Subtelny moralitet?!

Gdzie mamy szukać doskonałego sposobu życia chrześcijańskiego – perfectus vitae chrisianae modus?  Św. Augustyn napisze, że w Kazaniu na Górze. To taki kodeks moralności chrześcijańskiej. Prawdopodobnie wersja tego kazania przedstawiona przez św. Mateusza jest najbliższa rzeczywistości. To właśnie tutaj odnajdujemy między innymi słowa: „Słyszeliście, że powiedziano: „Oko za oko, ząb za ząb”. A ja wam powiadam: „Nie stawiajcie oporu złemu: lecz jeśli cię kto uderzy w prawy policzek, nadstaw mu i drugi” (Mt  5, 38-39).

    Nie bierność jest tutaj nagłaśniana, ale ostrzeżenie przed własną autodestrukcją. To znaczy, że reakcja na zło niesie ze sobą możliwość czynienia zła. Przemoc może rodzić przemoc, cierpienie, które tobie zadają stwarza pokusę odpłacania podobnym cierpieniem. Skoro mnie skrzywdzili, satysfakcję może mi przynieść zadanie krzywdzącemu cierpienia. Koło zła się zamyka. Absurd wymierzania sprawiedliwości otrzymuje wymiar czystego egoizmu. Człowiek sprowadza siebie do reakcji wyłącznie zwierzęcych. Refleksję ducha przygniata chęć czynienia zła, tak iż w końcu realizuję się wyłącznie przez zadawanie innym bólu. To ta prawda leży u podstaw przytoczonych wyżej słów Jezusa: „Nie stawiajcie oporu złemu…”.

   Nastawienie drugiego policzka jest skrótem omawiającym roztropność chrześcijańską. Czym ona jest, jak nie kodeksem postępowania miłości, miłości miłosiernej. W myśl słów z Kazania na Górze św. Paweł napisze: „Nie daj się zwyciężyć złu, ale zło dobrem zwyciężaj” (Rz 12, 21). Miłość nie kieruje się złem, jest dobrem, z dobra wypływa, dobro uzewnętrznia. Daje świadectwo o wspaniałości Boga, który  jest Miłością, działa w Miłości przez Miłość”.

   Św. Paweł odczuwał tę prawdę cały sobą, a chociażby dlatego, że dostąpił łaski nawrócenia i to nawrócenia radykalnego. Ten, który przed swoim nawróceniem mordował chrześcijan, zrozumiał, iż zło rodzi zło, a tylko dobro buduje, tylko bezinteresowna miłość daje gwarancję trwałości i pełnego rozwoju. Napisze więc także:  „Nikomu złem za złe nie odpłacajcie”

(Rz 12,17) i słowa te pojmował dosłownie, a nie tylko jako deklarację wzoru. Bywa niekiedy, iż deklarację odkładamy na półkę ideałów, które pozostawiamy samymi sobie, bowiem realizacja ich w praktyce życia jest zbyt trudna, niemal niemożliwa. Także św. Augustyn z Hipony nawrócenie swoje przyjął dosłownie, bez dyskusji na temat niemożności bycia nowym człowiekiem. W „Wyznaniach” w Księdze VIII napisze: „Pragnę Ci złożyć dzięki, Boże mój, opowiadając o Twoim miłosierdziu dla mnie. Niech moje kości, przeniknięte miłością do Ciebie, wołają: „Panie, któż podobny Tobie? Potargałeś pęta moje, Tobie złożę ofiarę chwały”.

   Nawrócenie ma różne stopnie. To powierzchowne znika, tak jak się pojawiło. Autentyczne – zwraca człowieka ku nowej wartości, w pełni przemienia jego postępowanie, tak iż nie musi grać roli nawróconego, bo jest już zmieniony cały w sobie. Nawrócenie jest więc zmianą – nową tożsamością człowieka i opisujemy tutaj przemianę od zła do dobra. „Zacheusz stanął i rzekł do Jezusa: »Panie, oto połowę mojego majątku daję ubogim, a jeśli kogo w czym skrzywdziłem, zwracam poczwórnie«”. (Łk 19,8)

   Należy przy tym odróżnić nawrócenie udawane, koniunkturalne od przemiany autentycznej, bowiem tylko ta upoważnia człowieka do wychwalania Boga i składania Mu „ofiary chwały”. Wreszcie, nawrócony człowiek wynagradza wyrządzone innym przez siebie krzywdy, a to dlatego również, że je właśnie teraz widzi w całej prawdzie. Stąd zapewnienie Jezusa skierowane, poprzez Zacheusza do każdego nawróconego: „Dziś zbawienie stało się udziałem tego domu, gdyż i on jest synem Abrahama. Albowiem Syn Człowieczy przyszedł szukać i zbawiać to, co zginęło” (Łk 19, 10).

 Zenon Dziedzic

a.me.

[Głosów:0    Średnia:0/5]
Facebook

0 thoughts on “Subtelny moralitet?!”

  1. “…Nastawienie drugiego policzka jest skrótem omawiającym roztropność chrześcijańską. …” – w czasach rzymskich, nadstawienie drugiego policzka było szeroko rozpowszechnionym gestem niesłusznie ukaranego niewolnika, na zasadzie “ulżyj sobie, patafianie”. Nie miało nic wspólnego z “podwinieciem ogona”, lecz było przejawem hardości, godności i poczucia sprawiedliwości. “…Absurd wymierzania sprawiedliwości …” – nie musi być egoistyczny ani warunkowany nienawiścią. Moze byc przejawem miłosci do bliźnich, np. zabijam złodzieja, bandytę, gwałciciela, aby nikogo już nie skrfzywdził. Mało tego, zabijam tzw. “miłośmierdnika”, biorącego bydlaka w obroną – jeden parch wart drugiego. Nie musze przy tym odczuwać nienawiści – mozna sie tego nauczyć, np. bijąc pięścią w szczęke lub kopiąc delikwenta nucę kołysankę lub gwiżdzę jakąs arie operową, :-). Zadawanie cierpienia staje sie wówczas nic emocjonalnie nieznaczącą czynnościa techniczna.

  2. „Nikomu złem za złe nie odpłacajcie” – oczywiście, bo obicie/skatowanie zabicie krzywdziciela nie jest złem, podobnie jak pielenie chwastów w ogrodzie lub zastrzelenie wsciekłego psa.

  3. Działanie “na zimno” jest ideałem stoickim a nie chrześcijańskim. Działanie bez emocjonalnego zaangażowania w działanie byłoby wadą (brakiem cnoty) pomniejszającym dobro czynu lub zmniejszającym jego zło, gdyby tylko było możliwe. Można sobie o tym poczytać w “De passionibus” św. Tomasza z Akwinu. W rzeczywistości brak emocji w ogóle uniemożliwia człowiekowi działanie, zwłaszcza samo decydowanie i wybór (świadczą o tym przypadki osób z lezjami tych części mózgu, które odpowiadają za emocje np. kory brzusznobrzyśrodkowej). Przeżywanie zadawanego komuś cierpienia jako “emocjonalnie nieznaczącej czynności technicznej”, jest świadectwem patologii psychicznej np. nerwicy, psychopatii lub moralnej np. cynizmu, apatii.

  4. @Włodzimierz Kowalik: “…Przeżywanie zadawanego komuś cierpienia jako “emocjonalnie nieznaczącej czynności technicznej”, jest świadectwem patologii psychicznej np. nerwicy, psychopatii lub moralnej np. cynizmu, apatii. …” – może być też świadectwem panowania nad sobą i posiadania bardzo konkretnej hierarchii wartości, np. odmawiającej atrybutów człowieczeństwa pozbawionym skruchy krzywdzicielom.

  5. Wartości są takie, jaki jest człowiek. Za każdą hierarchią wartości stoi to, co decyduje, jakimi jesteśmy ludźmi. Ani sobie tego nie uświadamiamy, ani tym nie kierujemy (łaska). Oczywiście w ramach terapii i pompowanie ego możemy sobie zmyślać kantowskie imperatywy moralne. Pisałem trochę o tym w innym wątku.

  6. Oto cytat: Zawsze intrygowała mnie etyka o. Bocheńskiego. Odróżniał on ostro moralność, etykę, bogobojność i mądrość. 1/ moralność – to nakazy i zakazy (normy czyli nie-zdania w sensie logicznym) znane każdemu spontanicznie, bez uzasadnienia, celu i wyboru, obowiązują bo obowiązują (tzw. sumienie) np. rozkaz “nie podrzynaj matce gardła” nie może być uzasadniony, jak ktoś go nie rozumie, to etyka mu na nic; 2/ etyka – to metamoralność, uzasadnia nakazy i zakazy, jest nauką, zawiera zdania w sensie logicznym, to ją osobiście wybieramy np. stoicka, chrześcijańska, buddyjska; 3/ mądrość – technologia dobrego życia; zakłada cel np. “warto żyć dobrze” w czym jest niepodobna (bo cel się wybiera) i podobna do moralności (nie da się go uzasadnić) a cała reszta to nauka (zdania w sensie logicznym, uzyskane na drodze najczęściej empirycznej) jak to zrobić, żeby tak żyć, w tym jest całkowicie podobna do etyki). 4/ bogobojność: “nie obrażaj Boga” (norma, czyli moralność, nie zdanie), ma dwie odmiany: 4.1 b. strachu – jest rodzajem mądrości, to technologia dobrego życia (doczesnego, pozagrobowego lub obu naraz jak np. w chrześcijaństwie): nie obrażaj Boga, aby dobrze żyć, wyraźny jest cel, który wybieram (dobre życie), czego nie ma w moralności a jest w etyce, i technologia jego osiągania (unikanie obrazy boskiej) znowu etyka 4.2 b. miłości: nie obrażaj Tego, kogo kochasz; jest jak widać moralnością, a nie etyką, bo nie obrażanie Boga jest tu normą i przeżyciem emocjonalnym, nie da się go uzasadnić (miłości się nie uzasadnia, ani w sensie cnoty teologalnej ani w sensie zwykłego uczucia, pytanie dlaczego kochasz nie ma sensu), nie wyborem, nie da się racjonalizować, jest bo jest (etyką); jednak ponieważ zasada jest treściowo taka sama (nie obrażaj Boga) b. miłości jest również technologią dobrego życia, czyli mądrością. Jest to ciekawe w kontekście tego, że tomiści, profesorowie teologii moralnej, nie są wstanie dojść do porozumienia co do tego, co jest przedmiotem poszczególnych czynów moralnych a więc w kwestii zupełnie podstawowej. Co ciekawe uzasadnienie dobra/zła czynów u samego Tomasza jest przeważnie utylitarne (przez dobre i złe konsekwencje), choć uważany jest za typowego deontonomistę etycznego. Żeby rzecz bardziej skomplikować z neurobiologii wyborów moralnych wiemy, że najbardziej racjonalna jest właśnie etyka utylitarna (największe zaangażowanie kory nowej występuje przy rozwiązywaniu dylematów utylitarnych). Kantowska etyka obowiązku – o dziwo – pokazuje zwiększoną aktywność ośrodków emocji w mózgu: etyka obowiązku jest etyką emocji a nie rozumu! Raczej Hume niż Kant. Jest to kolejny gwóźdź do trumny kantyzmu. Kognitywistyka bardzo dobrze uzasadnia, czemu tak jest, tj. czemu rozum nie może uzasadnić sumienia i moralności. Emocje są filogenetycznie wcześniejsze od rozumu, którego pojawienie się poprzedza swoista normatywność protojęzyka i zjawisko tzw. symulowania kognitywnego. Moralność jest wcześniejsza jest od etyki, ponieważ istnieje już zanim pojawia się rozum (są silne przesłanki aby również samą jaźń wiązać z emocjami a nie racjonalnym cogito). Stąd jest bezpośrednie, nieredukowalne do czegoś innego poznanie wartości w koncepcji Bocheńskiego, unikającego tradycyjnych trudności tomistów, którzy w tym wypadku okazują się anachroniczni. Nie dotrzymują kroku nauce nadal opierając się na intuicyjnym i czysto spekulatywnym pojmowaniu abstrakcji z danych zmysłowych. Mimo, że teoretycznie każdy ma dostęp to takich samych danych i abstrakcja u każdego przebiega tak samo, etyczne wyniki abstrakcji są u każdego różne, wliczając w to dyplomowanych moralistów.

  7. Skoro 1/ “…Działanie “na zimno” jest ideałem stoickim a nie chrześcijańskim. …” oraz 2/ “…Emocje są filogenetycznie wcześniejsze od rozumu..” – to etyka stoicka jest bardziej “ludzka”, a chrześcijańska – bardziej “bydlęca”, :-).

  8. Etyka chrześcijańska jest bardziej ludzka, bo bardziej dotyczy rzeczywistych ludzi, niż stoicka, dotycząca wynaturzeń. Jest również bardziej boska bo przedmiotem etyki chrześcijańskiej jest Bóg a stoickiej tylko natura. Wg stoików nie ma czegoś takiego jak wola a tylko tylko rozum i konieczność. Cała sfera uczuć podlega zatem eliminacji. W analizie psychologicznej cofnęli się w stosunku do Arystotelesa. A Pan twierdzi, że dziecko jest bardziej bydlęciem niż człowiekiem (skoro nie ma rozumu). Osobliwa teza. Kiedy zatem zaczyna się człowiek? Po I komunii, po chrzcie, po maturze? Neuronauki (np. prace Antonio Damasio, czy u nas Mateusza Hohola np. świetna świeża pozycja “Wyjaśnić umysł”) opisują wiele przypadków osób z lezjami “emocjonalnych” części mózgu ale dysponujących wysokim IQ. Ich stan jest dość żałosny, bynajmniej nie osiąga stoickiego ideału, pomimo, że spełnia w 100% zalecane przez stoików środki (tj. atrofię uczuć). Pokazuje to dość dobitnie, że koncepcja stoicka jest fałszywa (nie opisuje rzeczywistości) a daje efekty tylko dlatego, bo nie może być przez nikogo konsekwentnie stosowana, co falsyfikuje Pana opinię. zob. http://www.granicenauki.pl/index.php/pl/granice-nauki/umysl

  9. “…Kiedy zatem zaczyna się człowiek? …” – to jest źle postawiona teza. Mówiąc o byciu “bardziej człowiekiem”, można przecież sobie wyobrazić parametryzację na odcinku (0,1), gdzie zero to bydlę 100%, a 1 to 100% człowiek. Z kolei sformułowanie “Etyka chrześcijańska jest bardziej ludzka, bo bardziej dotyczy rzeczywistych ludzi, niż stoicka, dotycząca wynaturzeń.” jest co najmniej wątpliwe, chociażby w punkcie, że “dotyczy rzeczywistych ludzi”. Skoro dotyczy “rzeczywistych ludzi”, czyli “takich-jakimi-są”, to po co Ewangelia? Czy nauczanie Pana Jezusa nie było próbą zmiany “ludzi-takich-jakimi-są” w innych, a więc, póki co, raczej jeszcze nie istniejących, a więc, co najmniej “w pewnym sensie” – nierzeczywistych?

  10. “…Wg stoików nie ma czegoś takiego jak wola a tylko tylko rozum i konieczność. …” – chyba nie do końca. Stoicyzm to raczej właśnie “wola-i-rozum-kontra-uczucia”, nie sądzi Pan? Oczywiście, może Pan zastosować tu cztuczkę, polegajacą na zaliczeniu (na siłę), woli do sfery uczuć, ale nie o to chyba chodzi?

  11. Skoro uczucia są “filogenetycznie przed rozumem”, to gatunki niższe moga mieć uczucia, a nie mieć rozumu, prawda? Z kolei rozum jest raczej właściwy człowiekowi. Wobec tego ktoś, u kogo uczucia dominują nad rozumem, a rozumu jest niewiele, ma mniej cech typowo ludzkich od osoby, u której dominuje rozum – cecha typowo ludzka, a więc dziecko, bardziej emocjonalne od kierującego się rozumem dorosłego, bliższe jest w tej sferze bydlęcia niż człowieka. Co nie oznacza tzw. “mniejszej” tzw. “godności” tzw. “ludzkiej”, dla jasnosci.

  12. 1/”Nie potrzebują lekarza zdrowi lecz ci którzy źle się mają. Nie przyszedłem powołać sprawiedliwych, lecz grzeszników” – mówi Pan Jezus. To chyba odpowiedź na to, dla kogo jest Ewangelia. 2/Roli uczuć w rozumie nie pojmuje Pan wcale. Po stoicku widzi w nich Pan przeciwieństwo intelektu (że u stoików nie ma woli to można w podręczniku historii filozofii sprawdzić). Tym czasem bez uczuć rozumu ludzkiego po prostu nie ma. Niemowlak najpierw doznaje upodobań i awersji (czyli uczuć podstawowych), a potem uczy się nazywać je dobrem i złem. Jeśli z jakichś powodów (np lezja mózgu) nie doznaje uczuć to wyrasta z niego psychopata a pojęcia moralne w ogóle się nie wykształcają i nie ma tego, co u dorosłego nazywamy rozumem. To teza nauk empirycznych, nie filozoficzna. Ale św. Tomasz z Akwinu słusznie napisze, że uczucia zwierząt są zwierzęce a ludzi ludzkie. U Tomasz uczucia “z natury idą za intelektem” a u Pana z natury się mu przeciwstawiają. Tymczasem bogatsza uczuciowość daje większe pole do popisu rozumowi. Ciekawa rzecz, że większość przekonanych ateistów to ludzie myślący analitycznie, racjonaliści. Uważam, że jest Pan w wielkim błędzie.

  13. Domniemywam, że to, co Pan nazywa “rozumem”, nie jest tożsame z tym, co ja nazywam “intelektem”. Czym więc jest?

  14. “…Ale św. Tomasz z Akwinu słusznie napisze, że uczucia zwierząt są zwierzęce a ludzi ludzkie. U Tomasz uczucia “z natury idą za intelektem” …” – jeśli więc intelektu jest [jeszcze] mało, to uczucia są [jeszcze] raczej bydlęcego rodzaju – to tak a propos “bydlęcości” dzieci…

  15. Nie wiem co Pan nazywa “intelektem”, skoro stale używał Pan pojęcia “rozum”. W ujęciu Akwinaty intelekt to intuicyjna (w większości nieświadoma) podstawa rozumu tzw. intelligentia indivisibilium (dosłownie: rozumienie rzeczy prostych) oraz compositio et divisio – pojmowanie rzeczy złożonych (dosłownie: składanie i rozkładanie). Odpowiada np. za intuicję pierwszych zasad. Wyraża się w “myśleniu, że X” (akt pierwszy) i “myśleniu o X” (akt drugi). W intelligentia indivisibilium (akt pierwszy) nie może być żadnych błędów. W tym znaczeniu intelekt obejmuje zarówno wolę (wola=pożądanie intelektualne) jak i władze niższe, z których w działaniu korzysta. Całościową teorię intelektu próbują dać tomiści np. Krąpiec czy Gogacz. To co obaj (różnie zresztą) nazywają intelektem w niczym nie przypomina współczesnego rozumu. Teorię umysłu (jako samego intelektu z pominięciem woli) u Akwinaty znakomicie omawia Antony Kenny w “Św. Tomasz z Akwinu”. ——————— Współczesny rozum to tyle co zdolność abstrahowania i operowania abstrakcjami. W takim rozumieniu rozum jest zawsze przeciwstawny uczuciom i zmysłom, skoro te są konkretne a nie abstrakcyjne. “ROZUM. Nazwa rozum ma co najmniej trzy różne znaczenia. W pierwszym znaczy tyle co rozsądek i jest przeciwieństwem bezrozumu, głupstwa. W drugim rozum to tyle, co umiejętność wnioskowania, wyciągania wniosków. W tym drugim znaczeniu rozum jest przeciwieństwem bezpośredniego doświadczenia przedmiotu, intuicji. Wreszcie w trzecim (oświeceniowym) znaczeniu słowa “poznać za pomocą rozumu” to tyle, co “poznać za pomocą doświadczenia i opartego na nim wnioskowania”, z wykluczeniem autorytetu i wiary. Rozumu w drugim znaczeniu dotyczy zabobon wymyślony przez Niemców, którzy mniej więcej od dwóch wieków (Kant) odróżniają dwa rozumy: jeden zwany Verstand, mający zastosowanie w naukach szczegółowych oraz w życiu codziennym, drugi, który zowią Vernunft, który ma być rozumem w pełnym i głębokim słowa znaczeniu. Ten rozum ma za przedmiot całość świata itp., jest więc władzą typowo “filozoficzną” Ten wymysł jest zabobonem: człowiek ma tylko jeden rozum, który stosuje w różnych dziedzinach, także w metafizyce. Ów rzekomo wyższy, filozoficzny rozum, Vernunft, jest wymysłem filozofów. Warto podkreślić, że inne języki nie posiadają wyrażeń odpowiadających owemu zabobonnemu rozumowi Niemców, w każdym razie nie posiada go język angielski, francuski, włoski ani polski. Rozumu w trzecim znaczeniu słowa dotyczy racjonalizm w oświeceniowym słowa znaczeniu, to jest twierdzenie, że rozum może dać odpowiedź na wszystkie możliwe pytania. Z tym zabobonem łączy się nieraz ubóstwianie rozumu. W czasie rewolucji francuskiej ustanowiono oficjalny kult rozumu, reprezentowanego przez aktorkę, stojącą na głównym ołtarzu katedry paryskiej Notre Dame (patrz bałwochwalstwo). Zabobonny charakter tego wierzenia jest oczywisty”. [Bocheński OP, 100 zabobonów]

  16. “Jeśli więc intelektu jest [jeszcze] mało, to uczucia są [jeszcze] raczej bydlęcego rodzaju – to tak a propos “bydlęcości” dzieci… “. Ma Pan ewidentny kłopot z rozumieniem, że dziecko nie jest bydlęciem. Św. Tomasz powiedziałby, że nie używa Pan rozumu tj. intelektu. Zamiast prostej intuicji, czym jest “dziecko” i czym jest “bydle” (wiedza, że X), składa Pan i rozkłada pojęcia (wiedza, o X). Krótko mówiąc plecie Pan głupstwa, mieszając współczesne pojecie rozumu z tomaszowym intelektem. Cytując po mnie “intelekt” ma Pan dalej na myśli współczesny “rozum” i dochodzi do idiotycznego wniosku, że dziecko jest bydlęciem. Intelektu nigdy nie jest za mało. Równie dobrze mogę powiedzieć, że w dziecku jest “za mało” duszy.

  17. Bardzo Pan manipuluje: Z tego że czyjeś funkcje umysłowe bliższe są funkcja bydlecia, nie wynika że ten ktos jest bydlęciem, co Pan właśnie sugeruje.

  18. Metafizyczne gry językowe filozofów zawsze są SKRAJNIE narażone na zarzut manipulacji. Obecnie po Wittgensteinie dość dobrze to rozumiemy. Wiemy, że traktowanie desygnatów pojęć “umysł”, “wola”, “uczucie” tak samo jak przedmiotów typu “marchewka”, “drzewo”, “cegła” jest pozbawione większego sensu. W stwierdzeniu “cegła nie jest marchewką” nie ma błędu ale w tezie “wola nie jest uczuciem” jest błąd. Dlatego bezsensowne są twierdzenia przeciwstawiające rozum emocjom i temu podobne, że zacytuję Pańskie: “jeśli więc intelektu jest [jeszcze] mało, to uczucia są [jeszcze] raczej bydlęcego rodzaju” (całkiem jak: jeżeli wody jest mało to błoto jest raczej suche); “wola-i-rozum-kontra-uczucia […] Oczywiście, może Pan zastosować tu sztuczkę, polegającą na zaliczeniu (na siłę), woli do sfery uczuć, ale nie o to chyba chodzi?”. Św. Tomasz zastosował tą właśnie “sztuczkę” zaliczając wolę, uczucia (pożądanie zmysłowe) oraz pożądanie naturalne do jednej sfery pożądania.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *