Tuska z lotniska, Kalembę z Agencji, a Kaczyńskiego z Premiera

Mamy nową aferę. Wykryli ją młodzi działacze Prawa i Sprawiedliwości. Na czym ona polega? Otóż wedle informacji podanych przez młodzieżówkę PiS, syn premiera Michał Tusk jest pracownikiem Gdańskiego Portu Lotniczego. Młodzi koledzy Jarosława Kaczyńskiego domagają się w związku z tym natychmiastowego zwolnienia młodego Tuska. Dlaczego? To oczywiste – mamy tu do czynienia z kolejnym, nagannym przykładem nepotyzmu.

Wczoraj w nocy, bez żadnego komentarza, link z tą informacją wrzuciłem na facebook. Dziś zamieszczam go tutaj. Pod tym linkiem natychmiast rozgorzała dyskusja. Niektórzy jej uczestnicy, mimo że nie opatrzyłem jej żadnym komentarzem, uznali samo polecenie tej informacji za naganną ocenę postępowania premiera i jego syna. Niestety muszę ich rozczarować. Link ten wrzuciłem, aby go zwyczajnie zarchiwizować, a w sprawie tej nie widzę nic nagannego. Dlaczego? 

Otóż uważam, że każdy z takich przypadków należy oceniać indywidualnie. Że zwykłe zasady zdrowego rozsądku nakazują, aby nie starać się ustalać w tej sprawie generalnych zasad postępowania. Nie należy tego robić, bo jeśli się za to weźmiemy, to szybko dojdziemy do absurdu. Z jednej strony bowiem nepotyzm jest w sposób oczywisty zjawiskiem negatywnym, z drugiej jednak, traktowany po aptekarsku rygorystycznie może doprowadzić do sytuacji, w których rodziny i bliscy znajomi polityków będą w kwestiach zatrudnienia traktowani po prostu jak obywatele drugiej kategorii. 

O ile wiem, to w samorządzie istnieje chyba zdrowa zasada, że radnym gminy bądź województwa nie można ktoś, kto jest pracownikiem samorządowym na szczeblu kierowniczym. Jeśli tak jest, to musi wybrać: albo mandat, albo praca. Nikt jednak nie domaga się aby w ogóle nie pracował w instytucjach samorządowych. Taka też zasada powinna moim zdaniem dotyczyć Michała Tuska. O ile wiem, to nie jest on ani prezesem, ani członkiem zarządu Gdańskiego Portu Lotniczego, ani nie pełni w tej firmie żadnej kierowniczej funkcji. W tej sytuacji traktowanie jego zatrudnienia jako sztandarowego przykładu nepotyzmu uważam za czystą aberrację. 

Podobnie ma się sprawa w przypadku Stanisława Kalemby. Jego syn pracuje w Agencji Rynku Rolnego od dziesięciu lat. Pracował tam w czasach, gdy PSL nie było w żadnej koalicji. Pracował tam również wtedy, gdy z pomocą PiS-u resortem rolnictwa kierowała Samoobrona. O ile wiem, Kalemba junior nie piastuje tam żadnego ważniejszego, kierowniczego stanowiska. Jest tam po prostu jednym z wielu szeregowych pracowników. Trzeba więc wprost zapytać, jaki sens ma dziś zmuszanie go do rezygnacji z pracy? Czy taka sytuacja nie jest po prostu chęcią zwykłego zaspokojenia rządzy krwi, jaką pała – w mniejszym stopniu posługująca się rozumem – część opinii publicznej? Moim zdaniem tak właśnie jest. Tutaj jedno istotne dopowiedzenie: podając te przykłady nie twierdzę, że w polskiej polityce i administracji w ogóle nie ma nepotyzmu, twierdzę jedynie, że Michał Tusk i nieznany mi z imienia pan Kalemba junior są akurat najsłabszymi przykładami tego zjawiska. W tej sytuacji pasują oni do jego opisu jak przysłowiowa pięść do nosa. Dlatego właśnie uważam, że każdy przypadek nepotyzmu i każde o niego posądzenie należy rozpatrywać indywidualnie. 

I wreszcie na koniec. Kwestia podnoszenia miejsca pracy Michała Tuska przez opozycję akurat nie dziwi. Równie dobrze jednak jak z nepotyzmem można byłoby połączyć przypadek Tuska juniora z katastrofą smoleńską. W końcu pracuje na lotnisku, więc ma coś wspólnego z samolotami. A jak by dobrze poszukać, to pewnie i z katastrofami lotniczymi. Mniej więcej podobnego typu związek, jak przed chwilą przedstawiony, istnieje pomiędzy jego miejscem pracy, a funkcją publiczną jaką sprawuje jego rodziciel. 

Mniejsza jednak z tym. To święte prawo opozycji by czepiać się wszystkiego. Warto jej jednak w tym momencie przypomnieć, że w roku 2006 Jarosław Kaczyński zostawał premierem, a jego nominację na ten urząd wręczał mu jego rodzony brat bliźniak, Prezydent Rzeczpospolitej Lech Kaczyński. I nikt wtedy nie mówił, że jest to przykład nepotyzmu. To znaczy inaczej – może ktoś mówił, ale nikt tego nie traktował poważanie. Nie traktował tego poważnie, bo każdy wiedział, że sprawowanie funkcji publicznej przez brata nie może uniemożliwiać drugiemu z braci korzystanie przez niego z pełni praw obywatelskich. Była to dla trzeźwo myślących obserwatorów sceny politycznej tak zwana oczywista oczywistość. I tę właśnie oczywistość dedykuje tym wszystkim młodym działaczom PiS, którzy dziś tak intensywnie interesują się miejscem pracy Michała Tuska.

Jan Filip Libicki
www.facebooku.com/flibicki 

aw

Click to rate this post!
[Total: 0 Average: 0]
Facebook

0 thoughts on “Tuska z lotniska, Kalembę z Agencji, a Kaczyńskiego z Premiera”

  1. A czy Pan Senator Libicki tak samo gorliwie występował przeciw nepotyzmowi w 2006, kiedy to jeden Kaczyński wręczał drugiemu nominację na szefa rządu?

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.