Szlęzak: Geszefciarstwo PiS z Lewicą

Komentowanie bieżących wydarzeń politycznych uważam za coraz bardziej jałowe zajęcie. W moim przypadku ani mnie to nie rozwija intelektualnie, ani na tym nie zarabiam, a tylko pieniądze byłby dla mnie zachętą, żeby się tym systematycznie zajmować. Przełamałem wewnętrzny opór, którego ważnym składnikiem było lenistwo i postanowiłem napisać coś o porozumieniu między PiS-em i Lewicą. Ostatecznie zdecydowała prośba kolegi, żebym to zrobił. Połechtał moją próżność wspominając, że udostępnia moje teksty kolegom i koleżankom. Do tej pory sądziłem, że moja próżność rośnie wraz z lenistwem, ale fakt, iż zabrałem się do pisania po dwudziestej drugiej zdaje się temu przeczyć. Zatem do roboty, choć jeśli brać pod uwagę poglądy kolegi i jego koleżeństwa, to z efektów raczej nie będą zadowoleni.
PiS dogadał się z Lewicą i nadzieje większości ugrupowań opozycyjnych na obalenie rządu PiS-u zesrały się i to na rzadko. Na tym można by skończyć podsumowanie tego wydarzenia i jego skutków. Mnie jednak zastanawia coś, co uważam za co najmniej równie ważne, jak pieniądze z Unii Europejskiej na odbudowę polskiej gospodarki po skutkach epidemii koronawirusa. Nie będę wchodził w to na ile unijny fundusz na odbudowę gospodarki jest szansą, a na ile pułapką dla Polski, ponieważ mając świadomość wagi tego problemu nie mam wystarczającej wiedzy, by to próbować rozstrzygać. Skupię się więc na sprawie według mnie również o kapitalnym znaczeniu dla przyszłości Polski.
Otóż za porozumienie z PiS-em na głowy liderów Lewicy posypały się i sypią gromy. Zarzuty zaczynają się na naiwności, a kończą na zdradzie i świadomym wejściu w układy z bandytami. Faktem jest, że rządy PiS-u doprowadziły polskie życie polityczne do skrajnie niebezpiecznych podziałów, konfliktów i zagrożeń. Drugim faktem jest, że sytuacja Polski jest niepewna jako państwa, które jest zależne od różnych zewnętrznych układów i coraz bardziej się od tych układów uzależnia, a wspomniane fundusze mogą być kolejnym posunięciem w kierunku pogłębienia tego uzależnienia. Trzecim faktem jest, że w debacie o porozumieniu PiS-u z Lewicą mówi się głównie o bieżących grach politycznych, czyli co kto za unijne fundusze załatwi dla swoich wyborców, kto kogo z tego powodu ogra i dlaczego przez to nie da się obalić rządu Mateusza Morawieckiego, skoro ponoć było do tego tak blisko. Jestem skłonny uznać, że właśnie tak wyglądało i wygląda myślenie zdecydowanej większości liderów różnych ugrupowań politycznych, zarówno tych z rządu, jak i opozycji. Jest to powód do ogromnego niepokoju.
Po pierwsze trzeba się obawiać, że wysokie, nienawidzące się strony porozumienia (PiS i Lewica) nie sięgają ponad doraźne polityczne interesy i załatwiają geszefty, a nie próbują rozwiązać strategiczne problemy. Dogadujemy się, ponieważ oni mogą nam dać coś, a my możemy za to ich w czymś poprzeć. Partyjne interesy na tym zyskują i jak powiedział jeden z bohaterów “Ziemi obiecanej” narodowości wybranej, że to “jest po kupiecku powiedziane”. Partyjny geszeft klepnięty, ale czy to oznacza, że tym samym polski interes narodowy zyskał? Niestety różnie może z tym być, a jeśli ma być, jak było dotychczas, to marne nasze widoki.
Po drugie, Adolf Nowaczyński zauważył niegdyś, że do porozumienia dwóch stron wystarczy, by miały one jak najgorsze zdanie o osobie. Biorąc tę myśl na pierwszy rzut oka, to porozumienie PiS-u z Lewicą potwierdza jej trafność. Widzę jednak w myśli Nowaczyńskiego głębszy sens. Sprowadza się on do zrozumienia, że prawidłowe pojmowanie polskiego interesu narodowego wymaga, by dopuszczać kompromisy i porozumienia między skrajnie wrogimi sobie ugrupowaniami politycznymi, jeśli ma to chronić fundamentalne wartości, jak całość państwa czy biologiczne przetrwanie narodu. Oczywiście, niezbędnym do tego jest, by te przeciwne sobie siły polityczne zgadzały się co do istnienia takich fundamentalnych wartości i je choć w części respektowały. Czy tak jest? Niestety, bardzo w to wątpię. W wielu elementach życia publicznego poziom zacietrzewienia jest tak duży, że nie ma mowy o uznawaniu jakiegoś kanonu wartości, których dla dobra wspólnego nie atakuje się i nie niszczy. Wszystko sprowadza się do gry, ograniczonych walk i totalnej (na razie ideologicznej) wojny, w których jedynym celem jest władzę przejąć albo władzę utrzymać.
Zatem w warunkach określonych powyżej o porozumieniu PiS-u z Lewicą mówiłbym jak o posunięciu na miarę mężów stanu, rozumiejących, że polski interes narodowy zakreśla wyraźne granice, których przekroczenie kończy się samounicestwieniem. Niestety, tak powiedzieć nie mogę, bo póki co widzę partyjny geszeft, który wręcz cuchnie na przemian politycznym cwaniactwem i frajerstwem. Mąż stanu eo ipso nie jest ani politycznym cwaniakiem, ani frajerem.
I po trzecie, mam czelność napisać to, co powyżej, ponieważ jako kandydat na prezydenta Stalowej Woli dla którego antykomunizm był wówczas ważnym składnikiem poglądów politycznych, porozumiałem się z SLD. Byłem wtedy w PiS, a Jarosław Kaczyński osobiście wspierał mnie w kampanii. W czasie wizyty w Stalowej Woli w rozmowie w cztery oczy spytał mnie o to porozumienie, a po moich wyjaśnieniach powiedział mniej więcej, że jak się nie uda, to on o niczym nie wiedział. Udało się. Lokalni politycy SLD okazali się ludźmi o wysokiej kulturze i to nie tylko politycznej. To były trudne lata dla Stalowej Woli, ale moje rządy z poparciem SLD okazały się owocne. Do dzisiaj utrzymuję koleżeńskie relacje z tymi ludźmi. Dlaczego się udało? Uważam, że udało się, bo to nie był partyjny geszeft. Nie było cwaniactwa i frajerstwa. Była autentyczna troska o Stalową Wolę. Jasne, że Stalowa Wola, to nie cała Polska, ale to jednak dowód, że ludzie ze skrajnie różnych pozycji politycznych mogą się porozumieć, jeśli rozumieją, co chcą budować i o co się troszczyć. W tym sensie nie ma różnicy między całą Polską i Stalową Wolą.
I na koniec; za porozumienie z SLD postanowiono wyrzucić mnie z PiS-u.
A Państwo uważacie, że są sytuacje, w których przeciwne siły polityczne powinny się porozumieć?
Andrzej Szlęzak
za: FB
[Głosów: 14   Average: 3.9/5]
Facebook

2 thoughts on “Szlęzak: Geszefciarstwo PiS z Lewicą”

  1. (…)PiS dogadał się z Lewicą i nadzieje większości ugrupowań opozycyjnych na obalenie rządu PiS-u zesrały się i to na rzadko.(…)
    Odpowiem w języku autora… Gówno prawda.
    Po tym numerze PIS odstrzelił sobie żelazny elektorat, a bez PIS nie istnieje. Zwyzywać całą opozycję od Targowicy, złodziei i komunistów i kogo tam jeszcze, a następnie de facto zawrzeć sojusz z jej częścią przeciwko partii, z której robiło się część białoczerwononej drużyną*… a na koniec liczyć na to, że elektorat to poprze. To nie ma prawa się udać!!!
    * To, że akurat ta partia nakręca pisowski elektorat w kierunku (…)Ani kroku w tył!(…) to istotny choć tylko szczegół.

    (…)Otóż za porozumienie z PiS-em na głowy liderów Lewicy posypały się i sypią gromy.(…)
    Tak się posypały, że aż Strajk Kobiet będą atakować kościoły… przewracając na nie Pałac Kultury.

    (…)Po drugie, Adolf Nowaczyński zauważył niegdyś, że do porozumienia dwóch stron wystarczy, by miały one jak najgorsze zdanie o osobie.(…)
    Coś jak Hitler i Stalin?

    (…)I po trzecie, mam czelność napisać to, co powyżej, ponieważ jako kandydat na prezydenta Stalowej Woli dla którego antykomunizm był wówczas ważnym składnikiem poglądów politycznych, porozumiałem się z SLD.(…)
    W samorządach to są koalicje we wszystkich możliwych konfiguracjach… u mnie była np. PIS+PSL.

  2. Zdaniem Romana Giertycha układ PiS-Lewica jest efektem działania służb Rosji.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *