Salz: “Partnerstwo Wschodnie” – czy polskie plany przerażą Europę?

Pomimo pandemii – unijni decydenci szykują się do szczytu Partnerstwa Wschodniego 18-19 czerwca 2020 r. w Brukseli, zorientowanego przede wszystkim na sprawy sześciu republik postsowieckich: Armenii, Azerbejdżanu, Białorusi, Gruzji, Mołdawii i Ukrainy. Są one uznawane przez UE za węzłowe i atrakcyjne dla rozwijania integracji politycznej i ekonomicznej. Jak wiadomo, Polska odgrywa w tym procesie aktywną rolę, choć głoszone przez nią plany mogą przerażać europejski establishment.

Ciszej nad Partnerstwem

Tymczasem już rok temu w Warszawie doszło do znaczącego spotkania dyrektora Departamentu Wschodniego MSZ Jana Hofmokla i dyrektora zarządzającego ds. Europy i Azji Środkowej w European External Action Service, Thomasa Mayr-Hartinga. Dyplomaci rozmawiali właśnie o perspektywach rozwoju Partnerstwa Wschodniego przy czym Mayr-Harting poprosił polskich polityków, by unikali wygłaszania stanowisk… nadmiernie ambitnych na temat postsowieckich krajów Partnerstwa. Szczególnie jeden z postulatów podnoszonych przez Warszawę jest całkowicie nie do przyjęcia przez Starą Unię – to wizja zwieńczenia Partnerstwa Wschodniego pełnym członkostwem w UE. Tymczasem, zdaniem Mayr-Hartinga – takie stawianie sprawy jedynie pobudza „nieuzasadnienie wysokie oczekiwania” aspirujących krajów, co tylko utrudnia ich bieżące relacje z Unią.

Polska chciałaby także zwiększenia finansowania Partnerstwa Wschodniego z budżetu UE, z przeznaczeniem na stworzenie stałego sekretariatu Partnerstwa i ustanowienia jego rotacyjnego przewodnictwa – co European Foreign Service uważa za niepotrzebne, a nawet szkodliwe. Warszawa poprosiła Brukselę by udzielić określonych koncesji republikom postsowieckim, nawet do wpływania na proces decyzji Unii włącznie. Mayr-Harding uznał jednak, że może to jedynie pobudzić rosyjski odwet i to w sytuacji, gdy dialog z Moskwą odbywa się już i tak na bardzo niskim poziomie (sam Mayr-Harding, jako były ambasador austriacki w Rosji uchodzi w kręgach brukselskich za eksperta od spraw z tego obszaru).

Azerbejdżan stawia krechę na Partnerstwie Wschodnim

A na ile Partnerstwo Wschodnie jest faktycznie atrakcyjne dla byłych republik sowieckich? Weźmy przykład Azerbejdżanu. W grudniu 2019 r. prezydent Ilham Aliyev podsumowując ubiegły rok wyraził swój sceptycyzm wobec perspektyw współpracy między Baku a Brukselą w ramach Partnerstwa Wschodniego. Prezydent zaznaczył, że jedynym faktorem jakoś tam łączącym sześć republik postsowieckich – jest właśnie i wyłącznie ich dawna przynależność do ZSSR. Zdaniem Aliyeva mogło to mieć znaczenie jeszcze 10 lat temu, teraz jednak każde z tych państw ma własne, odrębne priorytety, tak krajowe, jak zagraniczne – no i własną politykę ekonomiczną. „Azerbejdżan nie oczekuje od Europy żadnych korzyści, w przeciwieństwie do niektórych innych krajów Partnerstwa sami radzimy sobie doskonale, staliśmy się zasobnym państwem. Pozostajemy członkiem programu, ale nie przedstawia on dla nas większej wartości, skoro jego cele pozostają niejasne. Jeśli zresztą miałaby do nich należeć integracja europejska, to oczywiste, że dla krajów postsowieckich jest ona nierealna” – wzruszył ramionami Aliyev.

Prezydent wyjaśnił więc krótko, że Azerbejdżan, jako najbogatszy kraj Partnerstwa Wschodniego nie ma zamiaru inwestować w ewentualny fundusz stabilizacyjny, utworzony przez uczestników jako instrument zabezpieczający, ale w istocie mający zadania… filantropijne wobec słabych gospodarek. W dodatku zaś, jak podkreślił Aliyev, Azerbejdżan wciąż pozostaje w formalnym stanie wojny z Armenią, co czyni fikcyjnym jakiekolwiek partnerstwo między Baku a Erewaniem.

Szok Brukseli

Wystąpienie azerskiego przywódcy stało się kompletnym zaskoczeniem dla niektórych unijnych decydentów. Dotąd słyszeli wszak same superlatywy na temat Partnerstwa Wschodniego, także wygłaszane przez przedstawicieli programu w Azerbejdżanie, litewskiego dyplomatę Kestutisa Jankauskasa i polskiego charge d’affaires Michała Greczyłę. Dwa miesiące przed wystąpieniem Aliyeva Jankauskas wygłosił w Baku uspokajającą prezentację „Współpraca na rzecz sprawnego zarządzania 2019-2021”, zastrzegając jednak jednocześnie, że „UE nie może rozwijać się bez przeszkód, gdy przecież jej sąsiedzi przeżywają ciężkie czasy”. Odpowiedź Aliyeva była więc niedbałym rzuceniem „nie ma sprawy” na te unijne zastrzeżenia. Baku samo dokonało rewaluacji osiągnięć Partnerstwa i nie jest ona korzystna dla głównych kierunków unijnej „polityki sąsiedztwa”. Nieomal w wigilię czerwcowego szczytu Partnerstwa Wschodniego – Azerbejdżan, najbardziej ekonomicznie stabilne spośród sześciu państw krytycznie oceniło samą koncepcję programu i zażądało położenia na stół praktycznych rozwiązań mogących go rewitalizować.

I w tym właśnie punkcie wróćmy do sytuacji Polski. Jeśli widzi ona Partnerstwo Wschodnie jako projekt strategiczny, ukierunkowany geopolitycznie na „powstrzymywanie agresji rosyjskiej” – czyż Warszawa nie powinna dążyć do uzgodnienia stanowisk z Brukselą? Tymczasem wspomniany wyżej dyrektor Hofmokl umiał jedynie wyrazić ubolewanie, że UE nie chce zdecydować się na pogorszenie swoich relacji z Moskwą dla przyspieszenia postępów Partnerstwa. Czy jednak III RP zdoła przekonań Unię do zmiany całej długoterminowej strategii? A może pozostanie tylko źródłem nieodmiennego straszenia Brukseli swoją nieodpowiedzialnością? Pytanie pozostaje otwarte – i chyba nie tylko do czerwca…

Artur Salz

Click to rate this post!
[Total: 10 Average: 4.3]
Facebook

4 thoughts on “Salz: “Partnerstwo Wschodnie” – czy polskie plany przerażą Europę?”

  1. Przede wszystkim Niemcy już zdają sobie sprawę, że południa UE nie da się uratować i konsekwentnie odmawiają uwspólnotowienia długów czyli przejęcia części długu Włoch czy Grecji. Te państwa odpadną od organizacji w ciągu kilku lat. Niemcy już zrozumieli, że bez Rosji lub przeciwko niej niczego nie zdziałają i dlatego polska polityka wschodnia jest dla nich nie do przyjęcia. Partnerstwo wschodnie Niemcy uważają za element tworzenia stref wpływów i zdobywania rynków zbytu a Polska jako element walki z Rosją. Niemcy myślą o nowym świecie a Polska chce podtrzymać układ sił z 1990 r.

    1. Pozostają jeszcze Francuzi. Pytanie, czy zawsze będą się bratać z Niemcami, czy w krytycznej sytuacji będą szukać wsparcia Wuja Sama. Poza tym trzeba jeszcze trochę poczekać, aż Chińczycy zwiążą ręce Ameryaknom. Z jednej strony sojusz z USA daje Niemcom silniejszą pozycję w targach z Rosją, z drugiej – wiąże ręce. Gdyby Niemcy chcieli wyemancypować się spod parasolu USA, to w pierwszej kolejności powinni kibicować Chińczykom.

    2. (…)Przede wszystkim Niemcy już zdają sobie sprawę, że południa UE nie da się uratować(…)
      Przypominacie mi Marksa… w tym, że przepowiadał on wybuch rewolucji komunistycznej tam gdzie nie wybuchła, mało tego UK wydała mu wojnę.

  2. Jeśli dojdzie do wyborów kopertowych to Polska w Partnerstwie Wschodnim będzie miała tyle do powiedzenia co w Formacie Mińskim… zatem ta panika wydaje się bezprzedmiotowa.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.