Wielomski: Ci, którzy pastwią się nad Andruszkiewiczem nie zauważają jak bardzo on pasuje ideowo do PiS

Adam Andruszkiewicz został wiceministrem cyfryzacji. Jak Pan Profesor ocenia nominację? Czy PiS puszcza oczko do prawicowych wyborców?

Trudno mi jednoznacznie orzec jakie intencje przyświecały Jarosławowi Ka…, przepraszam, premierowi Mateuszowi Morawieckiemu, gdy Adam Andruszkiewicz został powołany na wiceministra cyfryzacji. Możliwe, że celem było „puszczenie oczka” do prawicowych użytkowników FB, którzy są nękani permanentnym banowaniem przez administrację tego medium, a ta nominacja stwarza nadzieję, na skuteczniejszą walkę o wolność słowa w tej sieci, gdyż narodowcy są tutaj szczególnie mocno nękani. Może chodzi o przejęcie części narodowego elektoratu? Osobiście nie sądzę, gdyż nie wydaje mi się, aby traktowano tutaj Andruszkiewicza jako znaczącą postać. Wystarczy przejrzeć wspomniany FB, gdzie u narodowych dyskutantów dominuje przekonanie, że mamy do czynienia z karierowiczem politycznym (nie oceniam na ile przekonanie to jest prawdziwe, a jedynie stwierdzam fakt dominacji takich ocen). Mogło to być też faktyczne poszerzenie koalicji Zjednoczonej Prawicy o Wolnych i Solidarnych, których koła parlamentarnego Adam Andruszkiewicz jest członkiem. Osobiście przypuszczam, że wszystkie te czynniki polityczne razem wzięte spowodowały tę nominację, którą politycznie uważam za rozsądną i wyrachowaną.

Inna sprawa, że ci, którzy pastwią się nad Andruszkiewiczem nie zauważają jak bardzo on pasuje ideowo do PiS. Tak jak ta partia, także i on ma mętne i ogólnikowe poglądy, których istotą jest jakaś mityczna „walka z komuną”. Moim zdaniem, zamiast działać w MW Adam Andruszkiewicz powinien zacząć karierę polityczną od razu w młodzieżówce PiS. Jego kroki polityczne to nie tylko kwestia oportunizmu, który mu się często dziś zarzuca, ale formacji ideowej o charakterze bardziej antykomunistycznym i aktywistycznym typu sanacyjnego, niż narodowej. Na ile go obserwuję, nie widzę w nim narodowca, ale pogrobowca Związku Młodych Narodowców.

Media donoszą, że w najbliższą środę w Warszawie spotkają się Matteo Salvini i Jarosław Kaczyński. Według relacji medialnych, Salvini ma sondować możliwość współpracy z PiS w Parlamencie Europejskim? Biorąc pod uwagę ewidentne różnice polityczne między Kaczyńskim a Salvinim, chociażby w kwestii sankcji nałożonych na Rosję, czy taka współpraca jest możliwa?

I tak i nie. Patrząc na podstawy ideowe i program obydwu polityków, taka współpraca jest niemożliwa. Salvini reprezentuje siłę radykalnie antyestabliszmentową, która chce współczesną Unię Europejską wywrócić do góry nogami, współpracując na arenie międzynarodowej z Rosją jako katechonem antyliberalizmu. Jarosław Kaczyński wprawdzie składa także uniosceptyczne deklaracje, ale wszyscy wiemy, że są to wypowiedzi dla wyborców w Polsce. W Unii Europejskiej PiS to integralna część establiszmentu. Partia ta popiera tę strukturę, widząc w niej oparcie przed ewentualnym zagrożeniem rosyjskim, na punkcie którego jej politycy dostali obsesji. Dla przykładu: nie można być unijnym sceptykiem i chcieć wspólnej europejskiej polityki energetycznej, z powodu rzekomego rosyjskiego zagrożenia ciągłości dostaw, gdyż to wymaga radykalnego pogłębienia integracji europejskiej i wzmocnienia jej centrum polityczno-decyzyjnego.

Jest jednakże i druga perspektywa: Salvini współpracuje z inicjatywą byłego głównego współpracownika Donalda Trumpa Steve’a Bannona, której celem jest dezintegracja Unii Europejskiej. Osobiście nie wierzę, że Bannon działa tutaj na własną rękę. Inaczej mówiąc, widzę tutaj rękę samego Trumpa, który chce dokonać dezintegracji Unii Europejskiej, aby złamać ekonomiczną potęgę Niemiec. Dlatego jeśli rezultaty rozmów Salvini-Bannon będą zależały od wizji europejskiej i poglądów obydwu polityków, to logicznie powinny zakończyć się wydaniem lakonicznego komunikaty o przyjaznym spotkaniu i chęci współpracy w bliżej nieokreślonych dalszych okolicznościach. Jeśli jednak do rozmów włączy się, dajmy na to, Pani Georgette’a Mosbacher, to mogą być bardzo konstruktywne i obiecujące. Moim zdaniem Prawo i Sprawiedliwość nie prowadzi samodzielnej polityki zagranicznej, lecz jest ona wyłącznie funkcją polityki amerykańskiej.

Osobiście mam nadzieję, że rozmowy te nie doprowadzą do współpracy i politycy tacy jak Salvini i Marine Le Pen, będą szukali współpracy z koalicją Wolność-RN, z nią współtworząc eurosceptyczny klub w przyszłym Parlamencie Europejskim.

Jeden z posłów Kukiz ’15 niedawno stwierdził, że jego ugrupowanie byłoby otwarte na możliwą współpracę koalicyjną w przyszłym Sejmie z Platformą Obywatelską, pod warunkiem, że PO zgodzi się na konkretne pomysły reformatorskie. Jednocześnie zasygnalizował, że możliwa jest koalicja ze Zjednoczoną Prawicą. Czy istnieje ryzyko dla tego ugrupowania, że stanie się permanentnym i możliwym partnerem koalicyjnym dla wszystkich stronnictw, takim PSL, z tym, że z nieco większym poparciem wyborców?

Gdy rozmawialiśmy ostatnim razem i pytał się mnie Pan czy jest możliwy sojusz wyborczy Wolność-RN z Kukiz’15 to odpowiedziałem, że nie wiem co to jest za partia, ponieważ nie potrafi się ona zdefiniować czy jest za czy przeciw obecnemu rządowi, ani za/przeciw Unii Europejskiej. Przez tych kilka tygodni nic się w tej kwestii nie zmieniło. Więcej, cytowana przez Pana wypowiedź wskazuje, że magmowość i obrotowość polityczna tej partii jeszcze wzrosła, skoro nie wyklucza już nawet sojuszu z PO. Moim zdaniem partia tak niewyrazista nie ma prawa trwać na scenie politycznej i fakt, że po trzech latach takiej postawy ma ona w sondażach wynik powyżej 5% głosów jest dla mnie zaskoczeniem.

Przypuszczam, że Kukiz’15 może wejść potencjalnie w koalicję z każdym, a kwestią istotniejszą jest ilu realnie posłów z tej partii poparłoby ten manewr, ale ilu byłoby przeciw i wystąpiłoby z klubu parlamentarnego?

Rozmawiał Michał Krupa

za: kresy.pl

[Głosów:9    Średnia:4.6/5]
Facebook

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *