To nie ich ręka!

Z jednej strony można ich do pewnego stopnia zrozumieć. Wyczyny prezenterów na czele z Piotrem Kraśko w rozmowie z Arturem Zawiszą oraz Agnieszką Gozdyrą umoralniającą Krzysztofa Bosaka burzą wszelkie wysiłki polskich kadr pedagogicznych, sprowadzają się bowiem do frazy „ucz się, ucz, bo pójdziesz do telewizji pracować!”. W tej atmosferze nawet gdyby przywódcy Ruchu Narodowego faktycznie mieli coś do powiedzenia – to i tak nie mielibyśmy najmniejszych szans tego usłyszeć, tak zgodny i zdeterminowany jest jazgot ze strony publikatorów. Paradoksalnie, w tym można upatrywać pewnej szansy dla organizatorów MN, by choć częściowo udało im się zatrzeć marne zewnętrzne wrażenie obchodów. Czego jak czego bowiem, ale fałszywej pompy nasz naród nie lubi (w zbyt dużych dawkach) i szczególnie wyraźne przykłady hipokryzji i kabotyństwa szybko są wyłapywane i dotkliwie wyśmiewane. „Martyrologia Tęczy” jest tego dobitnym przykładem i za chwilę nie znajdujący umiaru w opłakiwaniu tej konstrukcji i wymuszaniu na Polakach zbiorowego poczucia winy za łatwopalność instalacji – boleśnie się o tym mogą przekonać. Są bowiem i śmieszni, i niestrawni nawet dla dojrzałych emocjonalnie osób, nie pochwalających generalnie zabaw zapałkami na imprezach masowych.

Czytelne jest też deklarowane rozczarowanie wierchuszki RN tym, że nic, ale to literalnie nic z tego, o czym mówiono w trakcie Marszu, czy podczas imprez towarzyszących (jak choćby nieźle pomyślany i fatalnie „sprzedany” anty-szczyt klimatyczny) – nie przebiło się nie tylko do opinii publicznej, ale chyba też do uczestników. Nie tylko, że spora ich część już na Agrykolę nie dotarła, ale również ze względu na fakt, że skutecznie podkręcana przez establishmentowe media atmosfera i buzująca adrenalina w końcu dały znać o sobie, więc czy mówiono o Wielkiej Polsce, czy opowiadano kawały o Gąsce Balbince – skutek w zasadzie był identyczny. Że było to ważne, by coś powiedzieć – liderzy RN tym razem chyba wiedzieli, zresztą właśnie ich deklaracje sprzed roku dały w końcu motor do rocznego działania środowiska, a dwa lata temu – wobec zadym i takiego samego jazgotu mediów już dojrzałą inicjatywę na 12 miesięcy wstrzymano. Teraz stracono okazję na przedstawienie może nie programu, ale przynajmniej głównych haseł Ruchu, który tym samym okazał się wyłącznie „skrajny” i „radykalny”, co może się podobać części uczestniczącej młodzieży, nie spełnia chyba jednak wszystkich ambicji przynajmniej części wodzów tego środowiska.

Wreszcie koordynatorzy Ruchu mogą czuć się zobligowani, żeby za nic nie przepraszać i do niczego się nie przyznawać – bo tak się po prostu w Polsce nie robi (by przypomnieć tylko Andrzeja Leppera, który po okazaniu mu zdjęć wychłostanego przez zwolenników Samoobrony nieuczciwego zarządcy gospodarstwa w Kobylnicy podrapał się z namysłem po brodzie i rzucił „ja tam nie wiem…a może sam się tak pobił?”). W naszym kraju w polityce się nie przeprasza, nie podaje do dymisji, a nawet jak ktoś gdzieś półgębkiem wyraża ubolewanie – to i tak nikt nie zwraca uwagi, bo wiadomo, że nieszczerze. W grę zresztą wchodzą kwestie konkretne – ewentualne kary, obciążenia finansowe, odszkodowania – szefowie RN po prostu więc liczą czy nadmiar szlachetnej prawdomówności im się kalkuje, zwłaszcza, że finansowe zaplecze całego przedsięwzięcia wydaje się nieskore do uiszczania akurat takich rachunków.

Jest jednak jeszcze jeden aspekt, który nie pozwala przejść bezrefleksyjnie obok dziecinnych wykrętów Zawiszy, Tumanowicza i spółki, że nie ma w zasadzie żadnego związku między ich spacerowaniem po Warszawie, a tym, że coś tam się ponoć zajęło koło jakiejś ambasady. I nie chodzi nawet o to, że gdyby na przeciętnym weselu ktoś, nawet przygodny, dał w mordę sąsiadowi, to gospodarz i pan młody zapewne czuliby się w obowiązku złożyć przeprosiny. Widać liderów Marszu wychowywano jakoś inaczej, stąd może zwyczajnie po ludzku nie rozumieją co w tym przypadku oznacza słowo odpowiedzialność. Bardziej martwi brak świadomości politycznej i rozumienia konsekwencji swych działań i zaniechań. I jest to obawa najbardziej optymistyczna dla polityków RN. Jeszcze prawdopodobniejsze jest bowiem to, że wiedzą oni doskonale co narobili i dalej robią, tylko nie chcą, albo nie potrafią wybrnąć z sytuacji.

Wydaje się bowiem, że w szaleństwie pohukiwań Kraśki i Gozdyry, w kwiatkach składanych przez Górniak na trupie Tęczy – jest metoda. Nie chodziło tylko o sprowokowanie burd 11 listopada. Ta prowokacja trwa dalej. A jest bardzo prosta – agresja i głupota skierowane teraz przeciw „maszerującym” ma wyrwać z nich stwierdzenie „tak, k…a podpaliliśmy! I znowu coś zjaramy, wam złodzieje na złość!”. I nawet jeśli wcześniejsze działania faktycznie były dziełami zleconymi przez władze (czego niestety w żaden sposób nie można być pewnym), to faktycznie, następnym razem liczba chętnych do zrobienia na złość „Polsatowi”, GW i rządowi – tylko wzrośnie. A z tak łatwym i przewidywalnym „przeciwnikiem” to już naprawdę będzie można zrobić wszystko.

Tymczasem liderzy RN nie robią nic – a pod naciskiem publikatorów ich zwolennicy się burzą, eskalując m.in. nastroje antyrosyjskie. I to, że w oficjalnych wystąpieniach np. kol. Zawisza jak na siebie mówi niemal sensownie na temat postulowanej polityki zagranicznej i stosunków ze Wschodem – to i tak nijak nie przekłada się to na głośne odczucia zwolenników Marszu. Tak jak płonąca budka przykryła przemówienia z Agrykoli, tak teraz krzyk, że „przecież zabory, Katyń, okupacja, komuna no i Smoleńsk”… nie pozwala usłyszeć innego stanowiska władz Ruchu. Zwłaszcza – że wciąż go odpowiednio wyartykułowanego nie ma. Paradoksalnie znowu – to Kraśko powtarzający do znudzenia w rozmowie z Zawiszą nieszczęsne „zabory-Katyń- Smoleńsk” (które miały przecież jakoś tam wyjaśnić nastawienie do Rosji, a niekoniecznie je usprawiedliwić) podrzucił nutę do powtarzania przez fanów RN.

No dobrze więc – zapaleńcy znowu dają się wypuścić, ale czy to wystarcza, by krytykować kierownictwo RN i organizatorów MN, tak, jak uczyniła to choćby Redakcja Konserwatyzm.pl zarzucając spóźnioną i niedostateczną reakcję na zajścia pod ambasadą? Czy nie jest to przesada, zaraz wypunktowana przez innych sympatyków Marszu mówiących „no tak, ale my faktycznie nie podpaliliśmy, nie chcemy zaogniać, no nie czepiajcie się…!”. Otóż nie, czepić się niestety trzeba, bo nie reagując odpowiednio (najlepiej jeszcze na Agrykoli) i nie składając jak najszybciej jasnej deklaracji przynajmniej w sprawie samych zajść, jeśli nie przy okazji w ogóle relacji z Rosją – Ruch Narodowy udowadnia, że faktycznie na odcinku wschodnim nie przewiduje istotnych zmian polityki RP, a zatem faktycznie, tak jak ostrzegaliśmy – jest po prostu kolejną formacją centroprawicy, tyle że radykalną w formie, pozbawioną refleksji geopolitycznej, a na swych szczytach, podszytą także neokonstwem, czyli serwilizmem wobec USA i Izraela. Ponadto zaś – że jest formacją w istocie niesterowalną, której liderzy zamiast wskazywać kierunek, dyktować cele i program – ulegają emocjom i naciskom słabo uświadomionych nawet nie mas, ale grupek czy wręcz jednostek.

– Nie przeprosimy „Ruskich”, bo się od nas odwrócą ci, co ich nie lubią. A jeszcze PiS to wykorzysta, nie dość, że nas wyśmieje, to już na pewno na listy nie wpuści – kalkują zapewne nieszczęśni liderzy „neo-endecji”. – Nie skrytykujemy chuligaństwa, no bo przecież to jest ta mniejszość, która ma nam dać te przynajmniej 5 proc. – dodają w duchu „maszerujący” przywódcy.- Zwalmy wszystko na prowokatorów, bo w to każdy na „prawicy” uwierzy i już się lepiej w ogóle nie wychylajmy… – myślą. To już nawet nie chodzi, że kierunek myślenia i działania jest stricte nie-endecki, tylko już nawet sama metoda nie ma nic wspólnego z Dmowskim, czy nawet przedwojennymi ONR-owcami. Zamiast uczyć, wychowywać – a przede wszystkim KIEROWAĆ nazywający się dziś narodowcami dają się prowadzać i powodować już to prowokacjom, już to wyjątkowo opornym na myślenie i dyscyplinę elementom własnego obozu.

Pewnie, za chwilę zapewne spróbują zracjonalizować całą sytuację. Zaczną mrugać, że oni tak celowo, że to tak twardzielsko miało wyjść, że „ale tym pedałom i Ruskim pokazali!”. Tylko z prawdziwym racjonalizmem, nacjonalizmem ani z prawdą – nie będzie to miało nic wspólnego. Na Marszu miał być porządek, organizatorzy chcieli i starali się go utrzymać i źli są zdaje się głównie na siebie, że to się nie udało. „Ale jak to mieliśmy zrobić! Ale to daleko było! Ale policji powinno być więcej!” – dziś te oświadczenia brzmią pół żałośnie, pół śmiesznie. A już zupełnie smutne jest to, że szumnie się nazywająca Rada Decyzyjna Ruchu jak się okazuje decydować może co najwyżej o zgodzie na cichy dyktat już to policyjnego prowokatora, już to ciemniaka z własnych szeregów, wyżywającego się w internecie, że „słusznie Ruskim za Katyń i Smoleńsk odpłacono”. Tak, panowie, słusznie kierujecie się zasadą „wołaj, że nie twoja ręka”. Bo przecież to nie wy tym wszystkim sterujecie. To wami sterują.

Konrad Rękas

[Głosów:0    Średnia:0/5]
Facebook

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *