Wielomski: Thomas Hobbes. W poszukiwaniu źródeł jego teorii stosunków międzynarodowych

  1. Stan badań i dyskusji

Thomas Hobbes (1588-1679) był myślicielem niezwykle oryginalnym i nieschematycznych. Stąd tak częste i zaciekłe spory, które pojawiają się zawsze, gdy próbuje się go klasyfikować wedle współczesnych politologicznych siatek pojęciowych. W literaturze od lat mają miejsce niekończące się dyskusje czy filozof ten winien być uznany za ojca totalitaryzmu, liberalizmu czy też wolnorynkowego autorytaryzmu w rodzaju Chile gen. Augusto Pinocheta[1]? Podobnie i kwestia przypisania go do ojcostwa którejś z uznanych teorii stosunków międzynarodowych zawsze budziła duże kontrowersje pośród badaczy. O ile problemy z przypisaniem angielskiego myśliciela do któregoś z nurtów myśli politycznej wynikają z nadmiaru materiału badawczego, który ma charakter wielowątkowy, to przy badaniu jego teorii stosunków międzynarodowych problemy te, odwrotnie, wynikają z ubóstwa materiału źródłowego. Filozof ten nie napisał nigdy ani żadnej rozprawy o kwestiach międzynarodowych, ani nawet jednego rozdziału w którejś ze swoich prac. W literaturze przedmiotu spotykamy dwa przeciwstawne poglądy na temat klasyfikacji Hobbesa w kategoriach teorii stosunków międzynarodowych: jako realisty i jako liberała.

  • Realista polityczny

We współczesnej amerykańskiej teorii realizmu i neorealizmu politycznego w stosunkach międzynarodowych, to właśnie Thomas Hobbes – obok Tukidydesa i Niccolo Machiavelliego – jest uważany za prawdziwego mistrza i ojca-założyciela tego kierunku. Tak ocenia angielskiego filozofa cała grupa teoretyków polityki międzynarodowej, zwalczających jego książkami współczesne koncepcje liberalne, marksistowskie i konstruktywistyczne[2].

Realiści dowodzą, że Thomas Hobbes to filozof polityczny, który nie opisuje świata takim, jak być powinien, nie przedstawia nam świata idealnego stosunków międzynarodowych, lecz przedstawia go takim, jakim on rzeczywiście jest, pomimo odwiecznych napomnień moralistów, teologów, kaznodziejów i ideologów, aby odmienić naturę ludzką, ulepszyć ją, co jest oczywiście niemożliwe[3]. Wywód taki znajdujemy między innymi w klasycznej rozprawie Davida P. Gauthiera, który podkreśla, że wedle Hobbesa wrogość (enmity) ma charakter reaktywny i wynika z braku poczucia własnego bezpieczeństwa (security). Człowiek czuje się bezpieczny tylko wtedy, gdy jest silniejszy od sąsiadów i dlatego zbroi się i gotuje na odparcie ataku lub jego uprzedzenie. To z kolei wywołuje poczucie braku bezpieczeństwa u sąsiadów, którzy także są ludźmi i też czują się bezpieczni jedynie wtedy, gdy mają znaczną przewagę. Dlatego ich odpowiedzią na zbrojenia są własne wysiłki w tym kierunku. Atak, uprzedzająca zagrożenie agresja uważane są za najlepszą formę obrony[4]. Zasada ta obowiązuje tak w stanie natury między jednostkami, jak i pomiędzy narodami oraz państwami. Gauthier pisze:

Dwa narody próbują się wzmocnić, aby sobie wzajemnie uniemożliwić napad na siebie, aż w końcu dochodzi do wyścigu zbrojeń, wprost prowadzącego do konfliktu, bowiem najlepszym sposobem zabezpieczenia samego siebie jest zapobieżenie wzrostowi drugiego ponad siebie. (…) Ten, kto nie bierze udziału w wyścigu zbrojeń, ten oddaje się na łaskę innym. (…) Człowiek to nie tylko maszyna dbająca o własne samozachowanie, ale i o destrukcję innych maszyn, bowiem własne samozachowanie jest pochodne destrukcji innych. Dlatego wojna jest nieuniknionym warunkiem ludzkiej egzystencji[5].

Realistyczni interpretatorzy koncepcji Thomasa Hobbesa nie wierzą w liberalne teorie kosmopolitycznego państwa światowego opartego o zasady liberalne i prawa człowieka. Nie wierzą nawet w możliwość powszechnego utrwalenia się zasad prawa międzynarodowego, skoro nad państwami nie ma żadnego uniwersalnego suwerena, który wymusiłby jego egzekwowanie[6]. Realiści pracujący na pismach Hobbesa zwracają uwagę, że wedle tego filozofa państwo powstaje dla wspólnej obrony przeciwko wrogom zewnętrznym, a państwo światowe, obejmujące cały świat, ex definitione nie posiada i posiadać nie może wroga zewnętrznego[7]. Jakkolwiek zwolennicy tej interpretacji dostrzegają oczywiście procesy globalizacji i rosnącej światowej współpracy ekonomicznej, to podkreślają, że nadal zasadniczym i najważniejszym aktorem stosunków międzynarodowych pozostaje suwerenne państwo broniące swoich interesów[8]. Nie istnieje coś takiego jak postęp w relacjach między państwami, wedle którego stan anarchii miałby przekształcać się w stan oparty na prawie, a ten – jako uwieńczenie dziejów – w kosmopolityczne państwo federalne. Hedley Bull pisze: „Koncepcja postępu jest oczywiście całkowicie nieobecna w wizji międzynarodowego stanu natury Hobbesa, bowiem tenże przedstawia zachowania państw w terminologii statycznych i niezmiennych zasad”[9].

Skąd to przekonanie, że Thomas Hobbes jest ojcem realizmu w stosunkach międzynarodowych? Skoro filozof ten prawie nic nie pisze o sprawach zagranicznych, to tyczy się to tym bardziej teorii stosunków międzynarodowych. Jedyny dłuższy fragment, który można zacytować w tym kontekście, dlatego tak często przywoływany, brzmi:

po wszystkie czasy królowie i osoby posiadające władzę suwerenną, przez to, że są od siebie niezależni, wciąć sobie zazdroszczą wzajemnie i pozostają w stanie i postawie gladiatorów, którzy wysunęli swój oręż i mają oczy utkwione jeden w drugim; tą ich bronią są forty, garnizony i działa na granicach ich królestw oraz szpiedzy, których nieustannie utrzymują u sąsiadów; a to jest postawa wojenna. (…) tym ochraniają pracę wytwórczą swoich poddanych[1].

Fragment ten rzeczywiście jest soczysty, ale trudno na podstawie jednego dłuższego zdania zbudować teorię naukową. Dlatego zwolennicy interpretacji realistycznej wspierają się chętnie innymi cytatami z Hobbesa, przede wszystkim dwoma zdaniami zaczerpniętymi ze słynnej dedykacji z O obywatelu (1646), w której czytamy: „Zaiste prawdą jest zarówno to, że człowiek człowiekowi jest Bogiem, jak i to, że człowiek człowiekowi jest wilkiem. Pierwsze jest prawdą, jeśli porównamy między sobą współobywateli; drugie zaś, jeśli porównamy państwa”[2].

Niestety, wciąż mamy do czynienia z pojedynczymi zdaniami. To za mało, aby prawomocnie uznać Thomasa Hobbesa za ojca realistycznej teorii stosunków międzynarodowych. Dlatego Raymond Polin stawia pytanie czy przy rekonstrukcji jego teorii stosunków międzynarodowych możliwe jest wyprowadzenie modelu relacji międzypaństwowych z podobieństwa do stosunków panujących pomiędzy jednostkami w stanie natury? Francuski badacz odpowiada bez wahania: „myśl Hobbesa jest na tyle systematyczna, że pozwala na to pytanie odpowiedzieć twierdząco”[3]. Właściwie wszyscy znani nam realiści polityczni udzielają identycznej odpowiedzi, zgodnie wskazując, że przy rekonstrukcji tejże teorii kluczowa jest analogia pomiędzy stosunkami międzynarodowymi a jego skrajnie pesymistyczną wizją natury ludzkiej i koncepcją przedpaństwowego stanu natury, gdzie trwa przysłowiowa już walka wszystkich ze wszystkimi[4]. Jak pisze włoski badacz Paolo Pasqualucci, „Hobbes postrzega stosunki między państwami tak, jak stosunki między jednostkami w stanie natury, co czyni z wojny środek absolutnie prawowity”[5]. Za wywiedzioną wprost z pism Hobbesa ideę-klucz, charakteryzującą realizm polityczny, uważa się postrzeganie środowiska stosunków międzynarodowych jako stanu poliarchii lub anarchii, gdzie nie obowiązują żadne normy prawne i moralne. Stosunki te to swoisty stan natury[6].

Co charakteryzuje przedpaństwowy stan natury? Przemoc. Ona także charakteryzuje relacje między narodami uformowanymi w państwa, gdzie prawo międzynarodowe ma charakter pomocniczy i drugorzędny. Zacytujmy raz jeszcze Polina: „Hobbes opisuje wprost wszystkie kwestie polityczne w kategoriach siły, władzy, przemocy. Terminy te co i rusz powracają w jego pismach, gdzie mają znaczenie tak ludzkie i polityczne, jak fizyczne oraz naturalne”[7]. Świat angielskiego filozofa politycznego pełen jest sił naturalistycznych i mechanicznych (opisywanych przez nauki ścisłe), jak i ludzkich, które wzajemnie wchodzą w konfliktowe interakcje[8]. Dotyczy to stosunków między wszelkimi bytami i istotami, a więc także państw. Człowiek jest agresywny tak jako jednostka, jak i zrzeszony w państwo. Realiści przenoszą jednostkową tendencję do ekspansji na ekspansywność państwa[9].

Klasyczny przykład tej logiki wywodu stanowi głośna swojego czasu rozprawa francuskiego liberalnego katolika Josepha Vialatoux Państwo totalitarne Hobbesa (La Cité totalitaire de Hobbes. Théorie naturaliste de la civilisation. Essai sur la signification de l’existence historique du totalitarisme) opublikowana w 1952 roku, czyli siedem lat po zakończeniu II Wojny Światowej, a napisana pod wyraźnym wpływem szoku wywołanego przez zbrodnie niemieckie i doświadczenie III Rzeszy. Przypisując Hobbesowi prekursorstwo wobec nazizmu, francuski badacz równocześnie podkreśla jego realizm polityczny (jakkolwiek filozof ten nie posługuje się tym stricte politologicznym terminem) w kwestiach międzynarodowych. Jego zdaniem Thomas Hobbes myśli następująco:

Państwo (…) jest dziełem jednostek ludzkich zakorzenionych w różnych warunkach, podzielonych przez przestrzeń i czas, nie tylko przez różnice geograficzne, ale i morfologiczne. Wszyscy dzielą ludzi wedle określonych kryteriów. To, co determinuje umowę społeczną do której się przystępuje, to podział narodowościowy, ukształtowanie powierzchni, krew i rasa. Struktura naszej planety i naszego ciała uniemożliwiają stworzenie jedności i pokoju światowego. Człowiek po wyjściu z rąk natury jest przysposobiony tylko do wojny i pacyfikacji otaczających go ludzi i pozostawienia ograniczonej ilości helotów. Na pierwszy rzut oka widać, że ukształtowanie powierzchni na świecie nie stworzyło jednolitego świata ludzi, ale liczne światy ludzkie, zwące się rasami, narodami, cywilizacjami. Wszystkie one zostały rzucone do walki przeciwko sobie. Natura łączy jednostki ludzkie, a zarazem je dzieli i zamyka w grupach, które stają do walki przeciwko sobie. Nacjonalizm i rasizm wynikają z wewnętrznej natury naturalizmu (…) Dwa państwa są, ‘z samej definicji’, sobie wrogie. Są w stanie natury tylko dlatego, że są dwa. I stan wojny między nimi może zaniknąć tylko wraz z ich dualizmem, czyli gdy jedno podbije drugie lub połączą się drogą umowy dla korzyści jednego z nich. (…) Ani z ‘natury’, ani z ‘prawa’ międzynarodowego państwa pomiędzy sobą nie pozostają w stanie pokoju, lecz w stanie ‘natury’, czyli ‘wojny’ międzynarodowej. Sama idea pokoju międzynarodowego jest absurdem, sprzecznością terminologiczną. Nie ma końca wojen w stanie natury, dopóki wielość narodów nie przekształci się w uniwersalne ‘dominium’ jednego narodu. Podział ludzi na narody i wojny między nimi są synonimami. ‘Nacjonalizmy’, ze ‘swojej istoty’  wykluczają pojęcia ‘prawa’ i stanu ‘pokoju’[10].

Trudno nie uznać nam tej logiki, że wizja stanu natury i pesymizmu antropologicznego prowadzi Thomasa Hobbesa do wojennej koncepcji stosunków międzynarodowych. Aby zanegować logiczność tego wywodu trzeba zupełnie inaczej spojrzeć na ogólny wydźwięk idei politycznych angielskiego filozofa i stworzyć zupełnie odmienną narrację o stosunkach międzynarodowych.

Resztę tekstu prof. Adama Wielomskiego można przeczytać TUTAJ.

[Głosów:3    Średnia:5/5]
Facebook

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *