Siedzisz – płać!

Temat wywołał senator Lucjan Cichosz, składając w tej sprawie oświadczenie skierowane do ministra sprawiedliwości. Jego punktem wyjścia jest dość oczywista konstatacja, iż „między obowiązującym stanem prawnym w Polsce, a powszechnym poczuciem sprawiedliwości zachodzi szereg rozbieżności”. Skoro z własnych rent i emerytur płacą pensjonariusze i pacjenci ZOL-ów, czy DPS-ów, to czemu by nie obciążać skazanych, których dzienna stawka utrzymania jest znacznie wyższa niż choćby ta obowiązująca w szpitalach? – pyta senator i zapewne znajdzie poklask tak u zwolenników „sprawiedliwości społecznej”, jak i orędowników zwiększenia dolegliwości systemu karnego.

Tymczasem stan prawny w zbliżonym zakresie zmienił się stosunkowo niedawno, wraz z wejściem w życie ustawy z dnia 3 lutego 2011 r. o zmianie ustawy – Kodeks karny wykonawczy oraz niektórych innych ustaw (Dz. U. Nr 39 poz. 202) – jednak była to korekta w nieco odmiennym kierunku. Oto w wyniku implementacji orzeczenia Trybunału Konstytucyjnego z 23 lutego 2010 r. (P 20/2009), stwierdzającego niezgodność art. 123 § 2 zd. 1 Kodeksu karnego wykonawczego z art. 32 oraz z art. 65 ust. 4 w związku z art. 2 Konstytucji – za niekonstytucyjne uznano praktyki związane z odgórnym ograniczaniem płac dla pracujących osadzonych. Upraszczając – praca więźniów była dotychczas wyłączona spod rygoru konieczności wypłacania płacy minimalnej (czy raczej pozwalała na zatrudnianie osadzonych za 50 proc. jej wysokości). Trybunał stanął więc w tym przypadku twardo po stronie takiej „zdobyczy socjalnej” – jak właśnie najniższe gwarantowane wynagrodzenie, tym samym skutecznie ograniczając wcześniejszą konkurencyjność zakładów pracy zorganizowanych przy więzieniach. W efekcie ich pensjonariusze będą więc zapewne pracować jeszcze mniej, niż dotychczas.

Nota bene mało kto pamięta, że inną taką furtką, korzystną zresztą nie tylko dla gospodarstw przywięziennych, było przed kilku laty wyłączenie ich spod innego ograniczenia, a mianowicie nakazów prawa zamówień publicznych. To w tym czasie podmioty zajmujące się produkcją klamek – stawały się nagle (wskazywanymi bez przetargów) „wykonawcami” dużych inwestycji (w rzeczywistości finalizowanych już przez wybieranych z wolnej ręki podwykonawców). Dzięki obowiązywaniu tego „lex Kurczuk” wznoszono nawet… gmachy sądów, a kres radosnemu wykorzystywaniu celowo stworzonej dziury w przepisach – położyła dopiero Unia.

Na rezultaty nie trzeba było długo czekać. Sprawdzana m.in. przez NIK rentowność gospodarstw przy zakładach karnych zaczęła drastycznie spadać, a (i tak niezbyt wielkie) zainteresowanie osadzonych pracą – zmniejszyło się jeszcze bardziej. Niestety, obowiązujące w Polsce konwencje międzynarodowe uniemożliwiają praktycznie wprowadzenie systemu powszechnej pracy przymusowej więźniów. Z drugiej strony poklask (nieprzekładający się jednak na debatę publiczną) znajdują quasi-bolszewickie pomysły wprowadzenia kar konfiskaty mienia i tym podobnego ekonomicznego rażenia przestępców (nie tylko zresztą gospodarczych).

Tymczasem – o czym pisze wspominany krasnostawski senator Cichosz – wystarczyłoby realnie oszacować koszty pobytu danego skazanego prawomocnym wyrokiem w więzieniu, a następnie obciążyć go tymi kosztami, czy to z posiadanego majątku, czy też (w przypadku braku takowego) z dochodów uzyskiwanych w ramach (dobrowolnej) pracy zorganizowanej w danym zakładzie karnym. Nie byłaby to więc stricte kara (ani przymus) ale zobowiązanie stricte cywilno-prawne, o charakterze ekonomicznym, ze wszystkimi tego konsekwencjami także dla przyszłej (po opuszczeniu zakładu) kariery zawodowo-gospodarczej danego delikwenta.

Podobne debaty odbywają się w różnych częściach świata, jak łatwo się domyśleć najczęściej w Stanach. Z własną inicjatywą ustawodawczą w tym zakresie wystąpił np. Illinois Department of Corrections, proponując uznanie przez stanowy Sąd Najwyższych obowiązku pokrywania kosztów pobytu w miejscowym zakładzie karnym przez samego osadzonego.

„Zdając sobie sprawę z rozbieżności polskiego i amerykańskiego systemu karnego i penitencjarnego, zwracam jednak uwagę, że podjęcie w tym zakresie inicjatywy ustawodawczej – czy to w odniesieniu do osadzonych wykonujących pracę w zakładach karnych, czy to pobierających świadczenia emerytalne, czy też posiadających inne zasoby finansowe i majątkowe – spełniałoby potrzebę zaufania do państwa ze strony obywateli, jak i stanowiłaby formę istotnego wsparcia dla budżetu państwa na realizowanym przez Pana Ministra odcinku” – pisze w swoim oświadczeniu senator Cichosz i nie wyklucza, że w przypadku braku aktywności resortu, sam spróbuje zainteresować klub parlamentarny PiS i resztę senatorów zgłoszeniem odpowiedniego projektu ustawy w tym zakresie, jeśli zaś i to nie da efektu – sięgnięciem po obywatelską inicjatywę ustawodawczą.

Konrad Rękas

Click to rate this post!
[Total: 0 Average: 0]
Facebook

0 thoughts on “Siedzisz – płać!”

  1. Rzeczywiście pobyt w więzieniu powinien być opłacany przez więźnia, choć nawet takie rozwiązanie, to kropla w morzu potrzeb. osoba skazana na 2-3 lata spłaci dług wobec państwa, ale pobyt np. 15 letni dość trudno spłacić. Oczywiście fajnie, iż p. senator zauważył problem, to się liczy.

  2. Pomysł godny uwagi. Dobrym pomysłem byłoby też większe użycie środków karnych i grzywien, oraz wprowadzenie kar cielesnych aby zminimalizować liczbę osób osadzonych. „Grecy nie uważali więzienia za karę, bo polis musiałaby utrzymywać złoczyńcę, co byłoby raczej nagrodą niż karą.” Dzisiaj margines społeczny często celowo popełnia przestępstwa żeby dostać się na garnuszek państwa. Czas wreszcie skończyć z humanitaryzmem i państwem opiekuńczym.

  3. Kary cielesne byłyby dobrym rozwiązaniem, ale musielibyśmy zmienić konstytucję. Najbardziej obrzydliwe jest dla mnie to,że utrzymujemy między innymi gwałcicieli, zabójców i pedofilii. A za zgwałcenie przewidziane jest maksymalnie 5-12 lat ze szczególnym okrucieństwem. Wniosek jest taki, że jeśli któremuś z Czytelników(czego broń Boże nie życzę) zgwałcono by żonę/narzeczoną to ktoś i tak ma zagrożenie tylko 2-12 lat więzienia za co my będziemy płacić. To jest jeden z lepszych przykładów upadku… W Italii występuje w takiej sytuacji zjawisko zemsty i w bardzo wielu przypadkach (podobno proporcjonalnie znacznie więcej niż w innych państwach Europy) mąż/narzeczony zabija po prostu gwałciciela. I jak mu się dziwić gdy innej kary nie ma?

  4. Powinno się w ogóle zamknąć więzienia, albo zostawić tylko kilka dla więźniów chorych i niezdolnych do pracy. W ich miejsce powstały by obozy pracy, w których oczywiście więźniowie mieliby zapewnione wyżywienie i opiekę medyczną, ale musieliby wykonywać ciężkie lub niepopularne fizyczne prace. Należałoby je tak dobrać, aby nie zwiększyło to bezrobocia (to jedyny moim zdaniem poważny minus tego rozwiązania). Budowa infrastruktury czy prace rolne w najsłabiej zmechanizowanych i najbardziej zacofanych technologicznie obszarach oraz podobne prace.

  5. Niewypłacalność osadzonego mogłaby prowadzić do „niewoli zad długi”, co popieram. Ponadto, osadzony mógłby, w ramach zwrotu należnosci, odpłatnie oddać narząd(y) do transplantacji, np. nerkę lub krew. W przypadku zabicia lub okaleczenia „żywiciela rodziny” sprawca mógłby zostać skazany na dozywotnie utrzymywanie tejże rodziny. W przypadku smierci sprawcy i obecnosci niepełnoletnich dzieci ofiary, obowiązek alimentacyjny spadałby na dzieci sprawcy.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.