd. Wiadomo, że nastąpi to głównie pod groźbą odebrania bardzo dużych kwot pieniędzy przez Unię Europejską tym samorządom, które takie uchwały przyjęły i ich nie odwołały.
.
Jednak w tej sprawie nie chodzi o problem LGBT, ale w gruncie rzeczy o honor. Żeby uniknąć jednostronnego ideologicznie postrzegania tego problemu, to przyjmijmy, że Unia postawiła taki warunek samorządom, które przyjęły uchwały w obronie ideologii LGBT. I tu takie pytanie do zwolenników LGBT, czy pod groźbą utraty setek milionów euro zagłosowaliby za odwołaniem uchwał pro LGBT? Jak już napisałem nie chodzi tu konkretnie o LGBT, ale o to za ile różne polityczne gremia i instytucje mogą wyrzec się głoszenia i zrezygnowałyby z realizowania w praktycznych działaniach idei, wartości czy zasad, które według pryncypialnych deklaracji są podstawą ich tożsamości i sensem działania w polityce. Jest to w tym wypadku szczególnie istotne, ponieważ sprawa dotyczy samorządów wojewódzkich, w których rządzi PiS. A to przecież PiS ze szczególnym naciskiem podkreśla, że opiera się na i realizuje wartości chrześcijańskie. Wspomnę tylko również, że już niemal wszystkie samorządy gminne i powiatowe, które uchwaliły takie deklaracje anty LGBT, wycofały się z nich.
.
W różnych instytucjach Unii Europejskiej wiedzą już za ile euro Polacy odszczekają to, co według nich jest podstawą ich światopoglądu. Z perspektywy unijnych instytucji nie są to jakieś gigantyczne pieniądze. Nie wiem jaki system wartości wyznają ci unijni urzędnicy, ale na ich miejscu do tych, którzy za pieniądze odszczekują to, co wcześniej z emfazą głosili jako fundamentalne w swoim systemie wartości, czułbym niskich lotów pogardę. I tak czuję.
.
W przypadku sejmiku podkarpackiego jest jeszcze coś żałosnego. Otóż, żeby opinia publiczna nie myślała, że tak bez walki oddają pole, a może nawet myślą, że przechytrzają Unię, przygotowano nową deklarację. Szkoda czasu, żeby się tym zajmować. Takie działanie prosty lud nazywa dosadnie wycieraniem dupy szkłem i wystarczy.
.
Zapewne ktoś zauważy, że odwołanie wspomnianych uchwał może być ujmą na honorze, ale za to jest wyrazem roztropności. Otóż nie! Tak się może wydawać tylko na pozór. Wzajemne relacje roztropności i honoru są takie, że roztropność powinna poprzedzać każde działanie tak, by nie pozostało jedynie odwołanie się do honoru. Ze swej natury odwołanie do honoru pozostaje wtedy, gdy już nic nie pozostaje. „A gówno!” wykrzyczane przez gwardzistów Bonapartego, gdy pod Waterloo wezwano ich do poddania się było właśnie takim odwołaniem się do honoru. Gdyby władze sejmiku podkarpackiego wysłały odpowiedź w stylu „A pocałujcie nas w dupę!”, to spotkałoby się to z moim najwyższym uznaniem, zauważając, iż taka odpowiedź miałaby ciekawy wydźwięk w świetle LGBT. W tym wypadku roztropność nakazywała w ogóle nie podejmowanie takiej uchwały, a jak się już ją podjęło, to jej honorowa obrona bez względu na koszty. A tak bez roztropności, bez honoru zostało podtarcie dupy szkłem. I jak tu nie czuć pogardy?!
.
Na koniec przypomina mi się słynne wystąpienie ministra Józefa Becka w sejmie i jego słowa o tym, że honor dla państw i narodów jest rzeczą bezcenną. Zachowując właściwe proporcje, wówczas Polska oddając Niemcom korytarz pomorski pewnie uniknęłaby katastrofy. Dzisiaj coraz więcej takich, którzy uznają takie rozwiązanie za przejaw politycznej roztropności. Ja do nich nie należę. Dzisiaj Unia przeczołgała i faktycznie poniżyła część polskich samorządów, a te ani nie wykazały się roztropnością, ani nie obroniły honoru. Szkoda, że PiS jako spadkobierca sanacji nie dochował się w samorządach choćby pół ministra Becka.
.
Ciekawe co następne z tych wartości zazwyczaj uważanych za bezcenne zostanie sprzedane za unijne dotacje?
Państwa zdaniem gdzie tu honor, gdzie tu roztropność?
.
Andrzej Szlęzak
za: FB
Facebook

7 thoughts on “Szlęzak: Strefa wolna od LGBT”

  1. Zero zaskoczenia. PiS, wbrew komicznej szopce dla betonu, nigdy nie postawi się UE, USA, Izraelowi i Ukrainie. Natomiast groźba utraty części funduszy została, niestety, zaprzepaszczona jako okazja do ich trzeźwej i krytycznej oceny.

    Otóż żaden samozwańczy uniosceptyk nawet nie zająknął się o tym, że finansowanie pewnych rzeczy z funduszy UE nie jest żadnym gestem łaski, z którego można na pstryk zrezygnować, lecz koniecznością wynikającą z chęci korzystania z taniej siły roboczej w bliskim sąsiedztwie Zachodu oraz ekspansji na danym rynku. M.in. autostrady i linie kolejowe na kierunkach wschód – zachód oraz północ – południe i tak by powstały/zostały zmodernizowane bo zachodni kapitał musi mieć dogodny transport od swoich fabryk do rynków zbytu. Podobnie z dofinansowaniem do sprzętu zachodnich marek, które wraca tam, skąd przyszło i żadna „praworządność” czy „krytyka LGBT” nie zastąpią zysków niemieckich, francuskich czy szwedzkich koncernów o potężnej sile lobbingu.

    Zatem realna groźba utraty pieniędzy mogłaby dotyczyć co najwyżej spraw podrzędnych i wybitnie lokalnych, które trafiają wprost do kieszeni krewnych i znajomych królika. Są to m.in. aquaparki na wsiach, betonoza miasteczek, absurdalne szkolenia dla PUP (warto wspomnieć np. o niedawnym szkoleniu z obsługi smartfona za 700 tys. zł, prowadzonym przez pewną celebrytkę z TVN), dofinansowania dla rolników i drobnych przedsiębiorców oraz zajmująca się tym machina biurokratyczna, będąca świetną przechowalnią dla rodziny, znajomych i kochanek bez wykształcenia.

    Postawienie się UE wymagałoby więc sięgnięcia poza czubek własnego nosa, a to już zbyt wiele dla naszej sceny politycznej.

    1. (…)Podobnie z dofinansowaniem do sprzętu zachodnich marek, które wraca tam, skąd przyszło i żadna “praworządność” czy “krytyka LGBT” nie zastąpią zysków niemieckich, francuskich czy szwedzkich koncernów o potężnej sile lobbingu.(…)
      W takim razie Zachód powinien wspierać nie 500+ tylko towarzysza Edwarda.

    2. Na marginesie rzekomego „zbiednienia” warto byłoby też wspomnieć o tym, o ile bardziej zasobne byłyby budżety samorządów, gdyby nie realizacja absurdalnych wydatków z dofinansowaniem UE. Czyli np. spłata kredytów zaciąganych pod dofinansowania (dla małych gmin nawet 15% wkładu własnego bywa obciążeniem na lata) oraz nieustające dopłacanie do „inwestycji”, które nie służą pożytkowi publicznemu i nie zarabiają na siebie.

      1. (…)o ile bardziej zasobne byłyby budżety samorządów, gdyby nie realizacja absurdalnych wydatków z dofinansowaniem UE.(…)
        Czy to wina UE, że Polacy to idioci?

        1. Oczywiście, że nie jest to winą UE 🙂 Z jej perspektywy to niezwykle praktyczne rozwiązanie, że pewna część funduszy może służyć do dyscyplinowania lokalnych kacyków.

  2. (…)I jak tu nie czuć pogardy?!(…)
    Jeszcze większą pogardę mam do innych:
    – do jednego takiego co nazwał premiera miękiszonem, a i tak został w rządzie
    – do drugiego co był tak pewny zamachu w Smoleńsku, że ogłosił wręcz stan wojny, a następnie został MON’em… a na koniec, gdy przyszło do ogłoszenia raportu złapał COVID’a dyplomatycznego

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *