Szaleństwo polityki Zachodu

Autor stawia fundamentalne pytania: „Dlaczego Zachód, media, ośrodki kształtujące opinię publiczną tak jednoznacznie stali się krytykami Syrii Baszara al Assada, winiąc go za rozprawę nad islamistami-sunnitami? Dlaczego wcześniej nie obchodził ich los chrześcijan w południowym Sudanie, którzy musieli sami walczyć o wolność przez 30 latach ucisku i ludobójstwa ze strony reżimu islamistycznego? Dlaczego zabicie kilkuset osób przy pomocy broni chemicznej zasługuje na karę, a na unicestwienie milionów chrześcijan w południowym Sudanie przez rząd z północy (1980-2009) zamyka się oczy? Dlaczego u nas każdego dnia mówi się o „100 tysiącach zabitych” (weryfikacja tej liczby jest nie jest możliwa) podczas wojny domowej w Syrii, a jednocześnie milczy się o milionach ofiar wojen domowych w Algierii w 90-tych latach czy rzezi w Darfurze, dokonanych przez islamskie reżimy? Dlaczego Zachód uznał za „ludobójstwo” śmierć nie mniej niż 18.000 Bośniaków, ale odmówił nazwania tym samym unicestwienia chrześcijan w Sudanie czy mniejszości chrześcijańskiej w Indonezji i Iraku?”.

Pytania te są niczym wielkie oskarżenie pod adresem przywódców państw zachodnich, obnażają ich dwulicowość, brak jakichkolwiek zasad moralnych i perfidię. Jakie są przyczyny takiego postępowania Zachodu? Del Valle pisze, że od upadku ZSRR w polityce USA (Zachodu) na czoło wysuwają się dwa motywy działania – nafta i izolacja Rosji. Stąd za „wrogów” uznano te państwa, które podtrzymały bliskie kontakty z Rosją. Lista „wrogów” była (jest) następująca: Jugosławia Miloszevicia, Iran, Irak Saddama Husajna, libański Hezbollah, Libia Muamarra Kadafiego, wreszcie Syria – jeden z ostatnich bastionów Rosji na Bliskim Wschodzie. Sojusznikami Zachodu w tej „krucjacie” są sunnickie państwa islamistyczne – Arabia Saudyjska na pierwszym miejscu, potem Katar, Kuwejt, Pakistan (sojusznik talibów i al-Kaidy) i ostatnio neoislamistyczna Turcja. Z punktu widzenia ideologicznego Zachód staje po stronie skrajnej odmiany islamu, przeciwko bardziej umiarkowanej, staje przeciwko państwom świeckim, szanującym mniejszości chrześcijańskie (Irak, Syria). Zachód nie miał skrupułów, żeby zaatakować chrześcijańską Serbię i w sposób ostentacyjny, przy użyciu kłamstw i podstępów, popierać bezkrytycznie islamistów bośniackich i albańskich.

Lobby państw islamistycznych (Organizacja Współpracy Islamskiej) co rusz wywiera nacisk na USA, popychając je do walki z resztkami szyitów i świeckimi państwami, które powstały w okresie rewolucji naserowskiej. Jak pisze del Valle: „Dla Syrii wojna domowa jednoznacznie jawi się jako rezultat globalnej agresji sunnickich państw z Organizacji Współpracy Islamskiej (OWI) na czele z Katarem, Arabią Saudyjską i Turcją, które dozbrajają sunnickich buntowników”. Tę politykę wspiera ostatnio także Francja, mająca jakże inne tradycje politycznego zaangażowania.

Del Valle pisze: „Francja także wysłała do Organizacji Współpracy Islamskiej swojego przedstawiciela, a minister spraw zagranicznych Laurent Fabius oświadczył, że Francja przywiązuje wielką wagę do kontaktów z tą obskurancką organizacją. Tak jak wszyscy lewicowcy, Fabius na każdym kroku eksponuje we Francji swoją świeckość, i jawi się jako zagorzały zwolennik islamizmu na islamskiej ziemi. Według jego słów, Francja będzie przyglądać się organizacji, >której udało się znaleźć swoje miejsce w dialogu z resztą świata<”. Jest to zwyczajne kłamstwo – stwierdza del Valle – OWI nie prowadzi żadnego „dialogu cywilizacji”, wręcz przeciwnik, konsekwentnie oskarża Zachód o „nagonkę” przeciwko muzułmanom, wprowadza prawo szariatu, nie przestrzega zasady wolności sumienia i wyznania dla niemuzułmanów.  „Oprócz tego, w przeszłości OWI wszelkimi sposobami starała się zdjąć z sudańskiego reżimu odpowiedzialność za ludobójstwo na chrześcijanach, podżegała do walki islamskie terrorystyczne grupy w Bośni i Kosowie i popierała ruchy islamskie dążące do zmiany ustroju w takich państwach, jak Tajlandia, Nigeria, Czeczenia. Globalne lobby państw OWI posłużyło jako katalizator uderzeń natowskich na byłą Jugosławię, co doprowadziło do nowej zimniej wojny z Rosją”.

Jakie są skutki takiej krótkowzrocznej polityki? „Czy uznawać Syrię jako wroga i widzieć islamskich separatystów jako „przyjaciół”? Już zapomnieliśmy, jak libijscy buntownicy odpłacili swoim francuskim, angielskim i amerykańskim sojusznikom, biorąc jako zakładników dziennikarzy i zabijając byłego ambasadora USA w Libii, mimo że wałczył on za sprawę islamskich powstańców?” – pisze del Valle. Polityka Zachodu może doprowadzić do globalnego konfliktu na Bliskim Wschodzie, wojny Iranu i Syrii z Turcją oraz eskalacji wojny domowej sunnitów i szyitów w Iraku. Co gorsza, często Zachód wspiera islamskich buntowników bardziej gorliwie, niż niektóre państwa sunnickie.

opr. JE

www.myslpolska.pl

aw

[Głosów:0    Średnia:0/5]
Facebook

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *