„Szukanie podtekstów rasistowskich, szczególnie w stosunku do narodu żydowskiego, osiągnęło w Polsce granice absurdu” – z Wiesławem Sowińskim  rozmawia A. Wielomski

Na Podkarpaciu liberalne media, często o obcym kapitale, wykryły ostatnio gniazdo ksenofobii i antysemityzmu. Mam tutaj na myśli słynne już gonienie Judasza w Pruchniku. Jak Pan postrzega to wydarzenie i całą wrzawę – Pan jako mieszkaniec Podkarpacia i narodowiec równocześnie?

Pierwszą moją reakcja na medialną nagonkę skierowaną w kierunku mieszkańców Pruchnika był po prostu uśmiech. W jednym szeregu marksistowska lewica i pseudo-prawica. Idealna symbioza. Dopiero później uświadomiłem sobie prawdziwe zło jakie nas Polaków dotyka. Tym złem jest brak kręgosłupa ludzi, którzy nami rządzą. Ci ludzie powinni murem bronić nas, prostych ludzi. Właśnie przy takich, z pozoru błahych, ale rozdmuchanych incydentach. Jak Pan zauważył było to gonienie (czy nawet biczowanie) Judasza. Judasza–zdrajcy. Judasza-kapusia. Nic więcej. Ale szukanie podtekstów rasistowskich szczególnie w stosunku do narodu żydowskiego osiągnęło w Polsce granice absurdu.  Nie jest to normalne. Nikt nie neguje, że na przestrzeni wieków pomiędzy Polakami a Żydami nie było napięć i konfliktów. Niczym nie różnimy się w tym od innych narodów. Ale przypisywanie Polakom winy za zagładę Żydów jest po prostu wredne, obłudne i kłamliwe. A sprawa „Judasza z Pruchnika” jest tylko próbą przyklepania Polakowi łatki antysemity. Nie ma zgody na to. W tej kwestii wstydzę się za reakcję polskich władz.

Czy był Pan kiedyś świadkiem tej ludowej tradycji czy to w Pruchniku czy gdzie indziej? Może w pańskiej rodzinnej miejscowości? Czy to tradycja jednego miejsca czy bardziej powszechna, regionalna?

Tutaj muszę przyznać, że nie byłem nigdy świadkiem takiego zdarzenia. Dopiero sztucznie rozdmuchana „afera” w Pruchniku skłoniła mnie do szerszego zapoznania się z tematem. Jednak fakt, że podobne sądy nad Judaszem są na Słowacji, Czechach, w Hiszpanii czy w Grecji może być argumentem, że nie jest to tylko tradycja regionalna. To pytanie jednak należałoby zadać kulturoznawcom.

Jest Pan prywatnym przedsiębiorcą, radnym. Skąd decyzja, aby „ominąć” etap parlamentu krajowego i startować prosto do Parlamentu Europejskiego?

Można powiedzieć, że tych etapów pośrednich „omijam” więcej. Start w wyborach do Parlamentu Europejskiego  traktuję jako ogromną możliwość wyrażenia swoich poglądów. Poglądów dotyczących mojej wizji Europy i miejsca jakie powinna mieć w niej Polska. Dostałem szansę, aby dotrzeć do większej rzeczy ludzi niż moi znajomi. Z moimi poglądami na temat czym jest Europa Narodów, a czym jest Unia Europejska, jaką droga powinna pójść polska polityka zagraniczna, nie muszą się inni zgadzać. Dla mnie ważne jest, że mnie wysłuchają i być może wdadzą się w polemikę. To dużo. Jestem realistą, człowiekiem ciężko pracującym, aby utrzymać swoją rodzinę. Nie interesują mnie profity z mojej działalności politycznej, co udowadniam przekazując całą swoją dietę radnego na cele społeczne. Chciałbym, aby moi synowie nie czuli się gorsi od Niemca czy Belga. Chcę aby byli dumni z bycia po pierwsze Polakami, a po drugie Europejczykami. W takiej kolejności.

Konfederacja to, jak mówi sama nazwa, sojusz rozmaitych ugrupowań. Podkarpacie to jednak okręg w tych wyborach szczególny dla Konfederacji, ponieważ na jedynce startuje Grzegorz Braun – można rzec, że katolicki kandydat dla katolickiego regionu. Proszę przekonać naszych Czytelników, że powinni głosować jednak na Pana.

Pan Grzegorz Braun to najlepszy kandydat na jedynkę w naszym okręgu jakiego mogliśmy mieć. W okręgu bardzo katolickim i o radykalnych zasadach moralnych, gdzie hasło „Rodzina siłą Narodu” nie jest frazesem, jego osoba jest wartością dodaną dla podkarpackiej Konfederacji. Ani ja, ani nikt inny z naszej listy nie konkuruje z Panem Grzegorzem, ale go wspieramy. Podobnie jak on wspiera swoją osobą nas. Dzięki  niemu inni kandydaci mają mocniejszą pozycję w swoich środowiskach czy regionach. Dlaczego powinno się oddać głos na mnie? Tutaj liczę na moich znajomych, znających moje poglądy i choć częściowo mających podobne zdanie. Liczę na mieszkańców mojego regionu głosujących na „swojego”. Liczę na osoby, które w czasie kampanii przekonam swoją argumentacją, swoją wizją wspólnej Europy suwerennych narodów, a nie wasali Niemiec.

Istnieje taki pogląd, że w Konfederacji od ekonomii są wolnościowcy, a od spraw ideowo-politycznych są narodowcy. Pan jest członkiem Ruchu Narodowego, ale zarazem przedsiębiorcą i przewodniczącym samorządowej komisji budżetowej w Powiecie Bieszczadzkim. Stąd pytanie: czy w systemie wielkiego wspólnego rynku można w jakiś sposób bronić interesów narodowych gospodarczych, skoro nie da się postawić granicy celnej? Jeśli tak, to jak?

W Ruchu Narodowym jest wielu wykształconych ludzi mających ogromną wiedzę o ekonomii i gospodarce. Ja jestem tylko drobnym przedsiębiorcą i samorządowcem z powiatu na krańcu Polski. Ale to wystarczy, aby rozumieć, że każdy kraj musi być przygotowany na obronę swoich interesów gospodarczych. Bez własnej, mocnej i stabilnej gospodarki, bez własnej waluty, bez własnych banków żaden kraj nie może być w pełni suwerenny. Wiem, ze unijne prawo reguluje i nakłada na nas spore ograniczenia. Ale polityka Niemiec jest tutaj dobitnym przykładem jak można twardo bronić swoich interesów. Nie może być tak, że polscy politycy przedkładają interesy Unii Europejskiej nad interes swojego kraju. Nie możemy sobie tylko zadawać pytania jak bronić interesów Polski. Zadajmy pytanie dlaczego tego nie robimy, a uzyskamy odpowiedź na to pierwsze. Nie obronimy gospodarki, gdy nie będzie bezkompromisowej pro-polskiej polityki zagranicznej. Nie obronimy gospodarki z pozycji klęczącej. To zadanie spoczywa na barkach zarówno polskiego rządu, jak i polskich europosłów.

Czy Parlament Europejski ma narzędzia, które wpływają na polską ekonomię? Jakie i co mogą zrobić polscy europosłowie?

Jak najbardziej ma takie narzędzia. Są to dyrektywy, rozporządzenia i decyzje unijne. Wpływają one  znacząco na możliwości rozwoju polskich, szczególnie małych firm, a co za tym idzie polskiej gospodarki. W większości przypadków mają one jednak na celu ograniczenie samodzielności ekonomicznej krajów takich jak Polska.  Działają raczej jako balast niż żagiel rozwoju gospodarczego. Im mniej unijnych regulacji mających tylko z definicji nam pomagać tym lepiej. Mniej regulacji dla biznesu i przedsiębiorców wpływa pozytywnie na rozwój ekonomiczny państw. Więcej bzdurnych dyrektyw doprowadza do chaosu. Polscy europosłowie powinni, a nawet muszą, ograniczyć nadprodukcję absurdalnych regulacji unijnych. Powinni być głosem rozsądku wśród oderwanych od rzeczywistości unijnych legalistów.

O Unii Europejskiej mówi się często, że to taka wielka przestrzeń ekonomiczna, która ma stanowić konkurencję dla ekonomii amerykańskiej czy chińskiej. Powinniśmy w niej uczestniczyć czy bronić własnej suwerenności ekonomicznej na własną rękę?

Obecnie  jesteśmy członkami Unii Europejskiej i ta powinna bronić także naszych interesów, a nie przedkładać interes Niemiec czy Francji nad dobro całej wspólnoty. A tak jest obecnie. UE nie prowadzi wspólnej i spójnej polityki gospodarczej względem krajów spoza Unii. Nie prowadzi polityki uwzględniającej interes słabszych krajów członkowskich. Uważam, że w takiej sytuacji jak obecna musimy choć częściowo uniezależniać się od polityki gospodarczej UE nawiązując relacje z Rosją, Chinami czy USA, podobnie jak robią to Niemcy czy Francja. Polski interes narodowy musimy stawiać ponad unijnym.

A jaki jest Pański pogląd na przyłączenie się Polski do chińskiego projektu Nowego Jedwabnego Szlaku?

Jak najbardziej Polska powinna być zainteresowana tym projektem. Ale nie jako tylko odbiorca chińskich towarów, ale beneficjent zysków wykorzystujący swoje strategiczne położenie w Europie.

I na koniec, który z projektów ekonomicznych jest Panu bliższy: wolnorynkowy Romana Rybarskiego czy dystrybucjonistyczny Adama Doboszyńskiego?

Zdecydowanie poglądy Adama Doboszyńskiego.  Zgadzam się z jego tezami o ustroju narodowym zgodnym z etykę chrześcijańską oraz opierającym się na dobru narodu. Doboszyński krytykuje liberalizm ze względów etycznych pisząc, że gdzie każdemu wolno wszystko, gdzie żadne zasady moralne nie obowiązują, wolność zanika. Mamy tego przykład w obecnie funkcjonującym modelu gospodarczym. Ponadto jako działacz społeczny zgadzam się z jego twierdzeniem, że w społeczeństwie istnieje grupa osób, które nie są w stanie zapewnić sobie odpowiedniej stopy życiowej, a naszym obowiązkiem jest niesienie im pomocy. Celnie krytykuje zarówno komunizm jak i kapitalizm za skupianie własności w niewielu rękach. Sam jako drobny przedsiębiorca uważam podobnie jak Doboszyński,  że należy stworzyć warunki do funkcjonowania małych lub jednoosobowych firm. Pomoc polegałaby nie na świadczeniach socjalnych, ale na stworzeniu im odpowiednich warunków do funkcjonowania. Teraz widzimy patologiczne sytuacje, gdy za pieniądze z dotacji otwierają się małe firmy upadające po tym jak się kończą pomostówki. Ponadto, podobnie jak ja, sprzeciwiał się podatkom konsumpcyjnym oraz był przeciwnikiem prywatyzacji  kolei, poczty i przemysłu zbrojeniowego. Dlatego napisałem, że poglądy Doboszyńskiego są mi bliższe.

Gdy politycy Konfederacji dostaną się do Parlamentu Europejskiego, to zapewne przystąpią do którejś z eurofrakcji. Oczywiście, od wyniku wyborów zależy jakie będą opcje. Ale gdyby miał Pan wybrać z tych, które istnieją w obecnym europarlamencie, to którą by Pan osobiście preferował i dlaczego?

Osobiście chciałbym zostać posłem niezależnym dbającym tylko o dobro i interes Polski i Polaków, a nie broniącym układów frakcyjnych. Ale wiem, że to niemożliwe. Dlatego sam nie chciałbym i nie będę dokonywał takiego wyboru i podporządkuję się decyzji klubu. Ale oczywiście najbliżej mi do frakcji eurosceptycznej.

I wreszcie ostatnie pytanie, które tradycyjnie zadajemy wszystkim pytanym przez nas politykom Konfederacji: czy czyta Pan nasz portal konserwatyzm.pl i półrocznik „Pro Fide Rege et Lege”?

Portal konserwatyzm.pl w miarę regularnie przeglądam. Co do „Pro Fide Rege et Lege” to mam w swojej biblioteczce bodajże trzy tomy więc mogę powiedzieć, że tak.

Rozmawiał Adam Wielomski

[Głosów:23    Średnia:4/5]
Facebook

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *