Szlęzak: „Bajecki”

Od dwóch tygodni mocuję się z jakimś choróbskiem i więcej czasu spędzam w łóżku przed telewizorem. Siłą rzeczy więcej oglądam informacji o bieżących wydarzeniach politycznych. Bardzo dobrym komentarzem do nich jest reklama jakiegoś lekarstwa dla dzieci. W tej reklamie sympatyczne dzieciaki mówią, co ich mamy powinny robić, by ulżyć im w chorobie. Najbardziej ujął mnie chłopczyk, który krzyknął „bajecki!”. Ta reklama skojarzyła mi się z tym, co w polityce widziałem przez te dwa tygodnie w telewizji. Oto polskie społeczeństwo, zmagające z różnymi politycznymi chorobami, dało sobie wmówić, że te choroby pomagają leczyć „bajecki!”.
.
I tak rządzący PiS opowiada „bajecki” o obronie suwerenności przed ingerencją różnych instytucji Unii Europejskiej, ale również Białorusi, Czech, Niemiec, Rosji, a wcześniej USA i Izraela. Z kolei opozycja na czele z PO opowiada „bajecki” o tym jak to PiS chce wyprowadzić Polskę z Unii Europejskiej. W „bajecki” PiS-u nawet zacząłem wierzyć, ale na swoje szczęście dość szybko zrozumiałem, że to jednak tylko „bajecki”. Niestety wszystkie konflikty, które ostatnio PiS wywołał w zdecydowanej większości nie są przejawem odzyskiwania przez Polskę niepodległości, ale wynikają z obawy utraty władzy lub są konfliktami, które się przegrywa po to, żeby zmobilizować swoich zwolenników na zasadzie „biją naszych, więc mocniej zewrzyjmy szeregi!”. Muszę przyznać, że jest to metoda skuteczna. Widać to przede wszystkim na przykładzie konfliktu z Białorusią i Czechami. Oba te konflikty póki co pisowski rząd przegrywa, a oba są efektem między innymi tego, że zarówno Czechy, jak i Białoruś – oba państwa nawet łącznie potencjalnie dużo słabsze od Polski – wobec tej Polski nie czują żadnego respektu, a i chyba szacunku. Rządy PiS-u nawiązują do rządów Sanacji w latach 1926 – 1939, ale na tym tle wypadają blado, o czym już ostatnio pisałem. Sanacyjne rządy miały konflikt z ówczesną Litwą, tak, jak współcześnie, małą i słabą. Potrafiły mocno tupnąć i pod groźbą konfliktu zbrojnego zmusić Litwę do nawiązania stosunków dyplomatycznych. Pisowska Polska nawet tupnąć nie potrafi, a nawet jeśliby tupnęła, to pies z kulawą nogą się tym nie przejmie, a co dopiero taki polityczny watażka, jak Aleksander Łukaszenka, który czując oparcie w Rosji, odgrywa się za w sumie skrajnie nieudolną próbę pozbawienia go władzy w czym pisowski rząd miał niestety znaczący udział. Z kolei pragmatyczni do granic Czesi w konflikcie o kopalnię Turów, traktują polską stronę niczym Józef Szwejk, tępych austriackich oficerów, czyli nikogo nie da się tak wydoić, jak nadętych frajerów.
.
I to jest jedna strona medalu. Z tej drugiej pewnie ani Łukaszenka, ani Czesi nie zdaja sobie sprawy. Ta druga strona tego medalu, to fakt, iż te kompromitujące porażki na zewnątrz bardzo wzmacniają PiS wewnątrz Polski. Z trudem przebija się to do polityków opozycji, którzy starają się rozgrywać walkę z PiS-em hasłem o groźbie wyprowadzenia Polski z Unii Europejskiej. Tak potraktowano orzeczenie Trybunału Konstytucyjnego o wyższości polskiej konstytucji nad prawem UE. Faktycznie nie chodzi o wyjście Polski z Unii, ale o rządy PiS-u dla których niezawisłe sądy są groźne, ponieważ blokują przejęcie całkowitej władzy w państwie, co w konsekwencji mogłoby doprowadzić nawet do utraty tej władzy. Przy czym wartości – na czele z niepodległością – na które powołuje się PiS, to są „bajecki”. PiS udowodnił to wycofując z samorządów pod groźbą utraty dofinansowań z UE deklaracje przeciw LGBT. Jeśli Unia nie będzie przeszkadzała PiS-owi w całkowitym przejęciu i utrzymaniu władzy, to pal licho niepodległość czy sprzeciwy wobec ideologii LGBT! Przecież bez pieniędzy z Unii PiS nie jest w stanie przekupywać wyborców.
.
Zatem opowieści o tym, że PiS chce wyprowadzić Polskę z Unii Europejskiej, to „bajecki”. Opozycji na czele z Platformą Obywatelską należy zadać pytanie czy nadal będą za tym, by Polska niemal bezwarunkowo była w Unii (tak teraz chcą), jeśli w większości krajów UE do władzy dojdą ugrupowania dla których prawa mniejszości seksualnych, prawa zwierząt, nieograniczony dostęp do aborcji albo przekształcenie Unii w jedno państwo nie będą nawet drugorzędnymi sprawami? Spodziewam się, że nie. Dla nich bycie Polski w Unii ma sens przede wszystkim dlatego, że Unia jest taranem, który niszczy opór przed przekształceniem powyższych ideologicznych postulatów w obowiązujące prawo. Chętnie będą w takiej Polsce rządzić, ale nie muszą, bo może lepiej będzie to robił jakiś centralny rząd europejski, dający pieniądze wedle swojego uznania i tępiący tych , którym się LGBT nie podoba.
.
Nawet po pobieżnej analizie widać, że spory polityczne pokazywane w telewizji przez ostatnie dwa tygodnie, to „bajecki”. Tu nie chodzi z jednej strony o niepodległość i suwerenność Polski, ale o przejęcie i utrzymanie pełni władzy wewnętrznej. Z drugiej strony nie chodzi o członkostwo Polski w Unii Europejskiej po to, by wzmocnić Polskę jako państwo i gwarantować jej bezpieczeństwo, ale o Unię jako bardzo konkretny projekt ideologiczny i wyłącznie w takim kształcie ideologicznym. W doprowadzeniu Polski do takiego stanu niepodległość zdecydowanie jest przeszkodą. Tylko po co o tym mówić Polakom, skoro większość krzyczy „bajecki!”.
A Państwo wierzycie w te „bajecki!”?
Andrzej Szlęzak
za: FB
Facebook

3 thoughts on “Szlęzak: „Bajecki””

  1. (…) Dla nich bycie Polski w Unii ma sens przede wszystkim dlatego, że Unia jest taranem, który niszczy opór przed przekształceniem powyższych ideologicznych postulatów w obowiązujące prawo.(…)
    Za tych (…)A 8 lat PO(…) obecna opozycja nic nie robiła o homośluby…

  2. „Przecież bez pieniędzy z Unii PiS nie jest w stanie przekupywać wyborców.”

    Obawiam się, że Autor nie ma racji. Ministerstwo Finansów podaje, że w ubiegłym roku Polska otrzymała „na czysto” z UE nieco ponad 9 mld euro. W porównaniu do wielkości polskiej gospodarki nie jest to żadna oszałamiająca kwota, w podobnych pieniądzach zamyka się np. 500plus. Tym bardziej, że lwia część tej sumy i tak trafia na cele ogólno-wspólnotowe (choćby infrastruktura na kierunkach wsch-zach i płn-płd), a nie stricte krajowe. Zachodni kapitał chcąc prowadzić działalność gospodarczą w Polsce, musi zagwarantować sobie m.in. drogi łączące wytwórczość z magazynowaniem i odbiorcą końcowym. Nie ma tutaj żadnego dobrodziejstwa, lecz zwykłe wyrachowanie. Kacyki z PiS boją się jedynie utraty środków przeznaczonych z definicji do marnotrawstwa, które można przetransferować do kieszeni swoich, rodziny i znajomych. Dla kogoś takiego bolesne będzie, jeśli z funduszy UE nie powstania kolejna „inwestycja” typu aquapark na wsi, do którego zarządzaniem powoła spółkę komunalną z synekurami dla partyjniaków. W ten sposób UE dyscyplinuje (a raczej korumpuje) „niepokorne” rządy.

    1. (…)Nie ma tutaj żadnego dobrodziejstwa, lecz zwykłe wyrachowanie.(…)
      I z tego wyrachowania powinni zbudować CPK za własne pieniądze…

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *