Rękas: Współodpowiedzialność Zachodu za wojnę na Ukrainie. Recenzja książki Benjamina Abelowa

Cenzura w peryferyjnych krajach Zachodu jest dziś znacznie bardziej rygorystyczna niż w centrum systemu, gdzie zdania odrębne np. na temat wojny na Ukrainie czy pandemii COVID-19 wciąż jeszcze dopuszcza do oficjalnego obiegu politycznego, publicystycznego i naukowego. Rzecz jasna i tam margines swobody badań i wolności słowa jest systematycznie ograniczany, czego symptomem są np. cyklicznie kampanie na rzecz wykluczenia / uciszenia feministek krytycznych wobec koncepcji samoidentyfikacji płciowej. Również i na Zachodzie blokuje się media uznawane za nieprawomyślne, ideologicznie, a zwłaszcza geopolitycznie wrogie (czyli kojarzone z Rosją, Iranem i Chinami). Nadal jednak oba światy – głównonurtowy i nie-systemowy funkcjonują poniekąd obok siebie i zapoznanie się z argumentacją odrębną od prezentowanej przez dominujące media i ośrodki polityczne nie wymaga bynajmniej przejścia do konspiracji, nie grozi odpowiedzialnością karną, ani nie równa się zamknięciu w internetowej bańce. Wszystko to czyni zachodnią debatę publiczną głębszą i ciekawszą niż się to przydarza w III RP.

Ekspansja wbrew obietnicom

Realistyczna analiza przyczyn i wszystkich uwarunkowań konfliktu na Ukrainie obecna była w zachodnim dyskursie już przed 24. lutego 2022 r., żywo kontrastując z nieopadającą od dziesięciu miesięcy histerią dominującą w Polsce. Praca Benjamina Abelowa (University of Pennsylvania) wpisuje się w zapoznany nurt ostrzeżeń przed eskalacją nowej zimnej wojny, przed którą w ciągu ostatniego ćwierćwiecza przestrzegali tak skądinąd odmienni analitycy, jak Noam Chomsky, John Mearsheimer, Richard Sakwa – a w swoim czasie także  praktycy amerykańskiej geopolityki: George F. Kennan i Robert McNamara, których nikt przecież nie mógłby oskarżyć ani o sowieto- i rusofilię, ani nawet o nadmierną łagodność i uległość w kształtowaniu stosunków międzynarodowych. Wszystkich wymienionych od lat 90-tych łączyło jednak głębokie przekonanie, że dalsza ekspansja Paktu Północnoatlantyckiego, jego przysuwanie się do granic Rosji, wbrew ustaleniom i obietnicom czynionym dla zakończenia systemu dwublokowego – wywoła ostatecznie rosyjską reakcję, potencjalnie groźną dla pokoju na świecie. Jakiekolwiek zaś zyski strategiczne, uzyskiwane przez Stany Zjednoczone i ich sojuszników – będą niewspółmiernie małe wobec powodowanych zagrożeń.

Scenariusz gruziński

Co istotne dla polskiego czytelnika – za początek takiej sekwencji zdarzeń uważa się w pierwszej kolejności zjednoczenie Niemiec bez warunku ich jednoczesnego wystąpienia z NATO, a następnie rozszerzenie Paku o Polskę, uznawanej za „potencjalny katalizator wojny z Rosją”, jak nazwał na płk dr Douglas Macgregor (b. dowódca z Iraku, za prezydentury D. Trumpa doradca sekretarza obrony i niedoszły ambasador USA w Niemczech). Zdaniem B. Abelowa (a wcześniej także m.in. prof. R. Sakwy, autora znaczących „Frontline Ukraine: Crisis in the Borderlands” oraz „Russia Against the Rest: The Post-Cold War Crisis of World Order”) wojenny zegar znacznie przyspieszył wraz z zadeklarowaną w kwietniu 2008 r. na szczycie NATO w Bukareszcie gotowością do wchłonięcia Ukrainy i Gruzji. Decyzja ta, w szczególności w połączeniu z atakiem armii gruzińskiej na Osetię Południową i Rosję w sierpniu 2008 r. jest absolutnie kluczowa dla zrozumienia postawy rosyjskiej wobec kryzysu ukraińskiego.

Spis prowokacji

Dalsze działania Zachodu wobec Moskwy autor nazywa już po imieniu: prowokacjami, wyliczając kolejno obalenie demokratycznie wybranych władz Ukrainy w 2014 r., zastąpionych, wg słów prof. Mearsheimera przez „pro-zachodnich i dogłębnie antyrosyjskich neofaszystów”, następnie zaś prowadzone na ogromną skalę zbrojenie Ukrainy, które na długo przed rosyjską inwazją kosztowało amerykański budżet co najmniej 4 miliardy dolarów. Kolejny agresywny krok USA to rozmieszczenie w 2016 r. wyrzutni pocisków antybalistycznych w Rumunii i zapowiedzi takiej samej instalacji na terytorium Polski. Jak przypomina B. Abelow, zastosowane systemy Mark-41 AEGIS, pozwalających na wystrzelenie 48 pocisków Tomahawk, z głowicami wodorowymi, o zasięgu do 1.500 km, a zatem pozwalającymi na osiągnięcie Moskwy. Autor zwraca w tym przypadku uwagę na ważną analogię z pamiętnym kryzysem kubańskim, spowodowanym rozlokowaniem amerykańskich wodorowych pocisków PGM-19 Jupiter na terytorium Turcji. Ówczesna eskalacja pozostawiła w zachodniej opinii publicznej mylne wrażenie sukcesu dyplomatycznego osiągniętego dzięki nieprzejednanej postawie Waszyngtonu wobec rzekomej ekspansji sowieckiej. Tymczasem, jak przypomniał B. Abelow, był to racjonalny kompromis, osiągnięty w dużej mierze dzięki otwartości i dobrym wzajemnym relacjom łączącym przywódców obu supermocarstw. Niestety, taki mechanizm obrony pokoju nie wydaje się możliwie w obecnych realiach.

Ostatnie ostrzeżenia

Sytuację pogarszała bowiem ciągłość prowokacyjnej amerykańskiej polityki. W 2017 r. administracja Donalda Trumpa podjęła decyzję o sprzedaży Ukrainie broni jawnie już ofensywnej, zaś w 2019 r. Stany Zjednoczone jednostronnie wycofały się z traktatu INF o całkowitej likwidacji pocisków rakietowych krótkiego i średniego zasięgu, zawartego jeszcze w grudniu 1987 r. i stanowiącego wówczas kamień węgielny polityki odprężenia. Siły NATO regularnie odbywają manewry na pograniczu z Rosją, ćwicząc (jak w 2020 i 2021 r.) w Estonii ataki (rzecz jasna wyłącznie odwetowe…) na cele położone w Federacji Rosyjskiej. Wreszcie w czerwcu 2021 r. ma brukselskim szczycie NATO ponownie wyciągnięto deklarację bukareszteńską sprzed lat 13, raz jeszcze zapowiadając rozszerzenie Paktu o Ukrainę. Jak wyjaśniał prof. Mearsheirmer „taki rozwój wydarzeń Moskwa uznała za nie do przyjęcia, a w związku z tym rozpoczęła mobilizację swoich sił nad granicami Ukrainy tak, by do Waszyngtonu dotarł czytelny sygnał. Bez efektu, podczas gdy administracja Bidena jedynie zacieśniła relacje z Ukrainą, To zaś doprowadziło do pełnowymiarowego konfliktu dyplomatycznego z Rosją w grudniu [2021]. Jak stwierdził minister Sergiej Ławrow: Osiągnęliśmy punkt krytyczny”.

Stracona szansa

Zdaniem przywoływanych w książce badaczy właściwie do ostatnich chwil przed rosyjską inwazją w pełni możliwe było rozwiązanie pokojowe, w oparciu o jednoznaczną deklarację o pozostaniu Ukrainy poza NATO i zachowaniu bezwzględnej neutralności, obwarowaną gwarancjami bezpieczeństwa ze strony USA i Rosji, przy wsparciu Niemiec i struktur europejskich. Taką propozycję jeszcze 19. lutego 2022 r. przekazał prezydentowi Zełeńskiemu niemiecki kanclerz, Olaf Scholz. Strona zachodnia jednak świadomie i celowo odrzuciła i sabotowała taki scenariusz, podobnie jak wcześniej odmówiono wsparcia wszelkim pokojowym inicjatywom po stronie ukraińskiej. Wołodomyr Zełeński wygrał wszak wybory prezydenckie obiecując pokój i normalizację stosunków z Rosją, jednak Stany Zjednoczone nie tylko odmówiły poparcia takiej polityce, ale zwiększały nacisk na rzecz militaryzacji Ukrainy i wzrostu napięcia na tle Krymu i Donbasu. W tym sensie zatem Zachód zmusił do wojny nie tylko Moskwę, ale i Kijów.

Nam wolno!

Analizując strategiczne tło konfliktu Zachód-Wschód krytycy polityki amerykańskiej zwracają uwagę na oczywistą nierównowagę. Czy bowiem niepokój Waszyngtonu byłby mniejszy, a reakcje amerykańskie mniej zdecydowane, gdyby Kanada zadeklarowała przystąpienie do Organizacji Układu o Bezpieczeństwie Zbiorowym pod kierunkiem Rosji, zaś zasilona chińskimi dotacjami Fuerzas Armadas de México ustawiłaby się nad Rio Grande w szyku bojowym i zapowiadając powtórzenie Alamo i wyzwolenie Teksasu? Zachodnia opinia publiczna (nie mówiąc rzecz jasna o polskiej) jest pilnie chroniona przed taką refleksją dzięki ugruntowanemu przekonaniu, że „przecież to co innego”, czyli mówiąc inaczej „ale nam wolno!”. Przeszło 200 lat obowiązywania Doktryna Monroego nie nauczyło bynajmniej Amerykanów zrozumienia i uznania dla znacznie wstrzemięźliwiej zakreślanych stref bezpieczeństwa innych państw i narodów. Przeciwnie, zasada „nam wolno” w przypadku kryzysów tak mocno zaognionych, jak ukraiński z góry rozgrzesza amerykańską akceptację dla strategii pierwszego uderzenia, do tego bowiem sprowadzało się przenoszenie systemów broni jądrowej w taktyczny zasięg obejmujący rosyjskie centra polityczne, gospodarcze i ludnościowe. A działania mają przecież konsekwencje…

Ukraina nie ma znaczenia?

W żadnym napadzie wyobraźni nie można uznać Ukrainy za mającą znaczenie dla interesów bezpieczeństwa Stanu Zjednoczonych. Faktycznie – Ukraina w ogóle nie ma znaczenia. Bez urazy dla samych Ukraińców – są nieważni” – tłumaczy Benjamin Abelow. W jego i nie tylko jego przekonaniu mieliśmy więc do czynienia z serią bluffów i prowokacji ze strony USA i NATO, prowadzonych w ramach gry o zdobycie dodatkowego punktu przewagi dla…samej przewagi. Koszt ludzki, używane narzędzia, stosowana taktyką są w takich przypadkach zupełnie nieistotne i wtórne, mogąc być dowolnie poświęcane i porzucane. Ponieważ jednak ta sama rozgrywka widziana od rosyjskiej strony mogła być postrzegana wyłącznie w kategoriach śmiertelnego niebezpieczeństwa – wszyscy, ogromna część ludzkości znaleźliśmy się w stanie jak najbardziej realnego zagrożenia naszej egzystencji.

I im szybciej zachodnie społeczeństwa, do których kierowane są prace takich właśnie geopolitycznych realistów, uzmysłowią są bliskość przepaści, do której jesteśmy wpychani – tym większą mamy szansę na ocalenie. Kluczem pozostaje jednak nadal wpływ na politykę naszych własnych państw i rządów, a przynajmniej zrozumienie, że kryzys ukraiński nie jest bynajmniej przyczynkiem do jednostronnego sądu wyłącznie nad polityką rosyjską, bez przyjmowania do wiadomości motywów, przebiegu i skutków działań NATO i Stanów Zjednoczonych.

Konrad Rękas

Benjamin Abelow (2022) How the West Brought War to Ukraine: Understanding How U.S. and NATO Policies Led to Crisis, War, and the Risk Nuclear Catastrophe. Great Barrington, MA: Siland Press, str. 75.

Click to rate this post!
[Total: 40 Average: 4.6]
Facebook

20 thoughts on “Rękas: Współodpowiedzialność Zachodu za wojnę na Ukrainie. Recenzja książki Benjamina Abelowa”

  1. „Praca Benjamina Abelowa (University of Pennsylvania)” jest w istocie rozszerzonym politycznym pamfletem, składającym się z 75 stron. W USA można go kupić poprzez Amazon za 3,99 dolarów jako audiobook lub otrzymać za 10,00 dolarów w wersji książkowej.

    Broszura nie została napisana pod patronatem University of Pennsylvania – tamtejszy uniwersytet nie był jej wydawcą ani edytorem. Natomiast Benjamin Abelow otrzymał tytuł licencjata z historii od University of Pennsylvania, a więc nazwa w nawiasie nie odnosi się do „pracy” tylko osoby autora broszury.

    Rzekomo wydawcą jest Siland Press ale nic takiego nie istnieje, nie mogłem nigdzie znaleźć wydawnictwa o tej nazwie. Podejrzewam, że broszura została wydana za pomocą systemu oferowanego przez Amazon, który pozwala na samoopublikowanie tekstów przez siebie napisanych.

    Analizowany przez Rękasa traktacik jest typowym przekazem widzenia tej wojny z perspektywy Rosji. Nie zabrakło w nim unoszącej się nad światem chmury atomu, a okładkę pokropiła krew tych, którzy zignorowali ostrzeżenia Putina.

    „Very well done” i nazwisko znanego hipokryty, komunisty-lingwisty, wywodzącego swoje żydowskie korzenie z Rosji, czyli Noama Chomsky’ego, jako „synopsis or blurb” może jedynie wzbudzić uśmiech politowania.

  2. W polityce jest jak w filmie Tarantino Wściekłe Psy. Żaden gangster nie odpuści bo wyjdzie na mięczaka. Logika dominacji zwycięża logikę harmonii mimo ze narody którymi rządzą gangsterzy chcą odwrotnie. Garstki ludzi decydują że miliony będą mieć piekło wojny choć mogły żyć w spokoju.

    Można tylko mieć nadzieję że gangsterzy z dwóch stron są wystarczająco silni by nie opłacało się iść dalej.

  3. Tylko jak dotrzeć tzn. jak wytłumaczyć tę świetną analizę i przekonać wykształciuszków ? Przyznaję, że najlepiej reagują ludzie młodzi, którzy myślą i szukają, i potem już proszą o teksty, o źródła. Z dojrzałymi jest znacznie gorzej, a zwłaszcza z tymi, którzy są dobrzy w swojej dziedzinie, gdyż podświadomie chyba zakładają, że powtarzając, co mówią media, są takimi samymi autentycznymi znawcami polityki. Stańczyk udowadniał, że u nas jest najwięcej lekarzy, obecnie jednak przeważają raczej politykierzy…

  4. Ruska monarchia + chiński kapitalizm = prawica wolnościowa.
    Amerykańska d***kracja + eurosocjalizm = lewactwo.

  5. Ps. Nie, bzdury, banały i truizmy…. A jest tam coś exterminacji, ludobójstwie i holokauście bis Ukrainy/Ukraińców jak za: ZSRR, Stalina i nkwd, z lat 30- ych XX wieku, co sami wielokrotnie mówili, zapowiadali wprost wcześniej opętani, paranoiczni i maniaccy czerwoni leninowscy bolszewiccy Rosjanie – kreml, sputnik, russ media, tow.: +Dugin+Miedwiediew+Ławrow+Szojgu+Pieskow+Sołowiow – judeolewica/judeokomuna +Putin z kgb, fsb, gru!?
    Oni wszyscy Rosjanie to samo robili (i mówili) z Rzeczypospolitą od co najmniej XVIII stulecia aż do 1993 roku – rozbiory rusyfikcje wywózki mordy egzekucje sadyzm gwałty kradzieże exterminacje ludobójstwo milionów Polaków i całej Polski nie tylko na kresach i z kresów. Nieprawdaż!?

  6. Niezupełnie. Przede wszystkim tematem publikacji nie jest historia Banderlandu. A autorem pomysłu rozbiorów Polski był Fryderyk Wielki, a jeszcze wcześniej panujący u nas Sasi wepchali Rzeczypospolitą na dno. Zesłania, konfiskaty wielu majątków oraz rusyfikacja były wynikiem głupoty organizatorów z góry przegranych powstań. Królestwo Kongresowe wyglądało zupełnie inaczej i mogłoby na dłuższą metę stanowić ważny ośrodek odbudowy Polski.
    Red. Rękas pisze faktach po prostu, nie o bzdurach… Propagandę masz człowieku w TVPIS/TVN…

  7. Mocarstwo działa tak, by utrzymać swoją pozycję i rozprzestrzenia swoje wpływy. Niesamowite. Pan Rękas odkrył koło na nowo. A Rosjanie do tej pory nie mogą się otrząsnąć z tej nowatorskiej i niespodziewanej metody funkcjonowania mocarstw. Tak bardzo są zaskoczeni, że właśnie to jest wyjaśnieniem dla wieloletniej bierności w budowaniu porządnego państwa. Państwa ze sprawnie funkcjonującym aparatem sprawiedliwości walczącym z nadużyciami oligarchów czy lokalnych gangów albo policjantów wyłudzających łapówki nawet od zwykłych turystów przy kontroli drogowej. Państwa z przejrzystą gospodarką pozwalającą na inwestowanie nie tylko zagranicznym molochom ale przede wszystkim samym Rosjanom – bez obaw, że przyjdzie Saszka w dresach i mokasynach i spuści łomot. Państwa ze sprawiedliwą policją walczącą z mafią wyłudzającą haracze nawet od prowadzących warzywniak. Państwa z nowoczesną infrastrukturą drogową i kolejową, żeby można było mówić i sprawności dostaw dla zwykłego handlarza.

    Te ciągłe płacze wszelkiej maści rzekomo otwartych głów są zwyczajnie śmieszne i tak samo histeryczne, jak narracja drugiej strony – tej krytykowanej przez owe otwarte głowy.

    1. W sumie jestem ciekaw, czy Amerykanom jest rzeczywiście na rękę prawdziwy wolny rynek i turbokapitalizm w Chinach. System ten maksymalizowałby wzrost gospodarczy, dzięki czemu mógłby zdecydowanie przybliżyć koniec amerykańskiej hegemonii. Na logikę, w Waszyngtonie powinni dążyć do tego, aby Chiny pogrążyły się w dziadowskim socjalizmie oraz korupcji, bo wtedy nie będą miały szans z USA. Z drugiej strony, taki dziadoland byłby zaprzeczeniem wartości amerykańskich, więc Jankesi też powinni oponować przeciwko temu.

      Chiny jako jeden wielki Tajwan, znacznie szybciej zdominowałyby USA. Z drugiej strony – byłaby to dominacja oparta na zbliżonych wartościach, więc może aż tak bardzo by nie iskrzyło między mocarstwami – tak, jak nie ma większych napięć pomiędzy Wielką Brytanią i Francją.

      1. ChRL jest obecnie pogrążona w dziadowskim socjalizmie i korupcji, prawie jak Rosja, zatem logicznie, że długofalowo nie stanowi zagrożenia dla USA, bo zawsze od USA będzie słabsza.

        Gdyby ChRL stała się zaś wielkim Tajwanem, to owszem, prześcignęłaby USA w poziomie cywilizacyjnym, ale nie miałaby wtedy żadnych powodów, żeby pozostawać w konflikcie z USA, bo nie miałaby z USA żadnych sprzecznych interesów, tak samo jak właśnie Tajwan, czy Japonia.

        1. Japonia i Tajwan mają wspólne interesy z USA, bo są zagrożone przez Chiny bądź Rosję. Gdyby ChRL stała się wielkim Tajwanem, to rywalizacja strategiczna i tak miałaby miejsce. Do kwestii spornych należałaby chociażby dedolaryzacja handlu światowego, czy rozbudowa chińskiej floty.

          1. Gdyby ChRL stała się wielkim Tajwanem, to rywalizowałaby z USA ale na pewno nie militarnie, ani nawet nie gospodarczo. Na tym poziomie rozwoju, wszelkie konflikty, nie tylko zbrojne, są po prostu niesłychanie kosztowne a nic kompletnie nie dają. Współpraca handlowa daje dużo większe korzyści niż rywalizacja, nawet tylko ekonomiczna. Takie cywilizowane kraje znajdują się bardzo głęboko na Morzu Legalizmu w przestrzeni fazowej Macierzy Hammersteina. Wszelkie spory rozstrzygają na drodze prawnej.

            Zatem jedyne pole do rywalizacji Wielkiego Tajwanu z USA to by było pole …kulturalne i prestiżowe. Kto zdobędzie więcej nagród Nobla, a kto Oscara. 🙂 Czy językiem światowym pozostanie angielski, czy może wyprze go chiński. Etc.

        2. „(…) bo zawsze od USA będzie słabsza”.

          Nie koniecznie. ZSRR przerżnął z kretesem, bo był ludnościowo porównywalny z USA, ale system ekonomiczny miał do bani. Chiny to co najmniej 4 Związki Radzieckie, a i ustrój gospodarczy mają o niebo lepszy. ZSRR miał IEF pewnie na poziomie <15, zaś w Chinach było to coś pomiędzy 50-60. Obecnie spadł poniżej 50, ale pewnie po zniesieniu obostrzeń odbije. Cały problem właśnie polega na tym, że Chiny nie są równoliczne z USA (II liga), tylko raczej z Indiami (I liga). Pozwala to uzyskać hegemonię nawet przy nieco gorszym ustroju ekonomicznym i większej korupcji. Pytanie tylko, czy 4x więcej ludności wystarcza, czy może powinno być 6x.

          1. Ależ skąd. Wpływ jakości rządzenia (czyli z grubsza poziomu IEF) na poziom gospodarczy i cywilizacyjny nie jest stały. Im bardziej rozwinięta i skomplikowana jest gospodarka, tym bardziej jest na poziom IEF czuła. W XX wieku ZSRR mógł, mimo IEF<15, przez jakiś czas nawiązywać realną rywalizację z USA. W wieku XXI ChRL z IEF<50 już nie ma na to szans. Obecnie przewaga ilościowa (np w liczbie ludności, w powierzchni, etc) jest właściwie niczym wobec przewagi technologicznej, jakościowej.

            W cywilizacji postindustrialnej złe rządy (niski IEF), wprost przekładają się na stagnację technologiczną, a rządy bardzo złe, mogą wywołać nawet technologiczny regres, co zresztą możemy zaobserwować w Korei płn, czy na Kubie.

            https://blogpilastra.files.wordpress.com/2022/10/rewo-03.png

  8. Od wielu lat pilaster dopytuje się wyznawców katechona Putina jakie to mianowicie tereny rosyjskie zaatakowała Gruzja w 2008 roku? Albo zresztą w ogóle kiedykolwiek?

    I jakoś nie może doczekać się jakiejkolwiek odpowiedzi. 🙂

    Rosja, ciągle jeszcze największy kraj na świecie, podobno jest zagrożona „ekspansją NATO”, a nawet tym, że jest podobno „otoczona”

    A np taka Austria jest już faktycznie otoczona przez NATO ze wszystkich stron. A Wiedeń jest od rakiet NATO oddalony raptem o …40 km, a nie tysiąc jak Moskwa.

    I jakoś nikt w Austrii nie czuje się przez NATO zagrożony. Ciekawe dlaczego?

    1. Naprawdę pilaster znów będzie się błaźnił próbując ignorować oczywiste kwestie, jak np. interesy Austrii i bycie w określonej strefie zarówno wpływów jak i ekonomicznej (są w UE geniuszu – myślisz, że któryś z krajów będących jednocześnie w NATO i w UE zaatakuje inny kraj UE, który nie jest w NATO? xD) i budować analogię z Rosją? Psychiatryk.

      Oczywiście, że Rosja ma prawo czuć się zagrożona ekspansją NATO, zachodu czy USA. Te ostatnie są mocarstwem, więc jest oczywiste, że będą umacniały swoją pozycję. Natomiast nie oznacza to, że Rosja tym samym zyskuje prawo do atakowania sąsiadów.

      1. Skoro Austria nie jest mocarstwem, to tym bardziej powinna się bać otoczenia przez NATO i rakiet NATO 40 km od Wiednia, bo na pewno się przed NATO nie obroni. A jakoś się Austria NATO nie boi. Szwajcaria, również otoczona prawie ze wszystkich stron przez NATO, nie boi się NATO również

        Natomiast wielkie mocarstwo Rosja, pod genialnym przywództwem największego wodza wszystkich czasów katechona Putina, trzęsie się ze strachu przed NATO jak osika. 🙂

        1. „Skoro Austria nie jest mocarstwem, to tym bardziej powinna się bać otoczenia przez NATO” – nie, nie powinna. Z powodów już wymienionych. Dalej jednak rób z siebie idiotę budując analogię z Rosją. Porównanie pralki do lodówki i obtrąbienie sukcesu, że lodówka jest gorsza, bo nie odwirowuje xD

      2. Rosja również nie jest mocarstwem. Rosja udaje mocarstwo. Wojna na Ukrainie dowiodła, że niedźwiedź z papieru jest wystrzyżony.

        1. Zatem w tym tkwi problem. Rosji roi się że jest mocarstwem, podczas gdy w rzeczywistości nim nie jest. Gdyby Rosja zrozumiała że jest państwem drugo, a właściwie nawet trzeciorzędnym, nie musiałaby się żadnego NATO obawiać i żadnych wojen i konfliktów by nie wywoływała. Jak Austria (też kiedyś będąca wielkim mocarstwem), czy Szwajcaria.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *