Skąd się bierze władza?

Papież Bonifacy VIII w bulli „Clerici laicos” ekskomunikował wszystkich władców nakładających podatki na duchowieństwo i wszystkich duchownych (księży i mnichów), którzy daliby się zmusić do płacenia podatków. Nie wiem, czy ta ekskomunika obwiązuje czy nie? Dziś, w ferworze gorącej dyskusji o finansowaniu Kościoła Katolickiego, ten historyczny kazus zakrawa wręcz na kpinę. Czyżby rację miał Hans Zander określający Bonifacego VIII ostatnim papieżem mającym dar myślenia historycznego?

Katolicka teologia uzależniła się od idei władzy. Ojcowie Kościoła ze św. Augustynem na czele uważali władzę za skutek grzechu pierworodnego. Konkretnie za tzw. karę, czyli za coś spadającego na wolę z zewnątrz, w przeciwieństwie do winy pierworodnej, oznaczającej brak (słabość) w samej woli. Władza jest karą za grzech. W ten sposób uwyraźniła się opozycja władzy i wolności.

Fatalistyczny pogląd Ojców złagodził św. Tomasz z Akwinu uznając zjawisko władzy oraz wynikającej z niej hierarchii (władza należy do kategorii relacji niesymetrycznej, której właściwością jest porządkowanie swoich członów) za istniejące przed upadkiem i zasadniczo zgodne z naturą człowieka również w stanie sprawiedliwości. W ten sposób po grzechu mamy do czynienia zarówno ze sprawiedliwą władzą jak i wynaturzeniami władzy. Stosownie do tego, można powiedzieć, że najwyraźniejszy obraz Boga w człowieku realizuje się w ustroju mieszanym (politia bene commixta), co ma się odzwierciedlać już w Starym Testamencie[1].  Ustroje zbyt jednostronne (monarchiczne, arystokratyczne lub demokratyczne) są już pewnymi wynaturzeniami (zatem karą za grzech). Akwinata nie utożsamia ducha i autorytetu, jak to uczynił późnośredniowieczny nominalizm, w wyniku czego duchowość stała się rodzajem polityki, sprawowanej wolą władcy a ostatecznie Boga. Praktyczną konsekwencją była reformacja i podporządkowanie kościoła państwu, czemu kontrreformacja próbowała przeciwstawić podporządkowując państwo kościołowi. Na tym dopiero tle powstał w naszych czasach dylemat: monarchia czy ludowładztwo? Ciekawe, że kiedy monarchia wyradzała się w absolutyzm dylematu nie było. Najwidoczniej teologom nie przeszkadza, gdy jesteśmy karani za grzech. A zdawałoby, że znacznie lepiej byłoby nie popełniać grzechów niż tylko za nie pokutować.

Taka alternatywa może uchodzić za fałszywą. Stoi za nią pewna, specyficzna teologia stworzenia, w której niektóre skutki stworzone pochodzą tylko od Boga a inne tylko od natury. Tak jednak być nie może. „Jasne jest, iż ten sam skutek nie może być przypisany przyczynie naturalnej i Boskiej mocy, jak gdyby jedna jego cześć pochodziła od Boga, a druga od czynnika naturalnego; lecz w całości pochodzi on i od jednego, i od drugiego (totus ab utroque) w różny sposób, podobnie jak ten sam skutek jest w całości przypisywany narzędziu i w całości – głównej przyczynie[2].  Dlatego też nie można powiedzieć, że władza pochodzi od Boga, jeśli jest sprawowana przez monarchę, a gdy przez lud to nie od Boga  (oczywiście odwrotnie też).  Uznaje się, bowiem wtedy, że  jedna część danego skutku (w tym wypadku jest nim „władza”) np. władza monarsza pochodzi od Boga, a druga część np. władza ludu od natury. 

Po odrzuceniu stanowiska Doktora Powszechnego pozostaje:

1/ przyjąć pogląd augustyński, co będzie skutkować odmówieniem władzy zasadniczej sprawiedliwości;

2/ odmówić „jakiejś części sprawianego skutku” charakteru danego rodzaju bytu np. odmówić demokracji cechy władzy.    

Między tymi możliwościami zdaje się lawirować myśl konserwatywna, co zbytnio realistyczne nie jest. Cóż jednak robić, skoro stanowisko Akwinaty jest trudne. Jak powiadał o. Innocenty Maria Bocheński OP „tomizm to logiczna, trudna doktryna, nienadająca się dla pięknoduchów”.  

Włodzimierz Kowalik


[1] ST 1-2 q.105 a. 1.

[2] SCG 3.70, nr 2465-2466

Click to rate this post!
[Total: 0 Average: 0]
Facebook

0 thoughts on “Skąd się bierze władza?”

  1. A tak bardzo przyziemnie: Czy władza nie bierze się aby z „kompetencji w sytuacjach kryzysowych”? W szczególnosci może to dotyczyć „pierwotnej władzy” w prymitywnych społecznosciach oraz zmian władzy współcześnie, np. gdy aktualna władza nie radzi sobie z czymś, dochodzi do chaosu i nad tym chaosem, ku dobru wspólnemu, komus udaje się zapanować?

  2. @Zar: Nalezy rozróżnić prawne i techniczne znaczenie terminu „kompetencja. Kompetencja moze oznaczać „uprawnienie” (sens prawny) ale może tez oznaczać „umiejetność” (sens techniczny). Miałem na mysli sytuacje, gdy „organy uprawnione” do działania w danych okolicznosciach kryzysowych nie posiadają „umiejetnosci” do skutecznego działania. Podobnie, „organów uprawnionych” może zwyczajnie nie być, i wtedy ten, kto posiada „umiejetnosci” i odwagę do działania zaczyna być postrzegany jako „w naturalny sposób uprawniony” do tegoż działania. A więc z kompetencji technicznej w naturalny sposób MOŻE wyniknąc kompetencja w sensie prawnym.

  3. 1. W żaden sposób twierdzenie, że imago Dei realizuje się najpełniej w ustroju mieszanym, nie jest jedynym możliwym do przyjęcia dla katolika. 2. Twierdzenie, że demokracja nie jest władzą, jest jak najbardziej zgodne z rzeczywistością. W demokracji realna władza rozmija się z formalnymi strukturami. 3. Monarchia i demokracja, wspólnota i antywspólnota, imperium i państwo narodowe są zupełnie odmiennymi skutkami, toteż mogą pochodzić od odmiennych przyczyn.

  4. Proponuję, żeby autor zastanowił się, jak ma się pochodzenie władzy do treści tych relacji w poszczególnych przypadkach – ustrojach. Pomysł, żeby dokonać reizacji władzy i wtedy zestawiając wykazywać absurdalność koncepcji tomistycznych jest fajny, ale wyłącznie retorycznie. To jest mniej więcej coś takiego, jak praeterea – czasami retorycznie bardzo zgrabne, ale ontologicznie kompletnie nonsensowne.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.