Relacja i galeria zdjęć konserwatyzm.pl z sobotniego marszu związkowców w Warszawie

14 września wyruszyłem z Górnego Śląska wraz z grupą zaprzyjaźnionych związkowców na manifestację do Warszawy. Od początku miałem wrażenie, że będzie to zwykły, spokojny marsz, a nie wielka wojna w obronie praw pracowniczych. Pomimo kilku humorystycznych akcentów miałem rację. Widocznie związkowcy nie są takim zagrożeniem dla porządku publicznego jak uczestnicy Marszu Niepodległości.

Droga do Warszawy, jak na podróż autobusem upłynęła relatywnie szybko. Kilka postojów, żadnej policyjnej kontroli. Chociaż związkowcy mówili, że na pewno będą policyjne prowokacje i trzeba uważać. Tymczasem droga upłynęła w sielankowej atmosferze mimo panującego przekonania, że na pewno coś się wydarzy. Pierwszy pojedynczy patrol przy drodze pojawił się dopiero 10-15 km przed Warszawą (jadąc np. na Marsz Niepodległości z Górnego Śląska przez Częstochowę trzeba liczyć się z tym, że pierwsze patrole stoją przy drodze już za Sosnowcem) nieoznakowanych radiowozów również nie stwierdzono. 

Sama Warszawa przyjęła związkowców bardzo życzliwie, policja przepuszczała autobusy wiozące manifestantów, mogli wysiadać w okolicach Dworca Centralnego. Następnie busy były kierowane na Aleję Jana Pawła II, gdzie miały swój parking. Po wyjściu z autobusu zobaczyłem sporo ludzi z flagami Solidarności, OPZZ i jeszcze kilku organizacji. Z dala usłyszałem okrzyki „Precz z komuną”, „Tu jest Polska”, „Śmierć wrogom ojczyzny” i jeszcze kilka w podobnym tonie. Z ciekawości poszedłem w tamtą stronę mając nadzieję, że to może ktoś z Ruchu Narodowego i nie będę musiał trzymać się związkowców. Moim oczom ukazała się 300-400 członków Klubu „Gazety Polskiej”, więc trzeba  było wrócić do poprzedniej grupy.  Idąc pod sejm widziałem sporo różnych organizacji, od Polskiego Związku Działkowców po Związek Syndykalistów Polski. Trafiłem również na grupę członków Narodowego Odrodzenia Polski, którzy chyba jako jedyni w tym dniu zwartą grupą reprezentowali środowisko nacjonalistyczne (widocznie inny ruch woli zajmować się problemem 17 września i walką z komuną). Widoczna była również Liga Obrony Suwerenności. Okolice sejmu opanowała „Solidarność”, skąd miał wyruszyć jej marsz. Wczorajsza manifestacja przybrała charakter marszu gwiaździstego, gdzie poszczególne grupy manifestujących wyruszają z różnych miejsc (m.in. sejm, Stadion Narodowy) i ostatecznie łączą się w jednym miejscu (Plac Zamkowy). Pośród „Solidarności” wyróżniała się grupa związkowców z Litwy (pomarańczowe flagi na kijach oraz litewskie flagi narodowe), którzy przyjechali wspomóc polskich towarzyszy. Zjawili się również reprezentanci innych państw m.in. Szwajcarii.

Pochód wyruszył w stronę sejmu z opóźnieniem, obyło się bez incydentów, na które niektórzy bardzo liczyli. Przebieg manifestacji był spokojny. Zaprezentowano „złotą” statuę „wodza narodu” Donalda Tuska w peruwiańskiej czapce, trumnę, w której pogrzebano polskie rolnictwo oraz kilka humorystycznych filmów wyświetlanych na mijanych po drodze telebimach. Pod Pałacem Prezydenckim stali tzw. obrońcy krzyża którzy w postulaty związkowe chcieli wtrącić swoje religijno-smoleńskie fundamenty wiary. Na szczęście pełnili rolę atrakcji niż siły mogącej mieć wpływ na wydźwięk manifestacji. Główna manifestacja przeszła przez Krakowskie Przedmieście i stanęła pod placem Zamkowym. Pod Zamkiem Królewskim rozstawiono scenę, z której po dołączeniu innych grup zaczęły się patetyczne, płomienne mowy liderów. Postanowiłem wykorzystać te 2,5h przeznaczone na wystąpienia na zwiedzanie Starego Miasta – myślę, że niewiele straciłem.

Wróciłem na mowy końcowe, odśpiewano hymn i zgodnie z wymogami ustawy o zgromadzeniach rozwiązano manifestację. Powrót do domu również przebiegł spokojnie bez uprzykrzania życia ze strony „niebieskich aniołów”, o których tak bardzo bali się starzy związkowcy.

Media podają, iż manifestacja liczyła ponad 100 tys. osób, związkowcy mówią o 200 tys. Według mnie nie było nawet 100 tys. Mając porównanie z zeszłorocznym Marszem Niepodległości, uważam, iż ten był liczniejszy, niż wczorajsze zgromadzenie związkowców. Panujące przekonanie o tym, iż dojdzie do walk na barykadach również nie miało pokrycia z rzeczywistością. Zapewnienia liderów o blokadzie dróg i miast w całej Polsce też można umieścić w świecie fantazji. Podsumowując była to jedna z większych manifestacji po 1989 r. i chyba najspokojniejsza, nie działo się nic co mogłoby naruszyć tzw. porządek publiczny, jedynie liderzy związków swoimi patetycznymi mowami szykują się do wojny. Ja jednak pozostaję wierny starej zasadzie facta, non verba. Związkowcy, co dalej?     

Tomasz Kosiński

a.me.

[Głosów:0    Średnia:0/5]
Facebook

0 thoughts on “Relacja i galeria zdjęć konserwatyzm.pl z sobotniego marszu związkowców w Warszawie”

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *