Wielomski: Hispanidad. Katolicyzm a kwestia rasowa

 

Od Redakcji: W związku z rasistowską awanturą wywołaną przez rzecznika jednej z organizacji współorganizujących tegoroczny Marsz Niepodległości, przypominamy fragment tekstu prof. Adama Wielomskiego, dotyczącego koncepcji “Hispanidad”, czyli problemu cywilizacji katolickiej a kwestii rasowej.

(…) Zdaniem Ramiro de Maeztu, zagraniczne ideologie stoją w opozycji do teologicznej i teocentrycznej koncepcji świata cechującej Hiszpanów wieku XVI, a ujmowalnej w formule „żyć i umierać dla większej chwały Boga”; esencją owych ideologii jest Marsylianka – będąca „pośród znanych hymnów narodowych jedynym bez Boga”[1] – oraz ideologia Rewolucji Francuskiej, wyrażająca się w bezbożnej formule Liberté, Egalité, Fraternité. Tymczasem Hiszpania ze swej natury jest katolicka: „w języku łacińskim – pisze Ramiro de Maeztu – otrzymała chrześcijaństwo, a wraz z chrześcijaństwem ideał” i aby wrócić do swojego prawdziwego bytu, otrząsnąć się z potopu zagranicznych ideologii, musi „zidentyfikować swój byt ze swoim ideałem”[2]. Duch hiszpański osiągnął swoje apogeum, sięgnął głębi Hispanidad w stuleciu „ojca Vitorii”, czyli w epoce Kontrreformacji, Baroku, gdy Hiszpanie podbili połowę świata, aby zanieść ludziom na najdalszych zakątkach planety Dobrą Nowinę. Zagraniczne ideologie są laickie – mając zapewne na myśli marksizm i liberalizm – Maeztu zarzuca im materializm, podczas gdy „ideał hiszpański jest pietystyczny”[3]. „Kultura świata – pisze Maeztu – nie może zostać stworzona na fundamencie biologicznego charakteru człowieka, lecz na jego wyzwoleniu poprzez siłę i porządek. Zbawienie nie przychodzi z tego, co się chce, ale z tego, co zrobić należy. I fizyka, i metafizyka, nauki moralne i naturalne każą nam od nowa wysłuchać słów Ducha i ufundować prawo i instytucje społeczne i polityczne, tak jak Święty Tomasz i nasi teologowie-prawnicy, na obiektywnej zasadzie dobra wspólnego, a nie na kaprysie woli silniejszego”[4].

Wspomnienie o barokowej tradycji Hiszpanii Wieku Złotego nie jest pamięcią o przeszłości, która już nigdy nie wróci, lecz „źródłem życia”, do którego Hiszpania musi powrócić, aby przełamać władztwo obcych ideologii i stać się na powrót sobą. Ze stwierdzenia, że należy „bronić naszego własnego bytu, gdyż jego obrona jest samą esencją bytu”[5], możemy wnosić, że Hiszpania doby Baroku i Kontrreformacji uważana jest za wyraz, ugruntowanej na Prawdzie wiecznej, prawdziwej i ponadczasowej rzeczywistości. Wszystko, co od tej rzeczywistości odchodzi, jest czystą negacją powołaną przez zagraniczny i pyszny rozum ludzki, negacją istoty Hispanidad, a tym samym „samobójstwem” prawdziwej Hiszpanii, której istotą jest jej ufundowanie na prawdziwym bycie, bowiem „prawda mieszka wyłącznie we wnętrzu Hiszpanii, a nie w jakimkolwiek innym narodzie”[6].

Ramiro Maeztu nie czyni rozróżnienia między miłością do Boga i do ojczyzny. Kochamy ojczyznę – tu Maeztu powołuje się na św. Augustyna – ze względu na Boga, który ją stworzył[7]. Jest ona przez Boga stworzona, a to znaczy, że ona sama nie jest Bogiem i racja stanu ojczyzny nie stoi i stać nie może ponad racjami moralnymi, co Maeztu starannie podkreśla. Mamy tu wyraźnie naszkicowaną teorię, iż Hiszpania jest narodem wybranym przez Boga, aby schrystianizować uniwersum; jest, jak pisze Maeztu, „nowym Rzymem lub nowożytnym Izraelem”[8]. Ale chrystianizacja ta oznacza tylko powierzenie misji narodowi, a nie jego wywyższenie w szansach na zbawienie w stosunku do innych narodów. Maeztu wierzy w religijną misję Hiszpanii, ale starannie dba, aby nie popaść w idolatrię i mity narodu predestynowanego do zbawienia lub panowania politycznego nad światem, co byłoby niczym innym jak protestancką herezją predestynacji – której tak nie cierpiał u Anglosasów – i dlatego pisze, że „nigdy nie wierzyliśmy, że Bóg przybył na świat tylko dla nas samych”[9]. Dlatego „Historyczny walor Hiszpanii polega na obronie ducha uniwersalnego przeciwko sektom. Na tym polegała walka chrześcijaństwa przeciwko islamowi i Izraelowi. Także dla utrzymania jedności chrześcijaństwa przeciwko duchowi secesji reformacji”[10]. Co więcej, Bóg nie tyle wybrał Hiszpanię dla swoich celów – co jakoś ociera się o predestynację – co Hiszpania sama się wybrała, podejmując się tej wielkiej misji.

Cechą charakterystyczną nacjonalizmu Ramiro de Maeztu jest jego ponadhiszpański charakter, mimo że jego zainteresowania lokują się wyłącznie wokół Hiszpanii. Teologiczna idea Hispanidad nie jest bowiem własnością Hiszpanów – ludzi mieszkających między Pirenejami a Gibraltarem. Hispanidad jest ideą uniwersalną, którą Hiszpanie w XVI wieku ponieśli światu, kształtując w jej duchu Amerykę od San Francisco po Ziemię Ognistą. Hispanidad nie łączy się z danym ludem, rasą, narodem: „Hispanidad tworzą ludzie rasy białej, czarnej, indiańskiej i malajskiej, jak i ich mieszanki, byłoby absurdem doszukiwać się jej charakterystyki za pomocą etnografii[11].

Hispanidad nie łączy się także wyłącznie z ludami hiszpańskojęzycznymi, gdyż jest ideą także Portugalczyków i Brazylijczyków – ich wizja świata również ufundowana jest na Bycie. To idea czysto duchowa, uniwersalna, teoretycznie dostępna dla wszystkich ludzi bez względu na kolor skóry i miejsce zamieszkania. Dla wszystkich, którzy są katolikami rzymskimi – ideał ten esencjalnie łączy się z katolicyzmem i dlatego – tak jak i religia rzymska – ma charakter potencjalnie powszechny. Względem Boga wszyscy ludzie i wszystkie narody są równe, a nierówność nie wynika z koloru skóry lub języka, lecz stopnia partycypacji w prawdzie religijnej. I należy bezwzględnie potępić wszystkie religie i ideologie głoszące narodowy lub rasowy partykularyzm, a szczególnie religię żydowską – rasistowską koncepcję – gdzie Bóg jest tylko monolatrycznym i partykularnym Jahweh dla narodu wybranego. Historia Hispanidad jest zarazem historią powszechną, a w pewnym sensie historią katolicyzmu, gdyż reprezentuje „byt transcendentny, powszechny i wieczny”[12]. Hispanidad wyraża dziejową misję Hiszpanii uczynienia wiary rzymskokatolickiej religią wszystkich ludzi zamieszkujących naszą planetę: “misja historycznapisze Maeztu pogrubioną czcionką – ludów hiszpańskich (a nie samych tylko Hiszpanów – A.W.) polega na nauczaniu wszystkich ludzi na ziemi, że mogą zostać zbawieni i że ten zaszczyt zależy tylko od ich wiary i woli[13].

Ramiro de Maeztu łączy dwa pozornie niepołączalne elementy: uniwersalizm katolicyzmu i nacjonalizm, czyli partykularyzm narodowy. Wedle Maeztu, nacjonalizm jest czymś dla Hispanidad nienaturalnym, sprzecznym z jej uniwersalnym charakterem. Nacjonalizm ten ma charakter wyłącznie obronny, powstał w reakcji na sfranuzienie elit (afrancesados) i prymat ekonomiczny Stanów Zjednoczonych nad Ameryką Łacińską. Nacjonalizm jest czymś akcydentalnym, wynikłym z potrzeby chwili. Celem Maeztu nie jest przecież dobro partykularne własnego narodu, ale uczynienie ze wszystkich ludów świata Hiszpanów, poprzez chrystianizację uniwersum i upowszechnienie modelu charakteryzującego duchowość hiszpańską w Wieku Złotym. Idea ta jest właściwie pozapolityczna; nie chodzi – i nigdy nie chodziło – o stworzenie politycznego imperium, nad którym nigdy nie zachodzi słońce. U Maeztu znajdziemy jakąś pojedynczą myśl o federacji Hiszpanii z jej byłymi posiadłościami, ale to nie tu tkwi istota. W idei Hispanidad chodziło wyłącznie o ewangelizację podległych królom katolickim ludów, aby wszystkim ludziom na świecie dać szansę bycia zbawionymi po śmierci. Chodziło zawsze wyłącznie o „imperium wiary” (Imperio de la fe)[14]. W wieku XVI „tak królowie, jak prelaci, jak i żołnierze, wszyscy Hiszpanie XVI stulecia wydają się być misjonarzami”[15]. Esencją tego ducha jest zakon jezuitów. Wszystkie wojny, które prowadziła wtenczas Hiszpania, prowadzone były nie dla materialnych lub politycznych korzyści, ale dla poszerzenia świata, w którym rządzi prawda. Pozapolityczny charakter hiszpańskiego panowania przejawia się nie w wielkości imperium, lecz w największym triumfie ducha hiszpańskiego, jakim był sobór trydencki: „Dzień 26 września 1546 roku, w moim przekonaniu, jest dniem największego sukcesu w historii Hiszpanii pod względem duchowym. To jest dzień, gdy Diego Laínez, teolog papieski, przyszły generał jezuitów (…) wygłosił na soborze trydenckim swoją mowę o Usprawiedliwieniu[16]. (…).

Adam Wielomski

[1] R. de Maeztu: Defensa de la Hispanidad. Madrid 1998 [1933], s. 92, 160.

[2] Ibidem, s. 73.

[3] Ibidem, s. 74.

[4] Ibidem, s. 78.

[5] Ibidem, s. 79.

[6] Ibidem, s. 111.

[7] Ibidem, s. 290, 295.

[8] Ibidem, s. 180.

[9] Ibidem, s. 199.

[10] Ibidem, s. 237.

[11] Ibidem, s. 84.

[12] Ibidem, s. 111.

[13] Ibidem, s. 133.

[14] Ibidem, s. 332.

[15] Ibidem, s. 170.

[16] Ibidem, s. 167.

[Głosów:5    Średnia:3.4/5]
Facebook

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *