Wielomski: Namordnik symbolem zamordyzmu

Na początku śpieszę z wytłumaczeniem słowa „namordnik” w tytule. Słowo to jest nowo-tworem, czyli moim własnym autorskim terminem, jeszcze z czasów licealnych. Namordnik to maseczka, którą zakłada się na mord…, o pardon, na twarz. Stąd namordnik. W 2020 roku zwykła maseczka, normalnie chroniąca przed bakteriami i wirusami, stała się symbolem nowego rodzaju zamordyzmu, nowatorskiej pozakonstytucyjnej dyktatury nominalnie zarządzanej z budynku ministerstwa zdrowia.

Przyznam, że zachowania moich rodaków w związku z koronawirusem odmieniły moje zdanie o Polakach. Zawsze uważałem nasz naród za kompletnie niezdyscyplinowany, mający silne ciągoty do anarchii, wiecznie burzycielski, przygotowujący coraz to nowe powstania, zresztą w większości głupie. Nie dali nas rady poskromić trzej zaborcy, nie dał rady ani Hitler, ani komunizm. Poskromiły naród media. Gdzie się nie pojawię, tam dziesiątki ludzi chodzi grzecznie w namordnikach, a rozmawiają ze mną z dystansu kilku metrów. Lasy opustoszałe, ulice zresztą również. Gdy z kimś rozmawiam i wyrażam swój pogląd, że wszyscy dookoła powariowali i mamy do czynienia nie tyle z pandemią w rozumieniu fizycznym, co duchowym, gdzie wszyscy wpadli w jakiś rodzaj zbiorowej psychozy, to ludzie patrzą na mnie jak na wariata. Oczywiście, skoro coś tam lata w powietrzu to trzeba zachować środki ostrożności, myć często ręce i nie wychodzić na miasto, gdy nie ma takiej potrzeby. Ale tutaj wszyscy powariowali. A rząd, który swoimi (chyba) nieprzemyślanymi działaniami doprowadził do zawieszenia na ponad miesiąc całej polskiej gospodarki, bije rekordy popularności. Kandydat partii rządzącej na prezydenta w ostatnim sondażu dostał… 59% poparcia, co świadczy, że ogół nic a nic nie rozumie z tego, co go za chwilę czeka, a mianowicie z gospodarczego tsunami, kilku milionów bezrobotnych i kilku milionów osób na zredukowanych pensjach lub wielkości etatu. Słowem, psychoza zbiorowa.

Ta zbiorowa psychoza jest tak silna, że ludzie ochoczo przyjmują coraz to kolejne zarządzenia władzy, nie tylko nie zwracając uwagi na ich jawnie pozakonstytucyjny charakter i niezgodność z podstawowymi prawami obywatelskimi, ale nawet na ich absurd. Kto bowiem potrafi uzasadnić zakaz wstępów do lasu, i to nawet w namordniku? Na jakiej podstawie konstytucyjnej ludzie są przetrzymywani na kwarantannie przez dwa tygodnie? Jakim prawem osoby te są doglądane przez policję a telefonie komórkowe przekazują rządowi dane o ich lokalizacji? Nikt o nic nie pyta, a rząd chwalony jest za każde, nawet najgłupsze zarządzenie. Minister Szumowski, który odpowiedzialny jest osobiście za te wszystkie nonsensy, bije rekordy popularności. Już Niccolò Machiavelli zauważył, że lud kocha tyranów i to tym bardziej, im tyrania jest straszliwsza. I tak też Polacy zakochali się w rządzie, który wprowadził prawdziwy zamordyzm, którego symbolem stał się obowiązkowy namordnik. Rząd w tym celu nauczył się wywoływać, wzbudzać, kontrolować i natężać strach przed niewidzialnym wrogiem. 500 lat temu ludzie o pomoc zwracaliby się do Boga lub świętych patronów. W epoce powszechnej sekularyzacji szukają prowidencjalnej opieki ze strony państwa i ministra Szumowskiego. Jakie czasy, tacy bogowie i święci.


Swoją drogą szkoda, że nie żyją dziś generałowie Wojciech Jaruzelski i Czesław Kiszczak. Gdyby widzieli co się dzisiaj dzieje, to zobaczyliby jak współcześni fachowcy od pijaru budują dyktaturę przy autentycznym i niewymuszonym aplauzie ludu. Pomyślmy jak mógł wyglądać alternatywny 13 XII 1981 roku. Przedstawiane wówczas przez władze argumenty, że gdyby nie stan wojenny, to „Rosjanie wejdą” zostały wprawdzie uznane przez większość społeczeństwa, a sam stan wojenny za mniejsze zło, ale wojskowa dyktatura Jaruzelskiego ani przez moment nie cieszyła się aplauzem społecznym. Mniejsze zło pozostawało złem, czołgi polskie uznawano za mniejsze zło od radzieckich i enerdowskich, ale wprowadzenie jawnej dyktatury wojskowej nikogo nie cieszyło. Nawet dla zwolenników PRL było to gorzkie zwycięstwo. A przecież wszystko można było zaplanować inaczej. Puśćmy wodze fantazji…


Gdy generałowie podjęli decyzję, że 13 XII 1981 roku wprowadzą stan wojenny, to można go było lepiej przygotować medialnie. Władza miała monopol informacyjny i monopol dostępu do wiedzy lekarskiej. Państwowe media mogły, dajmy na to, pod koniec X 1981 roku zawiadomić o pierwszych przypadkach nieznanego wcześniej wirusa, który prawdopodobnie przywędrował do nas od pasażerów samolotów przylatujących z Afryki lub z Azji. Na początku należało pokazywać jednego, dwóch, trzech, pięciu chorych. Potem dziesiątego i dwudziestego. Potem zacząć podawać informacje o pierwszych zgonach, najlepiej w wielkich miastach, gdyż ludzi i szpitali tam dużo i informacje trudno jest zweryfikować. Należało wytworzyć medialną pandemię zbiorowego strachu zarzucając widzów informacjami o epidemii, podając liczby, pokazując fikcyjnych chorych na oddziałach intensywnych terapii. W telewizji i radiu debaty oddanych władzy lekarzy na temat epidemii. I coraz to nowe newsy i reportaże, najeżone liczbami. Potem pierwsze wynoszone zwłoki (oczywiście przykryte), rozmowy z rzekomymi rodzinami ofiar (w postaci podstawionych osób, na przykład esbeków). Słowem, komuniści powinni byli wytworzyć stan powszechnego przerażenia, odwracając zainteresowanie członków i sympatyków opozycji od działalności strajkowej. Ba! Strajki same by się skończyły, ze strachu przed zarazą. Oczywiście zniesiono by także prawo zgromadzeń, rzecz jasna na wniosek ministra zdrowia.

No i w nocy z 12 na 13 XII wprowadzenie stanu wojennego. Czołgi, transportery opancerzone na ulicach, aby zapobiec ruchowi ulicznemu i przemieszczaniu się. Opozycjoniści? Poddani przymusowej „kwarantannie”, jako rzekomo zarażeni lub nosiciele wirusa czy bakterii wywołującej zakażenie. I „Solidarność” zostałby zdławiona przy aplauzie 10 milionów swoich członków. Tak się proszę Państwa wprowadza dyktaturę.

Adam Wielomski

[Głosów: 42   Average: 4.6/5]
Facebook

2 thoughts on “Wielomski: Namordnik symbolem zamordyzmu”

  1. Ta pochwała zamordyzmu chyba bierze się ze strachu. Ludzie cedują na rządzących swój strach i odpowiedzialność za skutki tego strachu. Władza ten strach podkręca, przez co wychodzi na zbawicieli ludu. W dodatku dochodzi do tego kompletny brak sceptyzmu (żeby nie powiedzieć brak rozumu … ) ze strony ludu.
    Poniekąd takie położenie jest dla ludu wygodne. Wychodząc z jaskini na powierzchnię naraziłby się przecież na rażące światło, niestety, nie każdego na to stać.

  2. Ja bym zastanowił się, jak te reakcje rozkładają się wśród elektoratów poszczególnych partyj. Przed weekendem majowym ludzie masowo robili zakupy w Biedronkach – owszem, w maseczkach, ale już często bez rękawiczek. Alkohol znikał z półek w mgnieniu oka. Fryzjerzy? Pracowali, ale byli zapraszani bezpośrednio do domów klientów, żeby nie narażać się na wizytę policji w zakładzie. Strzygli hurtowo całe rodziny. Imprezy? Widywałem młodziaków, którzy pod osłoną nocy wbijali do znajomych na libację.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *