Luma: Obrona status quo

Obecnie politykę międzynarodową można nazwać, bez wielkiej przesady, dynamicznym procesem zmiany warty. Na naszych oczach odbywa się przetasowanie czyli zmiana układu sił. Stany Zjednoczone, które jeszcze można nazwać mocarstwem nr 1, zdają się już tylko bronić przed wszelkimi sojuszami, zawiązywanymi między państwami na różnych kontynentach. Czują już jednak wyraźnie oddech chińskiego kolosa na swoich plecach. Do tego dochodzą państwa, które nie chcą rezygnować ze swojej wysokiej pozycji międzynarodowej, np. Rosja czy Wielka Brytania. Jest jeszcze Japonia, są Niemcy i Indie, Turcja, Brazylia, Francja, etc. Jest też masa interesów narodowych, państwowych, które krzyżują się z interesami wielkiego kapitału. Gdzież w tym wszystkim jest Polska, z jej mało samodzielną polityką ostatnich lat, z przeszłością naznaczoną rozbiorami, wojnami, komunizmem, z elitami, które nie rozumieją samodzielności myślenia i potrafią opierać się na wierze w obcą potęgę? Tu jest, nad Wisłą. Jest obecnie w sytuacji trudnej, ale dziękowałbym Bogu, gdyby sytuacja ta przetrwała jeszcze z dziesięć lat. Piszę trochę wbrew wszelkim trendom politycznym, które nakazują widzieć obecną rzeczywistość międzynarodową w czarnych, a już co najwyżej, w szarych barwach. Osobiście jestem zwolennikiem obecnego stanu rzeczy czyli takiego ,,zgniłego” status quo. Uzasadniając więc…

Potrzeba nam przynajmniej 10 lat na zbudowanie silnego państwa. W tym czasie dobrze by było, gdyby Ukraina nadal była szachowana przez Rosję (okupacja Krymu), bo w ten sposób Rosja wiąże sobie ręce, a Ukraina nie może zbudować – prawdopodobnie przy pomocy politycznej USA, gospodarczej Niemiec i Chin – silnego państwa, które niewątpliwie będzie kiedyś dla nas zagrożeniem. Przeciwko Niemcom już powstaje koalicja wszystkich przeciwników federalizacji Unii Europejskiej. Tak, tak, przeciwko Niemcom, bo UE to w tej chwili rydwan, który pełni rolę taką jak niemieckie dywizje w 1939 roku, tyle tylko, że na razie nie jest uzbrojony.

Przez najbliższe lata główny ,,dojczy” Europy, czyli Niemcy, żyjący w dużej mierze z exportu, wejdą w konflikt z koalicją wydojonych, do których dołączają kolejne europejskie państwa. W Europie już się orientują o co chodzi i dlatego europejskie ,,elity” są tak  zaskakiwane wynikami wyborów w wielu krajach. Wystarczy z taką lekką niechęcią, z delikatnym dąsaniem się, przykładać rękę do tworzenia koalicji antyniemieckiej.

Rosję niech podgryzają Chiny (parcie na bogatą w minerały i słabo zaludnioną Syberię) oraz USA. Rosja mająca kłopoty na Dalekim Wschodzie, to… Co tu pisać. Proszę sobie przypomnieć lata 1904 i 1905. A co do Stanów Zjednoczonych, to niech się straszą wzajemnie z Rosją groźbą konfliktu, ale niech nie robią z nas naiwniaków co to pierwsi wyrwą się na rosyjską armię i w dodatku, zgodnie z dyrektywą 447, zapłacą jeszcze organizacjom żydowskim haracz.

Przez te 10 lat trzeba w polityce międzynarodowej zachowywać się jak piskorz, czyli jak… Orban, który potrafi się podłączyć pod każde źródełko, obojętnie czy unijne, czy rosyjskie, amerykańskie, niemieckie, byleby ,,spijać” korzyści dla swego państwa. Orban też wie jak zatamować te zatrute źródła, których w obecnych czasach wojny informacyjnej jest sporo, np. różne fundacje, sponsorowane przez G. Sorosa.

Powinno nam więc zależeć na status quo i dlatego bazy USA są nam zbędne, bo przybliżają Rosję do naszych granic. Niestety i Putin, i obecny konflikt rosyjsko-ukraiński, i poturbowana Unia Europejska, i przejmowanie władzy w wielu krajach europejskich przez ruchy nacjonalistyczne, uniosceptyczne, są w naszym interesie. Musimy jednak odbiurokratyzować gospodarkę, powstrzymać niż demograficzny (tu puszczam oko do młodych ludzi), ściągając do kraju miliony naszych rodaków i wyeliminować obce kanały wpływu, czyli stworzyć państwo cywilizacji łacińskiej. I starać się za wszelką cenę powstrzymać napływ tzw. nachodźców do Europy, bo powinno nam zależeć na uzdrowieniu naszego kontynentu, a nie na chaosie, który uderzy także w nas.

Ktoś powie, że cynizm przeze mnie przemawia. Jestem Polakiem więc czyim interesem powinienem się kierować?

Jarosław Luma

[Głosów:19    Średnia:3.6/5]
Facebook

2 thoughts on “Luma: Obrona status quo”

  1. Tak, Rosja dążyła do stworzenia świata wielobiegunowego i to właśnie się dzieje. Wspierała inicjatywę BRICS, która jednak może zacząć się sypać za sprawą Bolsonaro. Prezydent Brazylii już coś przebąkuje o bazach amerykańskich i nazywa Rosję “sowietami”. Nie podobają mu się także wpływy chińskie w Ameryce Południowej. Indie najprawdopodobniej staną się sojusznikiem USA w walce o hegemonię z Chinami. Niemcy i Japonia także nie chcą jakoś rezygnować z jankeskiego parasola, choć patrząc na ich potencjał gospodarczy, to mogliby być samodzielnymi mocarstwami co najmniej tak potężnymi jak Wielka Brytania, czy Francja.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *