Rumuni wybrali Niemca

.

Choć już po raz trzeci w drugiej turze wyborów prezydenckich klęskę ponosi zwycięzca tury pierwszej, to wybór kandydata z mniejszości narodowej i religijnej jest absolutnym precedensem w prawosławnej Rumunii. Zwycięstwo Iohannisa jest jednak istotne jeszcze z jednego powodu: jest zwycięstwem Niemiec, kanclerz Angeli Merkel, a także Związku Wypędzonych.

Niespodziewane zwycięstwo, nieciekawy program

Jedną z obietnic Iohannisa – obok kontynuacji walki z korupcją i uzdrowienia gospodarki – było zdymisjonowanie lewicowego rządu Ponty -premier nie zamierza wprawdzie póki co podawać się do dymisji, ale tego właśnie domagają się uczestnicy masowych antyrządowych demonstracji w Bukareszcie. Prezydent w Rumunii (choć jest ona republiką parlamentarną) cieszy się większą realną władzą, niż przykładowo w Polsce. Zwłaszcza w dziedzinie obronności i polityki zagranicznej; może też mianować niektórych najwyższych urzędników państwowych i uczestniczyć w pracach rządu. Opowiadał się stanowczo przeciwko wpływom mediów, „klanów” gospodarczych i finansowych, ale i Cerkwi prawosławnej. Sami Rumunii jego (niezbyt, delikatnie rzecz ujmując, porywający) program wprowadzenia stabilizacji, spokoju i porządku określali jako… typowo niemiecki.

Obserwatorzy, komentatorzy i politolodzy nie dawali mu praktycznie żadnych szans. W prognozach Ponta prowadził przed Iohannisem aż dziesięcioma punktami procentowymi. Ale w drugiej turze wyborów dała się zaobserwować ogromna mobilizacja wyborców – frekwencja na poziomie ponad 62% była najwyższą od 14 lat. Prawica zarzucała rządowi próby manipulacji wyborami: Iohannis cieszył się zdecydowanie większym poparciem wśród emigracji, tymczasem rumuńskie MSZ dla od 2,5 do 4 mln Rumunów za granicą (dane szacunkowe są różne) otwarło zaledwie 294 lokale wyborcze.

Przed konsulatami w Wiedniu, Monachium czy Paryżu utworzyły się ogromne kolejki chcących oddać głos, wielu z nich na ulicy spędziło całą noc. W co najmniej dwóch przypadkach konieczna była interwencja sił porządkowych, by rozproszyć coraz bardziej agresywny tłum. Mimo, iż ustępujący prezydent apelował o przedłużenie głosowania za granicą, lokale wyborcze zostały zamknięte punktualnie – według rumuńskich doniesień medialnych na kilka milionów emigrantów tylko 350-470 tysięcy (dane są różne) zdołało zagłosować. Ostatecznie wyniku wyborów te utrudnienia w głosowaniu jednak nie zmieniły.

Zakamuflowany germanofil

Iohannis uchodzi za „zakamuflowanego”, skrytego germanofila, i cieszyć się ma poparciem kanclerz Niemiec Angeli Merkel. Od 14 lat jest burmistrzem położonego na północy kraju miasta Sybiu – dawnego autro-wegierskiego, a kulturowo niemieckiego Hermannstadt. Niemcy nie kryją radości z tego wyboru – Iohannisa popierała zarówno kanclerz Merkel, jak i inni czołowi politycy chadeckiej CDU. Tym samym niemiecki wpływ na politykę zagraniczną kolejnego państwa w Europie zapewne się zwiększy, a z Rumunii stać się może kolejny niemiecki satelita, realizujący (tak, jak – niestety – Polska), politykę i plany Berlina. Niektórzy z niemieckich komentatorów posuwają się nawet do bardzo odważnych tez: przykładowo „DieWelt” napisała, że wybór Iohannisa jest „powrotem do starych tradycji. Iohannis jest pierwszym > szefem państwa w Rumunii od wymuszonej przez sowietów abdykacji króla Michała z domu Hohenzollern. To było w 1947, przed niecałymi 70 laty”.

Niemcy w Siedmiogrodzie pojawili się, podobnie jak na Śląsku, dzięki średniowiecznej kolonizacji. W przeciwieństwie do naszego kraju czy dawnej Czechosłowacji, w dużym stopniu zostali w Rumunii po zakończeniu II wojny światowej. W dobie socjalizmu było ich w Rumunii prawie ćwierć miliona. Dopiero w latach 80-tych oraz po zmianie ustroju i otwarciu granic wielu z nich wyjechało do Niemiec lub na Zachód Europy. Wprawdzie w dzisiejszej Rumunii prawdziwych Niemców jest prawie tak niewiele, jak w Polsce. Ale politycznie Iohannis jak najbardziej klasyfikuje się do obozu europejskiej centroprawicy – wedle niemieckiego rozumienia. Niemcy liczą teraz, że Rumunia stanie się bardziej prounijna, bardziej uległą – czyli po prostu niemieckim satelitą.

Radość „wypędzonych”

Swej radości nie kryje następca Eriki Steinbach na stanowisku szefa Związku Wypędzonych, Bernd Fabritius – były kolega szkolny Iohannisa z liceum (w wspomnianym Sybiu/Hermannstadt). W wywiadzie dla „DieWelt”* powiedział on: „Klaus Johannis [pisownia niemiecka – M.S.] jest tak samo niemiecki, jak ja. Obydwoje należymy do grupy, która od 900 lat zamieszkuje Siedmiogród. Tam jeszcze dzisiaj żyje około 30 tysięcy Niemców (…) On symbolizuje cnoty, które w Rumunii znane są dzięki niemieckiej mniejszości: niezawodność, nieprzekupność, gotowość do ofiarnej pracy, dążenie do celu”. A na absurdalne pytanie dziennikarza – „Czy Rumunia będzie teraz, w pewnym sensie, bardziej niemiecka?” – Fabritius odpowiada z typowo niemiecką arogancją, jeśli nie butą: „Rumunia jest państwem multietnicznym, nawet jeśli konstytucja mówi coś innego” (!). Ale na tym „poszanowaniu” dla prawa państwowego jeszcze nie koniec: „Niemieckie cnoty, które symbolizuje Klaus Johannis, zmienią Rumunię. Rumuńska ludność jest dosłownie spragniona tego nowego stylu (…) Prezydent jest wzorem dla rumuńskiego społeczeństwa. Stosunek do Niemiec i do UE będzie dużo lepszy. Berlin i Bruksela się przekonają, że teraz w Bukareszcie jest partner, na którym można polegać”.

Komentarz wydaje się zbędny. Nowy prezydent zmieni Rumunię – bo jest Niemcem. Zmieni się rumuńska polityka – bo prezydentem został Niemiec. Rumunii tęsknią za niemieckim porządkiem, dyscypliną… a może za niemieckim panowaniem? Jeśli oczekiwania Fabritiusa się spełnią, to Berlin niewątpliwie zyska nowego wasala w Europie, realizującego niemieckie cele polityczne, a prezydenta Iohannisa będzie można do wspólnego zdjęcia postawić w jednym szeregu z Władimirem Kliczką i Donaldem Tuskiem.

Michał Soska

* http://www.welt.de/politik/deutschland/article1344…, 18.11.2014, tłum. M.S.

http://www.mysl-polska.pl/

[Głosów:0    Średnia:0/5]
Facebook

0 thoughts on “Rumuni wybrali Niemca”

  1. przesada. On przedewszystkim jest obywatelem Rumunii. Rumunia jest prawoslawno ateistyczna. Nie ważne że prezydent jest protestanetm. My mieliśmy protestanta premiera i co coś się nam stało. Pseudokatolik zrobil więcej zla niż nie jeden nie katolik. Rumunia zamiast polityki pani kanclerz dalej będzie prowadzić polityke w kierunku wielkiej rumuni i w konsekwencji do polączenia się z Moldawią. Rumunia powstala z polączenia hospodarstwa Woloskiego i Hospodarstwa Moldawskiego. Później większą cześć Moldawii zabrali sowieci.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *