Rozdarci między sercem a rozumem

„Warszawa została zniszczona, spłonęła przeszłość i dusza Polski. Od człowieka, który przybył z Polski słyszałem: naród polski bez Warszawy już jest innym narodem, niż był, gdy Warszawa żyła. Jesteśmy po tej stracie narodowo, kulturalnie, duchowo ubożsi. Do Warszawy podczas okupacji spłynęły z całej Polski zabytki, pamiątki, amulety przeszłości, amulety narodu. Zginęły bezpowrotnie i tak jak nie można przywrócić życia człowiekowi, tak nie można wskrzesić tego, co z nim zginęło (…) Sowietom zależało na zniszczeniu Warszawy, a tak się pomyślnie dla nich składało, że dla tego zniszczenia nie trzeba było używać sowieckich armat ani pocisków. Od czegóż patriotyzm polski! Jest on wielki i wspaniały. Ale ma właściwość bezrozumnego dynamitu. Wystarczy do niego przyłożyć zapałkę prowokacji, aby wybuchł. Powstanie warszawskie bije wszystkie rekordy wytrzymałości. Przez wiele setek lat, dopóki istnieć będzie naród polski, każdy Polak będzie przyznawał, że powstanie warszawskie było samobójczym szałem, i będzie miał do niego synowską tkliwość i miłość. Będzie z niego dumny”[1].

Uważam, że powyższe słowa, wypowiedziane przez byłego premiera Rządu na Uchodźstwie od 7 czerwca 1954 r. do 21 czerwca 1955 r., który w latach 1946–1950 wydawał w Londynie tygodnik Lwów i Wilno bezbłędnie opisują refleksję towarzyszącą dużej części Polaków zmagających się z trudną do oceny z perspektywy czasu tematyką powstania warszawskiego.

To właśnie w tym okresie, gdy za nami jest kolejna, bo 71. rocznica wybuchu Powstania, zdajemy sobie sprawę z tego, jak bardzo nasze myśli, w tej jakże ważnej kwestii, są rozdarte.

Bynajmniej nie zamierzam traktować w tym tekście o słuszności (lub jej braku) decyzji, która została podjęta 1 sierpnia 1944 r., lecz postaram się w jak najbardziej obiektywny sposób przedstawić fakty oraz stanowiska wobec powstania reprezentowane przez najwybitniejszych mężów stanu tamtego okresu polskiej historii.

Koncepcja powstania warszawskiego: fakty i mity

Nim przejdę do opisu zdarzeń związanych z tym bezapelacyjnie tragicznym, z punktu widzenia arytmetyki powstania, zrywie narodowowyzwoleńczym, uważam, że niezbędnym jest przybliżenie samego pojęcia i zadań ruchu oporu, którym bez watpienia była Armia Krajowa. Aby tego dokonać, odwołam się do autorytetu praktyka, jednego z żołnierzy AK Jerzego Mościckiego, który opisuje go w następujący sposób: „Ruch oporu to stanowczy sprzeciw (…) społeczeństwa wobec niechcianej władzy (…), w usunięciu której inny sposób niż łamanie jej oporu nie wchodzi w rachubę (…). Celem ruchu oporu jest szkodzenie (…) na wszelkie możliwe sposoby i w każdej okoliczności”[2].

Wartym nadmienienia w tym miejscu jest fakt, iż formą walki stosowaną przez ruchy oporu są działania nieregularne, zaś zadania konkretnie przepisane dla partyzantów miejskich opisał doskonale ww. pan Mościcki, który definiuje je w sposób nastepujący: „Partyzantka powinna unikać podejmowania i prowadzenia walk pozycyjnych z regularną armią, bo nie w tej formie zmagań (…) i zwyciężania, rozstrzyga się sprawy dominacji nad silnym przeciwnikiem”[3].            

Mając na uwadze powyższe wprowadzenie, chciałbym w tym momencie przjeść do części właściwej dla opisu merytoryki wydarzeń, które poprzedziły rozpoczęcie powstania jak i sam jego przebieg.

Na początku roku 1944 Naczelne Dowództwo Armii Krajowej zainicjowało operację o kryptonimie ”Burza”. W pierwotnym zamyśle miała być to ogólnokrajowa ofensywa działań nieregularnych wymierzona przeciwko naszemu zachodniemu sąsiadowi. W żadnym jednak wypadku ”Burza” nie była powstaniem, czego dobitnie dowodzą słowa Zastępcy Szefa Komendy Głównej AK, a zarazem historyka wojskowości Jerzego Kirchmayera: „Burza nie chciała wielkich bitew. Ograniczała zadania tylko do nękania straży tylnych, a nawet i to wydawało się w pewnych wypadkach za dużo”[4].

Absurdalną jest też ogólnie utrwalona teza, która zalicza Powstanie Warszawskie do „Burzy” lub przeświadczenie o tym, jakoby powstanie było jej wynikiem, czego dobitnie dowodzi przytoczony już wyżej pan Kirchmayer w tych oto słowach: „są albo świadomym fałszem, albo też nierozumieniem planu »Burza«. Instrukcja, a ściśle rzecz biorąc jej uzupełniające zarządzenie z marca 1944 r., nie tylko przekreśla powstanie w Warszawie, ale w ogóle nie przewiduje możliwości takiej walki, jaką zaimprowizowano w stolicy”[5].

Interesującym jest zatem fakt, że zdaniem zarówno gen. Andersa, jak i gen. Sosnkowskiego, bedących przeciwnikami powstania, późniejsze włączenie Warszawy do operacji „Burza” byłoby lepszym rozwiązaniem, gdzie jako argument przamawiający „za” jest podawana teza o zniecierpliwionej i chętnej do walki ludności Warszawy. Założenie to jest o tyle niepewne, gdyż dotyczy ono psychologii społecznej, która w przeważającej mierze bazuje na ocennym badaniu nieprzewidywalnej (szczególnie w tak trudnych warunkach) psychiki człowieka. W związku z powyższym, nie mając wyników badań, które ówcześnie nie zostały przeprowadzone, nie pokuszę się o dywagację na ten temat. Pragnę jednak nadmienić, iż spór o Powstanie dotyczy tego, czy należało w tamtym okresie walczyć nieregularnie i niekonwencjonalnie (gen. Władysław Anders) czy też regularnie i konwencjonalnie (gen. Leopold Okulicki). Biorąc pod uwagę fakt, iż dysponowaliśmy wówczas jedynie nieregularną i niekonwencjonalną armią odpowiedź nasuwa się sama.

Rozpoczęcie i przebieg Powstania Warszawskiego

Latem 1944 roku, szykanowana przez niemieckiego okupanta ludność Warszawy co raz bardziej nie mogła znieść swego beznadziejnego położenia, mając na uwadze widmo zmierzającej w jej kierunku Armi Radzieckiej.

W łonie ogromnego ruchu oporu na tamtejszych terenach poczęto co raz śmielej myśleć
o istniejącej już od dawna ideii zainicjowania powstania w Warszawie. W Londynie, podobnie jak w stolicy, toczyły się zaciekłe spory co do tego jaka powinna być reakcja narodu polskiego wobec okupanta[6], czego najznamienitszym przykładem są wspomnienia wspomnienego już wcześniej przeze mnie w tekście gen. Władysława Andersa: „Uważałem, że jakakolwiek akcja przeciwko Niemcom w warunkach istniejących w kraju doprowadziłaby tylko do niepotrzebnego przelewu polskiej krwi”[7].

W tych jakże pięknych słowach możemy dostrzec nie tylko „ojcowską” troskę o życie żołnierzy Armii Krajowej, ale również o ludność cywilną Warszawy.

Pozostając przy osobie gen. Andersa wartym jest również przypomnieć jakie przesłanki wymienił on jako niezbędne do tego, aby można było powstanie nazwać udanym: „doszedłem do przekonania, że powodzenie powstania zależy od: 1) rozkładu niemieckiej armii; 2) pomocy, jakiej udzielić by mogły odziały polskie i sprzymierzone z zachodu; 3) (…) stanowiska, jakie zajmie Rosja sowiecka”[8].

Faktem jest, że żaden z powyższych warunków nie został spełniony na korzyść Polaków. Armia niemiecka bynajmniej nie była w rozkładzie, a i na pomoc z Zachodu nie mogliśmy wówczas liczyć.

Polska do powstania w Warszawie nie była przygotowana materialnie, jak również taktycznie, biorąc pod uwagę fakt, iż dysponowaliśmy małymi zasobami broni, której jakość nie należała do najlepszych. Co więcej, miesiąc przed wybuchem powstania gen. Bór-Komorowski rozkazał przekazanie części zasobów warszawskiej broni oddziałom AK działającym w innych częściach Polski, nie mówiąc już wcale o przygotowaniu jakiegokolwiek planu powstania, co najlepiej ukazują te oto słowa uzmysławiające dramaturgię tamtejszych zdarzeń: „Nie opracowano aktualnego planu walki dla Warszawy, pozbawiono ją bezcennej broni, rozwalono aparat dowodzenia, a równocześnie szykowano największą bitwę, jaką Polskie Siły Zbroje stoczyły podczas II Wojny Światowej. Tak niektórzy bohaterzy naszego dramatu pojmowali swe obowiązki i odpowiedzialność”[9].

Propagandowe broszury komunistyczne oraz proradziecka radiostacja „Kościuszko” zachęcały Polaków do powstania[10], jak gdyby wiedząc, iż polska duma narodowa pchnie nas do boju. Nie mylili się.

Dnia 1 sierpnia 1944 r. o godzinie 17.00[11] na rozkaz gen. Tadeusza Bora-Komorowskiego ps. „Bór”, „Znicz”, „Lawina”, „Korczak” – dowódcy Armii Krajowej rozpoczęła się nierówna walka z okupantem hitlerowskim o wolność Polaków. Wzięły w nim udział wszystkie siły polityczne, nie wyłączając komunistów. Nie można zatem przypisać owemu zrywowi narodowemu miana prawicowego lub lewicowego.

W pierwszych walkach wzięło udział ok. 23 tys. żołnierzy. Armia Krajowa dysponowała w Warszawie ok. 50 tys. ludzi[12], z czego jedynie ok. 10% było uzbrojonych, niemal wyłącznie w broń krótką[13]. Do żołnierzy AK dołączyły jednostki Narodowych Sił Zbrojnych (ok. 800 żołnierzy) i AL (ok. 500 żołnierzy), jak również czynny udział w powstaniu wzięła ludność cywilna miasta[14].

Niemcy dysponowali w Warszawie garnizonem liczącym ok. 20 tys. żołnierzy i policjantów, zaś od 4 sierpnia do niemieckiego garnizonu zaczęły napływać posiłki, z których uformowano korpus liczący ok. 25 tys. żołnierzy, dowódcą którego był generał Erich von dem Bach[15]. Reasumując, w tłumieniu powstania warszawskiego wzięło udział ok. 50 tys. żołnierzy niemieckich[16].

Dowódcą powstania mianowano pułkownika Antoniego Chruściela ps. „Montera”[17]. Do
3 sierpnia w rękach polskich znalazła się większa część Śródmieścia z Powiślem, Stare Miasto, Żoliborz, Mokotów i 3 enklawy na Ochocie[18].

Już 2 sierpnia załamało się jako pierwsze powstanie na Pradze, silnie obsadzonej przez przyfrontowe jednostki niemieckie[19]. Niemcy zachowali kontrolę nad wszystkimi liniami kolejowymi i mostami na Wiśle, zaś dnia 5 sierpnia inicjatywa przeszła w ręce niemieckie. Rozpoczęte w tym dniu uderzenie na Wolę i Ochotę miało na celu przebicie arterii komunikacyjnych na linii wschód-zachód i połączenie się z walczącymi w okrążeniu w rejonie ratusza i Ogrodu Saskiego oddziałami generała Reinera Stahela[20].

Zgodnie ze specjalnym rozkazem Adolfa Hitlera, Niemcy w kontrolowanych przez siebie dzielnicach stosowali bezwzględny terror. Po przeniesieniu Komendy Głównej AK na Stare Miasto oddziały walczące na Woli wycofały się kanałami do Śródmieścia[21]. 6 sierpnia Niemcy odcięli Stare Miasto od Śródmieścia, docierając do Ogrodu Saskiego[22], natomiast dnia 11 sierpnia wycofały się ostatnie oddziały powstańcze (ok. 300 żołnierzy AK) walczące na Ochocie[23].

12 sierpnia Niemcy rozpoczęli natarcie na Stare Miasto bronione przez 9 tys. żołnierzy[24].
W walkach o Starówkę hitlerowcy użyli najcięższego sprzętu wojennego: wielkokalibrowej artylerii i lotnictwa[25]. Generalny szturm Niemców na Stare Miasto rozpoczął się 19 sierpnia, a jego celem było otwarcie komunikacji przez most Kierbedzia[26].

Faktem jest, że pomimo kilkakrotnie podejmowanych prób, nie udało się powstańcom rozbić pierścienia niemieckiego otaczającego Stare Miasto[27]. Niepowodzenie tych akcji wymusiło decyzję o ewakuacji kanałami[28], a dnia 2 września ostatnie oddziały opuściły Stare Miasto[29]. Powstańcy walczący w Śródmieściu po zaciętych walkach zdobyli ważne niemieckie punkty oporu[30], m.in.: Pałac Staszica (11 sierpnia), gmach Polskiej Akcyjnej Spółki Telefonicznej (20 sierpnia) oraz Komendę Policji na Krakowskim Przedmieściu (23 sierpnia)[31].

5 września Niemcy rozpoczęli powstrzymany przez powstańców atak wzdłuż Alei Jerozolimskich, pomiędzy Nowym Światem a Marszałkowską[32]. 6 września padło Powiśle[33]. Brak perspektyw na pomyślny rozwój dalszych wydarzeń i poniesione w toku dotychczasowych walk straty skłoniły Komendę Główną AK do podjęcia w dniach 9-10 września rozmów kapitulacyjnych z Niemcami, gdzie pełnomocnicy generała „Bora” nawiązali za pośrednictwem Czerwonego Krzyża kontakt z generałem Rohrem.

W międzyczasie dowództwo AK uzyskało jednak informacje z Londynu o planowanej wielkiej wyprawie lotnictwa alianckiego nad Warszawę oraz o zgodzie Moskwy na udzielenie pomocy powstaniu. W tej sytuacji generał „Bór” podjął decyzję o przerwaniu rozmów z Niemcami (11 września)[34].

10 września 1944 r. ruszyła radziecka ofensywa w kierunku Warszawy. W nowej sytuacji Polacy zerwali prowadzone wcześniej rozmowy w sprawie kapitulacji. Ofensywa Armii Czerwonej zatrzymała się jednak po drugiej stronie Wisły, a rząd radziecki odmówił zgody na lądowanie na lotniskach pozostających pod kontrolą Armii Czerwonej samolotów alianckich mających za zadanie dostarczać zaopatrzenie walczącym Powstańcom[35].

11 września oddziały Rohra i Reinefartha z trzech stron uderzyły na Powiśle Czerniakowskie przerywając połączenie ze Śródmieściem[36]. W dniach 16-21 września przeprowadzono w rejonie Czerniakowa, Powiśla i Żoliborza desant żołnierzy 2 i 3 dywizji piechoty Pierwszej Armii Wojska Polskiego z zajętej 14 września przez wojska radzieckie Pragi[37]. W sumie przez Wisłę przeprawiono 5 batalionów, które utworzyły przyczółki na Czerniakowie i Żoliborzu, lecz nie zdołały ich jednak utrzymać.

Ze względu na brak odpowiedniego wsparcia artyleryjskiego operacja (w której poległo blisko 3 tys. żołnierzy) zakończyła się niepowodzeniem[38]. 23 września skapitulował Czerniaków, jedyny zajęty przez AK rejon przylegający do Wisły. Po zaciętych walkach w dniach 24-26 września padł Mokotów, natomiast 30 września Żoliborz[39].

Pomimo usilnych prób uzyskania pomocy od Anglików i Amerykanów przez rząd londyński, okazała się ona znikoma. Ostatecznie 2 października w kwaterze generała E. von dem Bacha podpisano akt kapitulacji[40], zaś w dniach 3-5 października oddziały powstańcze złożyły broń i poddały się Niemcom[41].

Konkluzje

Powstanie warszawskie było jednym z najdonioślejszych wydarzeń w najnowszej historii Polski. Jego konsekwencje były niezwykle dalekosiężne i są odczuwalne po dziś dzień. Z tego powodu powstanie nadal budzi gorące emocje i jest przedmiotem ożywionej debaty poświęconej jego interpretacji i ocenie. W owej debacie udział brali i biorą historycy, wojskowi, politolodzy, socjolodzy, publicyści, literaci, a nawet przywódcy duchowi (m.in. papież Jan Paweł II i kardynał Stefan Wyszyński)[42]. Szczególne kontrowersje budzi zwłaszcza kwestia zasadności decyzji o wywołaniu powstania, a także jego znaczenia geopolitycznego. Szereg emocji budzi także kwestia tragicznych rezultatów sierpniowego zrywu (zniszczenie miasta, utrata pokolenia młodych ludzi).

Jak już wcześniej wspomniałem, zadaniem, które postawiłem przed sobą podejmując się napisania owej pracy było ukazanie historycznych faktów oraz opinii ludzi związanych z tym jakże tragicznym okresem w dziejach historii naszego kraju.

W obliczu kolejnej rocznicy powstania, namysł nad jego zasadnością nasuwa się jednak mimowolnie, a rozdarte myśli nacechowane ogromną dozą emocji skłaniają do refleksji nad postawami osób, które brały w nim udział.

Bezspornym uważam fakt, iż bohaterami są ci, którzy oddali swe życie za kraj znajdując się w beznadziejnej (z punktu widzenia militarnego) pozycji, tym samym udawadniając po raz kolejny, iż Polska wydała na świat jednych z najdzielnieszych wojów w dziejach ludzkości, noszących atrybuty męstwa i honoru przejawiające się choćby w posłuchu dla nierzadko szaleńczych rozkazów dowódców, którzy tak jak Okulicki z Komorowskim doprowadzili do śmierci tysiąca Polaków, zburzenia miasta, a także częściowo przyczynili się do słabej kondycji WiN-u.

Upamiętniając obecnie 75. rocznicę Bitwy o Anglię w Londynie, zaduma nad aksjomatami patriotyzmu romantycznego „wiodącego lud polski na barykady” jest wzmożona, a słowa Kisielewskiego zawładują całą przestrzeń myślową, skłaniając do refleksji nad tym, czy jako naród będziemy w stanie kiedykolwiek ewoluować ze stanu „Polski Walczącej” w kierunku „Polski Myślącej”, gdyż:

„(…) Naród naprawdę męski nie walczy do ostatniej kropli krwi. Prawdziwy patriotyzm to patriotyzm obciążony instynktem życia. Instynkt życia nakazujący cierpliwość, ostrożność, powściągliwość, subtelność taktyczną w dążeniu do celu zasadniczego posiadają oprócz państw wielkich i takie narody, jak: Czesi, Szwedzi, Szwajcarzy. My natomiast mamy przedziwny instynkt życia à rebours, który w praktyce staje się instynktem śmierci. Polska zawsze jest żebrakiem i płaczką Europy, sprawa polska zawsze jest kłopotliwa, dwuznaczna, siejąca ferment, niecierpliwiąca. Dla Warszawy nie ma precedensów w dziejach Europy. Dlaczego? Jeśli odrzucimy koncepcje mesjanistyczne, że Polska cierpi za wszystkich i jest upostaciowanym “wyrzutem sumienia”, to pozostaje jedna tylko odpowiedź: obok walorów jak odwaga, poświęcenie, bohaterstwo brak nam – męskiego, opanowanego realizmu”[43].

Adriel Kasonta


[1] Stanisław Cat-Mackiewicz, Lata nadziei 17 września 1939 – 5 lipca 1945 r., Londyn 1945, s. 292.

[2] Jerzy Mościcki, Regulamin Walk Partyzanckich, Chałupnictwo „Zadra”, Słubice 2003, s. 7.

[3] Tamże, s. 20.

[4] Zbiór artykułów wybrany i opracowany przez Leszka Grota, Geneza Powstania Warszawskiego 1944, dyskusje i polemiki, Wydawnictwo Ministerstwa Obrony Narodowej, Warszawa 1984, s. 124.

[5] Tamże, s. 126.

[6] Adam Borkiewicz, Powstanie warszawskie. Zarys działań natury wojskowej, Warszawa: Instytut wydawniczy PAX, 1969, s. 28–29.

[7] Władysław Anders, Bez ostatniego rozdziału. Wspomnienia z lat 1939-1946, Bellona, Warszawa 2007, s. 273.

[8] Tamże, s. 272.

[9] Zbiór artykułów pod redakcją Leszka Grota, Geneza Powstania Warszawskiego…, s.255.

[10] Władysław Pobóg-Malinowski, Najnowsza historia polityczna Polski 1864-1945, Londyn 1960, s. 659.

[11] Jan M. Ciechanowski, Powstanie Warszawskie. Zarys podłoża politycznego i dyplomatycznego, Pułtusk-Warszawa 2009, s. 331–332.

[12] Jerzy Kirchmayer, Powstanie Warszawskie, Warszawa 1984, s. 153–154.

[13] Piotr M. Majewski. Największa bitwa miejska II wojny światowej, „Biuletyn IPN”, 8-9 (43-44), sierpień – wrzesień 2004, s. 51.

[14] Tamże, s. 160.

[15] Adam Borkiewicz, Powstanie warszawskie… s. 88.

[16] Marek Ney-Krwawicz, Armia Krajowa. Szkic Historyczny, Warszawa 1999, s. 127.

[17] Jerzy Kirchmayer, Powstanie Warszawskie… s. 161.

[18] Adam Borkiewicz, Powstanie warszawskie… s. 139-142.

[19] Tamże, s. 111.

[20] Tadeusz Sawicki, Rozkaz zdławić powstanie. Niemcy i ich sojusznicy w walce z powstaniem warszawskim, Warszawa 2010, s. 28-29.

[21] Robert Bielecki, Długa 7 w powstaniu warszawskim, Warszawa 1994, s. 37.

[22] Jerzy Kirchmayer, Powstanie Warszawskie… s. 283–284, 287.

[23] Tamże, s. 295-296.

[24] Tamże, s. 339.

[25] Piotr M. Majewski, Największa bitwa miejska II wojny światowej… s. 58.

[26] Adam Borkiewicz, Powstanie warszawskie… s. 143.

[27] Jerzy Kirchmayer, Powstanie Warszawskie… s. 344.

[28] Adam Borkiewicz, Powstanie warszawskie… s, 241–243.

[29] Tamże, s. 245-247.

[30] Tamże, s. 325.

[31] Jerzy Kirchmayer, Powstanie Warszawskie… s. 325.

[32] Tadeusz Sawicki, Rozkaz zdławić powstanie… s. 91.

[33] Jerzy Kirchmayer, Powstanie Warszawskie… s. 395-396.

[34] Tadeusz Sawicki, Rozkaz zdławić powstanie… s. 99.

[35] Piotr C. Śliwowski, Lotnicze wsparcie Powstania Warszawskiego, „Biuletyn IPN”, 8-9 (103-104), sierpień – wrzesień 2009, s. 139-140.

[36] Jerzy Kirchmayer, Powstanie Warszawskie… s. 415.

[37] Piotr M. Majewski, Największa bitwa miejska II wojny światowej… s. 60.

[38] Tamże, s. 60.

[39] Jerzy Kirchmayer, Powstanie Warszawskie… s. 453-453.

[40] Tamże, s. 455-456.

[41] Andrzej Krzysztof Kunert, Kronika powstania warszawskiego, Warszawa 2004, s. 5.

[42] Paweł Ukielski, Spór o Powstanie Warszawskie, „Biuletyn IPN”, 8-9 (103-104), sierpień – wrzesień 2009,
s. 117.

[43] Stefan Kisielewski o Powstaniu Warszawskim, Tygodnik Powszechny, 24 .09.1945 (fragment)

[Głosów:0    Średnia:0/5]
Facebook

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *