Szpiegomania

Jeśli więc mamy do czynienia z zatrzymaniami, wydaleniami, cudownymi przeciekami i ogólnie show organizowanym przez ABW do spółki z dziennikarzami i politykami na N-kach, czyli niejawnych etatach służb specjalnych – to jest to zagadnienie z zakresu propagandy, a nie wywiadu. Rzecz jasna nie oznacza to jednak, że szopki takie pozostają bez wpływu na bezpieczeństwo państwa.

Polacy się nie dali

Manipulowanie polską opinią publiczną realizowane jest przede wszystkim pospołu przez głównonurtowe media i dyplomację III RP, czyli instrumenty połączone posiadaniem ośrodków decyzyjnych poza granicami kraju. W ostatnich tygodniach jednak nadużywane metody przekazu wyraźnie złapały zadyszkę, a ich przeciwskuteczność stawała się coraz bardziej oczywista. Toporność, jednostronność i prymitywizm propagandy, mającej z całej złożoności kryzysu ukraińskiego wybrać tylko anielsko czystych banderowców i oligarchów, przeciwstawionych krwawej Rosji – nie dały spodziewanych efektów. Jak można się było spodziewać – Polacy zostali wprawdzie skutecznie nastraszeni rzekomą agresywnością Rosji, ale po pierwsze ani trochę nie przekonało nas to do ukraińskich aferzystów i szowinistów. Po drugie zaś – nasi rodacy zachowali się nad podziw racjonalnie stwierdzając, że skoro w środowisku międzynarodowym robi się dla Polski niebezpiecznie, a na pewno drogo i biednie – to lepiej nie podskakiwać i pilnować własnych spraw.

Tymczasem dość ewidentnie oczekiwano diametralnie innych skutków. Polacy mieli poderwać się do boju o naszą i (głównie) waszą, nie bacząc na koszty oddać Ukraińcom darmo węgiel, a w zamian kupić od nich zboże (zamiast polskiego). Mieli też marznąć, przekazując własny gaz i ryzykując wojnę energetyczną z Rosją. A wszystko to przy dziarskich okrzykach, że nie ma co myśleć po sklepikarsku, kiedy tu panie strategiczność, honor, Giedroyć z nieba patrzy, a Applebaum zza oceanu dopinguje! A tu nic z tego. Polacy tym razem nie okazali się frajerami. Propaganda jednak polega wszak na powtarzaniu i podkręcaniu emocji – konieczne więc stało się wejście na wyższy poziom.

Russian Scare”

Logika „Zimnej Wojny” nie ulega zmianie od dekad. Najpierw agresor powinien przedstawić zaczepianego czy napadniętego – jako napastnika, przed którym MUSI się bronić. Tak oto rozpętawszy wojnę na Ukrainie – strona atlantycka konsekwentnie przekonuje, że konflikt rozgorzał z winy Rosjan, którzy w rzeczywistości od kilku miesięcy nie robią w zasadzie nic innego, niż pilnowanie by nie dać się weń wciągnąć choćby jednym paznokciem rosyjskiego żołnierza. Ta ostrożność spowodowała, że zabrakło pretekstu do wprowadzenia wojsk NATO na Ukrainę. Kolejnym krokiem – jest zastraszenie własnych społeczeństw i impregnowanie ich na jakiekolwiek argumenty drugiej strony, czy po prostu logiczne myślenie.

Współczesnym odpowiednikiem „Red Scare” stały się najpierw opowieści o rzeszach agentów piszących posty krytykujące banderyzm i jego obrońców, licznych wśród elit III RP. Następnie zaczęły się czynne ataki na przeciwników angażowania Polski w konflikt ukraiński, próby rozbijania pikiet antywojennych – a wreszcie rozpoczęcie polowania na szpiegów.

Odpowiedni klimat postarano się stworzyć newsami w Polsce z reguły traktowanymi z większym nabożeństwem – a więc z zagranicy. Miniaturowy rosyjski okręt podwodny atakujący szwedzkie wybrzeża, rosyjskie samoloty co i raz dostrzegane przez władze państw bałtyckich, również zainteresowane podnoszącym ich znaczenie podbijaniem antyrosyjskiego bębenka – zimnowojenni propagandyści nie wahają się przed niczym, byle w końcu Polaków zachęcić do wojny z Rosją o czekoladę Poroszenki i dolary Wall Street, zagrożone rozwojem alternatywnej sieci powiązań gospodarczych krajów spoza dyktatu Waszyngtonu.

Polacy jakoś nadal się nie palą do atlantyckiej krucjaty. Uspokajające opowieści Kowala i Kwaśniewskiego, że banderowców nie ma, a Ukraina to niemal nasza druga ojczyzna (tylko ważniejsza) też nie znajdują nadmiaru życzliwych słuchaczy. Wstrząsająca opowieść Applebaumowego jak to Tuskowi wmuszał Putin Lwów, ale nasi panowie heroicznie go (niczym Bierut) nie chcieli – też wywołała pół rozbawienie, pół rozczarowanie obywateli. Pora więc przyszła na argument przedostatni, zanim TVN z „Wyborczą” zorganizują jakąś nową prowokację gliwicką. Trzeba było „złapać szpiega”.

Kloss łapie Stirlitza

A dokładniej – kilku. Pierwsza próba okazała się średnia. Podpułkownik J. miał bowiem dostęp do tak dramatycznie tajnych i ważnych dla bezpieczeństwa państwa informacji, jak kalendarz imprez patriotycznych oraz wykaz spóźnionych powrotów z przepustek. Po kilku dniach „sensacyjnych przecieków” z antyszpiegowskiej akcji prowadzonej wspólnie przez ABW, telewizję i tabloidy – jakoś nie pojawił się spodziewany nastrój wojowniczej grozy. Nie towarzyszył on też cofnięciu akredytacji i zapowiedzianemu wydaleniu z Polski dziennikarza, Leonida Swiridowa, czyli „aferze” sprokurowanej w dość oczywisty sposób w nadziei, że po naturalnej retorsji rosyjskiej – znowu zaczepiający będzie mógł uchodzić za niewinnie krzywdzoną ofiarę.

Znowu więc podkręcono tempo – ujawniając, zatrzymując i aresztując diabolicznego prawnika, który ponoć w wyniku szatańskiego planu wszedł w posiadanie dokumentu, do którego nie tylko dostęp miało co najmniej kilkaset osób w Polsce, ale który też zawierał (wg wszelkiego prawdopodobieństwa) ustalenia do znalezienia w artykułach zamieszczonych na dowolnym w miarę rzetelnym portalu zajmującym się polityką energetyczną. Mówiąc prościej – p. Stanisław Szypowski miał zabiegać o przeczytanie ustaleń NIK na temat gazoportu. Tymczasem nie znając ich – wypada tylko powtórzyć to, co eksperci piszą od miesięcy – że jest to przedsięwzięcie poronione. Zbyt drogie, opóźnione, a przede wszystkim realizowane bez ekonomicznego sensu dla Polski, w żaden sposób nie przybliżające nas do mitycznego „energetycznego bezpieczeństwa”, cokolwiek by pod tym pojęciem nie rozumiano.

Słowem – nie chodzi ani o energetykę, ani o szpiegostwo, tylko o kolejną odsłonę show, mającego wreszcie popchnąć Polaków czynnie przeciw Rosji – a w najłagodniejszej wersji przynajmniej utrzymywać napięcie we wzajemnych relacjach, pozwalając przerzucać na Polskę znaczną część ekonomicznych skutków obecnego kryzysu międzynarodowego. Skoro nas szpiegują – to mamy moralny obowiązek im na złość dalej odmrażać sobie uszy, wręcz żądać utrzymywania embarga na polską produkcję na rynkach wschodnich, za to uprzywilejowania produkcji ukraińskiej na obszarze celnym Unii Europejskiej. Za tych dwóch szpiegów (?) mamy oddawać nasz gaz Ukrainie choćby nam Rosja zakręciła na zimę kurek. Mamy wreszcie przyjąć do wiadomości, że to wprawdzie my jesteśmy od wymachiwania szablą w kierunku Moskwy, ale na razie to polityczne zaplecze władz w Kijowie ma zgodę Zachodu na artykułowanie żądań rewizjonistycznych wobec polskich terytoriów, bo przecież już wyrocznia Applebaum orzekła, że nacjonalizm jest dobry i pożyteczny, o ile jest nacjonalizmem ukraińskim.

Że co, że to głupie, prymitywne, szyte grubymi nićmi i Polacy się nie dadzą tak wpuścić w maliny? Na razie nie dawali, teraz też kolejnych newsów słuchali z pewną nieufnością. Zostaje więc tylko się bać co jeszcze wymyślą rządzący i propagandyści, żebyśmy na kryzysie ukraińskim stracili jeszcze więcej.

Konrad Rękas

[Głosów:0    Średnia:0/5]
Facebook

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *