Śmiech: Jeszcze raz o wyzwoleniu

 

Jak co roku w styczniu przetacza się przez media dyskusja o tym, czy Polska została w 1945 r. wyzwolona, czy też przeciwnie, została na nowo zniewolona i poddana kolejnej okupacji, która wg radykałów trwała do 1989 r., a może nawet do 1993 r., kiedy żołnierze – wówczas – Armii Radzieckiej, opuścili Polskę. Zderzają się tu głównie dwa stanowiska – Federacji Rosyjskiej, która uważa rok 1945 za wyzwolenie naszego kraju oraz stanowisko reprezentowane przez tzw. politykę historyczną, której twórcą jest Instytut Pamięci Narodowej, a która jest również stanowiskiem prezydenta, rządu, Prawa i Sprawiedliwości, większości mediów prawicowych odwołujących się do polskiej tradycji romantycznej, a także pokaźnej części parlamentarnej opozycji, a nawet niektórych środowisk odwołujących się werbalnie do tradycji polskiej Myśli Narodowej. Są to stanowiska nie do pogodzenia, nie toczy się na temat zasadniczego problemu wyzwolenia czy nie, żadna dyskusja – jest to wyłącznie zderzenie dwóch monologów. Niemniej, jednak rok w rok, z uporem oba stanowiska są powtarzane. Czy można jednak – jeżeli nie pogodzić strony, co wydaje się niemożliwe – zaproponować rozwiązanie najbliższe prawdzie, najbardziej obiektywne? Jestem przekonany, że tak.

Konflikt AD 2021

 

12 stycznia b.r. Ambasada Federacji Rosyjskiej w Warszawie napisała na Twitterze:

„12 stycznia 1945 r. rozpoczęła się ofensywna Operacja wiślańsko-odrzańska Armii Czerwonej. Jej celem było wyzwolenie Polski od hitlerowców i dotarcie do przedmieść Berlina. W ciągu pierwszych pięciu dni wojska radzieckie i polskie pokonały 100-150 km”.

W odpowiedzi, rzecznik służb specjalnych i jednocześnie w ostatnim okresie główny dyżurny rusofob kraju, Stanisław Żaryn, dał odpór:

„- milczenie o współpracy z III Rzeszą w latach 1939-41 i twierdzenie o wyzwoleniu Polski w 1945 r. – te dwa przekazy są częścią kampanii mającej na celu wskazanie, że przeszłość Kremla, pełna chwalebnych czynów, uzasadnia moralne prawo Rosji do aktywności na arenie międzynarodowej. Kreml stara się wykazać światu, że powinien mieć szczególne prawa napiętnowania innych państw, a może nawet ingerowania w ich sprawy wewnętrzne, bowiem to właśnie Moskwa „wyzwoliła” Europę od nazizmu.

– propaganda historyczna szerząca kłamstwa i manipulacje na temat sowieckich działań w czasie II wojny światowej stanowi w rosyjskiej polityce bazę legitymizującą aktualną politykę neoimperializmu.

– dla skutecznego neutralizowania działań prowadzonych w ramach rosyjskiej walki informacyjnej konieczna jest skuteczna odpowiedź historyków bazująca na faktach, ale również świadomość społeczna, że szerzenie kłamstw na temat historii jest aktywnością prowadzoną pod dyktando polityki imperialnej Rosji i jest kontrolowane przez służby specjalne Federacji Rosyjskiej. Polskie społeczeństwo powinno być świadome prawdziwych celów i prawdziwej natury działań rosyjskich w obszarze polityki historycznej, by oddziaływanie Kremla na Polaków było znikome.

– Przekaz zgodny z rosyjską polityką kłamstw o historii. Nie było żadnego „wyzwolenia”. Ofensywa w 1945 r. miała na celu pokonanie Hitlera – wcześniejszego sojusznika Stalina – i podbój Polski. Dla Polaków w 1945 r przemoc i zbrodnie się nie skończyły. Kreml był kolejnym okupantem”.

Wiceprezes IPN, Mateusz Szpytma, dodał od siebie:

„Armia Czerwona w latach 1944-45 nie wyzwoliła Polski, lecz ją zajęła i zniewoliła. Okupacja niemiecka przestała istnieć, ale nie przyniosło to ani niepodległości, ani wolności. Związek Sowiecki nie pozwolił na odbudowę niepodległej Polski, zagarnął połowę jej terytorium, uniemożliwił powrót do kraju władz RP, a także aresztowaniami, mordami i wywózkami do łagrów niszczył Armię Krajową i Polskie Państwo Podziemne.

– o „wyzwoleniu” Polski mówiła w latach 1944-45 stalinowska propaganda i żądała za to wdzięczności.

– Tak samo mówiła o  „wyzwoleniu” wschodnich ziem w 1939 r. Wystarczy sięgnąć do słownikowej definicji pojęcia „wyzwolenie”. Otóż „wyzwolić” to znaczy uczynić kogoś wolnym, niezależnym. Reaktywowanie stalinowskiej propagandy jest obraźliwe dla tego, co wyraża chociażby stojący przed Sejmem pomnik Polskiego Państwa Podziemnego”.

Jak zauważyłem wyżej, i co wynika z ich pobieżnej nawet lektury, oba stanowiska są nie do pogodzenia. Stanowisko polskie jest całkowicie jednostronne, akcentuje wyłącznie negatywne strony tego, co nastąpiło po pokonaniu Niemców, czyni to w sposób karykaturalny, pragnąc uwypuklić swoją całkowicie czarną wizję, mnoży bez umiaru ofiary – celem jest tu upodobnienie odbioru rzeczywistości powojennej do odbioru okupacji niemieckiej, naturalnie przez współczesnego odbiorcę – doprowadzając do sytuacji, w której uczciwy historyk i każdy uczciwy Polak zdający sobie sprawę z manipulacji, musi podjąć próbę weryfikacji pseudo-danych, narażając się natychmiast na zarzut sprzyjania komunistom. Polska po 1945 ma być czarną dziurą w historii, a jakiekolwiek dobre słowo zarezerwowane jest wyłącznie dla wrogów władzy. Skrajność obecnej polityki historycznej – twierdzenie o nieistnieniu Polski i jej okupacji po 45 r. – prowadzi też do podważenia formalno-prawnej pozycji państwa polskiego na arenie międzynarodowej, a także jego kształtu terytorialnego ustalonego w 1945 r. I choć bez wątpienia stanowisko polskie jest głęboko niesłuszne i groźne dla interesów państwa, to także stanowisko rosyjskie jest jednostronne. Oczywiście, uczciwość każe przyznać, że ta jednostronność ma zupełnie inne oblicze, gdyż odwołuje się z kolei, do wyłącznie pozytywnych aspektów roku 1945. Po 76 latach należałoby jednak zapytać, czy w kontaktach  ze współczesną Rosją takie podejście, podkreślam – w stosunkach międzypaństwowych – nie byłoby lepsze od ciągłego rozdrapywania ran przez stronę polską z oczywistym złym zamiarem, bo ze świadomością, że swoją wizją w niczym nie przybliży Polski i Polaków Rosji i zwykłym Rosjanom, dla których walka i ogromna ofiara krwi  poniesiona przez żołnierzy Armii Czerwonej w bojach z III Rzeszą stanowi niezwykle ważny element współczesnej tożsamości. Ponieważ jest oczywistym, że nie da się uzgodnić wizji rosyjskiej i polskiej, sprawy nas dzielące powinniśmy zostawić każdy sobie. Inaczej, można domniemywać, że polskie stanowisko jest celowo realizowaną polityką wiecznej nienawiści wobec Rosji, która ma utwierdzać w przekonaniu, że zamrożenie stosunków między naszymi państwami zrealizowane w ostatnich latach jest jedynie słuszną i możliwą polityka wobec Rosji. Jeżeli tak jest, a jest to domniemanie na pograniczu pewności, to należy z całą mocą stwierdzić, że jest to polityka nie tylko bardzo błędna, ale też wyjątkowo szkodliwa dla Polski zwłaszcza patrząc przyszłościowo na możliwe scenariusze rozwoju sytuacji w naszym regionie Europy.

Kilka wyjaśnień

 

Stanowisko obecnej polskiej polityki historycznej, z wyżej wymienionych względów, wymaga opartej na faktach krytyki i – powiedzmy sobie to szczerze – zanegowania dla dobra Polski. Dlatego pozwolę sobie w kilku punktach ująć polemikę wobec tej polityki, która jeżeli nie jest prawdą ostateczną o tamtych czasach, to przynajmniej ma na celu dążenie do jak najbliższego dotarcia do tej prawdy. Otóż:

Armia Czerwona bez wątpienia wyzwoliła Polskę spod okupacji niemieckiej. Głośne wyartykułowanie tego faktu jest absolutnie konieczne we współczesnej Polsce.  Takie stwierdzenie nie tylko jest prawdziwe, ale nie sprzeciwia się badaniu innych aspektów sytuacji, jaka nastąpiła po tym fakcie. Pamiętajmy, że w niezliczonych miejscach Polacy przyjmowali żołnierzy Armii Czerwonej jak wyzwolicieli, takie było też powszechne przekonanie. Ze szczególnym entuzjazmem przyjmowano żołnierzy polskich idących ze wschodu, nazywanych powszechnie berlingowcami. Właśnie wyrzucenie z pamięci polskiej przez IPN Polaków-berlingowców jest szczególną hańbą dla tej instytucji i dla historyków, którym brak odwagi, aby przeciwstawić się pseudo-aksjomatom. Dodatkowo, warto  zauważyć, że, jak wiadomo z relacji polskiego państwa podziemnego, ale nawet i z rozpoznania niemieckiego okupanta, w 1944 i 45 r. rosła w Polsce popularność haseł lewicowych. Można na tej podstawie zaryzykować stwierdzenie, że wyzwoliciele od niemieckiego okupanta, zdobyli sobie u Polaków wielki kapitał sympatii i… na skutek błędnego własnego rozeznania, bądź nieumiejętności działania inaczej, także w dużej mierze go zmarnowali, poprzez działania NKWD, czy bezpieki.

– przy tym, wyrzucenie Niemców ze wszystkich ziem planowanej nowej Polski było sprawą bardzo istotną i zasadnicza z punktu widzenia naszych interesów. Niemcy o tym wiedzieli, stąd zamach Stauffenberga i inne działania, które pozwoliły by „nowym” Niemcom bez Hitlera zachować jak najwięcej zdobyczy na wschodzie. Szaleństwo Hitlera i konsekwencja Aliantów pomogła w tym wypadku naszej sprawie.

– narracja IPN-owska, tzw. polityka historyczna, jest przepisywaniem historii, i jest, jak wskazałem, szkodliwa dla pozycji prawno-międzynarodowej państwa polskiego, jego granic itd. Polska nie znalazła się pod „okupacja sowiecką”, ale była powszechnie uznanym państwem na arenie międzynarodowej, członkiem ONZ. Polska Ludowa była państwem o ograniczonej na rzecz ZSRR suwerenności (ze zmniejszającym się stopniem tego ograniczenia z biegiem lat), ale bez wątpienia, państwem odrębnym. Powtarzanie haseł o „okupacji” nie jest działaniem z dziedziny prawa i historii, ale z dziedziny narracji celowo nasyconej sentymentalizmem, uczuciowością i cierpiętnictwem. Można zrozumieć emigrantów polskich, którzy jeszcze wiele lat po wojnie używali terminu „okupacja” w retoryce medialnej, ale wracanie dzisiaj do tego przez IPN i wszystkich tego zwolenników, to paranoja.

– rząd Polski w latach 1945-47, czyli Tymczasowy Rząd Jedności Narodowej, był efektem nie jednej tylko polityki ZSRR, ale porozumienia Wielkiej Trójki, podobnie, jak pozbawienie Polski jej ziem wschodnich nie było konsekwencją jednostronnej decyzji ZSRR, ale tym razem, w odróżnieniu od 1939 r., wspólną decyzją Stanów Zjednoczonych, Wielkiej Brytanii i ZSRR, dlatego konsekwentnie, czarna narracja IPN powinna dotyczyć również tych państw i również do tych państw, Polska powinna – wg tej logiki –  równie uporczywie kierować swoje pretensje na arenie międzynarodowej.

– okazją dla USA i Wielkiej Brytanii cofnięcia uznania dla rządu i dla Polski jako takiej, były sfałszowane wybory w 1947 r., które odbyły się w sprzeczności z ustaleniami z Jałty. Jednak nawet wówczas państwa te nie uznały za konieczne cofać uznania dla rządu powstałego po tych wyborach. Z upływem lat, stosunki nowej Polski z tymi krajami ustabilizowały się, a  z USA nabrały nawet dość dużej intensywności jak na państwa z wrogich bloków. Czy USA utrzymywałoby takie kontakty z terytorium okupowanym?

– pozycji formalno-prawnej Polski i jej granic po 1945 r. nie stanowił subiektywnie rozumiany przez niektóre polskie siły polityczne legalizm (zresztą mocno wątpliwy, jako mający swoje źródło w „zalegalizowanym” zamachu stanu z 1926 r.,  z wprowadzoną niezgodnie z procedurami konstytucją kwietniową, którego ustrój został w 1938 r. faktycznie odrzucony przez wszystkie opozycyjne siły polityczne w formie bojkotu wyborów, wreszcie naruszony wielokrotnie przez Aliantów, w tym poprzez odmowę uznania wyznaczonego przez Mościckiego nowego prezydenta w osobie Wieniawy-Długoszowskiego i wymuszenia mianowania innej osoby), lecz w głównej mierze decyzje Wielkiej Trójki, która – to fakt – uzurpowała sobie prawo do ułożenia stosunków międzynarodowych (nie tylko w Polsce), w tym wymuszone przez nią porozumienie niektórych sił politycznych polskich z zachodu i wschodu.

– do czasu II amnestii (22 lutego 47) w Polsce trwała wojna domowa pomiędzy władzami państwowymi a licznymi oddziałami przeciwników nowej władzy, działającymi w sposób nieskoordynowany, gdzie w praktyce każdy sobie był jednocześnie organizacją i dowódcą. Walka ta, począwszy od nie mającego podstaw oczekiwania na III wojnę światową, była zdaniem polskich realistów politycznych, tragicznie bezsensowna. Narracja IPN-owska narzuca wizję romantyczno-straceńczą, jako jedynie obowiązującą. Nie tylko nie oddaje ona rzeczywistości tamtych czasów, ale i tworzy fałszywy przekaz oraz negatywnie wpływa na współczesną młodzież.

– liczba ofiar lat 1944-56 podawana przez IPN – 50 tys. – jest zdecydowanie przesadzona, służy demonizacji tamtego okresu. W tym celu włącza się ogólnej liczby ofiary ukraińskie. Pozostaje pytanie, czy włącza się ofiary niemieckie i przestępców kryminalnych?

– niezależnie od wszystkich rzeczywistych ofiar okresu 1944-56 w Polsce, niewinnie straconych i prześladowanych, represje stalinowskie nie wyczerpują obrazu tamtych lat. Należy podkreślić ogromny skok cywilizacyjny jaki miał miejsce w tym czasie, nie wbrew narodowi, ale z jego szerokim udziałem: odbudowę ze zniszczeń wojennych (w tym odbudowę licznych kościołów warszawskich z pomocą państwa), zasiedlenie i zagospodarowanie Ziem Odzyskanych, upowszechnienie oświaty, edukacji, opieki medycznej, początek uprzemysłowienia, także reformę rolną, awans społeczny milionów ludzi itp. W późniejszych czasach zbudowano jeszcze więcej.

Dzisiaj powiedzmy sobie zupełnie szczerze – Polska stała się po 45 r. prawdziwie państwem narodowym, niemal monoetnicznym, w najlepszych granicach. IPN, zamiast tego, co robi z Polska Ludową dla współczesnych celów polityki antyrosyjskiej, powinien zadumać się nad tym, co już nie „zniewolona” Polska i nią rządzący, uczyniła z ogromnym inwentarzem przejętym po PRL po 1989 r. Ale to temat niewygodny, bo kłóci się z solidarnościowymi mitami. Dlatego IPN robi unik i ucieka i będzie uciekać w dalszą przeszłość.

Adam Śmiech

Facebook

4 thoughts on “Śmiech: Jeszcze raz o wyzwoleniu”

  1. Te same środowiska co krytykują polską politykę historyczną lansują inną tezę historyczną, którą najlepiej opisuje książka „Klątwa Gen. Denkina”. Zostawmy przy tym spory kto był winny, bo to chyba nieweryfikowalne ( ja sam zapoznałem się z tyloma sprzecznymi tezami, że dalej się nie zagłębiałem bo jeszcze bym dostał jakiejś schizy), ale zajmijmy się analizą konsekwencji tego podejścia. Skoro nie możemy mięć pretensji do Rosjan za Katyń, bo zamiast rewolucji październikowej trzeba było wybrać rewolucji lutową, to niby czemu mamy mieć pretensje do Ukraińców o Wołyń, wszak przez nas umierali z głody i doświadczyli tyle innych mąk o których nawet nie chce się czytać ?

    1. Ale co ma Katyń, znaczy rok 1940, do wyzwolenia Polski w 1945 roku, kiedy za te 5 lat wydarzyły się rzeczy, przy których jedna z wielu zbrodni stalinowskich, jaką było wymordowanie ok. 20 000 polskich oficerów(ludzi z wyższych klas, po których większość ówczesnych Polaków szczególnie by nie zapłakała…) jest wydarzeniem nic nie znaczącym? Niemcy pod wodzą Hitlera wymordowali za ten czas 6 milionów obywateli Polskich, w tym 3 mln etnicznych Polaków, 10% Narodu Polskiego. Ofiarami (w przeciwieństwie do ofiar stalinizmu) byli ludzie ze wszystkich klas społecznych, a celem Hitlera było biologiczne unicestwienie Polaków. Dlatego, zamiast pretensji należy oswoić się z faktem, że Armia Czerwona i tow. Stalin uratowali nasz naród od emigracji do Nieba via krematorium oświęcimskie, a narzucony przez wszystkie 3 ówczesne mocarstwa komunizm był ceną, jaką musiały zapłacić warstwy uprzywilejowane społeczeństwa przedwojennego, winne zacofaniu Polski i klęski wrześniowej. Zaprzestanie prób pisania historii na nowo pod zamówienie ludzi opętanych fobią wobec współczesnej Rosji wyjdzie Polsce na dobre.

      1. A zgadnij kto wcześniej pomógł Hitlerowi tę całą wojnę rozpętać, może oprócz za wyzwolenie za to też powinniśmy być wdzięczni sowietom.

        1. A kto wcześniej zrobił wszystko, aby do tego kuriozalnego porozumienia doprowadzić? Dla podpowiedzi, byli to ci sami którzy razem z Hitlerem przyłączyli się do rozbioru Czechosłowacji…

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *