Trafieni – zatopieni

Zapomniane dziedzictwo PUGWASH

Jeszcze w latach 80-tych zachodnie ruchy pokojowe i rozbrojeniowe wydawały się stanowić trwały element życia publicznego, wywierając wprawdzie ograniczony tylko wpływ na rządy, ale utrzymując znaczące zaplecze społeczne. Koniec Zimnej Wojny, zakończenie atomowej rywalizacji Zachód-Wschód i częściowe rozbrojenie rozprężyło jednak pacyfistów; w dodatku zaś naturalna skłonność tych środowisk do frazeologii demokratycznej i prawoczłowieczej utrudniła część z nich zajmowanie konsekwentnego stanowiska wobec pierwszych „wojen o pokój i demokrację” w latach 90-tych. W efekcie głosy antywojenne były zdecydowanie za słabe czy to podczas napaści na Jugosławię, czy podczas kolejnych amerykańskich działań imperialnych na całym globie. Dopiero dziś, w realiach faktycznej pełzającej III wojny światowej – daje się zauważyć ożywienie i pewna konsolidacja opozycji antywojennej na Zachodzie, która jednakże, aby osiągnąć zakładane cele musiała rozszerzyć się poza tradycyjnie pacyfistyczne kręgi lewicowo-pacyfistyczne, czy quasi-hippisowskie subkultury. Cele polityczne można i należy osiągać politycznymi metodami, stąd właśnie przy okazji arcypolitycznych przecież wyborów może rozstrzygnąć się jednak z ważniejszych dla pokoju na świecie kwestii – przyszłość brytyjskiego tzw. systemu jądrowego odstraszania.

Dziesiątki tysięcy Anglików, Szkotów i Walijczyków od lutego protestuje w największej od lat kampanii na rzecz rozbrojenia nuklearnego – domagając się porzucenia przez torysowski rząd planów modernizacji broni jądrowej, która miałaby pochłonąć… no właśnie, nie wiadomo nawet dokładnie ile, zdaniem ekspertów mowa bowiem nawet o 100 miliardach funtów na wymianę przestarzałego, lecz wciąż niebezpiecznego programu TRIDENT i jego utrzymanie w najbliższych latach. – Wydałbym te pieniądze nie na nowe pociski, ale na nowe miejsca pracy – powtarzał idąc w marszach Kampanii na rzecz Rozbrojenia Nuklearnego lider Partii Pracy Jeremy Corbyn. Pod jego kierownictwem laburzyści, chcąc nie chcąc, wracają do swej dawnej antymilitarnej platformy programowej, porzuconej dwie i pół dekady temu. Konsekwentnie antywojenne i antyimperialistyczne stanowisko zajmują też Szkocka Partia Narodowa, właśnie zmierzająca do trzeciego już, historycznego zwycięstwa w wyborach do parlamentu krajowego oraz Plaid Cymru, która również 5. maja ma szansę zdeklasować torysów i uzyskać drugi wynik w wyścigu do Cynulliad Cenedlaethol Walii.

(Szkockie) dzieci zamiast bomb

Zanim jednak uda się usunąć skompromitowanego zamieszaniem w Panama Papers i własnymi pokrętnymi tłumaczeniami Davida Camerona z Downing Street 10 – właśnie rozgrywka o Holyrood może okazać się ważniejsza w tym meczu. Kluczową rolę dla systemu atomowego Wielkiej Brytanii, istotną więc również dla amerykańskiej dominacji militarnej nad Zachodem – odgrywa HMNB Clyde, baza marynarki wojennej w Faslane, nad Gare Loch, na zachodnim wybrzeżu Szkocji. Przed rokiem jej blokada przez ruchy pokojowe i szkockich niepodległościowców stanowiła jasny sygnał, potwierdzony przez premier Nicolę Sturgeon – wolna Alba usunie ze swojego terytorium okręty podwodne z bronią nuklearną, co zgodnie obiecują nie tylko SNP, ale także równie patriotycznie nastawieni miejscowi Zieloni. Dlatego właśnie propaganda mająca powstrzymać secesję była jednocześnie tak intensywna, i zarazem prostacka, zaś obecnie niepokój budzi wyjątkowo wyrównane sondażowo nastawienie mieszkańców Wysp wobec BREXITU. Ewentualne opuszczenie UE przez Zjednoczone Królestwo oznaczałoby bowiem niemal automatycznie nowe referendum i prawdopodobne ogłoszenie niepodległości przez władze w Edynburgu. Nawet zaś jeśli sprawy nie posunęłyby się tak daleko – stosujące taktykę salami SNP z czasem postara się odzyskiwać dla Holyrood kolejne obszary suwerenności, choć pewnie kwestie militarnie mogą okazać się najtrudniejsze w aksamitnym rozwodzie z Anglikami (i stojącymi za nimi Amerykanami).

Idziemy tam skąd inni wracają

Wypadnięcie brytyjskiego, a na początek choćby szkockiego ogniwa ze okalającego Ziemię amerykańskiego łańcucha miałoby znaczenie militarne (a poza systemem TRIDENT – Wyspy są też jednym z najważniejszych ośrodków sieci ECHELON). Przede wszystkim jednak byłby to fakt polityczny i geopolityczny trudny do przecenienia, także dla Polski, poważnie bowiem zmniejszający napięcie wojenne, zagrażające również, a może przede wszystkim naszemu krajowi i narodowi. Na antywojenne pochody na Trafalgar Square czy blokadę Faslane musimy zatem patrzeć z perspektywy państwa mającego rząd samobójczy, podrywający się bez własnych samolotów do walki powietrznej nad Bałtykiem i domagający się wręcz eskalacji, a nie redukcji zagrożenia militarnego dla Polski. Gdy Warszawa nie ustaje w żebraczych zabiegach o choćby namiastki stałych amerykańskich baz wojskowych, a nawet marzy o rozmieszczeniu w Polsce systemów rakietowych i broni jądrowej – największy lądowy lotniskowiec USA, zacumowana u wybrzeży Europy „Brytania” – może zostać rozbrojona, a nawet zatopiona. I tak dla wszystkich, w tym dla Anglików, Szkotów, Walijczyków i Polaków – będzie bezpieczniej.

Konrad Rękas

[Głosów:0    Średnia:0/5]
Facebook

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *