Graban: Ruch Młodej Polski. O zapomnianej karcie pomorskiej myśli politycznej

Gdyby chcieć w jednym zdaniu skwitować klimat polityczny współczesnego Pomorza należałoby odwołać się do wszechogarniającego uczucia euforii, że region ten posiada obywatelski charakter i nie daje się ogłupić propagandzie płynącej z Warszawy. Stąd przez obywatelskość  rozumie się tu  sprzeciw wobec tendencji centralistycznych, a także ksenofobicznych i nacjonalistycznych promieniujących za sprawą Prawa i Sprawiedliwości. Nie chcę pisać o ostatniej inicjatywie firmowanej przez Fundację Batorego, a dotyczącej 21 tez zawierających propozycje zmian dotyczących funkcjonowania samorządów. Pozwolę sobie jedynie na drobną uwagę, że jest coś na rzeczy w negatywnej ocenie wizerunku Pomorza wiernie stojącego na straży swojej autonomii w kontrze do polityki centralnej. Moim zdaniem owa kontra, tak usilnie lansowana przez gdańskie autorytety moralne – sprzeczna jest z duchem, a także dziedzictwem Pomorza i mieszkających tu Kaszubów, którzy w historii najnowszej zawsze stawali po stronie Polskości. Symboliczną postacią był w tym kontekście kaszubski pisarz Lech Bądkowski, który w czasie II Wojny Światowej współpracował z narodowcem Antonim Dargasem tworząc z nim Związek Pomorski i pisząc swój pierwszy manifest „Pomorska myśl polityczna”, po to by w latach 80-tych skończyć w Zrzeszeniu Kaszubsko-Pomorskim oraz jako pierwszy rzecznik Solidarności, nie mówiąc już o współpracy z prawicowym Ruchem Młodej Polski, której to organizacji poświęcam niniejszy tekst.

Dzisiejszy sprzeciw wobec Prawa i Sprawiedliwości jest oczywiście odruchem ze wszech miar słusznym. Wszak w podobny sposób w latach 20-tych minionego wieku Pomorzanie sprzeciwiali się polityce sanacyjnej. Formy, które on jednak dziś przybiera na Pomorzu powoduje, że wylewa się dziecko razem z kąpielą. Teza jaką chcę udowodnić brzmi, iż Pomorze zapomina o swoim dziedzictwie z przełomu lat 70-tych i 80-tych minionego wieku. Myślę, że niewielu ze współczesnych mieszkańców Gdańska dałoby wiarę, że ich współcześni idole – przedstawiciele rodziny Adamowiczów bądź Dulkiewiczów, którzy są dziś twarzą otwartości, tolerancji i multi-culti – jeszcze w latach 80-tych minionego wieku należeli do ugrupowania o charakterze endeckim. Bo takim – o czym się często zapomina – był Ruch Młodej Polski (RMP). Mało tego, było to ugrupowanie, które z dziedzictwa endeckiego potrafiło przejąć najbardziej wartościowe wątki, skutecznie oddzielając ziarna od plew.

W powyższym kontekście głębokiej ironii nabiera fakt, iż z jednej strony Paweł Adamowicz w kwietniu 2018 roku złożył wniosek o delegalizację ugrupowania endeckiego, pod hasłem „Demo­kra­tyczny Gdańsk mówi NIE dla nacjo­na­li­zmu i faszyzmu”; z drugiej zaś – ugrupowanie to półtora roku wcześniej wystawiło „akt zgonu” dla ówczesnego Prezydenta Gdańska, mając za złe jego poparcie dla syryjskich uchodźców, Marszów Równości i lansowanej w pomorskich szkołach edukacji seksualnej. Wszystko to potwierdza, jak bardzo powikłane są dzieje polityczne dzisiejszej Polski, a Pomorza w szczególności. Zwłaszcza, iż powikłanie to przybrało ostatnio w Gdańsku tak tragiczny obrót. Trudno dać wiarę, jak wiele politycy zadają sobie złej woli by z wczorajszych sprzymierzeńców przedzierżgnąć się w zajadłych wrogów. Wina leży zarówno po jednej, jak i drugiej stronie.

Endeckie korzenie Pomorza sięgają oczywiście znacznie wcześniejszych czasów niż tych z okresu Ruchu Młodej Polski. Sięgają okresu wybijania się Polski na niepodległość w początkach 20-go wieku, bo to wówczas formowała się myśl pomorska będąca połączeniem – uwaga – idei narodowych i samorządowo-obywatelskich. I o dziwo owa zbitka dwóch, jak się wydaje dzisiaj przeciwstawnych pojęć – mogła wówczas się twórczo rozwijać.  Przejawem jej była walka o uświadomienie narodowe Kaszubów, którzy obudzili się z letargu dosłownie „za pięć dwunasta”, lecz gdy się już zbudzili potrafili zapisać piękną kartę patriotyzmu i przywiązania do wartości katolickich. „Nie ma Kaszëb bez Polonii, a bez Kaszëb Polśczi”  – jak wówczas mawiano, a efektem powyższej syntezy było aktywne uczestnictwo Kaszubów w zdobywającym coraz większe wpływy na Pomorzu ruchu narodowo-demokratycznym, który budował swoją pozycję na bazie nastrojów antyniemieckich.

Narodowa Demokracja prowadziła swoją działalność na sposób oddolny odwołując się do pozytywistycznych haseł „pracy u podstaw”.  To między innymi jej zawdzięcza Pomorze bogactwo działających tu związków, stowarzyszeń, organizacji oświatowych i banków spółdzielczych. Wytworzenie się owej uświadomionej narodowo warstwy społecznej w kontrze do zakusów germanizacyjnych było rękojmią walki o polskość nie tylko na polu politycznym, ale przede wszystkim gospodarczym. W ten sposób uformowała się na Pomorzu klasa średnia, a w procesie tego formowania nieopisaną rolę odegrali katoliccy księża, by wymienić choćby ks. Feliksa Bolta – późniejszego przywódcę narodowców na Pomorzu. Powyższa postawa zwiększyła w końcu szanse na powodzenie misji dyplomatycznej Romana Dmowskiego w Wersalu, której efektem było przyłączenie Pomorza do Polski. W bieżącym roku obchodzimy notabene stulecie tamtego epokowego wydarzenia. Budowa portu w Gdyni i całego systemu gospodarki morskiej – choć dokonana już sanacyjnymi rękoma – jawią się konsekwencją tych pierwotnych zasług endecji na polu obywatelskim i narodowym na Pomorzu. Niezależnie od wszystkich wad okresu międzywojennego Polska stała się krajem bardziej niepodległym i niezależnym od gospodarki niemieckiej, a Pomorze jej najbardziej uświadomionym narodowo regionem. Potwierdzeniem powyższej tezy może być ogromna danina krwi, którą Pomorzanie złożyli w walce z najeźdźcą hitlerowskim, a także upomnienie się po wojnie o swoje prawa nad Bałtykiem.

Wydaje się, że nie było przypadkiem, iż w okresie gdy komuna chyliła się ku upadkowi w latach 70-tych minionego wieku pierwsza polska formacja polityczna o charakterze prawicowym i endeckim powstała właśnie w Gdańsku bo przecież nie były prawicowe ani Komitet Obrony Robotników ani Liga Obrony Praw Człowieka ani Ruch Obrony Praw Człowieka i Obywatela ani w końcu organizacje niepodległościowe jak Nurt Niepodległościowy czy KPN, choć to te ostatnie wywarły większy wpływ na NSZZ Solidarność. Ruch Młodej Polski nie posiadał co prawda tylu członków co tamte, nie był też aż tak popularny, był środowiskiem kadrowym ale niezwykle uświadomionym polityczne, o jasno sprecyzowanej deklaracji ideowej i programie. Stanowiło to o atucie ugrupowania i powodowało, że promieniowało ono ideowo za pośrednictwem własnych periodyków takich jak „Bratniak” czy „Polityka Polska” na inne środowiska polityczne, choćby te które wymieniłem powyżej. Do głównych działaczy Ruch Młodej Polski należy zaliczyć: Aleksanda Halla, Arkadiusza Rybickiego, Tomasza Wołka, Jacka Bartyzela, Marka Jurka, Wojciecha Turka, Wiesława Walendziaka, a także związanych z trójmiejskim samorządem Macieja Płażyńskiego, Grzegorza Grzelaka, Pawła Adamowicza i Zbigniewa Dulkiewicza, ojca Aleksandry – dzisiejszej prezydent Gdańska czy Wojciecha Dudę późniejszego redaktora naczelnego Przeglądu Politycznego  oraz wielu innych.

Na emigracji wciąż prowadziły działalność pozostałości przedwojennych stronnictw narodowych (tzw. „starych”), nie odegrały one jednak tak wielkiej roli jak Ruch Młodej Polski, która w pewnym momencie stała się kuźnią kadr i świadomości narodowej. Wielu ze „starych” sympatyzowało zresztą z RMP, by wymienić swoistego mentora środowiska – Wojciecha Wasiutyńskiego, który sceptycznie podchodząc do perspektyw emigracji, uważał, że ruch narodowy odrodzi się na krajowym gruncie, a „młodopolaków” określał mianem „czwartego pokolenia polskiej prawicy narodowej”. Innym autorytetem działaczy RMP był Wiesław Chrzanowski. Współpraca pomiędzy „starymi” a „młodymi” była zresztą bardziej zniuansowana. „Młodopolacy” byli dumni, iż emigracyjna „Myśl Polska” publikowała przedruki z ich „Bratniaka”, choć przeciwnikiem budowania zbyt silnych więzi był dla przykładu Jędrzej Giertych, mający – jak wiadomo – opinię radykała. Wedle tego ostatniego RMP była prawdopodobnie ugrupowaniem „zbyt miękkim” i eklektycznym jak na etykietę narodową.

Pomimo tego napisana w 1979 roku „Deklaracja ideowa” była próbą syntetycznego ujęcia idei personalizmu chrześcijańskiego (narodowo-katolickiego) o nachyleniu zarówno antyliberalnym, jak i antykolektywnym z ideą wspólnotową (narodową). Oprócz dziedzictwa chrześcijańskiego odwoływano się do niezmiennych zasad zarówno krajowego, jak i europejskiego konserwatyzmu, a pierwsze szlify ideowe zdobywał w RMP popularny „integrysta” Jacek Bartyzel z Łodzi, którego cięte pióro ceniono wśród „młodopolaków” bardzo wysoko.

Odwołania do idei narodowej były popularne. Nawet nieformalny lider środowiska Aleksander Hall, którego trudno chyba byłoby nazwać nacjonalistą w tekście „Moje narodowe wyznanie wiary” z 1981 roku konstatuje, iż rozwój społeczeństwa dokonuje się w obrębie narodów, pierwszych, naturalnych, historycznych i najtrwalszych wspólnot. „Wspólnota narodowa daje człowiekowi – pisze Hall – to przecież niezbędne poczucie zakorzenienia, to znaczy przynależności do czegoś, co daleko wykracza poza hic et nunc. Może zaspokoić potrzebę transcendencji, otworzyć perspektywę samorealizacji, w służbie dla innych ludzi”.

Taktyka polityczna, którą afirmowali się „młodopolacy” względem stosunku do władz komunistycznych podobnie jak ich poglądy na temat relacji międzynarodowych również zdradzają powinowactwo do metod starej endecji. Działacze RMP byli bowiem przeciwnikami stosowania środków radykalnych. Bezpośrednio po wprowadzeniu stanu wyjątkowego sprzeciwiali się popularnym wśród Solidarności postulatom strajku generalnego. Wzywali do powściągliwości i umiaru będąc zwolennikami osiągania swoich celów w perspektywie długofalowego marszu. Nieprzemyślane kroki i fascynację rewolucyjnymi metodami walki określali mianem ducha trockistowskiego, który był szalenie niebezpieczny dla niewyrobionych politycznie umysłów naszej młodzieży.

Stąd sytuację międzynarodową Polski opartą na sojuszu z ZSRR uważali za stabilną, dostrzegając w niej  w miarę trwałą konstelację geopolityczną. Aleksander Hall w tekstach „Wobec Rosji” (1981) i „Czynnik stały – Rosja” (1984) sprzeciwiał się popularnej w kręgach niepodległościowych prometejskiej koncepcji Polski jako antyrosyjskiego Piemontu. Wówczas, jak pisał Hall, Polska mogłaby się stać „samopalną ofiarą”, poświęconą dla szczytnego celu „uwolnienia ludzkości od czerwonego caratu”.  „Można bardzo nie lubić Rosji – pisał – nawet jej nienawidzić, ale zawsze miłość do Polski i odpowiedzialność za nią muszą być silniejsze, niż te negatywne uczucia”. Dla tego też „młodopolacy” ostro polemizowali z koncepcją federacyjną lansowaną przez paryską „Kulturę” zgodną z rewolucyjną koncepcją „Za wolność Waszą i Naszą”. Według działaczy RMP Polska powinna utrzymywać poprawne, choć podmiotowe stosunki z Rosją, stosunki obejmujące relacje gospodarcze i wymianę kulturową, opierać się winna także na porozumieniu z rosyjskim społeczeństwem ponad głowami polityków. Taktyka Halla zakładała również „warunkowe” uczestnictwo w Układzie Warszawskim. Nie zrywała ona z postulatem niepodległości, nastawiała się jednakże na długi marsz, ze świadomością celu nadrzędnego przy rezygnacji z metod radykalnych i rewolucyjnych, z których korzyści mogą wyciągnąć inni.

Trudno nie oprzeć się wrażeniu, że taktyka ta z perspektywy lat okazała się słuszna i doprowadziła do odzyskania przez Polskę niepodległości w 1989 roku. Inaczej twierdzili oczywiście radykałowie z Solidarności Walczącej, Wolnych Związków Zawodowych i Federacji Młodzieży Walczącej, którym nie w smak był „okrągły stół” i pokojowe przekazanie władzy przez komunistów stronie solidarnościowej. Jednak to nie oni napisali historię.  Podobnie jak w początkach XX wieku, gdy taktyka Dmowskiego przyniosła Polsce niepodległość, a przynajmniej do niej się walnie przyczyniła; podobnie w latach 80-tych również stanęliśmy na nogi dzięki polityce małych kroczków. Nie twierdzę oczywiście, że niepodległość wywalczyli „młodopolacy”.  Jednakże Lech Wałęsa w pewnym sensie kierował się ich dewizą i przyniosło to namacalne skutki, choć nasze społeczeństwo nie było chyba nawet tego świadome. Polacy bowiem, jako naród politycznie niewyrobiony woleli i wciąż wolą wzorce radykalne oraz czarno-białe, w myśl manichejskiej zasady walki dobra ze złem, bo to one formują ich romantyczną wyobraźnię. W efekcie podobnie jak w okresie międzywojennym autorytet Dmowskiego przykryto kultem „Dziadka”, tak i teraz Prawu i Sprawiedliwości udało się zasiać niepewność w umysłach społeczeństwa, że być może Bolek to wyłącznie kapuś i zdrajca. I pisząc powyższe słowa nie chcę niczego upraszczać ani wybielać którejkolwiek z postaci historycznych, intencją moją jest wykazanie mechanizmów politycznych.

Reasumując, Ruch Młodej Polski jest zapomnianą kartą pomorskiej polityki. Nawet pobieżna lektura tekstów z „Bratniaka” bądź „Polityki Polskiej” nasuwa skojarzenia, że „młodopolacy” potrafili skutecznie połączyć idee narodowe z humanitaryzmem i przenieść je na nowoczesny grunt. To bodajże najlepsza aplikacja myśli endeckiej, jaka się kiedykolwiek dokonała.  Z dziedzictwa tego nic już nam dzisiaj nie zostało. Mamy oto do czynienia z głębokim pęknięciem. Z  jednej strony dzisiejszy Ruch Narodowy odwołuje się do dziedzictwa późnej endecji i ONR bez zakotwiczenia w humanitaryzmie, samorządności i obywatelskości; z drugiej zaś Region Pomorski, a za nim cała Polska – promują atrapę obywatelskości pozbawionej zakorzenienia w narodzie, kulturze i ładzie transcendentnym. Bo taki jest przecież mankament całego środowiska utożsamianego dziś z Platformą Obywatelską. Mało tego, żadna z liczących się polskich partii politycznych nie potrafi w sposób trzeźwy i wolny od emocji patrzeć na Rosję, w efekcie czego znów jesteśmy pionkiem, a nie podmiotem europejskiej polityki. Uosobieniem prawicowości jest PiS, w kontrze do którego wymachuje się szabelką laickości, postępowości czy hasłami „tęczowej rewolucji”. W powyższym ujęciu antypisowiec musi być lewakiem.

Sytuacji tej nie starają się zapobiec współczesne inkarnacje „młodopolaków”. Większość z nich, jak gdyby nigdy nic zgłosiło dzisiaj aplikację do obozu obywatelskiego, zapominając o swoim dziedzictwie. Zamieszanie trwa na dobre i trudno, żeby mogli się w tym połapać przeciętni obywatele. Wydaje się, że najwięcej złego można by powiedzieć o niegdysiejszym liderze i ideologu „młodopolaków”, w inicjatywach, którego już od wielu lat (a praktycznie od 1989 roku) trudno odnaleźć ślady dawnej ideowości i prawicowego „pazura”. Hall namawia co prawda od czasu do czasu do głosowania na „swoich” w tym np. Pawła Adamowicza, nie kusząc się jednak o choćby śladowe wyjaśnienie społeczeństwu czym był kiedyś RMP. Zresztą gdyby pokusił się nawet o takie doprecyzowanie mogłoby z tego wyniknąć więcej złego niż dobrego. Współczesnym „młodopolakom” daleko bowiem do dawnych wzorców. Gdzie się podziały dawne ideały, cięte pióra i płomienne teksty „młodopolaków”, którzy umiejętnie łączyli tradycję z nowoczesnością, a nacjonalizm z humanitaryzmem? Czyżby współczesna Polska ich już nie potrzebowała, a Pomorze o nich zapomniało?

Michał Graban

www.michalgraban.pl

[Głosów:3    Średnia:5/5]
Facebook

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *