Wielomski: Śmierć Ludwika XVI w świetle ówczesnego prawa francuskiego

 

         W dniu 21 stycznia 1793 roku francuscy rewolucjoniści wykonali wyrok śmierci na Ludwiku XVI. Zbrodnia ta wywołała szok w całej Europie, wywołując żądzę zemsty pośród przeciwników Rewolucji i aplauz wśród jej zwolenników. Dziś, po przeszło 200 latach, chcielibyśmy się uwolnić – o ile to w ogóle możliwe – od emocji pro- i antyrewolucyjnych i zbadać ten wyrok z punktu widzenia ówczesnego prawa obowiązującego we Francji. Czy Ludwik XVI mógł zostać ścięty z mocy prawa Francji Ancien Régime’u? Tu raczej odpowiedź negatywna jest prosta do przewidzenia. Ale czy mógł zostać zgładzony zgodnie z prawem Francji rewolucyjnej? Kwestia to prawnie i politycznie zdecydowanie ciekawsza.

  1. Zarzuty

 

Warto pochylić się nad zarzutami jakie przedstawiono królowi. Utarło się przekonanie, że od samego początku Rewolucji, buntownicy traktowali monarchę jako swojego wroga. Nie jest to prawdą. W 1789 roku trudno byłoby znaleźć we Francji republikanów. Na samym początku Rewolucji istniała w całej Francji jedna jedyna gazeta otwarcie republikańska o tytule La Bouche de Fer. W 1789 roku nawet Maximilien Robespierre jeszcze nie był republikaninem. Jean-Paul Marat, mimo wrogości do „tyranów”, akceptuje monarchię, o ile nie jest absolutną, czyli uzurpującą sobie prawodawstwo, gdyż z natury jest tylko władzą wykonawczą[i]. W kraju tak silnie zżytym z instytucją monarchii jak Francja, stworzonym właściwie przez monarchię, bardzo trudno było sobie wyobrazić ustrój republikański. Nawet tak skrajny demokrata jak Jean Jacques Rousseau, opisawszy w Umowie społecznej model demokracji idealnej, uznaje, że Francja – ze względu na swoją wielkość – powinna być monarchią.

Rewolucjoniści wrogo ustosunkowani byli do Marii Antoniny i to nie tyle z racji, iż była monarchinią, lecz dlatego, że była Austriaczką. Paryska ulica była zajadle nacjonalistyczna, szczególnie antyaustriacka. Francja i Austria przez stulecia toczyły wielkie wojny, a w XVI wieku austro-hiszpańskie imperium Habsburgów o mało nie pochłonęło Francji. Odwrócenie sojuszy (1756) i alians francusko-austriacki nie zostały zaakceptowane przez lud, który nie rozumiał, że polityka międzynarodowa jest płynna i że wrogiem Francji (i Austrii) w wieku XVIII stały się Prusy i to przeciw nim należy zawrzeć sojusz. Dla mas, wrogiem wiecznym pozostała Austria i Austriaczka na tronie była nie do zniesienia[ii]. Stąd wieczne podejrzenia, że królowa knuje spiski z cesarzem Austrii. To królowa była znienawidzona. Jej mąż stał się, z biegiem czasu, „zagranicznym wrogiem”[iii], gdyż był mężem swojej żony i nie nazbyt gorliwie popierał rewolucjonistów.

Rewolucjoniści początkowo akceptowali instytucję monarchii, nie akceptując jej tradycyjnej legitymizacji. W przedrewolucyjnej Francji prawowitość monarchii wywodzono w dwójnasób:

1/ Z łaski Bożej.

2/ Z praw historycznych dynastii, która własnym wysiłkiem stworzyła państwo francuskie.

Tymczasem wszystkie polityczne dogmaty Rewolucji – co przyznawali sami jej twórcy – wywodziły się z idei suwerenności ludu Rousseau[iv]. Zdaniem rewolucjonistów, jedynym prawowitym źródłem władzy – pierwotnym suwerenem – jest naród. Jean Plumyène trafnie pisze, że Rewolucja Francuska „wymyśliła Naród przeciwko królowi, prawowitość z dołu, przeciwko prawowitości z góry”; zdaniem Jeana-Luca Chabota – i trudno myśli tej nie przyznać racji – gdy 17 VI 1789 roku Stan Trzeci ogłosił się narodem, tym samym zdelegitymizował władzę króla[v]. Naród jest suwerenem i wszelka władza pochodzi od narodu. W trakcie Rewolucji nikt z rewolucjonistów nie kwestionował art. 3 Deklaracji Praw Człowieka i Obywatela: „Źródło wszelkiego zwierzchnictwa spoczywa całkowicie w Narodzie. Żadne ciało, żadna jednostka nie może wykonywać władzy, która nie pochodziłaby wyraźnie od Narodu”.

Ta nowa doktryna prawna podmywa wszystkie tradycyjne fundamenty monarchii, ale nie instytucję jako taką. Początkowo rewolucjoniści akceptują monarchię, ale pod warunkiem, że jej prawowitość zostanie wywiedziona z woli suwerennego narodu. Stanowczo odrzucana jest religijna legitymizacja władzy, o czym świadczą np. wczesne, pisane przed Rewolucją, teksty Marata[vi]. Klasyk myśli wczesnorewolucyjnej, Emmanuel Sieyès w słynnej pracy Qu’est-ce que le Thiers-Etat?, stwierdziwszy, że „naród istnieje jako pierwszy, jest źródłem wszystkiego”[vii], nie protestuje przeciwko instytucji monarchii, o ile suwerenny naród wyrazi wolę posiadania takiego ustroju. Jako pierwszy z propozycją ustanowienia republiki wyszedł dopiero demoliberał Antoine de Condorcet na przełomie 1792 i 93 roku[viii].

Francuscy rewolucjoniści nie chcieli początkowo ani obalać monarchii, ani mordować króla, lecz uczynić Ludwika XVI wspólnikiem Rewolucji: zachęcić go do współudziału w niej, a gdy ten nie wykazywał dla niej dostatecznie szczerej sympatii, to zmusić go do tego siłą i groźbą. W planach rewolucjonistów, Ludwik XVI miał być listkiem figowym Rewolucji. W konstytucji z 1791 roku otrzymał nawet prawo weta do ustaw, aby można było pokazać całej Europie, że Rewolucja dzieje się za przyzwoleniem monarszym i odebrać jej przeciwnikom argument, że jest nielegalna. Wykorzystując słabość woli Ludwika XVI, po kolei odbierano mu kolejne fragmenty rządu nad państwem, czyniąc go kukiełką w rękach rewolucjonistów. Jednak w konstytucji z roku 1791, król dostał, wzmiankowane już, prawo weta, którego – zgodnie z planami rewolucjonistów – miał nigdy nie użyć, podpisując posłusznie podsuwane mu pod nos ustawy uchwalane przez rewolucyjny parlament. Ludwik XVI, zgodnie z prawem, wetował co radykalniejsze ustawy. Ale wetowanie ustaw uchwalanych przez rewolucyjny parlament zostało uznane za akt kontrrewolucyjny i zbrodnię przeciwko Rewolucji[ix]. Parlament – zdaniem rewolucjonistów – został wybrany przez suwerenny naród i jego ustawy są wolą narodu. Król jest królem tylko z woli ludu, a więc nie ma moralnego prawa wetować ustaw, nawet jeśli pozwala mu na to konstytucja. Zdaniem Julesa Micheleta – historyka piszącego w tradycji ultrajakobińskiej – wetując ustawy, król „grał w niebezpieczną grę zamordowania Rewolucji za pomocą konstytucji”[x]. Wetując ustawy, król odrzucał rolę zaproponowaną mu przez rewolucjonistów.

Brak siły charakteru Ludwika XVI spowodował, że jego opór miał charakter bierny. Zabrakło mu odwagi, aby, póki jeszcze mógł, rzucić wojsko na zbuntowany Paryż; zabrakło mu odwagi, aby krytycznego dnia 10 sierpnia wydać rozkaz, do końca wiernym mu 1330 Szwajcarom, zmasakrowania sankiuolockiego motłochu szturmującego Tuileries. Nie dziwmy się – zachowały się wypowiedzi króla świadczące o tym, że sam wierzył, że jego władza pochodzi od suwerennego narodu[xi]. Za takie poglądy, królowie płacą głową. Na poważniejszy opór Ludwik XVI zdecydował się tylko raz. Chodzi tu o próbę ucieczki monarchy, wraz z rodziną, zakończoną zatrzymaniem w Varennes i odwiezieniem do Paryża (1791). Wyprawa do Varennes wykazała rewolucjonistom, że Ludwik XVI nie jest i nie chce być listkiem figowym Rewolucji. Wprawdzie, formalnie, nie wytyczono monarsze oskarżenia i uznano, że króla „porwano” – wbrew oczywistym faktom – ale sprawa ta wykopała przepaść między monarchą a rewolucjonistami, wykazując, że Ludwik XVI ma dosyć przypisanej mu roli rewolucyjnej pacynki. Varennes oznacza rozwód króla z Rewolucją. Robespierre grzmiał wówczas w parlamencie, że król popełnił „zbrodnię obrazu majestatu narodu” (un crime de lèze-majesté national), stał się „szefem rebelii”, jest „katem swojego ludu”, „tyranem” i „despotą” i zażądał już wtedy dla monarchy kary śmierci[xii]. Cytowany wcześniej jakobiński historyk Michelet uznał, że król wybrał „ziemię austriacką” i „zdezerterował” z szeregów Rewolucji, tym samym wyrzekając się bycia Francuzem[xiii].

Jednak dopiero po uwięzieniu Ludwika XVI w dniu 10 sierpnia, Konwent zaczął rozważać postawienie go w stan oskarżenia. Królowi postawiono dwa zarzuty:

  1. Działalność kontrrewolucyjną, czyli wstrzymywanie metodami prawnymi (weto), jak i poprzez kontakty i naciski, dzieła Rewolucji. Dziś możemy śmiało powiedzieć, że zarzut ten był dziwaczny, gdyż w istocie dotyczył posiadania przez króla poglądów politycznych odmiennych od tych, które posiadała większość parlamentarna. Dla współczesnej liberalnej demokracji zarzut taki byłby wprost niezrozumiały, gdyż ma ona hasło pluralizmu wypisane na wszystkich swoich sztandarach. Jednak rewolucjoniści uważali się za demokratów, ale nie za liberałów. Od czasu badań Jacoba Talmona, model jakobiński zaczęto zwać mianem „demokracji totalitarnej”. Jest to model demokracji, wzorowany na pismach Rousseau, gdzie decyzje nie są podejmowane zasadą większością głosów, lecz zawsze jednomyślnie. Nie ma tu więc mowy o pluralizmie poglądów lub wolności myśli. Kolektyw myśli homogenicznie i nie zna pojęcia różnicy zdań i idei. Odmienne poglądy kogokolwiek są zbrodnią i świadczą o kontrrewolucyjnych skłonnościach ich autora[xiv]. Skoro Ludwik XVI nie popierał Rewolucji, to był wrogiem wolności, a więc wrogiem Francji. Zarzut ten miał charakter jaskrawie polityczny i uznaniowy.
  2. Zdecydowanie poważniejszy był zarzut spiskowania z zagranicznymi monarchami w celu siłowego zdławienia Rewolucji, za pomocą wojsk sąsiadów Francji. Jakobini rozpuszczali plotki o spiskach króla, a szczególnie królowej, z zagranicą od samego początku Rewolucji. Dziś wiemy, że jeśli nawet rzekome szczegóły były wyssane z palca i wymyślane na zamówienie polityków, to faktycznie dwór „spiskował” z zagranicą, szukając tu poparcia politycznego i militarnego przeciwko rewolucjonistom, co zresztą nie może nas dziwić i jest zupełnie naturalne. Inna sprawa, że rewolucjonistom nie udało się udowodnić tych faktów. Trzon oskarżenia stanowiły plotki. Dopiero w trakcie procesu dokonano w pałacu Tuileries odkrycia „żelaznej szafy”, gdzie znaleziono listy i dokumenty potwierdzające korespondencję króla z obcymi dworami, dowody na korumpowanie rewolucyjnych polityków i snucie planów o charakterze kontrrewolucyjnym. Jednak Jan Baszkiewicz – którego trudno posądzać o jakobińską antypatię – pisze o zgromadzonym materiale dowodowym: „wszystkie dokumenty z Tuilerii, nie wyłączając papierów z żelaznej szafy, nie przynosiły bezpośrednich dowodów zdrady stanu, a więc prowokowania obcej interwencji zbrojnej i kontaktów pary królewskiej z wrogami kraju. Znaleziono jednak dość dowodów podwójnej gry króla: oświadczeń, że swą zgodę na reformy uważa za wymuszoną, że jego celem jest przywrócenie dawnej władzy króla i przywilejów stanowych. Znaleziono liczne dowody kontaktów Dworu z emigrantami oraz jego akcji korupcyjnej w środowisku rewolucjonistów”[xv]. Innymi słowy: znaleziono dowody, iż król ma swoje plany, buduje swoje zaplecze polityczne, intryguje, czyli prowadzi normalną działalność polityczną. Tyle, że zdaniem zwolenników „demokracji totalitarnej” posiadanie własnych poglądów politycznych jest zbrodnią, gdyż – oddajmy raz jeszcze głos Talmonowi – wolność jakobińska nie polega na prawie do swobody, lecz na „podporządkowaniu się z uznaniem tego za wyzwolenie”[xvi].

Jednak stańmy się na chwilę jakobinami i uznajmy, że król rzeczywiście kontaktował się z obcymi królami i namawiał ich do interwencji we Francji – co, jak twierdzą historycy, rzeczywiście miało miejsce, choć jakobinom nie udało się tego dowieść w czasie procesu. Czy król byłby wtenczas – wedle obowiązującego w 1793 roku prawa – winny?

  1. Prawna odpowiedzialność króla

 

Czy Ludwik XVI może być sądzony, jeśli jest winny zarzucanych mu czynów? Powołana przez Konwent specjalna komisja orzekła w sierpniu 1792, że tak, ale nawet Jan Baszkiewicz pisze, że raport tej komisji, konkludujący, że jest to możliwe, był „chaotyczny, napuszony, bez analizy politycznej ani prawnej”[xvii]. Zainteresujmy się ową brakującą analizą prawną. Czy akty konstytucyjne przewidywały możliwość sądzenia króla? Problem ten może być analizowany z pozycji kontrrewolucyjnych lub rewolucyjnych.

Z punktu widzenia kontrrewolucyjnego, cały dorobek prawno-ustrojowy Rewolucji jest nielegalny, a król miał pełne prawo „spiskować” z zagranicą dla znalezienia armii, która zaprowadzi w kraju porządek i rozpędzi zrewoltowaną tłuszczę. Czy król może być w ogóle sądzony za owe „spiski”, skoro Bóg powierzył mu Francję? Trzeba przywołać w tym miejscu tradycyjny francuski ustrój. Ten zaś nie przewidywał możliwości sądzenia króla. Już Jean Bodin pisał, że król nie może być sądzony przez poddanych, gdyż „nie jest obowiązany zdawać rachunek nikomu, jak tylko Bogu”; Jacques Bossuet stwierdzał, że „królowie (…) nie są poddani karom za łamanie prawa (…) osoba króla jest święta i godzenie weń jest świętokradztwem”[xviii]. W tradycyjnej francuskiej nauce prawa król nie może być sądzony.

Jednak Ludwik XVI, zaprzysięgając konstytucję z 3 IX 1791, uchwaloną przez Zgromadzenie Narodowe, de facto zrzekł się praw do tronu wynikających z praw historycznych i Boskich, uznając, że jego władza pochodzi z woli narodu, gdyż władza króla, obok parlamentu, jest jedynie „delegacją” tej woli (tyt. III, art. 2 i 4). Zarazem dowiadujemy się, że delegacja ta ma charakter dziedziczny (rozdz. II, art.1), a „Osoba Króla jest nietykalna i święta (rozdz. II, art. 2), a za wszystkie czyny odpowiadają mianowani przezeń ministrowie (rozdz. IV, art. 5).

Jeśli więc „Osoba Króla jest nietykalna i święta (rozdz. II, art. 2), to w jaki sposób król może być sądzony za swoje poglądy polityczne? A nawet, jeśli to prawda, za zdradę państwa w postaci spisków z zagranicą? Rzeczywistość wyglądała bowiem tak, że ustawodawcy roku 1791 zupełnie nie przewidzieli, że król może popełnić przestępstwo inaczej niż za pośrednictwem ministrów i konstytucja nie przewiduje możliwości sądzenia króla, gwarantując mu nietykalność bez względu na to, co by zrobił. Wedle konstytucji z 1791 roku – która formalnie nadal obowiązywała w chwili procesu Ludwika XVI – król nie może być sądzony. Konstytucja dawała mu glejt na bezkarność, taki sam jak Richelieu dał Milady w powieści Dumasa: „Właściciel tego dokumentu zrobił to, co zrobił”.

  1. Racja narodu

 

Jakobini zdawali sobie sprawę, że nie mają racji prawnych pozwalających uśmiercić monarchę, a nawet pozwalających go sądzić. Saint-Just przyznaje, że Ludwik XVI do 1791 roku de jure był monarchą absolutnym i ex definitione nie mógł złamać prawa, a od 1791 wprawdzie konstytucyjnym, ale wedle konstytucji nieodpowiedzialnym za swoje czyny[xix]. Dlatego też jakobini sprzeciwili się procesowi króla, podnosząc racje polityczne przeciwko prawnym. W czasie debaty nad losem monarchy, Robespierre mówi, że „chce głowy króla pod miecz narodowej suwerenności”[xx], a nie pod „miecz praw” (jego ulubione powiedzenie). Odrzuca tezę, że sprawa Ludwika XVI jest „aktem sądowym”, będąc „aktem mądrości i siły suwerennej”; to morderstwo jest „środkiem ratunku publicznego, aktem narodowej opatrzności”[xxi].

Czy król jest winny? Nie. „Ludwik był królem – kontynuuje Robespierre – gdy stworzona została Republika. Cała kwestia tkwi w tych słowach. Ludwik został zdetronizowany za swoje zbrodnie; Ludwik uznał lud francuski za zbuntowany; aby go ukarać wezwał armie tyranów-wspólników. Zwycięstwo ludu zdecydowało, że to on był rebeliantem. Ludwik nie może więc być sądzony; już jest skazany, albo Republika zostanie oskarżona. Proponować proces Ludwika XVI, w jakiejkolwiek formie, to cofnięcie do despotyzmu królewskiego lub ministerialnego; to idea kontrrewolucyjna, to postawienie w stan oskarżenia Rewolucji. Jeśli Ludwik będzie sądzony, może zostać uniewinniony; może być niewinny. Co mówię! Jest niewinny, dopóki nie zostanie osądzony, ale jeśli Ludwika uniewinnią, jeśli Ludwik jest niewinny, to co z Rewolucją? Jeśli  Ludwik jest niewinny, to wszyscy obrońcy wolności są obrazoburcami. Obrońcy prawdy i przyjaciele dyskryminowanej niewinności byliby rebeliantami, a wszystkie proklamacje zagranicznych dworów byłyby prawowite. Wszystko, co spotkało dotąd Ludwika jest niesprawiedliwością. Federaliści, lud Paryża, wszyscy patrioci Francji są winni – i wielki proces przed trybunałem natury między zbrodnią i cnotą, wolnością i tyranią, zostałby rozstrzygnięty na korzyść zbrodni i tyranii (podkr. – A.W.)”[xxii].

         Zdaniem Robespierre’a, racja narodu i Rewolucji wymaga, aby Ludwik XVI został „unicestwiony”[xxiii] bez procesu, który wykazałby illegalność Republiki i Rewolucji. Ludwik XVI proces wygra, gdyż ma wszystkie argumenty prawne po swojej stronie, a więc do procesu tego dojść nie może. Chcecie procesu, pyta Robespierre, to od razu „idźcie na bosaka do Ludwika XVI prosić o łaskę”[xxiv]. Zabójstwa tego wymaga nie prawo, lecz „wola powszechna”[xxv]. Zdaniem Saint-Juste’a, Ludwik XVI ma „być sądzony nie za zbrodnie popełnione w wykonaniu władzy, ale za sam fakt bycia królem”[xxvi].

Oto racja narodu, interes narodowy w pełnej krasie: naród ma prawo podeptać każdą zasadę i prawo, gdy wymaga tego jego interes, lub choćby taka jest jego wola! Jakobini nie ukrywali, że ich celem jest interes narodu (utożsamionego z Rewolucją), a nie państwo prawa. Rewolucjoniści byli prawnymi woluntarystami. „Nielegalne aresztowania! – śmieje się Robespierre – To trzeba mieć w ręku kodeks karny, aby ocenić co można zrobić, gdy tego wymaga ratunek publiczny, w czasie kryzysu ukazującego bezsiłę praw?”[xxvii]. Rewolucji i jej czynów nie wolno mierzyć „kompasem konstytucyjnym”, gdyż „lud, który nas wybrał wszystko ratyfikował”[xxviii]. Rząd rewolucyjny służy ratunkowi Ojczyzny i Republiki. Dla tych wyższych celów ma prawo zawiesić obowiązywanie wszelkich praw, a nawet idei Rewolucji. Dla racji narodu jest zdolny do przetrwania wszelkimi metodami, bez ich ewaluacji prawnej i moralnej. Rząd łamie najświętsze idee rewolucyjne, aby wygrały w przyszłości; robi to, czego wymaga „ratunek ludu” (le salut du peuple) i „konieczność” (la nécessité)[xxix]. W końcu przecież, jak mówi Robespierre,  „rząd rewolucyjny jest despotyzmem wolności przeciwko tyranii”[xxx]. Podobne idee znajdziemy u Saint-Justa: „Republika zostanie utworzona jedynie wówczas, gdy wola ludu zgniecie mniejszość monarchistyczną i gdy zapanuje nad nią prawem zdobywcy”. I gdzie indziej: „Nie ma nadziei na pomyślność, póki oddychać będzie ostatni wróg wolności. Karać winniście nie tylko zdrajców, lecz nawet obojętnych; karać każdego, kto jest bierny w Republice i nic dla niej nie czyni; albowiem odkąd lud francuski objawił swoją wolę, wszystko, co mu się przeciwstawia, jest poza prawem; a kto stoi poza prawem jest wrogiem”. I jeszcze jeden kawałek: „między ludem a jego wrogami nie ma już nic wspólnego oprócz miecza. Przy pomocy żelaza sprawować trzeba rządy nad tymi, którzy nie poddają się rządom sprawiedliwości”[xxxi]. Zdaniem Dantona – ponoć jakobina umiarkowanego – sądy winny kierować się jedynie racją narodu. Dlatego należy odwołać wszystkich zawodowych sędziów i wprowadzić sądy ludowe, gdzie sędziowie, wybierani przez lud, orzekać będą nie wedle kodeksów, ale „prostych praw rozumu” i gdzie od wiedzy prawniczej ważniejszy będzie „patriotyzm przekonań”[xxxii]. Chodzi w końcu o „pewien rodzaj dyktatury patriotycznej obywateli najbardziej oddanych wolności, nad tymi, którzy wydają się podejrzani”[xxxiii].

Cóż przy tej doktrynie znaczyć mogą argumenty prawne obrońców Ludwika XVI?!

Zdaniem rewolucjonistów, naród – jako suweren – stoi ponad prawem, konstytucją, wszelkimi systemami normatywnymi ludzkimi i ponadludzkimi. Woli narodu nie krępują ani prawa, ani konstytucje, ani zasady moralne. Gdy naród czegoś chce może podeptać wszelkie zasady. Idee te znajdziemy już u Sieyèsa[xxxiv], który tę ideę użytkował do delegitymizacji Boskich i historycznych praw monarchy, czyli do zalegitymizowania przewrotu jakim było ogłoszenie się przez Stan Trzeci narodem; buntu wobec króla i uzurpacji w postaci ogłaszania praw bez aprobaty monarchy, do czego Stany Generalne nie miały przecież prawa. Ale czy naród – ten sam, który ponoć „wszystko ratyfikował” – ma się wypowiedzieć w sprawie wyroku na Ludwiku XVI? Danton i żyrondyści, którzy zorientowali się wreszcie, że „despotyzm wolności” niczym nie różni się od „tyranii”, zaproponowali powszechne referendum w sprawie wyroku na królu, gdy 15 I 1793 roku władca został uznany winnym. Danton wiedział, że Rewolucja ma wielu zwolenników w Paryżu, podczas gdy wieś jest konserwatywna, a często nawet rojalistyczna. A na wsi mieszkało wtedy 90% Francuzów. Wyrok śmierci w referendum nie miał najmniejszych szans. I dlatego jakobini nie mogli pozwolić na referendum! Jakobini – uważający się za wyraz woli mas narodowych – nie mogli pozwolić na plebiscyt! Saint-Just grzmiał z trybuny, iż lud jest suwerenny, może wszystko, „może swoją wolą narzucać prawa (…) ale nawet lud nie jest władny zmazać zbrodnii tyranii”; Ludwik XVI wygrałby to referendum, gdyż „cudzoziemskim złotem przekupiono głosy”; zresztą, „tam, gdzie o tyrana idzie, jeden głos wystarczy, by przeszkodzić jego ułaskawieniu”[xxxv]. O cóż więc chodzi? Saint-Just przyznaje w końcu: jeśli lud opowie się przeciw wyrokowi zaproponowanemu przez Konwent, to wykaże to, że wola parlamentu nie jest zgodna z wolą ludu[xxxvi]. A przecież wola narodu jest jedyną legitymizacją Rewolucji, Republiki i władzy samego Konwentu. Jeśli lud powie inaczej niż Konwent, to będzie znaczyło, że jego władza jest uzurpacją, a lud chce… Ancien Régime’u.

  1. Dlaczego?

Referendum przepadło w głosowaniu. 16 stycznia większością 366 do 321 Konwent skazał Ludwika XVI na śmierć. 21 I 1793 roku, o godzinie 10.22, król już nie żył. Nie było to nawet „morderstwo sądowe” w stalinowskim stylu, gdyż nie było procesu. To była decyzja polityczna, której nawet nie próbowano zalegitymizować pozorami prawa. Pojawi się pytanie: dlaczego? Czy Ludwik XVI musiał zginąć? Możliwe, że udałoby mu się przeżyć, gdyby pogodził się z losem marionetki w rękach rewolucjonistów. Jednak sam wyrok śmierci wiązał się z interesami frakcyjnymi, do których należy wymienić:

  1. Konfrontację żyrondystów z jakobinami. Jakobini zaczęli przeć do unicestwienia Ludwika XVI, gdy żyrondyści opowiedzieli się przeciwko procesowi. Ponieważ zaś większość parlamentarzystów „bezpartyjnych” była za procesem, to jakobini postanowili ich głosami unicestwić żyrondystów pod pretekstem ostatecznego rozwiązania kwestii monarszej. I plan ten im się udał. Po Ludwiku XVI na szafot wstępuje Danton.
  2. Jakobini dążyli do wydania wojny rewolucyjnej całej Europie i wiedzieli, że zgładzenie Ludwika XVI wywoła taką wojnę. Nie chodziło tylko o ideologiczny mesjanizm jakobinów. Wojna pozwalała odsunąć na dalszy plan problemy wewnętrzne. Rewolucję rozpoczęto dla naprawy bolączek monarchii. Ale Rewolucja nie tylko ich nie zlikwidowała, ale dodała jeszcze nowe. Utrwalenie nowej władzy wymagało zaangażowania uwagi społecznej w innym kierunku. I ten plan także się powiódł.
  3. Egzekucja Ludwika XVI oznaczała konsolidację obozu rewolucyjnego wokół Robespierre’a. Aż do 21 I 1793 roku umiarkowani rewolucjoniści mogli myśleć o pokoju z sąsiadami i Europą. Wszystko mogło zostać zakończone kompromisem i Rewolucja mogła się zakończyć ustanowieniem monarchii konstytucyjnej, a zliberalizowana Francja mogła stać się na powrót częścią Europy. To oznaczało zaś marginalizację jakobinów. Morderstwo monarchy oznaczało zerwanie wszelkich możliwości kompromisu ze światem. Po tym morderstwie nie mogło być wybaczenia i amnestii dla rewolucjonistów. Nie było powrotu – było jak spalenie okrętów przez Hernana Cortèsa przed atakiem na Tenochtitlan (1519) – ewentualna porażka militarna oznaczała fizyczną zagładę wszystkich biorących udział w wyprawie; i każdy musiał dać z siebie wszystko, aby uniknąć śmierci. Podobnie każdy złapany rewolucjonista musiał trafić na szubienicę – i dlatego Robespierre wiedział, że zwolennicy Rewolucji będą walczyli do ostatniego człowieka i ostatniego naboju. Ludwik XVI – mówi inteligentnie Robespierre – musi umrzeć „aby scementować rodzącą się republikę”[xxxvii]. I ten plan także się udał, a Rewolucja przeżyła Robespierre’a i utrwaliła się w osobie Napoleona – kogokolwiek, kto uchroni Rewolucję przed militarną porażką i restauracją Bourbonów; kogokolwiek, kto uchroni rewolucjonistów przed sprawiedliwą karą.

Ludwik XVI musiał umrzeć, gdyż zbyt wielu ludzi miało zbyt wielkie polityczne i materialne interesy, aby mógł żyć. Nawet jeśli nie złamał prawa, to wymagał tego – jak to ujmuje Marat – „interes narodu”[xxxviii]. A przynajmniej interes jego politycznych przywódców.

Adam Wielomski

Tekst ukazał się na łamach Pro Fide, Rege et Lege w 2004 roku.

[i] J.-P. Marat: Les chaînes de l’esclavage. B.m.w. [Paris], An 1 [1793], s. 23, 147, 268-71.

[ii] J. Bainville: Histoire de deux peuples. Paris 1940, s. 104n.

[iii] J. Plumyène: Les nations romantiques. Histoire du nationalisme. Le XIXe siècle. Paris 1979, s. 26.

[iv] Lakanal: Rapport sur J.J. Rousseau. B.m. i r.w. [1793?], s. 2-5.

[v] J. Plumyène: Les nations…, s. 52; J.-L. Chabot: Le nationalisme. Paris 1986, s. 9.

[vi] J.-P. Marat: Les chaînes…, s. 185n.

[vii] E. Sieyès: Qu’est-ce que le Thiers-Etat? B.m.w. 1789, s. 75-76.

[viii] A. de Condorcet: De la République, ou Un roi est-il nécessaire a la conservation de la liberté? Paris b.r.w. [1792 ?], s. 5.n. ; idem: Plan de constitution présenté a la Convention nationale, les 15 et 16 février 1793. Paris 1792, s. 3.

[ix] J. Michelet: Histoire de révolution. T.IV. Paris 1888, s. 257.

[x] Ibidem. T.IV, s. 285.

[xi] J. Bainville: Lectures. Paris 1937, s. 218-19.

[xii] M. Robespierre: Dernier discours sur la fuite du Roi. B.m.w. 1791, s. 3-6.

[xiii] J. Michelet: Histoire de… T.III, s. 50n.

[xiv] J. Talmon: Le origini della democrazia totalitaria. Bologna 2000, s. 7-10.

[xv] J. Baszkiewicz: Ludwik XVI. Wrocław 1983, s. 265.

[xvi] J. Talmon: Le origini…, s. 17.

[xvii] J. Baszkiewicz: Ludwik XVI, s. 264.

[xviii] J. Bodin: Sześć ksiąg o Rzeczypospolitej. [w:] S. Filipowicz, A. Mielczarek, K. Pieliński, M. Tański: Historia idei politycznych. T.I. Warszawa 2000, s. 318; J. Bossuet: Politique tirée de l‘Ecriture-Sainte. Paris 1818, s. 47, 71.

[xix] L.-A.L. Saint-Just: Wybór pism. Warszawa 1954, s. 14.

[xx] M. Robespierre: Textes choisies. T.II. Paris 1974, s. 68.

[xxi] Ibidem. T.II, s. 71.

[xxii] Ibidem. T.II, s. 71-72.

[xxiii] Ibidem. T.II, s. 74.

[xxiv] Ibidem. T. II, s. 77.

[xxv] Ibidem. T.II, s. 78.

[xxvi] L.-A.L. Saint-Just: Wybór pism, s. 16.

[xxvii] M. Robespierre: Textes choisies. T.II, s. 52.

[xxviii] Ibidem. T.II, s. 53, 54.

[xxix] Ibidem. T.III, s. 100.

[xxx] Ibidem. T.III, s. 119.

[xxxi] L.-A.L. Saint-Just: Wybór pism, s. 68-69.

[xxxii] G.-J. Danton: La patrie en danger. Discours. B.m. i r.w. [1792 lub 1793], s. 10.

[xxxiii] G. Danton: Discours civiques. Paris 1920, s. 220.

[xxxiv] E. Sieyès: Qu’est-ce que…, s. 76-80.

[xxxv] L.-A.L. Saint-Just: Wybór pism, s. 17, 33.

[xxxvi] Ibidem, s. 32.

[xxxvii] M. Robespierre: Textes choisies. T.II, s. 71.

[xxxviii] J.-P. Marat : L’erreur des Parisiens. Paris b.r.w. [1791], s. 4.

[Głosów:6    Średnia:5/5]
Facebook

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *