Rozważania nieśmiałe

Poniżej zamieszczamy fragment książki Stanisława Cata-Mackiewicza pt. „Europa in flagranti”, która niedawno została opublikowana przez Wydawnictwo UNIVERSITAS (http://www.universitas.com.pl/szukaj?t=europa+in+flagranti&szukaj=1&simple_search=1&a=1%2C+19%2C+20%2C+21&szukaj=szukaj). Nad całą serią „Pism Wybranych” patronat medialny objął portal konserwatyzm.pl.

I

Przeważnie wszystko, co piszę, ma charakter twierdzeń, od których na jotę odstąpić nie mogę, tak mi się wydają słuszne. W szkicu niniejszym nie jestem tak pewny swoich tez. Nie jestem teologiem. Kiedyś zadano mi publicznie pytanie, czy się uważam za pisarza katolickiego. Odpowiedziałem, że pouczam ludzi o polityce i stąd uważam się za pisarza politycznego, publicystę, natomiast nikogo pouczać w sprawach religijnych nie mogę, chociażby dlatego że – o ile wiem – „Kościołem pouczającym” w naszym Kościele są tylko ludzie mający odpowiednie uprawnienia kanoniczne.

Profesor Władysław Leopold Jaworski, wielki uczony i wielki mąż stanu, opracował swego czasu konstytucję dla państwa polskiego. Mówiąc nawiasem, na tym projekcie profesora Jaworskiego oparta została konstytucja Rzeczypospolitej Francuskiej uchwalona za czasów de Gaulle’a. Jeden z artykułów tego projektu profesora Jaworskiego zawierał zdanie następujące:

„Prezydent Rzeczypospolitej sprawuje władzę według moralności Chrystusowej i pod tym względem żadną normą ograniczony być nie może”.

Były to czasy poprzedzające uchwalenie polskiej konstytucji w 1935 roku. Stanisław Car, redaktor główny nowej konstytucji, który chętnie korzystał z rad profesora Jaworskiego, nie uwzględnił tej propozycji, uważając, że nadmiernie rozszerza kompetencje prezydenta. Według bowiem tego tekstu sam prezydent by rozstrzygał, co się zgadza z „moralnością Chrystusową”, a co się z nią nie zgadza.

II

Ludzie niewierzący lub bojowi ateiści odrzucają naszą wiarę, że Jezus Chrystus był Bogiem, ale przyznać chyba muszą, że w takim razie Jezus Chrystus był największym człowiekiem, jakiego wydała ludzkość.

Nauka Jezusa Chrystusa o miłości bliźniego stanowi podstawę tego, co należy nazwać moralnością Chrystusową. Miłość bliźniego, współczucie z niedolą człowieka powinny być absolutne. Nie można się zasłonić tym, że człowiek jest nieznośny, brzydki, odrażający, że jest nałogowcem, pijakiem, morfinistą, że jest przestępcą, zbrodniarzem. Przeciwnie, współczucie, miłość bliźniego potrzebna jest więcej człowiekowi nieszczęśliwemu niż szczęśliwemu, choremu niż zdrowemu, a człowiek pogardzany przez społeczeństwo, występny, zbrodniarz, jest z reguły człowiekiem bardzo nieszczęśliwym. Miłość bliźniego nie powinna go więc opuszczać, przeciwnie, w miarę jego nieszczęścia powinna się w stosunku do niego zwiększać, a nie pomniejszać.

Nie ma człowieka, który mógłby być opuszczony przez miłość bliźniego. Nie ma żadnych wyjątków! Jeżeli dobrze rozumiem chrześcijaństwo, to tylko Bóg ma prawo człowieka całkowicie potępić; ludzie powinni wierzyć, że w człowieku najgorszym odezwą się jego dobre cechy. Nauczycielem moim w tej dziedzinie był Dostojewski. Sam umiał nienawidzić, ale opowiadał o dziecku, które dawało grosz katorżnikowi i mówiło do niego: „Człowieku nieszczęśliwy”. Dostojewski solidaryzował się z pojęciem, że zbrodniarz to człowiek nieszczęśliwy. Spowiednik, asystujący ludziom skazanym na śmierć w chwili egzekucji, jest symbolem, że ludzie i prawo inaczej, a religia inaczej ocenia zbrodniarza. Dla prawa jest to człowiek przeznaczony na zniszczenie – dla moralności Chrystusowej to człowiek, który, jak każdy inny, zasługuje na przebaczenie.

III

Swego czasu zabito Aleksandra II. Lew Tołstoj napisał list do nowego cesarza, Aleksandra III, aby wybaczył zabójcom. Lew Tołstoj bynajmniej nie solidaryzował się z politycznymi tendencjami i teoriami zamachowców. Przeciwnie, był ich zdecydowanym przeciwnikiem. Ale Lew Tołstoj pisał do swego cesarza, że jako chrześcijanin powinien darować swe krzywdy i nie powinien mścić się na tych, którzy zabili mu ojca.

Aleksander III wzruszył tylko ramionami. Jak sam wyznaje w liście do Pobiedonoscewa, ani przez chwilę nie myślał poważnie o liście Tołstoja. Było to zresztą zrozumiałe. Gdyby puścił wolno zamachowców, w Rosji by nikt nie uwierzył, że było to skutkiem chrześcijańskich zasad miłości bliźniego, a raczej zaczęto by myśleć, że był on w zmowie z tymi, którzy zabili jego ojca i poprzednika na tronie, tak jak oskarżono Aleksandra I, że za jego wiedzą czy przy jego współudziale zabity był jego ojciec, Paweł I.

Powyższe wydarzenie historyczne wskazuje, jak trudno jest połączyć wzniosłość nauki Chrystusowej z rządzeniem państwem. Istotnie więc, gdybyśmy propozycje profesora Jaworskiego przyjęli, to otwieralibyśmy drzwi przed problemami bardzo trudnymi do rozwiązania.

IV

Myślę o tych epokach historycznych, które znam jako tako: o średniowieczu, o czasach odrodzenia, o czasach reakcji katolickiej w XVII wieku, o demokracji oraz ideach socjalistycznych w XIX i XX wieku. Czy historia polityczna zarówno wydarzeń ówczesnych, jak też zasad wówczas wyznawanych da się określić jako oparta na nauce Chrystusa o miłości bliźniego?

Oczywiście nie, chociaż w niektórych przynajmniej z wyżej wymienionych epok wszyscy powoływali się na to, że są chrześcijanami.

Ale trzeba jednocześnie zauważyć, że nauka Chrystusa we wszystkich tych czasach była natchnieniem rzeczy najszlachetniejszych.

Rycerstwo średniowieczne oparte było na wojnie i na boju. Nie było to zgodne z nauką Chrystusa, która oczywiście potępiała wojnę. Ale honor rycerski w średniowieczu stworzony i którego pojęcia po dziś dzień obowiązują, oparty był jednak na opiece nad słabymi, bezbronnymi, niezdolnymi do obrony, na szacunku do jeńca, na pogardzie do wyzyskiwania przewagi, na wielu rzeczach, które się zrodziły z nauki o miłości bliźniego.

Ochrona indywidualności człowieka, która istniała w renesansie i racjonalizmie, znów płynęła z tego samego źródła. Wreszcie ideały socjalistyczne dlatego się tak łatwo rozpowszechniają w XIX i XX wieku, że znów oparte są na miłości bliźniego, na współczuciu z ludźmi słabszymi, biedniejszymi, a więc bardziej bezbronnymi.

Dostojewski pisał, że chrześcijaństwo mówiło: „daj”, a socjalista mówił: „wymagaj”, mówił: „bierz” i że w tym była wielka różnica, ale to nie obala tego, co twierdzę, że miłość bliźniego była uczuciowym podkładem wielu haseł społecznych i ich powodzenia.

Nie znam ustroju, nie znam rządów, nie znam nawet doktryny politycznej konsekwentnie stosującej integralną i absolutną miłość bliźniego, taką, jaką nakazuje Ewangelia. Ale nie znam także epoki, w której miłość bliźniego nie była czegoś natchnieniem.

V

Znam tylko jednego wyraźnego, zdecydowanego i świadomego wroga Chrystusa. Nazywał się Adolf Hitler. Nie ogłaszał co prawda swej nienawiści, ze względów oportunistycznych, ale przy każdej okazji występował przeciwko chrystianizmowi. Na jednej z konferencji mówił Hitler, że wielkość dawnego Rzymu zniszczona była przez chrześcijaństwo. Znać z tekstu jego przemówienia, jak wielką w tej chwili czuł nienawiść do chrześcijaństwa.

Było to konsekwentne. Ideologia Hitlera opierała się nie na miłości bliźniego lecz na nienawiści do innych narodów. Była to ideologia wybitnie z czasów przedchrześcijańskich.

A jednak Adolf Hitler, wielki zbrodniarz, był także bardzo nieszczęśliwy w minucie swej śmierci.

Stanisław Cat-Mackiewicz

a.me.

Click to rate this post!
[Total: 0 Average: 0]
Facebook

0 thoughts on “Rozważania nieśmiałe”

  1. Co ciekawe, kapral rezerwy Adolf Schicklegruber był zwolennikiem islamu, twierdząc, że jest mniej zniewiesciały niz chrześcijaństwo i przez to lepiej nadaje sie dla Unii Europejskiej, z walutą Euro, zarządzanej przez Komisje Europejska, :-).

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.