Rękas: Wojna o węgiel

Kwestia “rosyjskiego węgla” stała się nagle tematem kampanii wyborczej w Polsce, dodatkowo uwypuklonym przez tyleż intensywnie, co szybko wygaszone przez rząd protesty górnicze. Tym razem nie było kampanii w „Wiadomościach” o liderach manifestacji na pewno jeżdżących na Majorkę, nie szczuto na „niesłuszne przywileje”. Cicho, sza – trzy miesiące do wyborów, wicepremier pojechał i obiecał podwyżki.

Trzy klęski transformacji

Na kopalniach odprężenie, ale przecież systemowy kryzys polskiego górnictwa trwa i (wbrew temu, co się od trzech dekad wmawia Polakom) nie jest bynajmniej winą żadnych związkowców, ale celowej i świadomej polityki kolejnych rządów, które tak jak przez upadłość zlikwidowały lub/i sprywatyzowały całą resztę polskiej gospodarki – tak połamały sobie zęby na czterech sektorach: transporcie kolejowym, ochronie zdrowia, rolnictwie i właśnie górnictwie.

Tzn. zarówno kolej, jak i szpitale oraz kopalnie oczywiście próbowano zbankrutować, w dodatku dość podobnymi metodami – szpitale po prostu nie dając im pieniędzy wystarczających na działalność i wpędzając w pułapkę zadłużenia, zaś kopalnie i kolejnictwo kolejno dzieląc na spółki, sztucznie generując koszty i wzajemne zobowiązania oraz oczywiście nie łożąc na modernizację i nie inwestując. Sęk w tym, że mimo najlepszych chęci wszystkich rządzących kolejno głównych partii – zdrowie, węgiel i transport jakoś się obroniły. Ledwie dychając, kumulując niechęć społeczną, wymuszając czasem zrywowo nagłe zastrzyki przetrwalnikowe (jak właśnie wynik ostatnich negocjacji z górnikami), nie pozwalające jednak na trwałe wyjście z zapaści – ale przetrwały.

Ostatecznie jednak przecież zlikwidowane być muszą, bo raz, że zachodni mocodawcy, chcący wejść na polski rynek w tych ostatnich sektorach się niecierpliwią, a dwa – przecież wywoła to entuzjazm znacznej części społeczeństwa, nauczonego, że rozkradzenie i dewastacja całej reszty gospodarki polskiej jest super i tylko publiczne szpitale, skomercjalizowane, ale wciąż zależne od państwa kopalnie, no i PKP to po prostu ostatnie bariery przed wystrzeleniem sukcesu ekonomicznego III RP prosto do gwiazd. Oczywiście, w efekcie wprawdzie będziemy mieli jeszcze mniejszą dostępność do świadczeń medycznych, ostateczną zapaść transportu publicznego oraz uzależnienie energetyczne kraju już nie tylko od obcych surowców, ale i technologii – jednocześnie jednak uczyni to wszak gospodarkę Polski, czy raczej jej brak czymś całkowitym, kompletnym i spełnionym, dokładnie tak, zaplanowano to ponad 30 lat temu.

Wskazanie winnych

Żebyśmy jednak to dopełnienie transformacji przełknęli – potrzebne są tradycyjne manewry propagandowe. Przede wszystkim – wskazanie winnych. Rzecz jasna, winnym nie może być ani Zachód, chcący narzucić Polsce całkowite odejście od naszego naturalnego bogactwa, węgla kamiennego, ani słuchający tegoż Zachodu zarządcy III RP, od lat pilnujący, żeby wydobycie węgla było drogie, źle zorganizowane i napotykające utrudnienia zbytu czyniące całe górnictwo zajęciem nieledwie hobbistycznym. Wyjaśnienie czemu jest źle okazuje się zresztą być banalnie proste – mianowicie jak zwykle winna okazuje się być… Rosja. A dokładniej – rosyjski węgiel. Na rzecz zablokowania jego importu gardłują wszyscy po kolei kandydaci w wyborach prezydenckich, na tory też – a nie na Sejm i rząd – wypuszczono związkowców. I rzeczywiście – w jednym zdaniu rzecz wydaje się przecież w oczywisty sposób bulwersująca: jakim cudem kraj dysponujący 85 procentami zasobów węgla kamiennego Unii Europejskiej – surowiec ten musi importować?

To z pewnością jakiś szwindel! – oburzają się i górnicy, i nawet zwykli ludzie (może poza odbiorcami węgla, w tym zwłaszcza rolnikami przebąkującymi coś o kosztach, cenach, dostępności i innych jakichś podejrzanych detalach). I z tym szwindlem to nawet racja – tylko nieco inna, głębsza niż się wydaje powierzchownie oburzonym. Kiedy powiem politycy płaczą nad rosyjskim węglem – to czemu nie wspominają, że w skutek wyłącznie POLITYCZNYCH decyzji w ciągu ostatnich trzech dekad Polska była jedynym krajem z czołówki producenckiej, który niemal trzykrotnie ograniczył własne wydobycie (ze 188 mln ton w 1988 do 66 mln ton w 2017 r.)? Czemu przez dziesięciolecia, oprócz sztucznego generowania kosztów spółek węglowych – dopuszczano zalewanie Polski węglem ukraińskim, a potem nie uczyniono niemal nic (zresztą było już za późno), by skorzystać z wojny na Ukrainie i odpadnięcia od niej Zagłębia Donieckiego?

PSL – brukselska partia dekarbonizacji Polski

20 lat temu rolnicy z Samoobrony sami blokowali tory, na znak solidarności z polskim górnictwem węglowym. 15 lat później ich następcy z OPZZ Rolników i Organizacji Rolniczych mogli rządzącym rzucić już tylko: „Nie umiecie zagwarantować resztkom polskiej gospodarki taniego i konkurencyjnego węgla, dławicie nas kosztami i podatkami – to pozwólcie chociaż kupić tani surowiec z dowolnego kierunku, z jakiego do nas trafia”. Niestety, władze III RP nie mogły odczepić się ani od rolnictwa, ani górnictwa, bo przecież obie te gałęzi gospodarki są zbędne w europejskim superpaństwie, w którym nas zamknięto. I tendencja do pozbycia się raz na zawsze i górników, i rolników – szczególnie widoczna jest w postulatach partii, która za wciągnięcie nas do Unii Europejskiej odpowiada szczególnie.

Kiedy bowiem politycy PSL mówią o “walce z rosyjskim węglem” mniej im chodzi o to, że jest rosyjski, a bardziej o to, że węgiel.Ludowcy” jako czołowa partia BRUKSELSKA w Polsce są dziś głównymi propagatorami projektu DEKARBONIZACJI, czyli uzależnienia gospodarki polskiej od zagranicznych technologii tzw. “zielonej energii”. Widać to wyraźnie, zestawiając wystąpienia lidera „ludowców”, Władysława Kosiniak-Kamysza, oficjalnie biadającego nad importem węglowym – z akcjami jego zastępcy, lubelskiego europosła Krzysztofa Hetmana, sprowadzającymi się m.in. do zastąpienia górnictwa węglowego (w tym nawet dochodowej działalności Lubelskiego Węgla) tzw.  “zielonym ładem“. Czyli, mówiąc po ludzku – do zamknięcia wydobycia kopalni, włącznie ze słynną Bogdanką, czyli żywym dowodem, że górnictwo w Polsce może być dochodowe, jest to jedynie kwestia zarządzania (no i wsadzenia kaście politycznej kilku kilofków w… świadomość).

Przyszłość energetyczna Polski

Wszyscy rządzący III RP wiedzą zresztą doskonale, że bariery importowe, w tym ewentualnie dodatkowe embargo na import węgla – może wprowadzić jedynie prawdziwa stolica superpaństwa, w którym żyjemy, czyli Bruksela. I ta chętnie to zapewne w końcu zrobi, bo przecież jej oficjalnie deklarowaną polityką jest pozbycie się technologii węglowych jako „emisyjnych” – ale dopiero wtedy, gdy zostanie zamknięta albo oddana w obce ręce ostatnia polska kopalnia, zaś nasz kraj pokryją radosne wiatraki, solary, sieci samochodów elektrycznych i inne gadżety współczesności, które byłyby zabawnymi ciekawostkami, gdyby nie oznaczały wielomiliardowych haraczy na rzecz dysponentów ich technologii. Rosyjski czy dowolny inny węgiel będzie więc celowo i przy jednoczesnym dalszym braku inwestycji w nasze własne górnictwo wpuszczany do Polski tak długo – aż wreszcie polskie wydobycie zdechnie i ostatecznie zazielinimy się jako zupełna już i kompletna kolonia. A że przy okazji sczeźnie też nasze rolnictwo z kosztami horrendalnie zawyżonymi przez odcięcie od konkurencyjnych źródeł energii, nie mówiąc już o codziennej drożyźnie energetycznej dla wszystkich gospodarstw domowych w Polsce – to przecież tym lepiej. Przecież wszystkiemu winni są rolnicy, górnicy – no i ruski węgiel. Tylko nie Zachód i ta banda, która w jego imieniu administruje Polską.

Konrad Rękas

[Głosów:18    Średnia:4.2/5]
Facebook

11 thoughts on “Rękas: Wojna o węgiel”

  1. Było wiadomo od około 20 lat, że polska sytuacja energetyczna będzie się pogarszać. Pomimo tego kolejne rządy nie robiły nic z tym problemem. Nie potrafiliśmy zbudować ani jednej elektrowni jądrowej. Teraz zaczynamy już importować drogą energią z Zachodu. Z kolei zielone technologie i podatki unijne uniemożliwią tanie wytwarzanie energii z Węgla. Czy to przypadek, czy efekt celowej polityki pewnych grup interesów na Zachodzie zmierzających do przejęcia polskiego sektora energetycznego? Jedyna nadzieja w tym, że cały projekt unijny rozpadnie się w ciągu 6-7 lat a my nie jesteśmy w strefie euro.

  2. Prawdą jest, że w przypadku kopalń sporo złego narobiły kolejne rządy.

    Nieprawdą jednak jest, że “kryzys polskiego górnictwa trwa i (wbrew temu, co się od trzech dekad wmawia Polakom) nie jest bynajmniej winą żadnych związkowców”. Związkowcy i sami górnicy również są winni tej sytuacji. Górnicy regularnie strajkują i wymuszają podwyżki oraz inne przywileje. Początek 2020 roku – strajk. Styczeń 2019 roku – strajk w Warszawie. Marzec 2018 roku – strajk. Luty 2017 roku – strajk. Grudzień 2016 roku – strajk. Styczeń 2015 roku – strajk. Grudzień 2014 roku – strajk. 5 minut kwerendy pokazuje, że górnicy praktycznie co rok strajkują, a naprawdę to była pobieżna kwerenda i stawiam dolary przeciwko orzechom, że wcześniej było bardzo podobnie. Co znamienne i bezczelne – górnicy przeważnie strajkują w okresie grzewczym, kiedy to składy węglowe i hurtownie potrzebują węgla “na już”, bo masa ludzi pali w piecach. Tym samym górnicy wymuszają kolejne podwyżki i przywileje. W sposób oczywisty odbija się to na cenie węgla. Efekt jest bardzo prosty i jako osoba, która od 5 lat pali ekogroszkiem widzę tragiczny wzrost cen – w 2015 roku ten sam ekogroszek kupowałem ponad 150 zł za tonę taniej i obecnie w okolicy najtaniej kosztuje on 1060 zł za tonę. Naprawdę nie każdego, szczególnie w małych miejscowościach, gdzie domy są słabo izolowane, węgla idzie dużo a to drenuje kieszeń, stać na “dołożenie” 400 zł za tonę do polskiego węgla – ukraiński czy rosyjski choć są gorsze dla pieca, to właśnie są o tyle tańsze. Dla średniej wielkości domu różnica w sezonie grzewczym potrafi wynieść nawet do 2000 zł przy nieco poważniejszej zimie niż obecnie. To nie są małe pieniądze i ludzie nie będą ich płacili na widzi mi się górników. I to jest wina właśnie związkowców i górników, którzy non-stop wymuszają podwyżki. Jest oczywiste i bezdyskusyjne, że takowe podwyżki i wzrost “benefitów” muszą odbijać się na finalnej cenie produktu, z czym mamy do czynienia i co jest powodem spadku zakupu węgla polskiego. Doszło do tak kuriozalnej sytuacji, że aby palić porządnym węglem, to koszty są zbliżone do palenia gazem, więc część ludzi po zużyciu obecnych pieców zwyczajnie wynajmie albo wykupi zbiornik na gaz i będą mieli węgiel w poważaniu. Ciekawe komu wtedy genialni związkowcy i górnicy będą chcieli ten węgiel wcisnąć i do kogo będą mieli pretensje. Istotną sprawą jest też to, że na cenę ekogroszku w prawie 40% składają się podatki, ale jeśli dobrze pamiętam to z tych 40% ponad 60% to koszty podatków i składek na górników. Twierdzenie więc, że związkowcy i górnicy nie są w żaden sposób winni to zwyczajnie nieprawda.

    1. Chciałbym, zauważyć że Śląsk jest też zagłębiem piłkarskim, a zatem przestępczości okołostadionowej… a kilka kopalni mają ścisłe związki z klubami.

  3. Winnym jest naród polski. Już przed wojną Polska była protekcjonistyczna i etatystyczna. Skutek był taki że gospodarczo oddalaliśmy się od świata. Polska miała wtedy opinię kraju do którego nic nie da się wwieść i nic nie da się wywieść. Za komuny była najbiedniejszy krajem w całym bloku wschodnim (pod koniec lat 80 nawet Ukraina była bogatsza). Niektórzy wszystko zrzucają na komunę. To oczywiście nie do końca prawda, bo nawet w realnym socjalizmie nie wszystko musiało być do kitu, wystarczy porównać tragiczny przemysł motoryzacyjny polski – i niekoniecznie tragiczny czeski. Ale to tylko potwierdza, że charakter narodowy Polaków jest do szpiku kości katolicki (Czesi nie są skatoliczeni) – razem z tą konsekwencją, że praca nie jest uważana za coś bardzo ważnego (w przeciwieństwie do protestantów, z ich ideą predestynacji, bogatyś toś wybrany).

    1. Zapominasz, że polskie przemiany gospodarcze po 1989 r. odbywały się pod ścisłą kontrolą Zachodu tzn. według planu prof. Sachsa jako słupa kapitału zachodniego. Polski udział w tym procesie polegał na wykonawstwie, chociaż górnicy robią z szefami spółek górniczych co chcą i to jest wyjątek.

    2. Gdyby to była prawda to Bawaria byłaby najbiedniejszym landem, a obrzeża Polski byłyby wyrażnie bogatsze od regionów bez silnych wpływów protestanckich czy prawosławnych (z domieszką islamu czy bez) itp.

    3. Są rzeczy ważne i ważniejsze. Dobrobyt prowadzi do laicyzacji oraz spadku przyrostu naturalnego. Trzeba zrezygnować z dobrobytu, aby rodziło się więcej jatolickich dzieci.

  4. “Już przed wojną Polska była protekcjonistyczna i etatystyczna”
    Niemcy przed wojną jakoś też były protekcjonistyczne i etatystyczne i należały do najbardziej innowacyjnych państw na świecie. Włochy tak samo. Problem nie jest w etatyzmie i protekcjonizmie, tylko w dyletantyzmie polskich rządów i elit, właściwie to nawet w dyletantyzmie całego narodu. Nie bez powodu mówi się, że w Polsce nic się nie da, a jak wyjedzie się do innego, bardziej zaawansowanego kraju to wszystko się da. Neokolonialne stosunki gospodarcze w Polsce nie są żadnym usprawiedliwieniem, Polacy sami do tego dopuścili. Jak by się skończyło wprowadzenie minarchizmu w Polsce? Brak protekcjonizmu jeszcze bardziej utrwaliłby hegemonię zagranicznego kapitału i peryferyjność naszego kraju.
    Jeden przykład obalający minarchistyczne bzdury korwinistów – grafen:
    Czy szansa na produkcję grafenu w Polsce została zarżnięta przez protekcjonizm? Czy raczej przez zaniechanie pomocy państwa dla polskich wynalazców grafenu?

    1. (…)Włochy tak samo.(…)
      Czego Mussolini się tknął to Hitler musiał poprawiać… nawet inwazję na Abisynię.

      (…)Czy szansa na produkcję grafenu w Polsce została zarżnięta przez protekcjonizm? Czy raczej przez zaniechanie pomocy państwa dla polskich wynalazców grafenu?(…)
      Jest wspomaganie swoich i protekcjonizm na rympał. Wystarczy spojrzeć nawet na USA… jak to Boeing dostaje po zadzie od SpaceX… https://florydziak.com/blogger/2020/02/boeing-chyba-przegral.html Ostatnio zaczęli odwalać taką chałę, że ponoć grozi im nawet bankructwo.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *