Wielomski: Konfederacja wobec „lex TVN”. Papierek lakmusowy samozachowania

Dyskusja wokół ustawy zaproponowanej przez PiS, a powszechnie znanej jako „lex TVN”, mocno podzieliła środowisko Konfederacji, a szerzej, polskiej prawicy. Wykształciły się dwa skrajne stanowiska, które umownie możemy określić mianem „liberalnego” i „narodowego”.

Zdaniem liberałów, kwestia koncesji dla TVN jest sprawą natury doktrynalnej, ideologicznej. Państwo nie ma prawa ograniczać czyjejkolwiek działalności gospodarczej i niszczyć cudzego interesu, nawet jeśli prywatnie TVN nie lubimy i uważamy za stację lewicowo-liberalną, powiązaną z lewicowo-liberalną opozycją, przez lata propagującą agendę LGBT, Janusza Palikota, a potem Szymona Hołownię, a przez cały czas, zawsze, wszędzie i ustawicznie Platformę Obywatelską.

Zdaniem narodowców, element obrzydzenia wobec przekazu politycznego i ideowego TVN winien przeważyć. Państwo – czy się to komuś podoba czy nie – udziela koncesji na nadawanie i ma prawo decydować komu koncesję da lub przedłuży, a komu nie. Wraz ze zniknięciem TVN osłabiony zostanie w Polsce antyklerykalizm i cała ta propaganda przedstawiająca duchownych jako pedofilów. Osłabnie też siła propagandy LGBT i spadnie mobilizacja lewicowo-liberalnej opozycji. Same korzyści.

Nigdy nie kryłem się z poglądem, że stanowisko drugie jest mi zdecydowanie bliższe. Gdybym miał określić moje stanowisko wobec kwestii ekonomicznych, to deklaruję się jako „narodowy liberał”, czyli liberał, który uznaje ograniczenia dla wolnego rynku i wolnej przedsiębiorczości, które dyktuje nam – jak to lubią mówić narodowcy – „interes narodowy”, a które ja, jako konserwatysta, wolę określać klasycznym mianem „racji stanu”. No właśnie, czy Richelieu tolerowałby we Francji TVN?

TVN i TVN24 to znakomita dziennikarska robota. Przekaz polityczno-ideowy jest uwodzący dla umysłów, gdyż wszystko odbywa się tu pod hasłami wolności, demokracji, praw człowieka, etc. Pod hasłami tymi mamy reportaż za reportażem na temat księży-pedofilów, podśmiechujki z polskiej tradycji narodowej i z tradycji chrześcijańskiej. To TVN wprowadził na salony polityczne Janusza Palikota i Roberta Biedronia, potem Szymona Hołownię, a dziś ożywia Donalda Tuska. TVN nie postrzegam jako stacji wolnościowej, gdyż głosi ona obce nam poglądy cywilizacyjne, a wszystkich, którzy się z tymi poglądami nie zgadzają – czyli nas – pokazuje jako homofobów, antysemitów i ludzi chorych z nienawiści. Umiejętne sączenie tych treści przez cała lata wyprało masie ludzi mózgi, a w dodatku wydaje im się, że „myślą samodzielnie”, gdy tymczasem TVN uczy myślenia stadnego. Politycznie rzecz biorąc jest to ostoja liberalnej demokracji w Polsce, obok „Gazety Wyborczej” i Fundacji Sorosa. Dlaczego mielibyśmy tę stację wspierać? Tylko z powodów ideologicznej wolnorynkowej ortodoksji?

Współczesny świat jest ideologiczną wojną. Na FB, Tweeterze, na YouTubie trwa wojna międzynarodowych korporacji z niezależną myślą, z myślą prawicową, konserwatywną, chrześcijańską, ze wszystkimi wartościami narodowymi i religijnymi. Wielu naiwnych liberałów sprzeciwia się tutaj obronie przez państwo użytkowników, twierdząc, że „prywatny właściciel ma prawo nas zbanować i usunąć”. Jak wszystkim wiadomo, pogląd ten odrzucam, ponieważ po przekroczeniu pewnego poziomu koncentracji mediów społecznościowych w ograniczonej ilości korporacji wolny rynek staje się parodią. Stąd głoszę, że Państwo Polskie powinno móc sądownie rozstrzygać blokowanie, banowanie czy kasatę kont użytkowników za treści „niezgodne z zasadami społeczności”. Gdzie bowiem dochodzi do nadmiernej koncentracji, tam powstają faktyczne monopole, a to przestaje mieć cokolwiek wspólnego z zasadą wolnego rynku. I prawda jest taka, że to posiadane przez wielkie korporacje sieci społecznościowe najprawdopodobniej spowodowały, że Donald Trump przegrał wybory w Stanach Zjednoczonych. To one także blokują i banują nas na swoich forach każdego dnia. Głosząc hasła wolności, działają niby wielki knebel wobec wszystkich treści, które nie odpowiadają ich interesom.

 

TVN to jedna z takich korporacji, popierająca penalizację tzw. mowy nienawiści, na mocy której – jak oceniają eksperci – penalizacji uległoby ok. 10% wpisów i komentarzy w polskim Internecie. Każdy krytyczny wpis o homoseksualistach, feministkach, ateistach i wsiada na nas prokurator. Dlaczego oni mają chcieć wsadzać do więzień nas, a my mamy bronić ich wolności nadawania? Przyznam, że uważam, iż prawicowi obrońcy TVN wykazują się postawą godną idiotów, wynikającą z dogmatyzmu liberalnego. Powtarzam raz jeszcze, tutaj nie ma rynku, nie ma wolnej konkurencji. Tutaj trwa wojna cywilizacyjna i jesteśmy w niej po dwóch różnych stronach. Wojny tej doświadczył ostatnio jeden z posłów Konfederacji, który ustawy Lex TVN wcale nie popierał, ale nie występował przeciw, gdy został pod sejmem opluty przez tłum skandujący hasła o „wolności” i „wolnych mediach”. To właśnie o taką wolność i o takie wolne media im chodzi.

Uważam, że polska racja stanu wymaga pożegnania się z TVN, podobnie jak na Węgrzech musiano pożegnać się z uniwersytetem George’a Sorosa. Wszyscy, którzy śledzą moją publicystykę wiedzą, że zawsze niemiłosiernie batożyłem PiS. Twierdziłem, że jest to partia oszukańcza, podszywająca się pod idee katolickie, narodowe i patriotyczne, która dużo gada, opowiada bajki o „drugim Budapeszcie”, ale nic z tego nie wynika. No i przez sześć lat jej rządów żadnych poważnych ruchów przeciwko demoliberalizmowi z jej strony nie było. Same słowa, słowa, słowa. I gdy wreszcie, po sześciu latach, Jarosław Kaczyński zdecydował się – bojąc się utraty władzy po kolejnych wyborach – wygnać z naszego kraju jeden z filarów demoliberalizmu, to jak można się wahać? Wreszcie jakiś ruch w dobrą stronę naśladujący Victora Orbana. Oczywiście, ponieważ Konfederacja jest w opozycji, to za poparcie tak ważnej ustawy powinna coś otrzymać. Dlaczego nie wykorzystać sytuacji? W końcu można i skorzystać i pozbyć się TVN-u za jednym zamachem.

Adam Wielomski

Facebook

9 thoughts on “Wielomski: Konfederacja wobec „lex TVN”. Papierek lakmusowy samozachowania”

  1. Niestety, nie chodzi tutaj o żadne pozbycie się TVN (rzecz niewykonalna w państwie UE), lecz jedynie wyrugowanie stacji z państwowej platformy naziemnej. Całe zamieszanie sprawia wrażenie mocno wyolbrzymionego. Nawet, jeżeli TVN ostatecznie wyleci z DVB-T (co zdaje się bardzo wątpliwe wobec doniesień o wecie Dudy), w dalszym ciągu będzie dostępny w sieciach kablowych i satelitarnych. Nie wiem, ilu reagularnych odbiorców TV korzysta tylko z DVB-T. W każdym razie wydaje się, że “naziemni” to głównie widzowie okazyjni oraz najstarsi, którzy z przyzwyczajenia oglądają przede wszystkim programy TVP. Obie te grupy to żadni entuzjaści TVN. Krzyk wziął się raczej stąd, że środowisko stojące najniżej w politycznej hierarchii (PiS) w ogóle odważyło się (co prawda tylko symbolicznie) zwrócić przeciwko medialnemu zapleczu arystokracji polskiej polityki (PO).

  2. (…)Stąd głoszę, że Państwo Polskie powinno móc sądownie rozstrzygać blokowanie, banowanie czy kasatę kont użytkowników za treści „niezgodne z zasadami społeczności”.(…)
    Taki Facebook może przestać (…)oficjalnie(…) wyjść spod polskiej jurysdykcji… wystarczy, że nałoży filtr na polskie adresy IP. Skończy się tak jak Yandexem na Ukrainie… użytkownicy kupią VPN’y. I tyle z tego polskiego władztwa.
    I w finale bardziej oberwą nacjanoliśći niż GAFA… wystarczy spojrzeć na to co się działo, gdy Google nałożył filtr na linki do beneficjentów podatku od linków w Niemczech… https://bezprawnik.pl/podatek-od-linkow-niemcy-hiszpania/

    (…)TVN to jedna z takich korporacji, popierająca penalizację tzw. mowy nienawiści, na mocy której – jak oceniają eksperci – penalizacji uległoby ok. 10% wpisów i komentarzy w polskim Internecie.(…)
    Proszę bardzo… 10% wpisów i komentarzy było pisane przez bydło, które nie pisze muzułmanie tylko kozojebcy, nie pisze zwolennicy opozycji tylko POjebańcy czy KODomici itp.

  3. “Politycznie rzecz biorąc jest to ostoja liberalnej demokracji w Polsce, obok „Gazety Wyborczej” i Fundacji Sorosa. Dlaczego mielibyśmy tę stację wspierać? Tylko z powodów ideologicznej wolnorynkowej ortodoksji?”

    Jak to wspierać? Nikt przecież nie nakazuje tam reklam kupować czy oglądalności podnosić. Obrona czyjegoś prawa prowadzenia działalności gospodarczej, to nie jest żadne wspieranie, tylko okazanie przyzwoitości w poszanowaniu najbardziej oczywistej normy społecznej. Kiedy ktoś dybie na czyjekolwiek prawo prowadzenia działalności gospodarczej, powinno się go ustawić do pionu, bo podnosi rękę na podstawę ustroju gospodarczego. Jeżeli pozwolić komuś godzić w takie prawo właścicieli TVNu, tworzymy precedens, by można było ugodzić i w nasze.

    Cóż to za barbarzyństwo?

    Odpowiadając zatem: tak, właśnie z powodu ortodoksji wolnorynkowej.

    Jedynie wolnorynkowa ortodoksja może nas doprowadzić do wolnorynkowej teofanii objawiającej największe bogactwo zróżnicowania bytu, przynajmniej tam, gdzie mamy do czynienia z artefaktami, czyli przedmiotami zależnymi od istnienia człowieka i jego potrzeb, bez których byt byłby uboższy.

    Jeżeli czegoś ma nie być na rynku, to ostatecznie decydować powinny o tym boski popyt i podaż a nie jacyś marni śmiertelnicy z wielkim, uzurpatorskim, politycznym ego, którym ciągle się coś nie podoba i bezczelnie zabierają głos, by wypowiadać się za ogół. Gdyby posłuchać każdego, komu coś się na świecie nie podoba i chciałby to usunąć ze świata, żylibyśmy na jakiejś metafizycznej pustyni a nie w bujnej dżungli Meinonga.

    Sztuczne usuwanie z rynku dobrowolnych usług oraz podmiotów, tym bardziej ze względu na walkę polityczną i próbę zmarginalizowania rywala, którego nie potrafi się wygryźć oferując ciekawszy produkt niż on, też jest niegodnym i niesportowym zachowaniem. A kiedy środowiska demoliberalne próbują postępować podobnie, postulując odebranie koncesji swoim przeciwnikom politycznym – np: Rydzykowi, należy im powtarzać to samo.

    W zasadzie, to nie powinno nas interesować, kto i po co działa czy chce sobie coś nadawać. Kto tego chce słuchać, a kto nie chce, również. A jeżeli ktoś uważa, że TVN zdobył zbyt wiele wpływu, to powinien optować za jeszcze większym poszerzeniem oferty programowej, żeby TVN się w niej zgubił. Wpuścić tu Al-Jazeerę, Russia Today, Chińczyków, Hindusów, kogo popadnie z ich telewizjami. Niech otwierają zaraz swoje oddziały. Jeśli chcą opowiadać o Polsce ze swojego punktu widzenia, niech sobie u nas nadają do woli. Pejzaż medialny z TVNem i TVP i tak jest nudny, więc wypadałoby wrzucić granat odłamkowy i go rozruszać. Czemu o Polsce mamy słuchać tylko z punktu widzenia tych dwóch środowisk? Albo tym bardziej – czemu mamy słuchać tylko z punktu widzenia jednego, jeśliby usunąć TVN?

    Ani jednobiegunowe, ani dwubiegunowe media to nie jest żaden ideał informacyjny, ideałem jest obniżenie instytucjonalnych barier wejścia, by każdy mógł mieć swoje media, jeśli zechce i o ile nauczy się je robić. Poniekąd sam internet zapewnia taką możliwość, z czego zresztą profesor Wielomski korzysta, prowadząc swój kanał z filmikami.

    Dlatego jojczenie o tradycyjnej telewizji, która i tak będzie już dogorywać i tracić swoją siłę oddziaływania, wydaje się bezsensowne.

    “Powtarzam raz jeszcze, tutaj nie ma rynku, nie ma wolnej konkurencji. Tutaj trwa wojna cywilizacyjna i jesteśmy w niej po dwóch różnych stronach.”

    Zgadza się. Ale ta wojna cywilizacyjna trwa właśnie dlatego, że ani was, ani tamtych nie stać intelektualnie na utrzymywanie się w granicach tego “dogmatyzmu liberalnego” i wytworzenie odpowiedniego stosunku do pluralizmu, którego jedni i drudzy chcecie się pozbyć. Ale tak wygląda ogólny problem demokracji, która nie potrafi należycie utrzymywać i zarządzać wielością w społeczeństwie a prowokuje o nią niekończące się spory w ramach walki o to, co ma być “dobrem wspólnym”. Jak się okazuje, najbardziej trwałym “dobrem wspólnym” między zwaśnionymi plemionami jest jedynie konflikt o wartości i nic więcej.

    Więc się wzajemnie zagryzajcie w tej swojej cywilizacyjnej wojnie. Tylko się nieco przesuńcie, bo mi ostatki blasku rynku i jego chwały zasłaniacie tymi swoimi samobójczymi wygłupami, mącąc koła szlachetniejszych od was samych mechanizmów społecznych, wy głusi na wyższy porządek, zaaferowani dziecinnymi antagonizmami głupcy.

    1. “Sztuczne usuwanie z rynku dobrowolnych usług oraz podmiotów, tym bardziej ze względu na walkę polityczną i próbę zmarginalizowania rywala, którego nie potrafi się wygryźć oferując ciekawszy produkt niż on, też jest niegodnym i niesportowym zachowaniem.” – jeśli usuwa się usługę lub podmiot niemoralny, to nie jest to niegodne, lecz jak najbardziej godne zachowanie.

      Libertarianie zapominają, że celem istnienia państwa nie jest jakaś bujna dżungla Meinonga, tylko dobro. Dobro jednostki oraz społeczeństwa. Nie ma niczego dobrego w funkcjonowaniu podmiotów degenerujących ludzi, nawet jeśli wszyscy tego chcą. Gdyby wszyscy chcieli istnienia powszechnego ludożerstwa to nie oznacza, że jest to dobre i że państwo ma z tym nic nie robić. Libertarianie zapominają, że ludzie w większości są niestety głupkami i wcale nie wybiorą tego, co dobre, tylko to, co łatwe, przyjemne i często złe. Dlatego też, choć oczywistym jest, że wolny rynek jest najlepszym obecnie znanym i moralnie uzasadnionym środkiem do realizacji celów gospodarczych, to nie był, nie jest i nie będzie celem samym w sobie. Tym celem jest dobro. Do tego nawet od strony praktycznej, zwyczajnie za 100 czy 300 lat może pojawić się nowy system gospodarczy. Tak jak skończył się czas feudalizmu, tak zapewne nadejdzie koniec wolnego rynku i wyrośnie z tego coś nowego. Z tego wprost wynika, że istnieje zawsze nadrzędna zasada, która tym wszystkim kieruje i tą zasadą jest dobro.

      Żeby to zrozumieć, wystarczy zadać proste pytanie – czy państwo powinno zezwalać na istnienie niemoralnych profesji? Oczywiście, że nie. Nie tylko dlatego, że godzą one w dobro, zasadę sprawiedliwości i “bydlęcą” ludzi ale również dlatego, że zdegenerowane społeczeństwo bardzo szybko upadnie. Libertarianie są bardzo ubodzy intelektualnie i nie rozumieją, że wolny rynek to efekt metafizycznej wolności, czyli wolnej woli a nie korona wszelkiego bytu. A wolność woli jest możliwa do zrealizowania tylko wtedy, gdy człowiek kieruje się moralnością. Jeśli tego nie robi, to nie korzysta z wolnej woli tylko oddaje się bezmyślnej swawoli w myśl “róbta co chceta”. Wtedy taki człowiek nie jest wolny. Taki człowiek jest niemoralnym idiotą, realizującym nic innego, jak lewackie rozumienie wolności, która z wolnością nie ma niczego wspólnego. I doskonale to pewnie Pan rozumie, bo w momencie, gdy np. będzie Pan miał dzieci, to też nie będzie Pan ich uczył, że bycie ludożercą jest tak samo moralnie dobre jak niebycie ludożercą. Jasno i wyraźnie będzie Pan wychowywał dziecko tak, aby nie zjadło kolegi. I to nie będzie ograniczenie wolności dziecka tylko właśnie nauczenie go pełnego jej wykorzystywania. I nie, nie chodzi tu o zasadę pięści i nosa, bo to nie przyzwolenie decyduje o tym czy coś jest złe tylko obiektywne dobro. Hayek to rozumiał, Rothbard nie. Właśnie dlatego ten drugi to szkodliwy, intelektualny klaun dla leniwych albo głupich z tymi swoimi chwytliwymi hasełkami. Ale już kiedyś Panu tłumaczyłem wewnętrzne sprzeczności teorii Rothbarda – niestety salwował się Pan rejteradą 😉

      1. “Libertarianie zapominają, że celem istnienia państwa nie jest jakaś bujna dżungla Meinonga, tylko dobro. Dobro jednostki oraz społeczeństwa. Nie ma niczego dobrego w funkcjonowaniu podmiotów degenerujących ludzi, nawet jeśli wszyscy tego chcą. Gdyby wszyscy chcieli istnienia powszechnego ludożerstwa to nie oznacza, że jest to dobre i że państwo ma z tym nic nie robić. Libertarianie zapominają, że ludzie w większości są niestety głupkami i wcale nie wybiorą tego, co dobre, tylko to, co łatwe, przyjemne i często złe. Dlatego też, choć oczywistym jest, że wolny rynek jest najlepszym obecnie znanym i moralnie uzasadnionym środkiem do realizacji celów gospodarczych, to nie był, nie jest i nie będzie celem samym w sobie. Tym celem jest dobro.”

        Ależ to dobro ocenia się i dobiera właśnie z owej dżungli Meinonga, kiedy człowiek musi oceniać, co jest lepsze a co gorsze i wybierać spośród tego wszystkiego. Dlatego właśnie jest ważne, żebyśmy mogli tego wyboru dokonywać z pełnego możliwościowego spektrum bytu, bo ograniczając zło, możemy też przegapić część dobra.

        A pełnię tego spektrum może wykreować tylko rynek i ludzie działający dla swojego interesu. Im bardziej wolny, tym jednocześnie mniej przekłamany.

        Ten problem jedzie dokładnie na tym samym wózku co teodycea, czyli uzasadnianie problemu, dlaczego dobry Bóg stworzył świat ze złem i czemu taki świat miałby być ostatecznie lepszy od świata bez zła.

        Dokładnie ten sam argument możemy zastosować do rynku i otoczenia gospodarczego oraz wszystkich produktów jakie tworzy – i mamy agoradyceę. 🙂

        Otóż efektywność wolnego rynku w dostarczaniu nam odpowiedzi na nasze potrzeby jest większym dobrem, które przekracza wartością występowanie jakichkolwiek negatywnych zjawisk czy niemoralnych produktów przed którymi chce nas Pan tak bronić. Jeżeli ta obrona ma zresztą polegać na ograniczeniu wolnego rynku, to poświęca Pan integralność większego dobra na rzecz walki z mniejszym złem, które Pana uwiera.

        Równie dobrze mógłby Pan złorzeczyć Bogu za to, że zło jest obecne w świecie i postulować, żeby państwo ustawą zrobiło coś z tym bożym porządkiem, bo istnienie zła w świecie jest niedopuszczalne.

        Wszelki moralny paternalizm i próba uchronienia człowieka od wyboru zła, usuwania pokus z pola widzenia jest błędem, ponieważ ogranicza też heroizm płynący z potencjalnego wyboru; oducza ludzi samodzielnego wartościowania oraz rozpoznawania tego, czym jest dobro. Aby wybory moralne miały sens, nie powinny być ułatwiane a ludzie nie powinni być w żaden sposób chronieni przed upadkiem. Bo ich upadek dzięki przykładowi jaki dostarcza pomaga w zreflektowaniu się przez innych, więc płynie z niego ogólny pożytek. Tak jak pożytek płynie z upadających firm, które niewłaściwie rozpoznały potrzeby konsumentów lub swoje zdolności zaspokajania tychże, ponieważ robią one miejsce tym, którzy się na tym nie wyłożą. By nie upaść trzeba mieć najpierw świadomość tego, że można upaść. A nie świadomość, że wszystko będzie dobrze, bo podjęto odgórne zarządzenie w ułatwianiu unikania upadku. Coś takiego tworzy miernych ludzi.

        Jeżeli chce pan grać o zbawienie, to grajmy o nie na “hardzie”, bo tylko wtedy płynie satysfakcja z pokonywania przeszkód, bez prowadzenia za rączkę.

        “Do tego nawet od strony praktycznej, zwyczajnie za 100 czy 300 lat może pojawić się nowy system gospodarczy. Tak jak skończył się czas feudalizmu, tak zapewne nadejdzie koniec wolnego rynku i wyrośnie z tego coś nowego. ”

        Nie nadejdzie, bo nie istnieje żadna logiczna możliwość, aby cokolwiek innego skądś mogło nadejść. Realne, historyczne ustroje gospodarcze mogą oczywiście podlegać zmianom (bo są wszystkie w jakimś stopniu kulturowo-politycznymi odstępstwami od tego co optymalne), ale sam wolny rynek jako ideał pozostaje niezmiennym optimum poznawczo-etycznym dla nieskrępowanej inicjatywy gospodarczej, której nic nie przeszkadza w rozpoznawaniu jakie realnie potrzeby istnieją do zaspokojenia, by zostać za to stosownie wynagrodzonym. Ten ideał z konieczności wyznacza kres optymalizacji procesu gospodarczego na jaką może być nas stać z naszej natury i niczego więcej już poza nim nie ma.

        Jeżeli ludzie nie przestaną chcieć czy pragnąć ani nie uzyskają idealnej samowiedzy i natychmiastowego wglądu w pragnienia reszty społeczeństwa oraz wszechwiedzy dotyczącej manipulowania materią, to dalej będą potrzebowali kapitalizmu w tej lub innej formie, żeby dochodzić do tego, czego nie wiedzą poprzez próby uzgadniania podaży z popytem. Im bardziej wolnorynkowy będzie ten kapitalizm, tym mniej przeszkód w procesie rozpoznawania i zaspokajania wszelkich potrzeb zaistnieje i cały proces pójdzie sprawniej. A ponieważ ludzie nie zyskają opisanych właściwości ani nie wykreują żadnych odrębnych od siebie bytów politycznych mających lepszy od nich wgląd w ich własne potrzeby, można uznać, że pozycja ideału wolnyrynkowego pozostanie niezagrożona do końca trwania gatunku ludzkiego a może też innych świadomych gatunków mających jakąkolwiek gospodarkę opartą na wymianach.

        Można się oczywiście obrażać na idealne rozwiązania i ich nie przyjmować, tak jak na idee trójkąta równobocznego czy złotego podziału, licząc, że zostaną zastąpione czymś innym, ale jaki to ma mieć sens?

        “Żeby to zrozumieć, wystarczy zadać proste pytanie – czy państwo powinno zezwalać na istnienie niemoralnych profesji? Oczywiście, że nie. Nie tylko dlatego, że godzą one w dobro, zasadę sprawiedliwości i “bydlęcą” ludzi ale również dlatego, że zdegenerowane społeczeństwo bardzo szybko upadnie.”

        Oczywiście, że tak, póki są dobrowolne. Zresztą państwo nie powinno, ani zezwalać, ani nie zezwalać, bo nie powinno w ogóle istnieć jako nadrzędna siła dokonująca autorskich poprawek, w tym jak działa społeczeństwo. Istnienie lub nieistnienie niemoralnych profesji zachowuje moralny sens jedynie wtedy, gdy społeczeństwo lub dana społeczność w jego ramach sama z siebie z nich dobrowolnie rezygnuje i w ten sposób odrzuca – wykluczając przykładowo z własnego grona członków, którzy je uskuteczniają, wprowadzając względem nich oddolny ostracyzm.

        I takie postępowanie powinno być główną metodą społecznej presji do rezygnacji z tego, co gdzieś ktoś uznaje za niemoralne czy szkodliwe. Niemoralnych należy od siebie wypychać i odcinać.

        O dobro można zabiegać bez państwa, zwyczajnie rezygnując z kontaktów i współpracy “z tymi złymi”, by trzymali się oni wyłącznie w swoim zdegenerowanym gronie. Niech sobie mają swój Mordor, swoje piekiełko i się w nim kiszą, ponosząc konsekwencje swoich szkodliwych postaw. Niech sobie będą źli jak tylko chcą – dzięki tej postawie szybciej będziemy mieć ich z głowy, bo prędzej wykończą się w większym oddaleniu od dobra niż w mniejszym. Ludożercom należy dać się zjadać w ich gronie.

        W ramach dobrej woli można im posłać od czasu do czasu misjonarza z odpowiednim przesłaniem, którego mogą posłuchać lub nie i to tyle.

        Państwo ma się nijak do walki dobra ze złem a libertarianie by powiedzieli, że zasila raczej tę drugą stronę. Społeczeństwa demoralizują się i upadają głównie przez przerośnięte, zbiurokratyzowane państwa, biorące na siebie większość funkcji, które ludzie na nie cedują, wykręcając się sianem, chociaż powinni je realizować własnym sumptem, by nauczyć się też doceniać ich wartość. One zresztą w ramach demoralizacji niszczą też swoją walutę i ostatecznie załamują się pod swoim ciężarem, ciągnąć za sobą na dno resztę populacji, łącznie z tymi niezepsutymi.

        Społeczna demoralizacja nie polega na tym, że się produkuje czy konsumuje jakieś “niemoralne produkty”, tylko na tym, że odrzuca się związek przyczynowo-skutkowy między swoim postępowaniem a jego efektami i roszczeniowo oczekuje by inni ponosili konsekwencje, biorąc na siebie ciężary naszego postępowania, jakkolwiek złe by ono nie było. Dlatego też państwo, które ma zdolność przerzucania kosztów jednych ludzi na innych oraz ich opodatkowywania i redystrybucji ich dóbr będzie zawsze głównym rozsadnikiem demoralizacji. I zawsze będzie istniała pokusa, by go użyć, aby niezasłużenie pomóc sobie szkodząc przy tym innym. Na tym polega przecież zjawisko uspołeczniania strat.

        Kiedy państwa nie ma, nie ma też w skali społeczeństwa żadnego mechanizmu do uskuteczniania tej demoralizacyjnej spychologii i każdy ostatecznie sam musi ponosić konsekwencje swojego postępowania, co najlepiej otrzeźwia. A zatem też najlepiej zabezpiecza przed demoralizacją, osadzając w rzeczywistości. Tymczasem do państwa lgną zawsze najgorsi, właśnie po to, by zdjęło ono z nich balast ich zła i siłą kazało go dźwigać pozostałym.

        Kto więc chce mieć państwo, niech się pogodzi ze społecznym upadkiem do jakiego ono niechybnie doprowadzi, wziąwszy społeczeństwo za zakładnika.

        Kilka programów socjalnych III Rzeszy zdemoralizowało społeczeństwo niemieckie w większym stopniu niż były to w stanie uczynić cały hazard, alkohol czy prostytucja tego świata. A jeszcze bardziej zdemoralizowała je wizja zwycięstwa, w jakiej konsumować mieli owoce pracy Untermenschów-helotów harujących na ich państwo, dzięki któremu mieli czerpać korzyści z podbojów. Polityka to najstraszniejsza ze wszystkich używek, zwłaszcza gdy uwodzi ludzi dając im przyzwolenie dla zła w imię swoich racji albo wręcz podporządkowuje ich temu złu, przekupując ich najpierw swoimi obietnicami jakiegoś wątpliwego dobra.

        Tak powie libertariański purytanizm, starający powalić niezasłużony autorytet państwa, w nim widząc najgroźniejszego demoralizatora i demagoga, stawiającego pokusy łatwych rozwiązań dla społeczeństwa. Bo wszystko co osiągnięte poza rynkiem i dobrowolnością pokojowych kontaktów na nim musi być zepsute przymusem płynącym ze swojej politycznej natury. Żadne, nawet najbardziej szkodliwe produkty wolnorynkowej współpracy ostatecznie nie są w stanie przebić pod względem zła w jego skali i zasięgu tego, do czego potrafi pchnąć ludzi rozgrzany antagonizm polityczny.

        “Ale już kiedyś Panu tłumaczyłem wewnętrzne sprzeczności teorii Rothbarda – niestety salwował się Pan rejteradą”

        Nieprawda. Portal Konserwatyzm.pl po prostu nie zamieścił już moich kolejnych odpowiedzi dla Pana, mimo tego, że starałem się je jeszcze kilka razy wkleić, więc to nie ja uciąłem dyskusję. Wciąż mam je zapisane w pliku z notatkami i mogę je zamieścić w jakimś neutralnym miejscu, jeśli ma Pan ochotę ciągnąć dalej tamte wątki.

        1. Na początku bardzo przepraszam moderację za tak długi komentarz – w razie czego zaręczam, że jest kąśliwy, ale bez obelg, więc można spokojne go zaakceptować 😉

          “Ależ to dobro ocenia się i dobiera właśnie z owej dżungli Meinonga, kiedy człowiek musi oceniać, co jest lepsze a co gorsze i wybierać spośród tego wszystkiego” – właśnie dlatego zgadzamy się na istnienie państwa, które będzie zabraniało tego, co jest w oczywisty sposób złe, bo państwo to ludzie, którzy je tworzą. To, że państwo czegoś zabroni nie oznacza, że człowiek nie ma możności zrobienia tego, co jest regularnie pomijane przez libertariańską argumentację. Tyle tylko, że trzeba się liczyć z konsekwencjami. I bardzo dobrze, bo tak właśnie wygląda rzeczywistość.

          “Dlatego właśnie jest ważne, żebyśmy mogli tego wyboru dokonywać z pełnego możliwościowego spektrum bytu, bo ograniczając zło, możemy też przegapić część dobra.” – brednia. Ograniczając gwałty, morderstwa, kradzieże możemy przegapić część dobra? To jest chyba najgłupszy argument, jaki wysunęła osoba broniąca libertarianizmu w rozmowie ze mną a naprawdę sporo argumentów już widziałem. Powiedzmy sobie szczerze – jeśli libertarianie postulują, że muszą mieć prawną możliwość zrobienia wszystkiego, żeby doceniać dobro/wolność, to są zwyczajnie głupi. Nikt normalny nie musi żyć w świecie, w którym państwo z założenia nie karze np. gwałtów, żeby doceniać, że nie został zgwałcony.

          “A pełnię tego spektrum może wykreować tylko rynek i ludzie działający dla swojego interesu. Im bardziej wolny, tym jednocześnie mniej przekłamany.” – wolny nie oznacza bez moralności, co Pan skrzętnie pomija. Tłumaczę po raz n-ty – Pana wizja to nie jest wizja wolności, tylko wizja bezmyślnej swawoli. Człowiek nigdy nie będzie działał w spektrum samych logicznych możności, bo to nie jest wolność, to są właśnie logiczne możności. Libertarianie mieszają pojęcia.

          “Ten problem jedzie dokładnie na tym samym wózku co teodycea, czyli uzasadnianie problemu, dlaczego dobry Bóg stworzył świat ze złem i czemu taki świat miałby być ostatecznie lepszy od świata bez zła.” – nie. Właśnie dlatego Bóg dał przykazania i jest kara za zło. Tak samo ma działać państwo.

          “Dokładnie ten sam argument możemy zastosować do rynku i otoczenia gospodarczego oraz wszystkich produktów jakie tworzy – i mamy agoradyceę.” – nie. Wtedy mamy bzdurę, chaos i zerową analogię do teodycei.

          “Otóż efektywność wolnego rynku w dostarczaniu nam odpowiedzi na nasze potrzeby jest większym dobrem, które przekracza wartością występowanie jakichkolwiek negatywnych zjawisk czy niemoralnych produktów przed którymi chce nas Pan tak bronić.” – przepraszam, ale trzeba być albo fanatykiem, albo głupkiem albo chorym psychicznie żeby twierdzić, że dopuszczanie np. demoralizacji dzieci w imię wolnego rynku jest większym dobrem niż tej demoralizacji zakazanie.

          “Jeżeli ta obrona ma zresztą polegać na ograniczeniu wolnego rynku, to poświęca Pan integralność większego dobra na rzecz walki z mniejszym złem, które Pana uwiera.” – wracamy do kwestii ludożerstwa. Ale zróbmy mniej drastycznie – żyjemy w rzeczywistości zerotyzowanej, wręcz spornografizowanej. Naprawdę będzie Pan wmawiał mi, że poświęcam większe dobro chcąc ograniczać demoralizację w przypadku, gdy państwo zakazuje (moim zdaniem słusznie) pokazywania filmów porno na witrynach sklepowych? No to może czas dorosnąć i zacząć myśleć chociażby właśnie o dzieciach, które na to patrzą. Jak dla Pana oglądanie przez dzieci porno w imię wolnego rynku to wspaniała sprawa, to ja naprawdę nie wiem, jak z Panem rozmawiać. Mam tylko nadzieję, że nie będzie Pan miał dzieci 😉

          “Równie dobrze mógłby Pan złorzeczyć Bogu za to, że zło jest obecne w świecie i postulować, żeby państwo ustawą zrobiło coś z tym bożym porządkiem, bo istnienie zła w świecie jest niedopuszczalne.” – istnienie zła jest porządkiem metafizycznym. Pan mówi o porządku praktycznym, więc typowo dla libertarian, miesza Pan to, czego się nie miesza. Na Boga to jest elementarz warsztatu.

          “Wszelki moralny paternalizm i próba uchronienia człowieka od wyboru zła, usuwania pokus z pola widzenia jest błędem, ponieważ ogranicza też heroizm płynący z potencjalnego wyboru” – no pewnie. Czyli tak jak pisałem wcześniej – nie wychowujmy dzieci i młodzieży – niech sobie sami wybierają czy zjeść kolegę.

          “oducza ludzi samodzielnego wartościowania oraz rozpoznawania tego, czym jest dobro.” – nie, nie oducza. Tak jak wychowywanie nie oducza zdolności rozpoznania dobra i zła. Generalnie przepraszam, ale bredzi Pan. To są slogany bez poparcia w faktach.

          “Aby wybory moralne miały sens, nie powinny być ułatwiane a ludzie nie powinni być w żaden sposób chronieni przed upadkiem.” – eksperyment myślowy, który zweryfikuje ten bezpodstawny sąd: co by Pan wolał – świat, w którym ludzie dzięki wychowaniu (czyli rzekomemu ułatwianiu) czynią tylko dobrze czy świat, w którym ludzie żyją bez wychowania i czynią różnie? Może Pan nie wie, ale podpowiem – nawet jeśli nie jest Pan wierzący, to na gruncie logiki ideał doskonałości koreluje tylko z dobrem, więc odpowiedź jest oczywista. Pan tego nie rozumie, bo znów myli Pan porządki – tym razem metafizyczny z epistemologicznym. Człowiekowi prawdopodobnie byłoby bardzo trudno rozpoznać dobro i zło bez istnienia obu (mowa o świecie doczesnym), ale to jest kwestia POZNAWCZA a nie ontyczna. Nie oznacza to, że mamy puścić wszystko wolno, bo w kwestii dobra i zła najważniejszy jest porządek metafizyczny a nie poznawczy.

          “By nie upaść trzeba mieć najpierw świadomość tego, że można upaść.” – bon-moty z Batmana Nolana to raczej kiepskie argumenty w dyskusji filozoficznej 😉

          “Coś takiego tworzy miernych ludzi.” – tja. Właśnie dlatego w działalności, w której potrzebujemy jak najbardziej wykwalifikowanych i zdolnych ludzi, jak medycyna czy np. wojsko istnieją żelazne, odgórne zasady regulujące działalność człowieka wykonującego te zadania a ich nieprzestrzeganie jest surowo karane. Niesamowite – Rothbard tego nie napisał, to Fat Bantha nie wie 😉

          “Jeżeli chce pan grać o zbawienie, to grajmy o nie na “hardzie”, bo tylko wtedy płynie satysfakcja z pokonywania przeszkód, bez prowadzenia za rączkę.” – życie to nie jest gra komputerowa. W życiu nie chodzi o subiektywne poczucie satysfakcji. W życiu chodzi o dobro a to koreluje np. z przyzwoitością. Pan chce mi wmówić, że większe dobro będzie wtedy, gdy jeśli rynek tak zdecyduje (czyli ludzie, z których większość to durnie), to co drugie skrzyżowanie będzie sex-shop, klub ze stripteasem albo burdel przeplatany ze sklepem z heroiną a do tego wszystkiego będą zachęcały pół-nagie albo nagie panie, transwestyci czy homoseksualiści (w myśl pełni bytu dżungli Meinonga oraz możliwości wynikających z niekontrolowanego w żaden sposób przez państwo wolnego rynku). Samo dopuszczenie możności zaistnienia takiej rzeczywistości jest delikatnie mówiąc niezbyt przyzwoite a postulowanie tego to już zwyczajne zło.

          “Nie nadejdzie, bo nie istnieje żadna logiczna możliwość, aby cokolwiek innego skądś mogło nadejść.” – wolny rynek to tylko system gospodarczy. Nie istnieje żadna logiczna konieczność jego wiecznotrwałego istnienia. Dowodem na to jest fakt, że kształt postulowanego przez Pana wolnego rynku nigdy nie istniał. I stawiam dolary przeciwko orzechom, że istniał nie będzie. I nie przez chciwość socjalistycznych decydentów, tylko przez takich jak np. ja, którzy wyżej cenią sobie moralność w życiu publicznym niż możność pojawienia się zdegenerowanego chaosu, który ubiera Pan w ładne formułki, z których nic nie wynika.

          “Ten ideał z konieczności wyznacza kres optymalizacji procesu gospodarczego na jaką może być nas stać z naszej natury i niczego więcej już poza nim nie ma.” – marksiści mówili “toczka w toczkę” to samo. Marksiści już są na wykończeniu. Libertarianie od początku byli, więc to mówi samo za siebie 😉

          “A ponieważ ludzie nie zyskają opisanych właściwości ani nie wykreują żadnych odrębnych od siebie bytów politycznych mających lepszy od nich wgląd w ich własne potrzeby, można uznać, że pozycja ideału wolnyrynkowego pozostanie niezagrożona do końca trwania gatunku ludzkiego a może też innych świadomych gatunków mających jakąkolwiek gospodarkę opartą na wymianach.” – Pan tylko jak zwykle zapomina, że człowiek z natury jest nie tylko wolny ale i rozumny. I na kanwie tego rozumu (oraz Objawienia) doszedł do norm moralnych, które kierują CAŁĄ rzeczywistością – w tym rynkiem, czyli relacjami gospodarczymi między jednostkami. I tak jak ludzie realizują swoją wolność (wolność prawdziwą, nie te Rothbardowskie bzdety będące swawolą) przestrzegając zasad moralnych w zwykłych kontaktach, tak też jest w kwestiach rynkowych. I stąd właśnie państwo, które ułatwia egzekwowanie kar dla tych, którzy tych zasad nie przestrzegają. Jak kogoś zabijesz, to dostajesz karę – realizacja wolności metafizycznej we właściwym rozumieniu, czyli z moralnością dzięki zasadzie sprawiedliwości. Jak kogoś okradniesz, to dostajesz karę – to samo – realizacja wolności metafizycznej etc. Dlaczego tak się dzieje? Bo morderstwo i kradzież są złe. I tak też jest w kwestiach gospodarczych – zakazana jest np. prostytucja albo lichwa. I bardzo dobrze, bo są złe i dzięki temu człowiek ma możliwość realizacji prawdziwej wolności. Oczywiście zawsze będą tacy, którzy i tak to zignorują – i niech sobie będą, ich wybór. Państwo jednak nie jest za przeproszeniem alfonsem, żeby na to zezwalać i od prostytutki np. brać podatek pogłówny.

          “Można się oczywiście obrażać na idealne rozwiązania i ich nie przyjmować, tak jak na idee trójkąta równobocznego czy złotego podziału, licząc, że zostaną zastąpione czymś innym, ale jaki to ma mieć sens?” – porównywanie wiedzy obiektywnej (matematyki) do zagadnień o naturze praktycznej, które nigdy nie będą miały waloru obiektywnego (właśnie dlatego o tym dyskutujemy – o idei trójkąta równobocznego tego nie robimy, bo nie ma o czym dyskutować), to jest zwyczajny błąd metodologiczny.

          “Oczywiście, że tak, póki są dobrowolne.” – i to jest główny punkt naszej niezgody. Dla Pana moralność to kwestia uznaniowa. Ja się tym brzydzę zarówno od strony moralnej jak i intelektualnej. Musi Pan robić fikołki intelektualne, które są śmieszne, żeby nie przyznać, że nie ma Pan racji. A sprawa jest prosta – nie jest kwestią uznania, że zgwałcenie noworodka jest moralnie złe. Skoro istnieją sytuacje, w których to nie dobrowolność ale obiektywna zasada decyduje o tym czy coś jest dobre lub złe, to nie ma absolutnie żadnych podstaw by twierdzić, że w innych decyduje dobrowolność. I tutaj cała libertariańska argumentacja wali się jak domek z kart. Przykro mi, ale nie znajdzie Pan żadnego argumentu by udowodnić, że prostytucja jest moralnie dobra, bo dwie osoby zgodziły się na dany akt. Tak samo jak nie znajdzie Pan żadnego argumentu by udowodnić, że ludożerstwo jest moralnie dobre. To będą po prostu bzdury wynikające z idiotycznego rozumienia wolności i dobra, które doskonale weryfikuje rzeczywistość – jakoś nie widzę tabunów libertarian uczących swoje córki, że dawanie za pieniądze jest moralnie dobre ani tych, którzy mówią swoim dzieciom, że jak zjedzą kolegę, to będzie to dobre, jeśli ten tylko wyrazi zgodę. No to jest zwykłe kuriozum, dlatego libertarianie są w takich sytuacjach tak samo wyśmiewani jak relatywiści, którym jak zaproponuje się dostanie w gębę, to dziwnie nie trzymają się swojej idei, że jednocześnie będzie bolało i nie będzie 😉

          “I takie postępowanie powinno być główną metodą społecznej presji do rezygnacji z tego, co gdzieś ktoś uznaje za niemoralne czy szkodliwe. Niemoralnych należy od siebie wypychać i odcinać.” – cudowne mity Rothbarda. To może by zadziałało, jakby na świecie było ze 20 osób. Mamy jednak inną sytuację i doskonale wiadomo, że po pierwsze ostracyzm nic już nie daje a po drugie, że właśnie przez “róbta co chceta” w sferze obyczajowej, społeczeństwo jest zdegenerowane i nikt nic nie robi nawet jak widzi 13-latkę z tyłkiem na wierzchu, papierosem w ustach, bluzgiem na ustach, flaszką w ręku i jednocześnie obmacywaną. Niech Pan w końcu wyjdzie spod kamienia i zacznie żyć rzeczywistością a nie bzdurami felietonisty-klowna, który nie potrafił nawet stworzyć koherentnej teorii.

          “O dobro można zabiegać bez państwa, zwyczajnie rezygnując z kontaktów i współpracy “z tymi złymi”, by trzymali się oni wyłącznie w swoim zdegenerowanym gronie. Niech sobie mają swój Mordor, swoje piekiełko i się w nim kiszą, ponosząc konsekwencje swoich szkodliwych postaw. Niech sobie będą źli jak tylko chcą – dzięki tej postawie szybciej będziemy mieć ich z głowy, bo prędzej wykończą się w większym oddaleniu od dobra niż w mniejszym. Ludożercom należy dać się zjadać w ich gronie.

          W ramach dobrej woli można im posłać od czasu do czasu misjonarza z odpowiednim przesłaniem, którego mogą posłuchać lub nie i to tyle.” – zróbmy inaczej, tak jak to robią myśliciele klasyczni + dodamy pana złośliwą uwagę, tylko uderzę nią w Pana, OK? Istnienie państwa jest wynikiem ludzkiej natury, która jest społeczna, więc istnienie państwa ułatwia zabieganie o dobro. Niech więc Pan i reszta libertarian (tak naprawdę to anarchokapitalistów) zwyczajnie zrezygnuje z kontaktów i współpracy z “nami złymi” państwowcami, dajcie nam się kisić w tym, co nazywacie piekiełkiem, dajcie nam zawłaszczać sobie wolność i żyć tak, jak chcemy, bo zwyczajnie tych, którzy chcą istnienia państwa jest więcej. Żyjcie sobie więc wy jak chcecie a w ramach waszej dobrej woli poślijcie nam od czasu do czasu waszego misjonarza z przesłaniem – możecie nawet do mnie, może trafię na jakiegoś bardziej myślącego, którego uwolnię od głupich idei.

          “Państwo ma się nijak do walki dobra ze złem a libertarianie by powiedzieli, że zasila raczej tę drugą stronę.” – państwo tworzą ludzie, więc twierdzenie, że ma się ono nijak do walki dobra ze złem, to stwierdzenie, że ludzie mają się nijak do walki dobra ze złem. No skwituję to następująco – X D

          “Społeczeństwa demoralizują się i upadają głównie przez przerośnięte, zbiurokratyzowane państwa” – nie. Społeczeństwa (ludzie) demoralizują się przez grzech pierworodny. Jeśli Pan nie jest wierzący, to wyjaśnienie bez teistycznej podbudowy jest też inne niż Pańskie – społeczeństwa (ludzie) demoralizują się w wyniku ich natury, która choć rozumna i wolna, to jest omylna. Wszystkie inne wytłumaczenia to głupoty nie uwzględniające prawdziwej przyczyny.

          “Dlatego też państwo, które ma zdolność przerzucania kosztów jednych ludzi na innych oraz ich opodatkowywania i redystrybucji ich dóbr będzie zawsze głównym rozsadnikiem demoralizacji.” – pominąłem resztę, bo podsumowałem ją wcześniej, natomiast ten fragment zasługuje na komentarz – nikt tutaj nie postuluje redystrybucji, biurokratyzacji czy opodatkowania ponad potrzeby. Państwo ma się zająć stworzeniem warunków do realizacji prawdziwej wolności (nie swawoli!). Narzędziem do tego jest prawo, które ma ZAWSZE naśladować moralność, która jest obiektywna (nie uznaniowa, oparta na dobrowolności, jak Pan błędnie twierdzi, choć wewnętrznie sprzecznie przyjmuje Pan OBIEKTYWNĄ normę moralną w postaci “moja wolność kończy się tam, gdzie zaczyna się wolność drugiego człowieka” – gdyby Pan jednak to zauważył, to już dawno porzuciłby Pan tę prostacką ideę).

          “Kiedy państwa nie ma, nie ma też w skali społeczeństwa żadnego mechanizmu do uskuteczniania tej demoralizacyjnej spychologii i każdy ostatecznie sam musi ponosić konsekwencje swojego postępowania, co najlepiej otrzeźwia.” – bzdura. Istnienie państwa w żaden sposób nie prowadzi z konieczności do nieponoszenia odpowiedzialności za swoje czyny. Zresztą żyjemy w socjalizmie i niech Pan potrąci pieszego na przejściu – zobaczymy, czy nie poniesie Pan odpowiedzialności. To ordynarny, ale chyba wystarczający dowód na sfalsyfikowanie Pana błędnego twierdzenia 😉

          “Tymczasem do państwa lgną zawsze najgorsi, właśnie po to, by zdjęło ono z nich balast ich zła i siłą kazało go dźwigać pozostałym.” – jasne. Samotna matka zgwałconej córki, która lgnie do aparatu sprawiedliwości, żeby ukarano oprawcę to faktycznie najgorsza osoba. Pan w tym swoim fanatyzmie nie zważa już nawet na bezmyślne używanie wielkich kwantyfikatorów i wychodzi z tego kino.

          “Kilka programów socjalnych III Rzeszy zdemoralizowało społeczeństwo niemieckie w większym stopniu niż były to w stanie uczynić cały hazard, alkohol czy prostytucja tego świata.” – uznanie, że winne okrucieństw III Rzeszy jest istnienie państwa to drugi idiotyzm, którym mnie Pan pokonał w swoim komentarzu. Zaraz się dowiem, że Joseph Fritzl, Ted Bundy czy Mariusz Trynkiewicz popełniali swoje zbrodnie również dlatego, że istnieje państwo.

          “Polityka to najstraszniejsza ze wszystkich używek, zwłaszcza gdy uwodzi ludzi dając im przyzwolenie dla zła w imię swoich racji albo wręcz podporządkowuje ich temu złu, przekupując ich najpierw swoimi obietnicami jakiegoś wątpliwego dobra.” – polityka to takie samo działanie człowieka, jak każde inne. Jedni czynią w jej obrębie dobrze inni źle. Demonizowanie jej czy narzucanie jej zła z konieczności to zwykła bzdura. Robi Pan dokładnie to samo, co lewica zabraniająca zwykłym ludziom dostępu do broni.

          ” Żadne, nawet najbardziej szkodliwe produkty wolnorynkowej współpracy ostatecznie nie są w stanie przebić pod względem zła w jego skali i zasięgu tego, do czego potrafi pchnąć ludzi rozgrzany antagonizm polityczny.” – niestety znów bzdura, którą dziecinnie łatwo jest sfalsyfikować. Istnieją działalności, które w sposób oczywisty są złe i z całą pewnością Pan to przyzna – na przykład porywanie ludzi w celu handlu ich organami wewnętrznymi. Takowa działalność jest w świetle prawa nielegalna i państwo jej zabrania. I co? I nic. W Ameryce Południowej ten proceder kwitnie. Naprawdę będzie Pan próbował mi wmówić, że gdyby nie istniały państwa, to tego by nie było? Bo co, bo ludzie sami by się zgłaszali do firm handlujących organami na wolnym rynku? Albo że to państwo jest winne istnienia tego procederu? xD Jeśli Pan będzie próbował pójść w tę stronę, to proszę w komentarzu uprzedzić – wezmę pop-corn, bo śmiechu będzie co nie miara.

          “Nieprawda. Portal Konserwatyzm.pl po prostu nie zamieścił już moich kolejnych odpowiedzi dla Pana, mimo tego, że starałem się je jeszcze kilka razy wkleić, więc to nie ja uciąłem dyskusję. Wciąż mam je zapisane w pliku z notatkami i mogę je zamieścić w jakimś neutralnym miejscu, jeśli ma Pan ochotę ciągnąć dalej tamte wątki.” – z doświadczenia wiem, że disqus jest w stanie obsłużyć w jednym wątku do 100 tysięcy komentarzy bez większych problemów, więc miał Pan wyjątkowy brak szczęścia.

  4. Są dwie płaszczyzny: ogólno-teoretyczna i szczegółowo-praktyczna.
    Do pierwszej należy pytanie, na ile można posługiwać się metodami nieetycznymi, aby osiągnąć etyczne cele w realnej polityce. Schmitt będzie za przesuwaniem granic aż do akceptacji hitlerowskiej dyktatury.
    Kwestia druga, co się da osiągnąć przez lex TVN. Nie osiągnie się mediów przychylnych Konfederacji. Ograniczy się szanse powstania w Polsce alternatywnej wobec NATOwskiej telewizji chińskiej lub rosyjskiej. Wreszcie Discovery może zeuropeizować TVN sprzedając odpowiednie pakiety akcji niemieckim koncernom lub Agorze.
    Osobiście, dystansowanie się od PiSowskich działań uważam za właściwe.

  5. ‘Dyskusja wokół ustawy zaproponowanej przez PiS, a powszechnie znanej jako „lex TVN”, mocno podzieliła środowisko Konfederacji, a szerzej, polskiej prawicy. ‘
    dla mnie tematu ‘lex TVN’ nie ma>bo uważam ‘TVN”>discovery>owned by Zaslava
    za SZKODLIWĄ w aspekcie CYWILIZACYJNYM
    a debatowanie o Konfederacji>bo jakość tych ‘bytów’>jest równie szkodliwa w aspekcie cywilizacyjnym Polaków>bo ‘za polską prawicą’ NIC NIE STOI ideolo>ZERO doskonałe. Korwin vel Mikke, Michalkiewicz, nczas. Sommera, Bosak, Winnicki, Braun, Pitoń>>gimme a break
    A dlaczego ‘mam pretensje” bo CHRL np. w ramach zwalczania liberalnego modelu edukacyjnego czyli naprawy państwa pogoniło amerykańskie korporacje edukacyjne i przyjmuje model edukacyjny (uczyć rzeczy przydatnych dla życia, kształtować patriotyzm i odpowiedzialność młodzieży, etc, etc)
    no ale Chiny to Chińska Partia Komunistyczna>wystarczający straszak dla ‘prawicy’ jak dla sorosa.
    Ale działanie CHRL znajdują uznanie na świecie, nawet w USA >bo model liberalny, wliczając ‘prawicę’ się nie sprawdził, szczególnie w USA tak jak działania sorosa ale również całego lobby żydowskiego są krytykowane.
    To samo w Rosji>
    30 Years After Communism Fell, Putin Offers Alternative to Globalism. That’s Why Our Ruling Class Hates Him
    .https://vdare.com/articles/30-years-after-communism-fell-putin-offers-alternative-to-globalism-that-s-why-our-ruling-class-hates-him
    a vdar.com to stricte konserwatywny, pro-trumpowski, anti-biden portal
    od zawsze.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *