Świder: Co łączy konia Przewalskiego z marszem wojsk radzieckich na Warszawę w 1956 roku?

Wielki podróżnik Mikołaj Przewalski (ten od konia Przewalskiego) wywodził się z polskiej szlachty smoleńskiej. Jego prapra-dziad Kornel otrzymał szlachectwo od króla Batorego za bohaterską postawę w wojnie z Rosją. Uniwersytet Warszawski był jedyną instytucją naukową, do której Mikołaj Przewalski bezpłatnie wysyłał  różne eksponaty flory i fauny ze swoich podróży. Przez kilka lat zresztą mieszkał w Warszawie. Był w Polsce podczas powstania styczniowego. Jako rosyjski generał poprosił jednak dowództwo, aby – będąc Polakiem – nie musiał brać udziału w działaniach bojowych. I nie uczestniczył. Jednak w swoich wspomnieniach napisał, że został schwytany przez powstańców. Kiedy przedstawił się im po polsku, mówiąc, że jest Polakiem i nie uczestniczy w działaniach bojowych, został przez nich ugoszczony i wypuszczony na wolność.

W wyprawach przemierzył łącznie ponad 33 tys. kilometrów, publikując książkowe relacje ze swoich podróży, gromadząc wraz ze współpracownikami wielką kolekcję fauny (7,5 tys. eksponatów) i flory (16 tys. eksponatów), w tym ponad 200 nowych gatunków. Jednym z ważniejszych zadań tych ekspedycji było sporządzanie map i były to pierwsze mapy tych obszarów dostępne w Europie. Największe znaczenie w jego badaniach przyrodniczych miało odkrycie gatunku dzikiego konia stepowego, nazwanego koniem Przewalskiego. Na jego cześć przemianowano miejscowość Karakół, w której zmarł, na Przewalsk. Za swoje zasługi odznaczony jeszcze za życia honorowymi medalami naukowymi rosyjskimi i międzynarodowymi, przyjęty do Rosyjskiej Akademii Nauk (1878) oraz awansowany na generała (1886).

Z Przewalskim wiąże się też inna ciekawa historia. Gdy atmosfera w Polsce była gorąca, 18 października 1956 roku Chruszczow niespodziewanie przyleciał do Warszawy. Wraz z nim delegacja Prezydium Komitetu Centralnego Komunistycznej Partii Związku Radzieckiego, w której skład wchodzili też m.in. Wiaczesław Mołotow, Łazar Kaganowicz i Anastas Mikojan. Delegacji towarzyszył tłumacz – Jan Dzierżyński, syn Feliksa. Na lotnisku powitali przybyłych I sekretarz KC PZPR Edward Ochab i kandydat na jego następcę Władysław Gomułka.  Po przybyciu do Belwederu do wyżej wymienionych dołączyli ze strony polskiej jeszcze Józef Cyrankiewicz, Aleksander Zawadzki i Konstanty Rokossowski. Według Jana Dzierżyńskiego, który miał za zadanie tłumaczyć, ale i notować – rozmowę zaczęto w sposób następujący:

Gomułka: Wasz przyjazd jest ingerencją w nasze sprawy.

Chruszczow: Chcą nas oderwać od naszych wojsk w Niemczech Zachodnich.

Gomułka: Kto chce?

Chruszczow: Polska. Macie zamiar usunąć z Biura Politycznego towarzyszy: Rokossowskiego, Jóźwiaka, Nowaka, Gierka, a wprowadzić Morawskiego. Nie możemy do tego dopuścić i jeżeli postawicie nas przed faktem dokonanym, będziemy zmuszeni brutalnie ingerować.

Ochab: Polscy komuniści siedzieli w waszych więzieniach i widocznie znowu będą siedzieć”.

Andrzej Wilk pisze w „Trybunie” tak o dalszym rozwoju sytuacji – pozwolę sobie zamieścić fragmenty jego artykułu: „Chruszczow i jego towarzysze kategorycznie domagali się uczestnictwa w plenarnym posiedzeniu KC PZPR (…). Gomułka i inni członkowie polskiemu gremium byli temu kategorycznie przeciwni. Uznali, że byłoby to wywieranie presji na członków Komitetu Centralnego, którzy powinni w sposób całkowicie suwerenny wybrać kierownictwo Partii. W trakcie spotkania Gomułka zasygnalizował: „Właśnie otrzymałem komunikat o ruchach radzieckich i polskich czołgów. W jednym miejscu czołg zmiażdżył sekretarza terenowej organizacji partyjnej. Prosimy towarzyszy radzieckich, żeby dali polecenie tow.Koniewowi zatrzymania ruchu wojsk (…). Jan Dzierżyński zanotował: (…)Kontynuowany jest ruch radzieckich i polskich czołgów. Zdarzył się najazd radzieckich czołgów na pociąg, rozbity został jeden wagon, zmiażdżony jeden człowiek (…). W Zambrowie czołg radziecki najechał na linie wysokiego napięcia , w efekcie Zambrów pogrążony jest w ciemności, nie pracują fabryki(…).  Tow.Gomułka:  Pytam, co oznaczają wasze słowa wypowiedziane rano, „Jesteśmy gotowi do zdecydowanej interwencji? (…) Nie możemy powiedzieć narodowi, że akurat w dniu waszego przyjazdu rozpoczęły się manewry(…) Chruszczow powiedział, że wyprowadzenie tow.Rokossowskiego z Biura Politycznego oznaczać będzie zerwanie Układu Warszawskiego. (…) Tow.Gomułka: Nie macie prawa nam grozić.”. Na VIII plenum jako kandydat do Biura Politycznego Rokossowski przepadł w głosowaniu. W krótkim czasie przestał być ministrem obrony narodowej (…). Nie miało to konsekwencji dla istnienia Układu Warszawskiego. Ostra wymiana zdań w Belwederze nie doprowadziła do porozumienia. Nieproszeni goście powrócili do Moskwy”.  Tyle pan Andrzej Wilk cytujący Jana Dzierżyńskiego. Jako ciekawostkę ze swej strony dodam, że pochodzący z Warszawy Rokossowski został wyrzucony z Polski w wyniku knowań tzw. „grupy Puławian”. Były bowiem wówczas w Partii dwie silne  grupy: komunistów pochodzenia polskiego, tzw. „Natolińczyków” – oraz pochodzenia żydowskiego, tzw. „Puławian”. Rokossowski przeprowadził reformy w wojsku polskim czyniąc z niego silną i bardzo nowoczesną sprzętowo armię. Postanowił także poczynić zmiany kadrowe i ogłosił, że jest już wystarczająco wielu oficerów Polaków o doskonałych kwalifikacjach, by zajęli większość stanowisk dowódczych. Do tej pory bowiem większość stanowisk dowódczych „bojowych” zajmowali oficerowie radzieccy, zaś politycznych – Żydzi. Łukasz Marcin Jastrzębski w „Myśli Polskiej” pisze, że ok. 80% oficerów politycznych  w tzw. „Ludowym” Wojsku Polskim miało żydowskie pochodzenie, co potwierdza wiele innych źródeł, m.in. Peter Raina w swojej książce pt. „Czy Gomułka był antysemitą”? Grupa Puławian odebrała źle zapowiedzi Rokossowskiego obawiając się utraty swych „politycznych” pozycji w armii i poprzez wiele zabiegów, intryg i fałszywych pomówień, m.in. obwiniając Rokossowskiego o dopuszczenie do rozstrzeliwania oficerów za czasów „stalinowsko-bierutowskich” – podczas gdy w tej kwestii Rokossowski nie miał nic do gadania, załatwiał to Urząd Bezpieczeństwa kierowany przecież przez ziomków tzw. „Puławian”, a nie ministra Obrony.

Opisany wyżej wspólny wyjazd za granicę aż czterech członków ścisłego kierownictwa to było wydarzenie wyjątkowe. Przybył przecież także naczelny dowódca Zjednoczonych Sił Zbrojnych Państw Stron Układu Warszawskiego marszałek Iwan Koniew z grupą sowieckich wojskowych.

Powróćmy do opisu sytuacji, gdy delegacja radziecka była jeszcze w Polsce, a wojska radzieckie wykonywały „manewry”.

W nocy z 18 na 19  października oddziały Północnej Grupy Wojsk Armii Sowieckiej, które opuściły swoje garnizony na Dolnym Śląsku i Pomorzu, rozpoczęły marsz w kierunku polskiej stolicy. To wtedy miała miejsce słynna sytuacja pod Rawą Mazowiecką, gdy generał Komar polecił na szosie namalować grubą białą linię i – gdy kolumna sowieckich wojsk się zbliżyła – polecił zawiadomić ich dowództwo, że w wypadku jej przekroczenia choćby o centymetr polskie wojsko otworzy ogień. Do Zatoki Gdańskiej skierowany został krążownik „Żdanow” w asyście trzech niszczycieli i flotylli mniejszych jednostek. W stan gotowości bojowej postawiono też jednostki sowieckie stacjonujące w NRD.

Lot delegacji radzieckiej nie był jednak zgłoszony polskim służbom lotniczym, Chruszczow nie był zaproszony, leciał z własnej inicjatywy i na własne ryzyko. Gomułka oczywiście go przyjął, ale gdy zaczął później wraz z innymi polskimi politykami i działaczami wypominać Związkowi Radzieckiemu Stalina – Chruszczow, przy wielu świadkach, odpowiedział Gomułce: „Przecież on był wasz”. I powrócę do tego tematu w kolejnym akapicie. Chciałbym jednak umieścić w tym miejscu dygresję – dlaczego wojska radzieckie powróciły do baz – i nie doszło do zbrojnej interwencji. Prawie 40 lat temu powiedział mi to mój wspaniały wykładowca historii w I LO w Koninie, profesor Zenon Karpiński, a pisze też o tym Andrzej Wilk w Trybunie – że uratowała nas najprawdopodobniej interwencja Chin oraz wybuch powstania na Węgrzech. Po wyjeździe delegacji radzieckiej, jak pisze Wilk: „W ciągu następnych kilku dni miały miejsce wydarzenia decydujące (…). Przywódca Chińskiej Republiki Ludowej Mao Tse-Tung w ostrej rozmowie z Pawłem Judinem – ambasadorem ZSRR w Pekinie – kategorycznie zażądał wstrzymania radzieckiej interwencji w Polsce. Informacja dotarła do Chruszczowa 21 października (…), a 23 października rozpoczęła się rewolta węgierska.  24 października Chruszczow telefonicznie poinformował Gomułkę o wycofaniu radzieckich czołgów do baz”.

Obiecałem powyżej powrócić do tematu, że Chruszczow odpowiadając Gomułce na zarzuty dotyczące czasów Stalina powiedział „Przecież on był wasz”! Po jego wyjeździe dywagowano, co mógł mieć na myśli.

Jedna z teorii mówi, że Stalin był biologicznym synem hrabiego Mikołaja Przewalskiego, który wraz z bratem bywał w Tyflisie (Tbilisi) i Gori, z Gruzji bowiem często wyruszał na swoje wyprawy. W jakiejkolwiek wyszu- kiwarce można wyszukać i porównać ze sobą zdjęcia Mikoła- ja Przewalskiego i Stalina. Często też się zastanawiano, skąd młody Dżugaszwili (późniejszy Stalin), pochodzący z niezwykle ubogiej rodziny, miał pieniądze na drogą edukację. Zasta- nawiano się też, dlaczego w czasie swojego panowania na Kremlu unikał kontaktu z matką, spotykając się z nią w tym okresie tylko jeden raz. Na jej pogrzeb do Gruzji nie pojechał, a grobu nigdy nie odwiedził.

Sam Chruszczow zresztą często podkreślał, że jego żona Janina Kucharczuk, urodzona na Zamojszczyźnie, jest Polką. Wspominał nieraz, że wychował się w tej części Ukrainy, w której mieszkało wielu Polaków, i bawił się z nimi na „jednym podwórku”. Na rosyjskich stronach internetu można znaleźć wiele artykułów o tym, że Chruszczow był biologicznym synem Polaka. W rodzinnej wsi Kalinówka jego i jego siostrę nazywano „Polakami”. Ich niezamężna, samotna matka Ksenia służyła u polskiego szlachcica Aleksandra Gaswickiego herbu Odrowąż, który troskliwie opiekował się dwójką jej dzieci.  Gaswicki w 1914 roku wykupił dwudziestoletniego Nikitę ze służby wojskowej, dzięki temu młody Chruszczow nie brał udziału w wojnie pomimo powołania do wojska. W ciągu całej wojny Gaswicki utrzymywał Nikitę Chruszczowa, który potem twierdził, że zarabiał w tym czasie na życie, będąc górnikiem. Nikt nigdy nie znalazł jednak potwierdzenia tego faktu, nie znaleziono też żadnej kopalni, gdzie tenże miałby wówczas pracować. W 1938 roku Beria badał pochodzenie (społeczne i narodowościowe) czołowych działaczy komunistycznych. O swoim „odkryciu polskiego pochodzenia Chruszczowa” poinformował Malenkowa, a ten Stalina. Rosyjski historyk Nikołaj Zienkowicz opisuje w swojej książce pt. СССP. Самые знамените побеги [ZSRS. Najbardziej znane ucieczki] sytuację, gdy Stalin popycha palcem Chruszczowa i mówi: „A ty przecież jesteś Polakiem”. Autor powołuje się na istniejącą taśmę magnetofonową, którą odsłuchał w rosyjskich archiwach państwowych.

Mariusz świder

Artykuł to fragmenty książki autora pt. „Jak stwarzaliśmy Rosję”, wydawnictwo FRONDA 2020, do kupienia w księgarniach i Internecie.

[Głosów: 12   Average: 5/5]
Facebook

1 thought on “Świder: Co łączy konia Przewalskiego z marszem wojsk radzieckich na Warszawę w 1956 roku?”

  1. jedno uzupełnienie> towarzysze chińscy (Mao tse tung) mieli wielkie ‘pretensje’ do cepa Chruszczowa, ze wystąpienie w czasie XX Zjazdu KPZR, gdzie ujawnił tzw. ‘zbrodnie stalinowskie” bo wg chińskiego sposobu myślenia>nie praktykuje się publicznego ‘prania’ brudów poprzedników, zwłaszcza, że był nim Stalin, któremu tow. chińscy zawdzięczali to, że pomagał im w wojnie z Japonią od 1937 roku. Przy okazji, to jest cały czas mantra neoliberałów/globalistów etc w walce z Rosją-Chinami, etc>
    tak jak dzisiaj Wałęsa ‘walczy’ i jedzie wyzwalać HongKong
    He helped end the Soviet empire. Now Lech Walesa wants to help Hong Kong
    .https://www.washingtonpost.com/opinions/2019/11/25/he-helped-end-soviet-empire-now-lech-walesa-wants-help-hong-kong
    tak jak nikt ‘konserwatywny’ nie zauważył wizyty w Polsce niejakiej Madeleine Albright ‘ostrzegającej’ przez faszyzmem
    >razem z Wałęsą i Balcerowiczem
    We promote freedom”
    .https://for.org.pl/en/a/6645,press-briefing-with-the-participation-of-madeleine-albrights-lecha-walesa-and-leszek-
    balcerowicz
    i dla przypomnienia, ta pańcia (Madeleine Albright) jest znana na całym świecie z tego, że wg jej zdania, śmierć 500 000 dzieci (w Iraku, dzięki sankcjom tak ukochanym przez Dudę, Morawieckiego) powiedziała WARTO BYŁO>WORTH IT
    .https://www.youtube.com/watch?v=4iFYaeoE3n4

    A poza tym praca p. ŚWIDRA>>FENOMENALNA, tak jak ostatnie pisanie prof. Modzelewskiego. Przed chwilą się dowiedziałem, że Paulini w Częstochowie, zawdzięczają rozbudowę sanktuarium dzięki ZGODZIE władz carskich w XiX wieku. Coś mi się widzi, że cepy anty-rosyjskie jak prof. Andrzej Nowak czy ten pacan z USA>>wypadło mi jego nazwisko z głowy (pisał przemówienie Trumpa w Warsiawie)
    nie mówiąc jako

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *